Archiwum

Archiwum

20212020201920182017201520142013201220112010

20212020201920182017
  • środa, 27 grudnia Śląscy naukowcy i przedsiębiorcy będą pracować nad nowoczesnymi rozwiązaniami dla medycyny i sportu. W Zabrzu powstanie nowoczesne centrum inżynierskie (Wiadomości branĹźowe) (by Newseria.pl - Agencja Informacyjna.)
    W przyszłym roku w Zabrzu ruszy budowa Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu, które powstanie na terenie Politechniki Śląskiej. Śląscy naukowcy będą prowadzić prace badawczo-rozwojowe oraz opracowywać inn...
  • piątek, 22 grudnia Nowo powstające firmy to coraz ważniejszy klient dla banków. Na rynku brakuje oferty finansowania dla młodego biznesu (Wiadomości branĹźowe) (by Newseria.pl - Agencja Informacyjna.)
    Każdego roku w Polsce przybywa około 350 tys. nowych przedsiębiorstw, istotna ich część szybko kończy działalność. Problemem często okazują się dla nich skomplikowane prawo podatkowe, niewystarczający kapitał ludzki czy brak środków n...
  • środa, 20 grudnia Jak długo firmy w Polsce i na świecie czekają na płatności? (Finanse) (by dionizy.pl)
  • środa, 20 grudnia Zadbaj o bezpieczeństwo swoich danych i pieniędzy na święta! (Finanse) (#święta #BoĹźeNarodzenie #wigilja, BoĹźe Narodzenie, święta, wigilja) (by dionizy.pl)
  • wtorek, 12 grudnia W 61 proc. dużych firm doszło do wycieku danych przez brak zabezpieczeń w urządzeniach drukujących. Takich ataków będzie coraz więcej (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W tym roku 61 proc. dużych firm w Stanach Zjednoczonych i Europie zgłosiło wyciek danych spowodowany brakiem zabezpieczeń w urządzeniach drukujących. Dostęp do wrażliwych danych przez osoby nieuprawnione może mieć poważne skutki dl...
  • piątek, 8 grudnia Lawinowo przybywa użytkowników bankowości mobilnej. PKO BP idzie na rekord w tym segmencie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Liczba użytkowników bankowości mobilnej w Polsce przekroczyła już 9 mln. W porównaniu z ubiegłym rokiem przybyło prawie 2 mln osób, które regularnie logują się do swojego konta w banku za pośrednictwem smartf...
  • poniedziałek, 4 grudnia Długie terminy płatności nękają branżę budowlaną (Finanse) (by dionizy.pl)
  • poniedziałek, 4 grudnia Raportowanie do organu nadzorczego o własnych naruszeniach (Finanse) (by dionizy.pl)
  • poniedziałek, 27 listopada Zmiany w ustawie hazardowej poprawiły wyniki legalnych bukmacherów o kilkaset procent. Do Polski wkracza największy gracz z rumuńskiego rynku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej spowodowała zmniejszenie szarej strefy i przejęcie dużej części rynku przez legalnie działających bukmacherów. Wzrost względem ubiegłego roku sięga nawet 250 proc. Zachęciło to do wejścia na pols...
  • poniedziałek, 13 listopada Międzynarodowe, innowacyjne firmy farmaceutyczne wspierają polską gospodarkę. Rocznie zasilają ją kwotą nawet 7 mld zł (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Międzynarodowe przedsiębiorstwa z branży farmaceutycznej, które rozwijają nowe, coraz skuteczniejsze i bezpieczne leki, przeznaczają na badania i rozwój około 14 proc. swoich zysków. Firmy te prowadzą swoją działaln...
  • piątek, 10 listopada Polskie samorządy inwestują w ekologiczne innowacje. Najczęściej w rozwiązania obniżające koszty utrzymania miasta (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ONZ szacuje, że w połowie tego stulecia dwie trzecie światowej populacji będzie zamieszkiwać małe i duże miasta. To oznacza szereg wyzwań, związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na wodę i energię, gospodarką odpadami czy organizacj...
  • czwartek, 9 listopada Coraz częściej to pracownicy wybierają pracodawcę. Niskie bezrobocie zmienia proces rekrutacji w firmach (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Najniższe od niemal 27 lat bezrobocie  w Polsce powoduje, że punkt ciężkości w relacjach między pracodawcami a zatrudnionymi przesuwa się w stronę pracowników. Ich oczekiwania rosną. Chcą nie tylko wyższych pensji i&nbs...
  • wtorek, 7 listopada 4 sposoby na odzyskanie pieniędzy przedsiębiorstwa (Finanse) (by dionizy.pl)
  • wtorek, 7 listopada Konsekwencje nieterminowych płatności, z którymi zmaga się sektor MŚP (Finanse) (by dionizy.pl)
  • wtorek, 7 listopada Polskie rolnictwo staje się coraz bardziej innowacyjne. Nowe technologie pozwalają na tanią i bezpieczną produkcję (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rosnąca konsumpcja drobiu napędza rozwój i inwestycje w polskim przemyśle drobiarskim. W 2016 roku produkcja wzrosła o 10 proc., a polski drób jest jednym z hitów eksportowych. Na innowacje technologiczne coraz...
  • poniedziałek, 6 listopada Rośnie zadłużenie młodych ludzi (Finanse) (by dionizy.pl)
  • piątek, 3 listopada Projekty kolejowe w Polsce nabierają tempa. Powstanie system zapobiegający zamarzaniu trakcji (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Inwestycje kolejowe są obecnie na poziomie przekraczającym 30 mld zł – informuje wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński. Zarządca sieci kolejowej, spółka PKP PLK, i Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa planują uruchomienie d...
  • piątek, 3 listopada We wrześniu 2018 roku Polska trafi do koszyka krajów rozwiniętych. To powinno przyciągnąć nowych inwestorów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Od września przyszłego roku Polska znajdzie się w grupie 25 rozwiniętych państw świata według klasyfikacji agencji FTSE Russell. Choć ogłoszony kilka tygodni temu awans jest powodem do radości, to analitycy od razu zwrócili uwagę na to, że...
  • wtorek, 31 października PGNiG rozwija lokalne sieci gazowe. Nowy koncept pozwoli obniżyć samorządom emisje dwutlenku węgla do atmosfery o ok. 80 proc i zmniejszyć koszty ciepła (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    PGNiG chce współpracować z samorządami przy budowie lokalnych sieci gazowych w oparciu o stacje regazyfikacyjne, do których docierać będzie skroplony gaz ziemny (LNG). Spółka zawarła właśnie kontrakt na pierwszą tak...
  • poniedziałek, 30 października Polskie szkoły nie mają dostępu do szybkiego internetu i cyfrowych narzędzi. Ministerstwo Cyfryzacji chce nadrobić te zaległości w trzy lata (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Zgodnie z rządową strategią w kolejnych latach wszystkie 30,5 tys. szkół ma znaleĹşć się w zasięgu szybkiego i bezpiecznego internetu. Dziś zaledwie kilka tysięcy ma dostęp do sieci o przepustowości co najmniej 100 Mbps,...
  • piątek, 27 października W listopadzie ruszy konkurs na prototyp polskiego samochodu elektrycznego. Na światowym rynku jest nisza dla krajowych producentów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Spółka ElectroMobility Poland, która odpowiada za realizację projektu polskiego samochodu elektrycznego, zamierza ogłosić w listopadzie konkurs na prototyp takiego pojazdu. Niszą na tym rynku, którą mogą zagospodarować polscy...
  • czwartek, 26 października Trwa boom inwestycyjny w małych i średnich firmach. Zakup samochodów lub maszyn najchętniej finansują leasingiem (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Branża leasingu rośnie w siłę – po trzech kwartałach tego roku wzrost wyniósł prawie 13 proc. Zdecydowana większość umów leasingowych dotyczy samochodów osobowych i lekkich dostawczych oraz maszyn i urząd...
  • wtorek, 24 października Ministerstwo Zdrowia: nowy lek na zaawansowanego szpiczaka mnogiego ma szansę trafić na styczniową listę refundacyjną (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Resort zdrowia nie wyklucza, że w styczniu na listę refundacyjną trafi nowoczesny lek dla chorych na zaawansowanego szpiczaka plazmocytowego. Obecnie trwają rozmowy ministerstwa z producentem leku, pomalidomid, który podaje ...
  • piątek, 20 października Za 30 lat zdecydowana większość z 10 mld ludzi na świecie będzie mieszkać w miastach. To wymaga poważnych zmian (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W 2050 roku dwie trzecie światowej populacji będzie mieszkać w miastach – szacuje ONZ. To stawia przed metropoliami szereg wyzwań związanych m.in. z rosnącym zapotrzebowaniem na energię, żywność czy przestrzeń do życia. W budowę zr&oac...
  • piątek, 20 października G. Verheugen: Największym wyzwaniem ekonomicznym dla Europy jest przygotowanie się na ostrą konkurencję. Kraje Dalekiego Wschodu są coraz silniejsze (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Europa powinna przygotować się na ostrą konkurencję – mówi Günter Verheugen, były komisarz Unii Europejskiej. Dodaje, że to obecnie największe wyzwanie ekonomiczne przed jakim stoi europejska gospodarka. Jej słabe strony szczeg&oacut...
  • środa, 18 października Problemy ze spłatą zadłużenia ma 2 mln Polaków. Dla większości rozwiązaniem jest kredyt konsolidacyjny (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Ponad 2 mln Polaków nie płaci swoich zobowiązań terminowo. Wielu z nich udaje się uniknąć wpadnięcia w spiralę zadłużenia dzięki kredytowi konsolidacyjnemu. Połączenie kilku kredytów w jeden pozwala bowiem zaoszczędzi...
  • poniedziałek, 16 października Choroby pracowników to dla pracodawców koszt. Poprawa opieki medycznej pozwoliłaby im zaoszczędzić blisko 12 mld zł (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W ubiegłym roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 220 milionów dni. Koszty z tym związane, ponoszone zarówno przez ZUS, jak i samych pracodawców, są liczone w miliardach złotych. Dzięki inwestycji...
