Przekroczyć próg lombardu…

Słowo „lombard” znane jest prawdopodobnie każdemu z nas. Jednakże mało kto tak naprawdę wie, na czym polega mechanizm funkcjonowania tego rodzaju instytucji. Wszystkim kojarzy się ona wyłącznie z pozbywaniem się...

Słowo „lombard” znane jest prawdopodobnie każdemu z nas. Jednakże mało kto tak naprawdę wie, na czym polega mechanizm funkcjonowania tego rodzaju instytucji. Wszystkim kojarzy się ona wyłącznie z pozbywaniem się cennej biżuterii w zamian za otrzymanie za nią… jej równowartości pieniężnej. Nic bardziej mylnego!

Któregoś pięknego dnia wchodzę do jednego z poznańskich lombardów. Powstał on ponad 14 lat temu jako drugi w tym mieście – pierwszy zlokalizowany był wówczas pod rondem Kaponiera. Gdy już znajduję się w środku, wstępnie zaczynam pojmować ideę przyświecającą pomysłodawcom powstawania takich firm. Na przekór moim wcześniejszym wyobrażeniom, jawi mi się miejsce doprawdy ciekawe i przytulne – na ścianach o ciepłej, żywej barwie zwisają swobodnie istne dzieła sztuki w postaci obrazów, po lewej stronie widnieją stare, zabytkowe meble – wciąż cudownie pachnące, zaś po prawej – prawdziwy „pchli targ”: trochę naczyń, sprzętu, rower, pufy do siedzenia…

Mechanizm działania lombardów

Często jest tak, że jedynymi, którymi lombardy naprawdę pomagają, to ich właściciele. – Dopomagać klientom mogłem wtedy, gdybym za przynoszone do mnie przedmioty płacił im ich rynkową wartość. Ja, by się utrzymać (siebie, rodzinę, lombard), musiałem te rzeczy oprocentować lub skupować w komis za co najwyżej połowę ich prawdziwej ceny, czasem za 1/3, rzadziej za 1/4 wartości. Więc czy ktoś, kto przed chwilą kupił np. wymarzony telewizor, zmuszony ciężką sytuacją materialną, oddał mi go w zastaw za ćwierć ceny, był z mojej działalności zadowolony? – w ten sposób wypowiada się były właściciel jednego z niegdyś działających lombardów.

Jaki jest zatem mechanizm działania takich przedsiębiorstw? Przypuśćmy, że ktoś przynosi pewien przedmiot, który następnie zostaje wyceniony przez pracownika „urzędującego” w  danym momencie za ladą. Robi się to czasem niemalże „na oko” i „wyczucie” lub porównując z cenami sprzętu wystawianego na aukcjach, głównie na Allegro, znacznie częściej jednak na podstawie szczegółowej analizy, dokonywanej przez wykwalifikowanego fachowca (specjalizującego się na przykład w złocie i innych cennych kruszcach). Ów pracownik umawia się wówczas z klientem, że pożycza mu – załóżmy – pięćset złotych w gotówce. Zastawem takiej pożyczki jest naszyjnik, który w rzeczywistości kosztował na przykład tysiąc pięćset złotych. Aby sfinalizować „transakcję”, niezbędne jest podpisanie umowy. W niej klient deklaruje się, że – powiedzmy – w ciągu miesiąca odkupi swój towar. Oczywiście – już nie za tyle pieniędzy, ile za niego uprzednio otrzymał od lombardu, a więc za pół tysiąca, ale z doliczeniem do tego odpowiedniej prowizji.