  • piątek, 13 października Trzy czwarte Polaków korzystających z bankowości mobilnej nie wyobraża sobie bez niej życia. Co kwartał przybywa kilkaset tysięcy nowych użytkowników aplikacji bankowych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Polacy polubili bankowość mobilną. Ponad połowa badanych twierdzi, że w przyszłości to będzie ich główny sposób kontaktu z bankiem. Przyczyniają się do tego wygoda, bezpieczeństwo mobilnych aplikacji i powszechno...
  • czwartek, 12 października Zła komunikacja i nieufność między pracownikami utrudnia rozwój przedsiębiorcom. Odbija się to na funkcjonowaniu 95 proc. firm w Polsce (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Pracownicy ukrywają błędy, są zdemotywowani, czują, że ich zdanie nie ma znaczenia. Niechętnie oferują pomoc i zgłaszają własne pomysły, nie identyfikują się z firmą i nie znają jej celów, skarżą się na złą atmosferę w&...
  • wtorek, 10 października Po połączeniu dwóch gigantów sektora naftowo-paliwowego na inwestycje trafi 2 mld zł. Pomogą one zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne kraju (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    PERN, regionalny lider logistyki surowcowej, po połączeniu z OLPP, największym w kraju przedsiębiorstwem w obszarze magazynowania paliw płynnych, zapowiada duże inwestycje. W ciągu 4 lat na rozbudowę infrastruktury zbiornikowej, projekt...
  • piątek, 6 października Proponowane przepisy dotyczące bezpieczeństwa żywności mogą doprowadzić do wzrostu cen suplementów diety. Za błędy w reklamie producentom ma grozić kara do 20 mln zł (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Producenci suplementów diety sceptycznie odnoszą się do projektu zmian w ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia, nad którą pracuje resort zdrowia. Obawiają się kar finansowych za niewłaściwe reklamy, które ma...
  • piątek, 6 października Duży deficyt specjalistów z branży IT. Firmy płacą pracownikom coraz więcej za skuteczne polecenie kandydata (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Globalnie luka kadrowa w branży szacowana jest na dwa miliony wakatów. W Polsce nieobsadzonych jest 30–50 tys. miejsc. Pracodawcy w branży IT prześcigają się w walce o pracownika. Oferują wyższe wynagrodzenia i at...
  • środa, 4 października Co czwarta instytucja finansowa w Europie padła ofiarą cyberataku. Po wejściu w życie przepisów o ochronie danych osobowych, banki mogą zapłacić blisko 5 mld euro kar (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Już 1 na 4 instytucje z sektora finansowego odnotowała incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa – wynika z raportu Capgemini. Jednocześnie tylko połowa banków ma wdrożoną odpowiednią politykę związaną z cyberzagrożeniami, m...
  • poniedziałek, 2 października 80 proc. upraw ma być objętych ochroną dzięki dystrybucji ubezpieczeń przez Pocztę Polską. W ciągu 3 lat dopłaty rządowe do ochrony upraw i zwierząt gospodarskich mają sięgnąć 1,8 mld zł (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Jedynie 10 proc. rolników ubezpiecza swoje uprawy. Jeszcze mniej żywy inwentarz. Pomóc to zmienić mają ubezpieczenia Pocztowego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych pod marką AGRO Ubezpieczenia. Państwowe dopłaty sięgają 65 proc. i można je nabyć w prawie dwóch tysiącach placówek pocztowych. W tym roku na ubezpieczenia rolników trafi blisko 500 mln zł. W perspektywie najbliższych trzech lat dopłaty rządowe do upraw i hodowli mogą sięgnąć 1,8 mld zł.– Tylko 10 proc. upraw jest obecnie ubezpieczonych. To powód, dla którego weszliśmy we współpracę z resortem rolnictwa. Postanowiliśmy wykorzystać potencjał Poczty Polskiej. W ten sposób zmienimy niekorzystne proporcje. Mamy nadzieję, że wkrótce zamiast 90 proc. nieubezpieczonych upraw będzie 90 proc. ubezpieczonych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa.Choć świadomość rolników dotycząca konieczności i korzyści płynących z ubezpieczeń jest coraz większa, problemem często była dostępność takich ubezpieczeń. Współpraca Poczty Polskiej, Pocztowego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych i Funduszu Składkowego Ubezpieczenia Społecznego Rolników ma to zmienić.– Chcemy wykorzystać fakt, że Poczta ma ponad 7,3 tys. placówek. Chcemy być obecni w każdej placówce. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że każdy rolnik wie, gdzie znajduje się najbliższy urząd pocztowy i że jesteśmy w stanie dotrzeć do tych rolników, którzy do tej pory się nie ubezpieczali – wskazuje Zbigniew Pusz, prezes zarządu Pocztowego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych.W Polsce jest 1,4 mln gospodarstw, w tym 0,2 mln to te o powierzchni większej niż 15 ha. Ze względu na prawo, które nakłada na rolników obowiązek ubezpieczania budynków wchodzących w skład gospodarstwa, 90 proc. rolników ubezpiecza budynki.Obecnie 40 proc. rolników ubezpiecza ruchomości rolnicze. Znacznie gorzej wygląda sytuacja ubezpieczeń upraw i zwierząt – tylko 10–12 proc. gospodarstw wykupuje ochronę dla plonów i tylko ok. 8 proc. zwierząt jest ubezpieczonych (głównie drób). Najczęściej na ubezpieczenie upraw decydują się największe gospodarstwa. Szacuje się, że ubezpieczonych jest 25–30 proc. powierzchni upraw. Ubezpieczenia oferowane w placówkach Poczty Polskiej, które znajdują się nawet w najmniejszych miejscowościach, mogą tę proporcję poprawić na korzyść małych gospodarstw.– Nie przedstawiamy się jako konkurencja dla towarzystw ubezpieczeniowych, które oferują pełną gamę produktów dla rolników. Zależy nam głównie na tym, abyśmy poprawili penetrację ubezpieczeniową, dotarli do tych rolników, którzy do tej pory jeszcze nie skorzystali z tej oferty, aby procent ubezpieczonych gospodarstw zwiększył się z 10–12 proc. przynajmniej czterokrotnie, a procent areału uprawnego docelowo zwiększył się trzykrotnie – zapowiada prezes PTUW.Dzięki nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich dopłaty rządowe do ubezpieczeń mogą sięgnąć 65 proc. Jak wskazują przedstawiciele resortu infrastruktury i rolnictwa, w tym roku na ubezpieczenia rolników trafi 500 mln zł, jednak kwota ta ma być stopniowo zwiększana. W przyszłym roku może przekroczyć już 1 mld zł. W ciągu najbliższych 3 lat dopłaty do ochrony upraw i hodowli mogą sięgnąć 1,8 mld zł.– Nie przewidujemy takich zdarzeń jak w tym roku, gdy rolnicy chcieli się ubezpieczać, a nie mogli. Będzie tu płynne ubezpieczanie, przejście z oferty jesiennej na ofertę wiosenną. Dostęp do ubezpieczeń dla rolnika, dotowanych i niedotowanych, będzie zapewniony w sposób ciągły, przynajmniej w naszej firmie, ale myślę, że także u konkurencji – mówi Zbigniew Pusz.Oferowany rolnikom zakres ubezpieczenia upraw obejmuje ryzyka od zjawisk pogodowych, strat w produkcji zwierząt gospodarczych spowodowanych przez nawałnice czy burze. AGRO ubezpieczenia obejmują m.in. plony zbóż, rzepaku, chmielu, warzyw gruntowych i krzewów owocowych.Większość udziałów w PTUW należy do Poczty Polskiej (50,46 proc.). Pod koniec lipca 49,5 proc. udziałów zostało objęte przez Fundusz Składkowy Ubezpieczenia Społecznego Rolników.– Głównym założeniem tego porozumienia jest wykorzystanie potencjału, jaki stoi za Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Funduszem Składkowym oraz Pocztą Polską w celu upowszechnienia i propagowania idei ubezpieczeń upraw rolnych i ubezpieczeń rolników. Fundusz Składkowy objął udziały za ponad 27,5 miliona złotych w PTUW – mówi Adam Sekściński, prezes zarządu Funduszu Składkowego Ubezpieczenia Społecznego Rolników.