Wiele lombardów przyjmuje złoto, sprzęt w postaci telefonów, ale tylko w momencie, gdy ma się do tego dowód zakupu i ważną kartę gwarancyjną – w przeciwnym wypadku jest on po prostu nieprzyjmowany. Podobnie w sytuacji, gdy nie posiada on np. ładowarki czy opakowania, ponieważ pracownicy lombardów liczą się z tym, że dana osoba może przynieść dany przedmiot i już nigdy po niego nie wrócić. Zdarza się i tak, że szefowie lombardów mają zbyt „miękkie serce”, dzięki czemu każdy przedmiot przechowuje się w sejfie nawet do pół roku, pomimo że na przykład umowa podpisywana była na miesiąc czasu, a klient nie przyszedł jej przedłużyć. Przedłużenie takiej umowy jest czasami możliwe, wówczas płaci się tylko odsetki prowizyjne, aby pracownik mógł zorientować się, że klientowi zależy na swoim przedmiocie, by można go było dalej trzymać. Jest to swego rodzaju ewenement, gdyż w większości lombardów na ogół wystawia się na sprzedaż towar, po którego właściciel nie zgłosił się dwa dni, a nawet dzień po upływie wyznaczonego termin na jego ewentualny odbiór.

Do lombardu można oddać tak naprawdę niewiele rzeczy. W grę wchodzi więc głównie elektronika (najczęściej są to telefony komórkowe, urządzenia TV, TV i HiFi), biżuteria (złoto, ale również srebro i inne), dzieła sztuki, antyki. W skrajnych przypadkach mogą to być także urządzenia sportowe, takie jak: rower, rolki czy narty. Ważne, by pamiętać przy tym, że to, co dla nas wydaje się cenne, może takie w ogóle nie być dla pracownika lombardu.

Pułapki czyhające na klientów

Gdyby właściciele lombardów mówili wprost otwarcie o tym, jakie pułapki czyhają, pewnie nie mieliby klientów. Już na wstępie trzeba się pożegnać z jakąś cenną rzeczą z domu. Często cenną sentymentalnie (np. pierścionki po prababce, pamiątki rodzinne, antyki) albo cenną materialnie (zazwyczaj elektronika). Trzeba także przeboleć fakt, że za coś wartego na rynku np. 1000 zł, lombard może zapłacić już tylko np. 300-400 zł.

W zależności od „polityki” danej placówki – właściciele wielu lombardów, po upływie czasu przewidzianego w umowie, zwiększają znacznie koszty manipulacyjne, które później należy ponieść, wobec czego ewentualny wykup po kilku miesiącach staje się u nich po prostu nieopłacalny, dlatego rzadko kiedy prawowici właściciele wracają po swoje rzeczy – a czasami jest zupełnie na odwrót, kiedy np. dzieje się też tak, że klienci dostają emeryturę „pierwszego”, za którą opłacają rachunki, a „drugiego” każdego miesiąca nie pozostaje już im nic na jedzenie, wobec czego przychodzą do lombardu, oddają pod zastaw pierścionki, a za cztery tygodnie znowu wracają, odbierają swój przedmiot, żeby za parę dni oddać go ponownie. I tak dzieje się w kółko.

Wiele osób związanych z tą branżą nie ma jednak skrupułów pod tym względem, gdyż – jak twierdzą – muszą przechować sprzęt, zabezpieczyć go przed kradzieżą, ponieść ryzyko utraty wartości, co według nich wcale nie należy do zadań… łatwych.

Umowa – co warto wiedzieć

Dobrze (a więc uczciwie) sporządzona umowa pomiędzy klientem a lombardem powinna prócz danych osobowych zawierać również dokładne ustalenia finansowe, tj. kwotę, jaką pożyczkobiorca pobiera od lombardu; datę, na którą przypadać ma wykup sprzętu, a także rzecz najważniejszą – wartość prowizji, jaką oddający przedmiot pod zastaw musi ponieść przy ewentualnym jego odkupywaniu. Oczywiście, można również od razu zaznaczyć, że się po swoją rzecz nigdy nie wróci.

Warto też, by w umowie znalazł się dokładny opis przedmiotu pozostawionego pod zastaw, tj. marka i model przedmiotu, numer fabryczny – no i oczywiście, dobrze by było dołączyć do tego wszystkiego jakikolwiek dokument potwierdzający, iż jest się właścicielem danego przedmiotu (najlepszy byłby zatem paragon ze sklepu, by można było określić wiek sprzętu, cenę zakupu, itd.). Jeśli nie posiada się takiego dowodu, wówczas należy złożyć oświadczenie na piśmie, iż nie jest to sprzęt kradziony. W przypadku elektroniki jednak dokumentacja dokonania wcześniejszego jej zakupu jest właściwie niezbędna, gdyż nikt później nie ma ochoty kupić czegoś z „niepewnego źródła”.

Ze wszystkich tych elementów najważniejsza jest jednak wartość prowizji, ażeby była ona klarownie określona. Przykład takiej umowy znaleźć można pod adresem: http://www.federacja-konsumentow.org.pl/wzory/11.doc.

Lombard a firmy pożyczkowe

W czym lepsze są zatem lombardy od zwykłych firm pożyczkowych? Te drugie żądają dokumentów, zaświadczeń, zabezpieczeń. Możliwie dokładnie sprawdzają klienta. Spisują wiele danych, które mogą krępować osoby, które biorą skromną pożyczkę rzędu stu czy dwustu złotych. W lombardach zaś wystarczy dosłowne pięć minut, aby klient mógł odejść z gotówką w dłoni. Oczywiście, musi wcześniej okazać dowód osobisty lub paszport w celu spisania umowy.

- W takich firmach pożyczasz dwieście złotych na tydzień, a musisz oddać trzysta – 50% więcej płacisz, a jak nie spłacisz, to to nie jest tak, że tutaj, wiesz, poczekamy, najwyżej ci przepadnie… Nie, tam przychodzi ci człowiek i ci wali do drzwi! – opowiada pracownica jednego z lombardów.

Kto może przyjść?

Z usług lombardu mogą korzystać jedynie osoby dorosłe, legitymujące się dowodem osobistym lub paszportem, zatem małoletni nie posiadają możliwości zastawiania przedmiotów.

Ponadto pracownik lombardu nie jest przeszkolony do diagnozowania stanu psychicznego lub emocjonalnego osób korzystających z usług lombardu. Nie ma prawa odmówić żadnej pełnoletniej osobie zastawiania danej rzeczy. A więc, podsumowując: nawet osoba nietrzeźwa lub ubezwłasnowolniona teoretycznie ma prawo przyjść, oddać jakiś towar i otrzymać za niego pożyczkę. No, chyba że robi to pod czyimś przymusem (wydaje się to dość niedorzeczne) lub jej stan jest naprawdę „wskazujący”.

A w razie podejrzeń…

Pracownik nie ma prawa oskarżyć kogokolwiek o kradzież. Póki co, panuje w Polsce zasada domniemania niewinności. Jeśli zatem pracownik podejrzewa, że zastawiany przedmiot jest kradziony (np. jest to radio samochodowe z powyrywanymi przewodami), ma jedynie prawo odmówić przyjęcia urządzenia w zastaw ze względu na jego stan techniczny.

Obowiązkiem powiadomienia policji pracownik byłby objęty tylko wtedy, gdyby był bezpośrednio świadkiem przestępstwa – gdy na przykład widział, jak klient owo radio kradł, albo napadał kogoś na ulicy, kradnąc telefon lub inny cenny przedmiot.

Czy to wstyd?

Czy ludzie uważają korzystanie z usług lombardu za wstyd? Czy jest to dla nich upokorzenie, że w taki sposób niejako muszą „zarabiać” na życie? Na twarzach klientów właściciele lombardów często zauważają zażenowanie. Najczęściej, gdy brana jest pożyczka wysokości 50 czy 100 złotych. Gdy ten cały „zachód”, a więc przynoszenie ciężkiego telewizora czy wypisywanie umowy, jest tak naprawdę więcej warte od uzyskanych za to wszystko pieniędzy. No i świadomość, że owe 50 czy 100 złotych wystarczą jedynie na niezbędne zakupy jedzenia dla dzieci….