  • piątek, 29 września Do 2050 roku produkcja rolna wzrośnie o 75 proc. Rolnicy będą musieli się skupić na poprawie efektywności upraw i bezpieczeństwa dla środowiska (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rosnąca liczba ludności, a więc i zwiększające się zapotrzebowanie na żywność, opłacalność zbiorów, ochrona środowiska, zarządzanie wodą i nawozami azotowymi – to tylko część wyzwań, z którymi rolnictwo musi poradzić sobie w nadchodzących latach. Podobnie jak w innych branżach, niezbędne są innowacje i produkty, które przełożą się na efektywność upraw i będą bezpieczne dla środowiska. Coraz większym wyzwaniem dla rolników jest też zachowanie bioróżnorodności, od której zależy wielkość zbiorów. – Rolnicy potrzebują innowacji pod warunkiem, że te innowacje rozwiązują ich konkretne problemy, są odpowiedzią na określone sytuacje, które napotykają w swoich gospodarstwach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska.Według prognoz demograficznych do 2050 roku liczba ludności na świecie przekroczy 10 miliardów. To oznacza, że produkcja rolna musi wzrosnąć o około 75 proc., a rolnicy będą musieli wyprodukować więcej żywności niż przez minione stulecia. Aby sprostać temu wyzwaniu, rolnictwo – podobnie jak inne branże – potrzebuje nowych rozwiązań i innowacji.Aby sprostać wyzwaniom i rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność, rolnicy potrzebują dostępu do nowoczesnych i przyjaznych środowisku preparatów do ochrony roślin. Obok farmaceutyków jest to najściślej kontrolowana gałąź przemysłu chemicznego w UE. Szacunkowo, wprowadzenie na rynek nowego produktu wymaga około 10 lat pracy i ponad setki badań. Te, które dotyczą bezpieczeństwa, stanowią ok. 30 proc. całkowitych kosztów związanych ze stworzeniem nowego preparatu.Cezary Urban podkreśla, że bez dostępu do skutecznych i proekologicznych środków rolnicy będą sięgać po te pochodzące z nielegalnych źródeł. Już w tej chwili nielegalne środki ochrony roślin stanowią ok. 10 proc. całego rynku. Polska to jedno z państw, w których problem jest nasilony. To jednak może mieć opłakane skutki dla jakości upraw i zdrowia konsumentów.Kluczowe dla rolników jest zarządzanie azotem w procesie upraw. Nawozy azotowe są niezbędne rolnictwu, ale nadużywanie ich w długiej perspektywie powoduje efekt odwrotny do zamierzonego, czyli zubożenie plonów.– Zarządzanie azotem jest bardzo ważne dla każdego rolnika. Wiąże się z tym, ile pracy musi włożyć, ile musi nawieźć dany hektar gruntu i co może na koniec z niego zebrać. Nasze rozwiązania dotyczące efektywnego zarządzania azotem pozwalają go zmagazynować w glebie i wykorzystać przez rośliny. Jednocześnie jak najmniej azotu jest uwalniane do atmosfery. To istotne o tyle, że w perspektywie najbliższych lat UE będzie podnosić poprzeczkę jeśli chodzi o normy związane z wykorzystaniem azotu – mówi Cezary Urban.Kolejnym wyzwaniem dla rolników jest wiec też pogodzenie rozwoju rolnictwa z ochroną środowiska. W tym celu konieczne jest promowanie zrównoważonego rozwoju i dobrych praktyk wśród rolników.– Nasz wkład w zrównoważone rolnictwo zaczyna się od kontaktu z rolnikami, dystrybutorami i sklepami. Ważna jest edukacja dotycząca świadomego użycia naszych rozwiązań, zwłaszcza przy tak specjalistycznych produktach jak środki ochrony roślin. Kolejna kwestia jest związana z opakowaniami po tych środkach, z całym systemem odzysku i segregacji. Dalej wchodzimy na wyższy poziom technologiczny, czyli konkretne innowacyjne produkty, które mogą przyczynić się do tego, że rolnictwo będzie bardziej nowoczesne – mówi Cezary Urban.Ważnym zagadnieniem dla rolników jest też bioróżnorodność, która wpływa na uprawy i wielkość zbiorów. Szacuje się, że w jednym gramie gleby zamieszkuje kilka miliardów bakterii i drobnoustrojów. Mrówki, biedronki, dżdżownice i owady zapylacze, takie jak pszczoły, są niezbędne w procesie zapylania roślin i uprawy, przy okazji zwalczając szkodniki i utrzymując żyzność gleby. Mnogość gatunków tworzy ekosystem, niezbędny dla upraw. Dlatego od bioróżnorodności zależy wielkość plonów i opłacalność pracy rolnika.– Nasze doświadczenia, zwłaszcza z największymi gospodarstwami rolnymi – które wydawałoby się hołdują monokulturze – pokazują, że polskie gospodarstwa są jednak bardzo otwarte na bioróżnorodność – mówi Cezary Urban. 
  • czwartek, 28 września We Wrocławiu powstało pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej nowoczesne centrum szkoleniowe. Wirtualna rzeczywistość może poprawić jakość i atrakcyjność szkoleń BHP dla pracowników (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W ubiegłym roku Główny Urząd Statystyczny odnotował blisko 87,9 tys. wypadków przy pracy, z czego 239 śmiertelnych. Te statystyki od kilku lat wahają się nieznacznie. Problemem są przestarzałe przepisy i nieświadomość pracowników, którzy w większości przypadków sami przyczyniają się do wypadku. Amerykański koncern 3M otworzył właśnie we Wrocławiu pierwsze w regionie centrum szkoleniowe, w którym firmy i ich pracownicy mogą się szkolić z zakresu bezpiecznego wykorzystania sprzętu i bezpieczeństwa pracy. – Najbardziej zagrożony wypadkami przy pracy jest przemysł budowlany i przetwórstwo. Trudno sobie wyobrazić, że osoba która spadnie z wysokości i nie jest odpowiednio zabezpieczona uniknie poważnych obrażeń bądź wypadek nie będzie śmiertelny. Statystycznie, najwięcej wypadków zdarza się w przetwórstwie, ale są to incydenty, gdzie ktoś został skaleczony lub skręcił nogę. Prawie 40 proc. wypadków przy pracy ma miejsce w trakcie poruszania się, wtedy najczęściej dochodzi do skręcenia kostki albo zwichnięcia kolana – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Duda, dyrektor badań i rozwoju 3M w Polsce.Z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku blisko 87,9 tys. osób zostało poszkodowanych w wypadkach przy pracy, co oznacza niewielki wzrost liczby takich incydentów (o 0,3 proc. rok do roku). Większość wypadków miała niegroźne skutki. Ciężkich obrażeń doznały 464 osoby, natomiast 239 to liczba wypadków śmiertelnych (o 21,4 proc. mniej rok do roku). Od kilku lat te statystyki utrzymują się na zbliżonym poziomie.– Świadomość jest coraz większa i coraz częściej pracownicy sami wymuszają na pracodawcy stosowanie odpowiednich środków bezpieczeństwa. Osobna kwestia to ich praktyczne zastosowanie. Pracownikowi, który nosi maskę czy respirator wydaje się, że jest zabezpieczony. Oczywiście tak, ale pod warunkiem, że maska jest odpowiednio założona. Jeżeli nie jest, wtedy jest to iluzoryczne zabezpieczenie – zauważa Tomasz Duda.Ekspert 3M ocenia, że obwiązujące w Polsce przepisy, które dotyczą bezpieczeństwa pracy, są dość rygorystyczne, ale i przestarzałe. Problemem jest też kwestia ich egzekwowania.– Niestety, są to przepisy jeszcze z lat 70., które bardziej nastawiają się na dokumentację niż na część praktyczną szkoleń. Przepisy same w sobie nie są złe, natomiast zmiany wymaga kwestia egzekucji oraz przejścia z części legislacyjnej do części praktycznej. Powinniśmy się nastawić głównie na część praktyczną – podkreśla Tomasz Duda.Jak pokazują dane GUS, wypadkom przy pracy najczęściej ulegają osoby zatrudnione w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie i przy naprawie pojazdów samochodowych. Przyczyną większości takich incydentów (60,1 proc.) jest niewłaściwe zachowanie się pracownika. Dlatego – poza kontrolą z zakresu przestrzegania BHP w firmie – istotne są praktyczne szkolenia dla pracowników, którzy powinni wiedzieć, jak korzystać z narzędzi i sprzętu ochronnego, żeby nie ulec wypadkowi.– Chcielibyśmy wpłynąć na to, żeby przepisy prawa nie tylko wymagały od pracodawców stosowania środków bezpieczeństwa, lecz także wymagały odpowiedniego przeszkolenia pracowników. Produkty, których będą używali do ochrony, muszą być odpowiednio założone, tylko wówczas spełniają swoje zadanie – podkreśla Tomasz Duda.W tym tygodniu firma uruchomiła we Wrocławiu jedyne w Europie Środkowo–Wschodniej centrum szkoleniowe. Kosztem blisko 10 mln zł powstała 10-metrowa wieża wysokościowa oraz specjalistyczne działy, m.in.: obróbki ściernej czy napraw blacharsko-lakierniczych. Firmy, z którymi 3M współpracuje na polskim rynku, mogą wysyłać tutaj swoich pracowników na szkolenia z zakresu bezpieczeństwa pracy i bezpiecznej obsługi sprzętu. Wrocławskie Centrum Szkoleniowe 3M to jeden z 53 tego typu obiektów na całym świecie.– Nowoczesną metodą szkolenia BHP jest wirtualna rzeczywistość, którą wprowadziliśmy w jednym z laboratoriów. Pracownik, który zakłada gogle wirtualnej rzeczywistości, wchodzi na symulowaną platformę bez zabezpieczenia przed upadkiem i nagle spada. Wirtualna rzeczywistość dość dokładnie obrazuje, jakie mogą być skutki nieprzestrzegania przepisów bezpieczeństwa, czyli niezabezpieczenia się przed upadkiem z wysokości. Mamy tu przykład uprzęży czy drabin, po których mogą się wspinać pracownicy. To środowisko pracy na wysokości, ale w warunkach kontrolowanych, w których możemy praktycznie przeszkolić pracowników z bezpieczeństwa pracy – mówi Tomasz Duda.– Chcemy rozwijać takie centra w większych krajach. Dziś jest ich 53, to we Wrocławiu jest pierwszym  w naszym regionie i dlatego traktujemy je bardzo poważnie. Głównym celem jest możliwość goszczenia tutaj naszych klientów i użytkowników naszych produktów czy rozwiązań. Chcemy szkolić naszych klientów, dzielić się z nimi najlepszymi praktykami i doświadczeniem naszych ekspertów. Szkolenia rozpoczną się w październiku, czyli już niedługo – mówi Alain Simonnet, dyrektor generalny 3M w Polsce.Amerykańska firma, która należy do czołówki najbardziej innowacyjnych na świecie, inwestuje w Polsce od 25 lat. Łączna wartość inwestycji przekroczyła w tym czasie 500 milionów dolarów. We Wrocławiu firma zlokalizowała już swoje centra innowacji, dział badań i rozwoju, centrum usług wspólnych oraz centrum produkcyjne. Jest największym w regionie pracodawcą, który zatrudnia ponad 3 tys. osób.– Dwa lata temu zainwestowaliśmy w Global Service Center, czyli centrum usług wspólnych we Wrocławiu. Rozbudowujemy też naszą fabrykę. Nasze zaangażowanie na tutejszym rynku należy do największych na świecie i jest drugie co do wielkości w Europie. Będziemy nadal inwestować w różne obszary, kompetencje i rozwiązanie. Nie jest to więc koniec tej przygody – zapowiada Alain Simonnet.Globalny koncern 3M jest obecny w ponad 70 krajach a nasze produkty są dostępne w ponad 200 krajach na całym świecie. Firma ma w portfolio ok. 55 tys. produktów, a statystycznie każdy Polak codziennie spotyka się kilkanaście razy z rozwiązaniami i innowacjami 3M. 