Na przysłowiowy „chleb”…

Niejednokrotnie zdarza się, że ludzie, aby móc wyżywić siebie i rodzinę, pozbywają się całego dobytku i cennych pamiątek. Czasem przyczyną podjęcia takiej decyzji są również inne, niezaplanowane sytuacje życiowe jak choroba czy śmierć kogoś bliskiego. W przypadku osób bardzo biednych, których nie stać nawet na zapewnienie podstawowych środków do życia, zastawione przez nich przedmioty rzadko kiedy wracają do właścicieli. Co więcej, bardzo często jeszcze w trakcie tego samego miesiąca tacy klienci przychodzą oddawać kolejne rzeczy. Najgorzej sprawa wygląda u ludzi starszych, którzy szczególnie przywiązani są do tych pamiątek, i takim najtrudniej jest się z nimi rozstać. Niejednokrotnie więc pracownicy lombardu wysłuchują ich historii życia, są świadkami chwil słabości swoich klientów, ale mimo wszystko… wciąż pozostają jedynie biernymi słuchaczami, którzy niewiele są w stanie im dopomóc poza wypełnieniem swoich służbowych obowiązków. W środowisku panuje dewiza: „lepiej jest odejść z lombardu z pieniędzmi, a z apteki z lekami, niż z lombardu z pustymi rękami (czyli bez gotówki), a z apteki z niewykupioną receptą”. Cóż, coś w tym jest…

Mała statystyka

Czy klienci lombardów są zazwyczaj klientami stałymi, czy większość pojawia się w nich tylko jednorazowo? Zdecydowanie liczniejsza jest grupa wymieniona tutaj jako pierwsza. Jednorazowi klienci to przede wszystkim mieszkańcy innych miast. Często okradzieni z portfela i dokumentów nie mają innego wyjścia, jak zastawić to, co im cennego jeszcze pozostało, żeby przynajmniej móc wrócić do domu. Ci właśnie prawie zawsze wracają po swoje zegarki, obrączki czy telefony.

Często zdarzają się także tacy klienci, których nigdy by się nie posądziło o to, że kiedykolwiek wzięli jakąś pożyczkę. Tacy przyjeżdżają na przykład Mercedesem, by zastawić pierścionek, bo akurat nie wzięli z domu pieniędzy i nie mają na kawę – a tacy również się zdarzają! Najwięcej jest jednak emerytów, ludzi biednych, którzy mają do „dziesiątego”, a potem już niestety im nie starcza na życie.

Istnieją zasadniczo cztery grupy osób, które korzystają z usług lombardów, a więc są to: tradycyjnie emeryci i renciści, „którym brakuje do pierwszego”, poza tym samotne matki, „którym brakuje do alimentów”, młodzi ludzie, „którym brakuje, żeby w danej chwili kupić sobie np. perfumy albo przedmiot z promocji, a którzy nie posiadają przy sobie w danym momencie gotówki”, no i na końcu jeszcze Cyganie, „którzy przegrywają w karty i muszą oddać długi”.

Drobne absurdy

Wiele spraw pozostaje również niejasnych. Najdziwniejsze jest przede wszystkim to, że nawet, jeśli na umowie lombardowej istnieje oświadczenie pożyczkobiorcy o tym, że jest jedynym właścicielem przedmiotu, to w momencie, gdy policja znajdzie go w lombardzie, po czym okaże się, że jest on kradziony, to go po prostu zabiera. Lombard pozostaje zatem stratny na takiej transakcji. Oczywiście, można ścigać takie osoby, które podpisywały stosowne oświadczenie, ale można to rozwiązać jedynie na drodze powództwa cywilnego, a to często przeciąga się w nieskończoność.

 

 MARTA AKUSZEWSKA

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 7.7/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Przekroczyć próg lombardu…, 7.7 out of 10 based on 3 ratings

nie mamy podobnych .

Rozwiń TAGI