  • wtorek, 26 września Tylko połowa polskich firm jest gotowa na nowe przepisy o ochronie danych osobowych. Za ich naruszenie od maja 2018 roku będą grozić wysokie kary finansowe (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Od maja 2018 roku, czyli od wejścia w życie nowych unijnych przepisów, kary dla przedsiębiorców za naruszenie ochrony danych osobowych będą znacznie bardziej dotkliwe niż obecnie. Choć na przygotowanie firmy mają coraz mniej czasu, 23 proc. z nich nie ma świadomości wprowadzenia koniecznych zmian – wynika z badań Fundacji Wiedza to Bezpieczeństwo. 42 proc. badanych twierdzi, że w ich firmach nigdy nie doszło do incydentu naruszenia danych.– Niewłaściwe przetwarzanie danych osobowych oznacza przetwarzanie niezgodne z zasadami określonymi obecnie w przepisach ustawy o ochronie danych osobowych, a już za 9 miesięcy niezgodne z nowymi przepisami RODO, czyli rozporządzenia ogólnego na poziomie UE – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych z ODO24.pl.Obecnie zagadnienia związane z ochroną danych osobowych reguluje ustawa o ochronie danych osobowych i rozporządzenia wydane na jej podstawie. Za przetwarzanie danych przez osobę nieuprawnioną, udostępnianie danych takim osobom czy naruszenie obowiązku zabezpieczenia danych grozi kara grzywny, która nie może przekraczać 10 tys. zł w stosunku do osób fizycznych lub 50 tys. zł w stosunku do osób prawnych.Od maja 2018 roku i wejścia w życie przepisów RODO kary będą już znacznie dotkliwsze. Każda instytucja będzie musiała wdrożyć odpowiednie procedury bezpieczeństwa i zbudować system raportowania. Kary administracyjne będą mogły sięgnąć 20 mln euro lub 4 proc. światowego obrotu firmy.– Najważniejsze elementy, które większość organizacji powinna wdrożyć, w zasadzie obowiązują od 20 lat. Przede wszystkim chodzi o to, aby dane osobowe w organizacji miały podstawy prawne. Kolejnym istotnym elementem jest konieczność zapewnienia obowiązku informacyjnego, czyli poinformowanie osób, których dane dotyczą, o ich podstawowych uprawnieniach. Pewnym novum w RODO jest kwestia związana z koniecznością przeprowadzenia analizy ryzyka, która wskaże, jakie zabezpieczenia w stosunku do danych osobowych muszą zostać zastosowane – wymienia Gałaj-Emiliańczyk.Jak wynika z raportu Fundacji Wiedza to Bezpieczeństwo „Co wiemy o ochronie danych”, w ponad połowie firm zmieniono już procedury przetwarzania danych osobowych w związku ze zmianą przepisów. 41 proc. ankietowanych zostało zaś kilka razy wprowadzonych w nowe obowiązki w zakresie przetwarzania danych.– Od maja 2018 roku urząd nadzorujący przestrzeganie przepisów ustawy o ochronie danych osobowych przestanie istnieć, nowy urząd będzie egzekwował nowe przepisy. Inną kluczową zmianą jest przejście z modelu ustawowo regulowanego systemu ochrony danych osobowych na model autoregulowany – wskazuje ekspert.Przepisy RODO zakładają, że funkcję administratora bezpieczeństwa informacji (ABI) w firmach przejmie inspektor ochrony danych (IOD). Ponad połowa ABI twierdzi, że ma wystarczającą wiedzę, aby pełnić funkcję IOD. Pozostała część stara się zwiększyć swoje kompetencje w zakresie ochrony danych osobowych, z czego 54 proc. twierdzi, że zna szczegółowo zakres zmian, jakie wprowadza RODO, ale 46 proc. ma jedynie ogólną wiedzę. – Naruszenia prawa w przedsiębiorstwie powinniśmy traktować poważnie. W żadnym wypadku nie powinniśmy ignorować takich sytuacji. Celem nadrzędnym jest, aby naruszenia nigdy nie występowały. Temu ma sprzyjać funkcja inspektora ochrony danych, która powstanie pod rządami rozporządzenia – mówi Aleksandra Piotrowska, prezes zarządu Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.Choć nowe przepisy wymuszają na firmach dostosowanie procedur i systemów informatycznych, to 23 proc. przedsiębiorstw nie ma świadomości wprowadzenia koniecznych zmian. Co więcej, 42 proc. badanych twierdzi, że w organizacjach, z którymi są związani, incydenty związane z ochroną danych osobowych nigdy się nie zdarzyły.– Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością pozwala nam to przypuszczać, że tak naprawdę wśród przedsiębiorców nie ma w ogóle wiedzy o tym, co to jest incydent i jakie konsekwencje mogą być z tym związane. Pod rządami RODO taka nieświadomość może mieć daleko idące konsekwencje, bowiem powstaje nowy obowiązek zgłoszenia incydentu w przeciągu 72 godzin – wyjaśnia Aleksandra Piotrowska.– Nie wiadomo jeszcze, jak będzie egzekwowane prawo o ochronie danych osobowych. Przepisy wskazują na to, że będą to kary grzywny nakładane przez nowy Urząd Ochrony Danych Osobowych. Egzekucja będzie się opierała przede wszystkim na działaniach urzędu, który będzie przeprowadzał kontrole bezpośrednio w organizacjach – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk.
  • piątek, 22 września Nieterminowe płatności utrudniają ekspansję zagraniczną polskich firm. Na zapłatę od kontrahentów czekają średnio 55 dni (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rośnie skala opóźnień w płatnościach w krajach Europy Zachodniej, czyli u głównych partnerów handlowych Polski – wynika z danych firmy Atradius. Problem z nieterminowo opłacanymi fakturami ma 41 proc. przedsiębiorstw. Firmy muszą też coraz dłużej czekać na płatności – średnio jest to 55 dni. Przyczyną problemów z opóźnieniami często bywa niesprawdzenie kontrahenta i nieznajomość miejscowych przepisów dotyczących warunków płatności.  Przedsiębiorcy mogą zmniejszyć ryzyko m.in. dzięki opublikowanemu właśnie International Debt Collections Handbook.– Skala nieterminowych płatności u głównych partnerów polskich jest duża, nawet większa niż w Polsce. Z naszego barometru, opublikowanego w maju bieżącego roku, wynika, że 41 proc. przedsiębiorców z krajów Europy Zachodniej otrzymuje należności z opóźnieniem. W Polsce 39 proc. firm zgłosiło nam tego typu opóźnienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający Atradius Collections. – Co gorsze, z roku na rok obserwujemy, że skala opóźnień rośnie, i to nie tylko w zakresie opóźnień w terminach zapłaty, ale też liczby dni, w których nasi klienci otrzymują swoje należności. Średnio jest to teraz 55 dni.Według Barometru Praktyk Płatniczych firmy Atradius w Europie Zachodniej kontrahenci dostawali średnio na zapłatę za fakturę około 30 dni. Jednak w krajach najmocniej dotkniętych kryzysem finansowym termin ten jest zdecydowanie dłuższy: w Hiszpanii o połowę (45 dni), we Włoszech to już 50 dni, a w Grecji nawet 54 dni. Oprócz tego w tym ostatnim kraju większy odsetek przedsiębiorców otrzymuje należności z opóźnieniem od rodzimych kontrahentów – 51,6 proc.Paradoksalnie trudnym krajem do windykowania należności są też Niemcy, największy partner handlowy Polski, odpowiadający za 27,2 proc. polskiego eksportu.– Więcej należności udaje się odzyskiwać w innych państwach – podkreśla Włodzimierz Szymczak. – Najważniejsza rzecz, w przypadku zabezpieczenia się przed nieterminowymi płatnościami, to odpowiednie przygotowanie. Obserwujemy, przede wszystkim przy transakcjach jednorazowych, często powtarzające się błędy: niesprawdzenie odbiorcy, niesprawdzenie miejsca dostawy, a nawet proste błędy wynikające z niezrozumienia językowego.Ważne jest także przygotowanie się do transakcji pod względem zabezpieczenia instrumentami finansowymi, takimi jak np. ubezpieczenie należności kredytu kupieckiego. Jest to kluczowe szczególnie dla klientów i odbiorców, z którymi polscy producenci i sprzedawcy chcą dłużej prowadzić działalność.Problemem są także zmiany prawne oraz polityczne. Wydarzenia takie jak wojna na Ukrainie czy brexit powodują albo niemożność odzyskania należności w sytuacji, gdy kontrahent nie płaci, albo zmianę otoczenia prawnego w stosunku do okresu, gdy zawierane były umowy. Z badań Atradius wynika jednak, że polscy przedsiębiorcy nie obawiają się zmian w Wielkiej Brytanii. Tylko 14,9 proc. ankietowanych w kraju stwierdziło, że rozszerzy sprawdzanie zdolności kredytowej kupujących na Wyspach, a 14,7 proc. zadeklarowało, że zwiększy rezerwy na nieściągalne należności.– Oczywiście możemy przygotować się do ekspansji. Najważniejsze jest poznanie swojego odbiorcy, ponieważ gros problemów powstaje nie w momencie dostawy czy braku płatności, ale bierze się z tego, jak transakcja była przygotowana, czy wiemy, kto jest odbiorcą, czy sprawdziliśmy, czy taka firma jest zarejestrowana, czy ma aktywne numery NIP – wylicza dyrektor zarządzający Atradius Collections.Analizując opóźnienia w płatnościach ze strony zagranicznych klientów B2B, 31,4 proc. polskich ankietowanych odpowiedziało, że opóźnienia te były spowodowane skomplikowanymi procedurami płatniczymi. Z nieterminowym spłacaniem faktur na rzecz polskich przedsiębiorców zetknęło się 89,2 proc. polskich respondentów. Co więcej, wśród krajów Europy Wschodniej, w których przeprowadzono ankietę, Polska odnotowała najwyższą częstotliwość nieterminowych płatności ze strony zagranicznych klientów B2B. Mimo to na nieściągalne odpisy w Polsce składały się w większości odpisy krajowe.– Pomocny też jest nasz International Debt Collections Handbook, który co roku uaktualniamy i prezentujemy przedsiębiorcom. Pozwala on na zapoznanie się np. z tym, jakie dokumenty są konieczne do zawarcia transakcji, jakie są akceptowane na danym rynku. Działa to też w drugą stronę – klient może bardzo szybko zobaczyć, że jeżeli odbiorca nie chce dostarczyć tych dokumentów, a jednocześnie wie, że są one potrzebne i są standardem na danym rynku, to może spodziewać się w przyszłości problemów – przestrzega Włodzimierz Szymczak.Opublikowany przez Atradius Collections, spółkę należącą do Grupy Atradius, International Debt Collections Handbook jest przydatnym narzędziem dla przedsiębiorstw operujących na zagranicznych rynkach. Tegoroczna edycja obejmuję 44 krajów, w tym najważniejszych partnerów handlowych Polski. Wszystkie informacje zostały zebrane i przygotowane przez lokalnych ekspertów oraz prawników najlepiej znających specyfikę poszczególnych rynków, czyniąc go tym samym praktycznym przewodnikiem po międzynarodowych procedurach odzyskiwania należności na świecie. 
  • piątek, 22 września Wzrosła liczba przewozów w PKP Cargo, rośnie też zysk. Problemem okazuje się jednak brak rąk do pracy (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Pozyskanie pracowników jest obecnie największym problemem dla PKP Cargo – podkreśla prezes spółki. Grupa w I półroczu zwiększyła pracę przewozową i masę przewiezionych towarów, udało się także osiągnąć zysk netto wobec straty przed rokiem. Przewoźnikowi służy coraz lepsza sytuacja w gospodarce, więc dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na pracowników. Jednak ich liczba spada. Na koniec czerwca 2017 roku była niższa o 320 niż przed rokiem.– Nasza gospodarka rozwija się bardzo dobrze, nawet nadspodziewanie dobrze. To, jak szacowaliśmy, konieczność zwiększenia zatrudnienia rok temu zupełnie nie przystaje do dzisiejszych realiów. Dzisiaj mamy bardzo duży kłopot z pozyskaniem pracowników i wydaje się, że nie będzie lepiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Libiszewski, prezes zarządu PKP Cargo.Na koniec I półrocza 2017 roku w grupie PKP Cargo zatrudnionych było 23,37 tys. pracowników czynnych wobec 23,48 tys. rok wcześniej. Przeciętne zatrudnienie liczone w etatach w I półroczu 2017 roku w Grupie PKP Cargo było niższe o 320 etatów (23,3 tys.), czyli o 1,3 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jak podaje spółka, było to głównie rezultatem rozwiązywania umów o pracę w związku z nabyciem uprawnień emerytalnych i rentowych.Jednocześnie zdecydowanie poprawiły się wyniki przewoźnika. W I półroczu 2017 roku skonsolidowane przychody grupy PKP Cargo wzrosły o 6,6 proc. do 2,23 mld zł. Zysk operacyjny wyniósł 45,4 mln zł wobec straty rok wcześniej w wysokości 194 mln zł. Na czysto grupa zarobiła 19,36 mln zł. Przed rokiem odnotowała stratę netto rzędu 195,25 mln zł.– Wzrost produkcji stali surowej na ten rok to około 5–6 proc., a wzrost zużycia wyrobów stalowych to 2–3 proc. – tłumaczy Libiszewski. – W Polsce ten wzrost jest znacznie wyższy niż w krajach sąsiednich. Podobną sytuację mamy w kruszywach – wzrost tego rynku szacujemy na 5–10 proc. w skali roku do 2020 roku. Ze 107 mld zł do 135 mld zł podniesiony został limit finansowania Programu Budowy Dróg Krajowych – to w oczywisty sposób przełoży się na zwiększenie tego rynku, podobnie jest na nieco mniejszych rynkach, obserwujemy ten wzrost praktycznie wszędzie.Według danych organizacji World Steel Association produkcja stali w 67 zrzeszonych krajach w I połowie 2017 roku wzrosła o 35,2 mln ton w ujęciu rocznym, czyli o 4,4 proc. (z 800,8 mln ton w I półroczu 2016 do 836,0 mln ton w I półroczu 2017). W Polsce produkcja w I połowie 2017 roku wzrosła z 4,4 mln ton w I połowie 2016 roku do 5,1 mln ton w I połowie 2017 roku, a to oznacza wzrost o 16,1 proc. rok do roku.W transporcie kruszyw i materiałów budowlanych, które stanowią drugą największą grupę towarów przewożonych przez PKP Cargo (16-proc. udział), w I półroczu 2017 odnotowano wzrost o 28 proc. rdr. pod względem przewiezionej masy oraz wzrost o 32 proc. rdr. pod względem zrealizowanej pracy przewozowej. Wzrost przewozów w tym segmencie jest związany z intensyfikacją realizacji inwestycji drogowych oraz kolejowych z udziałem środków europejskich z perspektywy finansowej 2014–2020 oraz zwiększeniem zapotrzebowania na przewozy kruszywa do betoniarni oraz wytwórni mas bitumicznych, a także większym zapotrzebowaniem na kamień wapienny w związku z wyższą produkcją wyrobów hutniczych – informuje PKP Cargo w raporcie za I półrocze 2017 roku.– W tej chwili najważniejszym problemem dla nas są sprawy kadrowe. W wyniku naturalnych odejść mamy zmniejszenie kadry w poszczególnych zawodach. Staramy się to uzupełniać. Niektóre z naszych spółek zależnych przyjęły w I półroczu nawet ponad 500 pracowników. Jednak cały czas jest to mało z punktu widzenia tego, że zwiększamy swoją działalność – informuje prezes PKP Cargo. – Potrzebujemy nie tylko uzupełnienia kadry, lecz także zwiększenia tego potencjału, co ma związek ze wzrostem potencjału przewozów. Będziemy starać się ten problem w najbliższych miesiącach rozwiązywać.Podczas pierwszych 5 miesięcy 2017 roku koleją przetransportowano w Polsce łącznie 16,3 mln ton kruszyw, piasku i żwiru oraz 8,5 mln ton rud żelaza, metali i wyrobów metalowych, co stanowi wzrost odpowiednio o 1,3 mln ton rok do roku (+8,4 proc.) i 0,9 mln ton rok do roku (+11,1 proc.).Korzystna koniunktura gospodarcza w kraju i na rynkach zagranicznych miała również wpływ na intermodalne przewozy towarów, głównie w związku z rozwojem połączeń tranzytowych i obsługą połączeń towarowych w relacji Chiny–Europa–Chiny w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku oraz większym udziałem przewozów towarów masowych, takich jak koks czy zrębka drzewna, w kontenerach.– Mamy nadzieję, że potencjał przewozowy będzie rósł, ze szczególnym uwzględnieniem kolei. On rósł 5–6 proc. rocznie jako potencjał całego transportu, my natomiast mamy nadzieję, że przesunie się to bardziej w kierunku kolei i że będzie ona większym beneficjentem tego wzrostu rynku transportowego –mówi Libiszewski.Praca przewozowa PKP Cargo w I półroczu 2017 roku wzrosła o 11 proc. do 15 mld tkm (tonokilometrów), natomiast przewieziona masa towarowa zwiększyła się o 10 proc. do 57,6 mln ton. 
  • środa, 20 września Minister infrastruktury: Trzeba zachęcać społeczeństwo do korzystania z transportu zbiorowego. To wymaga sporo inwestycji (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Zrównoważony transport to łatwiejsze, bezpieczniejsze i bardziej przyjazne dla środowiska podróże – podkreśla Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa. To jednak wymaga jeszcze wiele inwestycji, m.in. w parkingi Park & Ride czy nowy, niskoemisyjny tabor. Zrównoważony transport to również rozwiązania z zakresu ekonomii współdzielenia, które skłaniają mieszkańców do zostawienia swoich aut w garażach. W tym roku „Mobilność czysta, współdzielona i inteligentna” jest motywem przewodnim Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu, który trwa od 16 do 22 września.– Każdego dnia planujemy podróże – do pracy, na wczasy, służbowe. Każdego dnia najczęściej wybieramy swój samochód, osobowy czy służbowy. Warto docenić podróż innymi środkami transportu: pociągi, tramwaje i autobusy są w stanie dowieźć nas do celu. Będzie łatwiej i korzystniej dla otoczenia, lepiej dla środowiska i bezpieczniej dla nas samych, podróż innych również będzie przez to bezpieczniejsza i łatwiejsza – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa.W tym roku Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu promuje m.in. mobilność współdzieloną, czyli opartą na czasowym korzystaniu z produktów lub usług dostarczanych głównie przez osoby prywatne. W takiej formule działają m.in. systemy carsharingowe – doświadczenia europejskich miast pokazują, że jedno auto w takim systemie może zastąpić kilkanaście pojazdów prywatnych. Po dołączeniu do usługi 25 proc. użytkowników rezygnuje z zakupu własnego pojazdu i jeździ o 44 proc. mniej niż przeciętny kierowca. System carsharing oferuje już kilka największych miast w Polsce. W ofercie związanej z wynajmem pojazdów na minuty znajdują się również skutery czy rowery.Eksperci podkreślają, że tego typu systemy przynoszą wymierne korzyści społeczne. Dzięki temu korki w miastach są mniejsze, a powietrze czystsze. Dlatego prognozują ich dalszy dynamiczny rozwój. Tym bardziej że tworzeniu mobilności współdzielonej sprzyja technologia – nowoczesne platformy pomagają łączyć dostawców produktów i usług z osobami zainteresowanymi skorzystaniem z nich.– Chciałbym, żeby zrównoważony transport był naszym udziałem przez 52 tygodnie i 365 dni w roku. Żeby nie była to tylko tygodniowa inicjatywa, ale coś, co wejdzie nam już w nawyk, pozwoli łatwiej, bezpieczniej i przyjaźniej dla środowiska przemieszczać się w ruchu miejskim – podkreśla Andrzej Adamczyk.W Polsce transport odpowiada za około 13 proc. emisji gazów cieplarnianych, ale jego udział w emisji szkodliwych zanieczyszczeń, szczególnie w miastach i poza sezonem grzewczym, jest już znaczący i w niektórych przypadkach osiąga nawet poziom 60 proc. emisji zanieczyszczeń powietrza.Zmniejszenie ruchu samochodowego w centrach miast i zachęcanie mieszkańców do korzystania z alternatywnych środków, autobusów, tramwajów, metra czy rowerów, mogą się więc przyczynić do ograniczenia smogu. Redukcja szkodliwych emisji jest też możliwa dzięki wymianie taboru na niskoemisyjny, w co inwestuje już coraz więcej polskich miast. Bardziej ekologiczne powinny być też samochody prywatne, ciężarówki i taksówki.– Zrównoważony transport to cel, do którego zmierzają samorządy. Na tym etapie trudno mówić o doskonałości. Brakuje nam przede wszystkim parkingów Park & Ride na obrzeżach miast, na których możemy pozostawiać swoje samochody i przesiadać się do środków transportu zbiorowego – wskazuje minister infrastruktury. – Struktura komunikacji w miastach musi być dostosowana do tego, aby zachęcać społeczeństwo do korzystania z transportu zbiorowego. To jest możliwe, tak już się dzieje, niemniej jednak sporo jeszcze przed nami w zakresie inwestycji, w zakresie konkretnych rozwiązań komunikacyjnych.Od 2002 roku organizowany jest Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu, który ma zachęcić mieszkańców Polski do korzystania ze środków transportu stanowiących alternatywę dla samochodu. W ponad połowie miast, które uczestniczą w akcji, wprowadzono trwałe rozwiązania związane ze zrównoważonym transportem, np. obniżono ceny biletów, otwarto nowe linie tramwajowe, powstały ścieżki rowerowe, nowe strefy dla pieszych, czy miejskie systemy wypożyczania rowerów publicznych. Na zakończenie tygodnia organizowany jest Dzień bez Samochodu, podczas którego wyznaczane są strefy wyłącznie dla pieszych, rowerów i transportu publicznego. W 2016 roku wzięły w nim udział 953 miasta.
  • poniedziałek, 18 września E. Rafalska (MRPiPS): Program Rodzina 500 Plus nie odcina kobiet od rynku pracy. Przeciwnie, zapewnia środki na żłobki i przedszkola (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Najniższe od 26 lat bezrobocie to między innymi efekt wejścia na rynek pracy roczników z niżu demograficznego. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że to także efekt większej aktywności przedsiębiorców. Natomiast dane statystyczne przeczą tezie o wycofywaniu się kobiet z rynku pracy wskutek działania programu Rodzina 500 Plus. Na koniec II kwartału 2017 roku zatrudnionych było ponad 7,4 mln kobiet, czyli o 160 tys. więcej niż rok wcześniej. – Zarzut, że kobiety rezygnują z pracy z powodu chęci uzyskania świadczenia Rodzina 500 Plus jest mitem, który nie znajduje potwierdzenia w żadnych danych. Ostatnie dane BAEL dotyczące bierności zawodowej pokazują, że ta bierność zawodowa kobiet zmalała – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. – Pamiętajmy, że bierność dotyczy też kobiet bezdzietnych, że dotyczy kobiet 50+, natomiast program Rodzina 500 Plus stwarza możliwości pójścia do pracy, ponieważ kobiety w badaniach deklarowały, że dzięki temu świadczeniu mają środki na opłatę za żłobek czy przedszkole.Na koniec II kwartału 2017 roku aktywnych zawodowo było 48,9 proc. kobiet, o 0,5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W liczbach bezwzględnych zatrudnionych w II kwartale 2017 roku było ponad 7,4 mln pań, o niemal 160 tys. (2,2 proc.) więcej niż rok wcześniej, gdy programem Rodzina 500 Plus zostały objęte wszystkie uprawnione i chętne do pobierania świadczenia osoby – program wszedł w życie od kwietnia, ale by odebrać pieniądze od początku jego trwania można było się zgłaszać jeszcze przez trzy miesiące.– Mamy pozytywne doświadczenia na polu aktywizacji zawodowej kobiet – mówi Jacek Siwiński, prezes Velux Polska. – W naszych fabrykach, w których pracuje teraz cztery tysiące osób, 36 proc. to kobiety i ten współczynnik rośnie. Oczywiście wymaga to od nas wdrożenia szeregu projektów związanych z ergonomią miejsc pracy, z półautomatyzacją, z polityką prorodzinną. Słyszy się, że program Rodzina 500 Plus, który został wdrożony przez rząd, działa w sposób negatywny, to znaczy stanowi pewną alternatywę dla pracy zawodowej dla kobiet. Muszę powiedzieć, że u nas tego nie zaobserwowaliśmy, udział kobiet jest dość wysoki, wyższy niż w innych sektorach przemysłu.Z kolei liczba kobiet biernych zawodowo spadła z 8,273 mln osób w II kwartale 2016 roku do 8,169 mln rok później, czyli o 104 tys. Obowiązki rodzinne i inne związane z prowadzeniem domu były w II kwartale 2017 r. przyczyną bierności zawodowej 1,733 mln osób (kobiet i mężczyzn). Rok wcześniej taki powód rezygnacji z pracy podawało o 26 tys. osób więcej. Poprawiła się także relacja kobiet (mężczyzn także) pracujących do niepracujących. Na każdy tysiąc zatrudnionych kobiet przypadało 1147 niepracujących. To o 53 mniej niż rok wcześniej.– Być może zdarzają się sporadyczne przypadki, gdzie kobieta sprawująca opiekę np. nad chorym dzieckiem, czasami nad trójką lub większą liczbą dzieci podejmuje taką decyzję, ale jest to już indywidualny wybór, żadnej masowej skali tego zjawiska nie obserwujemy – zapewnia Rafalska. – Chcemy oczywiście ułatwić kobietom godzenie roli zawodowej z życiem prywatnym, ze sprawowaniem opieki nad małym dzieckiem, dlatego poprawiamy dostępność miejsc żłobkowych. Jeżeli jest żłobek, do tego niskopłatny samorządowy żłobek, klub dziecięcy, wtedy chętnie dziecko, które ma dziś ponad rok albo dwa lata, korzysta z takiego miejsca.Na koniec 2016 roku w Polsce działało 2710 żłobków, oddziałów żłobkowych i klubów dziecięcych, o 16,7 proc. więcej niż na koniec 2015 roku. Zapewniały one 92,5 tys. miejsc, z których korzystało 87,3 tys. dzieci. Większość z tych placówek to obiekty prywatne (74 proc.). Jednak zapewniały one połowę wszystkich dostępnych miejsc, a korzystało z nich 47 proc. uczęszczających do żłobków dzieci.Rodzice często tym chętniej korzystają z możliwości podjęcia pracy, że wyższe wynagrodzenia w połączeniu z programem Rodzina 500 Plus zapewniają o wiele wyższy niż wcześniej standard życia. Tym bardziej że pracodawcy kuszą pracowników nie tylko wysokością pensji.– Dane z rynku pracy, głównie dane o najniższym od lat bezrobociu, to bardzo dobra wiadomość dla pracowników, dlatego że świadczy o koniunkturze, o rozwoju, o tym, że gospodarka się rozwija, ja odbieram to pozytywnie – komentuje Jacek Siwiński, prezes Velux Polska. – To, że pracodawcy mają związane z tym pewne wyzwania, jest oczywiste, mamy tutaj do czynienia z wyzwaniami ilościowymi, jest konkurencja o pracownika, tam, gdzie pada słowo konkurencja, trzeba powiedzieć, że konkurencja jest zdrowa, bo wymaga to od pracodawców tworzenia dobrych miejsc pracy, dobrych warunków, zatrudniania pracowników na umowy o pracę, obejmowania pełnym pakietem socjalnym itd.Podkreśla także, że jego firma nie ma na razie problemów z rekrutacją, a jedynie w tym roku zatrudniła i zatrudni trzysta dodatkowych osób. Jak podało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w sierpniu stopa bezrobocia utrzymała się na rekordowo niskim poziomie z czerwca i lipca – 7,1 proc. Poprzednio tak niski współczynnik odnotowano w marcu 1991 roku.
  • piątek, 15 września Innowacje w farmacji mogą być motorem napędowym polskiej gospodarki. Branża farmaceutyczna jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów gospodarki (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Popyt na innowacje w branży farmaceutycznej może być jednym z motorów polskiej gospodarki. Polska ma wystarczające zasoby i wykwalifikowane kadry, żeby móc rozwijać innowacyjność w tym obszarze. Koniecznie jest jednak zwiększanie nakładów na ochronę zdrowia i wypracowanie regulacji prawnych, które umożliwią szybkie wdrażanie innowacji na rynek. Przełoży się to zarówno na korzyści dla pacjentów, jak i całej gospodarki. – Popyt na innowacje może być motorem napędowym naszej gospodarki. Szczególnie, że przekłada się on na rozwój nowych, innowacyjnych firm, w tym oczywiście start-upów. Wydaje się, że na ten moment popyt jest trochę niewystarczający, co wynika po prostu z poziomu nakładów na ochronę zdrowia w Polsce. Jako kraj jesteśmy pod tym względem dość daleko w rankingach, ale rząd ma plany, aby je zwiększyć. Myślę, że podstawowym zadaniem jest działać tak, żeby te nakłady zwiększyły się jak najszybciej i do jak najwyższego poziomu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiktor Janicki, dyrektor generalny Roche Polska.Według opublikowanego w końcówce ubiegłego roku raportu Komisji Europejskiej i OECD Polska znacząco odbiega od państw rozwiniętych pod względem nakładów na służbę zdrowia. Na jednego pacjenta przypada szacunkowo 1 259 euro rocznie. Wśród krajów UE mniej na ten cel wydają jedynie Chorwacja, Bułgaria, Łotwa i Rumunia. Dla porównania, Luksemburg wydaje średnio ok. 6 023 euro na pacjenta rocznie.Statystyki pokazują też, że sytuacja na razie nie poprawia się znacząco: w latach 2009-2015 wydatki na służbę zdrowia w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca wzrosły zaledwie o 0,7 procent.Mimo to, w Polsce branża farmaceutyczna jest jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów gospodarki. Na rynku działa ok. stu przedsiębiorstw, których szacunkowe, łączne obroty przekraczają ok. 15 mld zł rocznie. Cechuje je jeden z najwyższych wskaźników rentowności, duża liczba patentów i współpraca z ośrodkami naukowymi i akademickimi. Firmy farmaceutyczne inwestują też znaczną część swoich przychodów w działalność badawczo-rozwojową, czego efektem są innowacje w całym systemie ochrony zdrowia i korzyści dla pacjentów.– Koszty bezpośrednie, czyli koszty leczenia pacjentów, pokazują jak ważną inwestycją w zdrowie są innowacyjne działania sektora farmaceutycznego. Musimy wziąć pod uwagę wartość niewytworzonego PKB, bo ludzie chorują, odchodzą czy przechodzą na renty inwalidzkie. Należy też spojrzeć na skutki dla finansów publicznych. Gdy ludzie chorują i zajmują się nimi opiekunowie, maleją dochody, płacone podatki, maleją oszczędności, które są napędem inwestycji. Z drugiej strony, państwo wypłaca świadczenia socjalne, chorobowe czy rehabilitacyjne. Jeżeli będziemy wpuszczali na rynek innowacyjne, metody leczenia - w długim okresie będzie zdecydowanie taniej – ocenia Ewelina Nojszewska z katedry ekonomii stosowanej na SGH.Dyrektor generalny Roche Polska Wiktor Janicki ocenia, że Polska ma wystarczające zasoby kadrowe i wykwalifikowanych specjalistów, aby móc rozwijać innowacyjność w obszarze farmacji. Jednak - poza zwiększeniem nakładów na służbę zdrowia i innowacje w tym obszarze - ważne jest też otwarcie rynku, wykreowanie popytu i stworzenie takiego środowiska, które umożliwi szybkie wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.– Mamy świetne zasoby lekarzy, biotechnologów. Mamy informatyków, którzy z nimi współpracują po to, aby tworzyć innowacyjne rozwiązania i start-upy, które będą dostarczały innowacji. Jednak długoterminowo - nawet przy olbrzymiej ilości grantów - te start-upy nie będą się tworzyć, jeżeli nie będą widziały, że jest szybki popyt na innowację. Z jednej strony mówimy o poziomie nakładów, ale z drugiej strony o szybkim dostępie do rynku, abyśmy innowację dopuszczali do rynku szybko i szybko konsumowali – podkreśla Wiktor Janicki.Eksperci oceniają, że ze względu na fakt, iż do ochrony zdrowia i branży farmaceutycznej wprowadzanych jest coraz więcej innowacyjnych rozwiązań, rząd powinien jak najszybciej stworzyć dla nich długookresową strategię i wypracować przyjazne regulacje prawne. Ewelina Nojszewska z katedry ekonomii stosowanej na SGH ocenia, że w tworzeniu innowacji w branży farmaceutycznej i biotechnologicznej państwo odgrywa rolę nie tylko jako regulator, ale inwestor.– Innowacje w ochronie zdrowia są najważniejszą inwestycją dla gospodarki i całego społeczeństwa. Aby mogły być realizowane, trzeba – wbrew obiegowym opiniom – podkreślić znaczącą, dominującą rolę państwa, publicznego pieniądza. Sektor prywatny, venture capital czy firmy farmaceutyczne wchodzą już na pewnym etapie, kiedy można określić, że istnieje jakieś sensowne prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku. Z prób stworzenia nowych związków chemicznych, do produkcji wchodzi 1/100 procenta, a więc 99,9 proc. to pieniądze wyrzucone w błoto. Tutaj jest rola dla cierpliwego inwestora publicznego, dopiero potem wchodzą firmy farmaceutyczne czy prywatny kapitał – podkreśla Ewelina Nojszewska.Głównym podmiotem, który kreuje obecnie popyt na innowacje, jest Narodowy Fundusz Zdrowia, który jest dysponentem większości środków przeznaczanych na ochronę zdrowia.– Wierzymy, że przykłady takie jak specustawa, która aktualnie jest rozważana i która ma dofinansować ochronę zdrowia dodatkowymi trzema miliardami, są jednym ze sposobów na zwiększenie tego finansowania. Czeka nas jeszcze dyskusja na temat poziomu składek zdrowotnych w Polsce. Warto zapytać polskich pacjentów i obywateli, czy chcieliby płacić wyższe składki na ochronę zdrowia po to, aby dostać lepszy standard opieki zdrowotnej – mówi Wiktor Janicki, dyrektor generalny Roche Polska.
  • czwartek, 14 września Nowe przepisy ułatwią walkę ze smogiem. Od 2018 roku pojawi się pakiet wsparcia dla najuboższych właścicieli domów jednorodzinnych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W Polsce 70 proc. domów jednorodzinnych jest ogrzewanych za pomocą kotłów i pieców na paliwa stałe. Te zaś stanowią główne źródło zanieczyszczeń. Ponad połowa unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzoalfapiren, a za ok. 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. Walkę ze smogiem mają ułatwić wycofanie z obrotu tzw. kopciuchów, ustawa o jakości paliw stałych i płynnych. W 2018 roku ma się pojawić pakiet wsparcia dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym.  – Przygotowany przez rząd program „Czyste powietrze” zakłada kilka kroków. Pierwszym była kwestia rozporządzenia o kotłach, czyli wycofanie możliwości wprowadzania do obrotu kotłów tzw. kopciuchów, w których można palić wszystkim, nie tylko mułem, flotami, bardzo kiepskiej jakości paliwem, ale także śmieciami, szmatami moczonymi w wyeksploatowanym oleju. 5 września zostało już opublikowane w Dzienniku Ustaw rozporządzenie o kotłach, zgodnie z którym od 1 października 2017 roku nie będzie można wprowadzać do obrotu kotłów klasy jakości niższej niż piątej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.Z ok. 5 mln domów jednorodzinnych w Polsce, blisko 70 proc., czyli 3,5 mln, jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych. Zwykle są to proste urządzenia, które nie spełniają standardów emisyjnych. To zaś wpływa na złą jakości powietrza – Polska jest europejskim liderem w tym niechlubnym rankingu. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami wskazuje, że ponad połowa (53 proc.) unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzoalfapiren, a za ok. 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. W dużej mierze to wina ogrzewania odpadami komunalnymi i słabej jakości węglem.Nowe regulacje przewidują restrykcyjne wymagania dla kotłów produkowanych i instalowanych w Polsce do 500 kW, czyli używanych przede wszystkim w gospodarstwach domowych. Przepisy zakładają okres przejściowy: kotły grzewcze wyprodukowane do 1 października 2017 będzie można wprowadzić do obrotu do końca czerwca 2018 roku.– Jesteśmy też na finiszu ustawy o jakości paliw stałych i płynnych, która definiuje, co może być paliwem stałym i jakie musi spełniać kryteria jakościowe – wskazuje Emilewicz. – Za sprawą ustawy nie tylko wycofujemy możliwość opału takimi substancjami jak muły, flotokoncentraty, lecz także sprzedawca paliwa będzie musiał posiadać certyfikat tego, co sprzedaje, aby klient wiedział, jakie paliwo kupuje do swojego kotła. W przypadku niespełnienia norm, przedsiębiorca będzie podlegał karze – tłumaczy.Ustawa została przygotowana przez resort rozwoju we współpracy z Ministerstwem Energii i Ministerstwem Środowiska. Dotyczy paliw stałych, które są przeznaczone do użycia w gospodarstwach domowych oraz instalacjach spalania o nominalnej mocy cieplnej mniejszej niż 1 megawat.Jak przekonuje przedstawicielka Ministerstwa Rozwoju, nowe przepisy nie poprawią jakości powietrza w jednej chwili, potrzeba długofalowych rozwiązań, w tym termomodernizacji budynków.– Mamy podwójnie trudną sytuację – 40 proc. energii produkowanej w Polsce jest użytkowane na ogrzewanie mieszkań, to dwukrotnie więcej niż w innych państwach europejskich. Duża część z nas mieszka w domach wybudowanych dawno temu, które powinny ulec termomodernizacji. Nie ulegają termomodernizacji, ponieważ są tacy, których na to po prostu nie stać – ocenia Emilewicz.Z danych GUS wynika, że w jednorodzinnych budynkach (łącznie ok. 5,2 mln) mieszka większość Polaków – 90 proc. mieszkańców wsi (3,3 mln domów) i 30 proc. miast (1,7 mln domów). W okresie mrozów oznacza to ponad 5 mln kotłowni pracujących na pełnych obrotach i emitujących do atmosfery ogromne ilości trujących pyłów.– To stereotyp, że budynki jednorodzinne są przypisane do ludzi zamożnych. Budynki jednorodzinne są przede wszystkim zlokalizowane na wsiach, w małych miastach. Tam nie ma pieniędzy na to, aby te budynki modernizować – przekonuje Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.Zdecydowana większość spośród 5 mln budynków jednorodzinnych jest przestarzała i tym samym nieefektywna energetycznie. 22 proc. budynków pochodzi sprzed II wojny światowej, a blisko połowa z lat 1945–1988. Ich zużycie energetyczne jest odpowiednio trzy- i dwukrotnie większe niż budynków z 2007 roku. Większości mieszkańców nie stać jednak na ich modernizację, bez wsparcia od państwa jakiekolwiek zmiany będą więc niemożliwe. Dlatego, jak wskazuje podsekretarz stanu w resorcie rozwoju, przygotowywany jest pakiet wsparcia dla najuboższych, m.in. w zakresie zakupu lepszej jakości paliwa, a także termomodernizacji.– Ci, których definiujemy jako dotkniętych ubóstwem energetycznym, będą mogli liczyć na wsparcie, choć jeszcze nie czas, aby wskazać, jak duże będzie to wsparcie i w jaki sposób dystrybuowane. Siecią, która ma najlepsze informacje na temat tego, jaki jest stan ubóstwa, są Ośrodki Pomocy Społecznej i to one powinny być wprzęgnięte w system tej pomocy. Obecnie jesteśmy na etapie prac analitycznych, pakiet będziemy mogli zaproponować w przyszłym roku – zapowiada Jadwiga Emilewicz.Kluczowe dla rozwiązania problemu czystości powietrza w Polsce jest stworzenie programu wsparcia dla remontów, zwłaszcza budynków jednorodzinnych, który rozwiązałby problem ubóstwa energetycznego. To istotne, zwłaszcza że według prognoz do 2050 roku 90 proc. użytkowanych budynków będą to te, które już stoją.– Bardzo ważne, aby w kontekście smogu mówić o kompleksowym programie renowacji budynków jednorodzinnych. To program, który spełnia kilka ważnych funkcji, jest ważny społecznie, ponieważ jest adresowany do co najmniej połowy polskiego społeczeństwa, będzie przeciwdziałał tzw. ubóstwu energetycznemu, które w Polsce ma bardzo wysoki udział, jest to program proekologiczny i progospodarczy, będzie wspierał aktywność gospodarczą – wymienia Siwiński.Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016” przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX, Polacy częściej niż Europejczycy wyrażają obawy o szkodliwe dla zdrowia warunki domowe. Dlatego istotne są nie tylko czynniki energooszczędności, lecz także te wpływające na zdrowie i samopoczucie mieszkańców.– Szybkie i proste rozwiązania, czyli np. wymiana urządzeń grzewczych, nie spełnią tej roli, aby skutecznie walczyć o nasze zdrowie. Niezależnie od smogu również warunki mieszkaniowe, a więc wilgoć, brak światła, złe powietrze w budynkach, bardzo źle wpływają na zdrowie i zwiększają ryzyko zachorowania, także na raka, choroby układu oddechowego i choroby serca. Rozwiązaniem, jakiego potrzebujemy, jest kompleksowa renowacja budynków jednorodzinnych – podkreśla Jacek Siwiński.
  • wtorek, 12 września Autobusy napędzane wodorem przyszłością komunikacji miejskiej. Niebawem w Polsce mają powstać pierwsze stacje wodorowe (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Już w 2018 roku w Polsce mają powstać pierwsze stacje wodorowe. Dotychczas byliśmy pod tym względem białą plamą w Europie. Eksperci podkreślają, że powstanie infrastruktury jest konieczne, by napęd wodorowy miał szansę zaistnieć. Samochody napędzane wodorem są przyszłością motoryzacji. Ze względu na krótki czas ładowania i duży zasięg wygrywają z pojazdami elektrycznymi. Powstają nie tylko samochody osobowe, lecz także autobusy. Produkcyjną wersję autobusu zasilanego ogniwami wodorowymi ma już Ursus.– Nasz kraj jest w tej chwili ciemną plamą na mapie tej części Europy, stacje wodorowe kończą się na granicy polsko-niemieckiej, z drugiej strony taka stacja wodorowa dostępna jest w Rydze. W Polsce nie mamy szansy zatankować samochodu na zewnętrznej, działającej komercyjnie stacji – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Mularczyk, PR Manager w Toyota Motor Poland.Jeszcze w 2015 roku w Europie było 40 stacji tankowania wodoru, w 2020 roku ma ich być 200, a w 2025 roku ich liczba przekroczy tysiąc. Najbardziej rozbudowaną infrastrukturę ma Japonia, gdzie znajduje się ok. 100 stacji tankowania wodoru. Powoli doganiają ją jednak kraje europejskie. W Niemczech pierwsza stacja powstała w 2004 roku, obecnie działa ich już kilkadziesiąt. Łącznie do 2030 roku na całym świecie ma funkcjonować 4 tys. stacji. W Polsce mimo różnych zapowiedzi wciąż jeszcze stacji wodorowych brakuje.– Liczymy na rozwój tej inicjatywy także w Polsce, rozmawiamy z kilkoma podmiotami na temat budowy takich stacji wodorowych, więc jestem pewny, że w 2018 roku pierwsze takie stacje w Polsce powstaną – zapowiada Mularczyk.Powstanie infrastruktury jest konieczne, by w Polsce mógł się rozwijać trend samochodów napędzanych wodorem. Dla koncernów motoryzacyjnych to właśnie napędzane wodorem ogniwa paliwowe są przyszłością. Mogą skutecznie konkurować z samochodami elektrycznymi, których na koniec 2016 roku było już ponad 2 mln, a do 2040 roku już blisko 100 mln. Pojazdy napędzane wodorem mogą się sprawdzić przede wszystkim na dłuższych dystansach. Ich przewagą jest krótki czas ładowania, zbliżony do samochodów o tradycyjnym napędzie.– Naładowanie takiego samochodu to czas od 3 do 5 minut, w przypadku elektryków nieosiągalny, także jeśli weźmiemy pod uwagę zasięg do 700 km. To olbrzymia różnica w stosunku do samochodów elektrycznych, gdzie pracuje się dopiero nad możliwościami 400–450 km. Mamy też łatwo dostępny węgiel, który możemy przetwarzać na paliwo wodorowe, to przetwarzanie jest czystsze. Energia zużytkowana przez taki samochód jest czystsza, więc niewątpliwie państwo powinno zwrócić na tego typu rozwiązania większą uwagę, niż ma to miejsce obecnie – tłumaczy Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.Wodór jest paliwem znacznie bezpieczniejszym niż benzyna czy LPG, 14 razy lżejszym od powietrza, szybko więc ulatnia się, nie stwarzając zagrożenia dla pasażerów i auta. Co istotne, może być uzyskiwany w sposób nieszkodliwy dla środowiska i nie emituje spalin. Można go pozyskać z różnych źródeł, różnymi metodami, m.in. z wody czy węgla.– Aby polski rynek był istotnym czy interesującym dla napędów wodorowych, przede wszystkim musi powstać infrastruktura dystrybucyjna dla czystego wodoru. To musi być czysty wodór, ewentualnie odpad, ale oczyszczony. Dopóki tego nie ma – tych stacji jest dopiero około 80 – dopóty pojazdy z napędem wodorowym pozostaną śpiewem przyszłości – ocenił podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy Maciej Srebro, przewodniczący Rady Nadzorczej Ursus Bus.Na rynku dostępne są trzy modele samochodów wodorowych, m.in. Toyota Mirai, której sprzedaż do 2020 roku ma sięgnąć 30 tys. sztuk. Nad samochodami wodorowymi pracują też inne duże koncerny: Honda, Lexus, BMW, Ford, Mercedes, Audi czy Hyundai. Ale pojazdy napędzane wodorem to nie tylko samochody osobowe, lecz także autobusy. W Polsce w lubelskiej firmie Ursus powstał właśnie taki pojazd przeznaczony do użytku w komunikacji zbiorowej zasilany wodorem – City Smile Fuel Cell Electric Bus.– To autobus, który ma baterie elektryczne, dodatkowo zasilane są ogniwem wodorowym, co powoduje, że taki autobus może całą dzienną pracę przewozową zrealizować na jednym ładowaniu, co jest istotne z punktu widzenia budowy infrastruktury pod autobusy elektryczne, które nie przejadą na jednym ładowaniu całej pracy przewozowej w mieście takim jak Warszawa. W Polsce autobusy wodorowe to alternatywa dość hipotetyczna, brakuje czystego wodoru, natomiast w takich krajach jak Niemcy czy Holandia ten czysty wodór jest dystrybuowany, jest dużo stacji ładowania wodorem, w związku z tym ten rynek jest bardzo interesujący z punktu widzenia naszej obecności – przekonuje Srebro.Łącznie po Europie jeździ nawet kilkadziesiąt autobusów napędzanych wodorem. Ich liczba ma dynamicznie rosnąć. Ursus ma produkować ok. 100 autobusów rocznie, w przyszłości produkcja ma sięgnąć kilkuset sztuk.– Przewagę autobusu elektrycznego z ogniwem wodorowym stanowi to, że jest tańszy w eksploatacji i lżejszy. Na razie jesteśmy na samym początku drogi, te autobusy są drogie, rynki bardziej dojrzałe typu niemiecki czy holenderski są otwarte na tego typu rozwiązania, polski musi jeszcze chwilę zaczekać. Trzeba uruchomić stacje ładowania wodorem, być może przykład Toyoty, która wprowadziła seryjny samochód osobowy napędzany wodorem, to właśnie ten początek drogi, który wymusi budowanie dystrybucji wodorowej w Polsce – mówi Maciej Srebro.
  • piątek, 8 września Wodór zmienia oblicze motoryzacji. W ten sposób napędzanych będzie nie tylko coraz więcej aut, lecz także autobusów i ciężarówek (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Łatwy do uzyskania wodór może być paliwem przyszłości. Taki napęd elektryczny zasilany wodorem – w przeciwieństwie do akumulatorów – sprawdza się nawet na długich dystansach, ponieważ ładowanie trwa kilka minut, a zasięg to ok. 700 km. Pojazdy wodorowe to nie tylko samochody osobowe, lecz także ciężarówki, autobusy czy wózki widłowe. Jak podkreślają eksperci, napęd wodorowy jest całkowicie bezpieczny. Można go pozyskać z wody, odpadów komunalnych czy węgla.– Wszyscy uważamy, że przyszłość samochodów w miastach to samochody elektryczne – podkreślił Witold Nowicki, wiceprezes Toyota Central Europe, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes podczas 27. Forum Ekonomicznego w Krynicy. – Samochody elektryczne ładowane z baterii to przyszłość na krótkich dystansach. Tam, gdzie potrzebujemy trochę większego auta lub gdy chcemy wyjechać poza miasto, rozwiązaniem jest samochód elektryczny. Jednak w tym przypadku prąd bierzemy już nie z baterii, która jest ciężka, ma ograniczony zasięg i długi czas ładowania, lecz z ogniwa paliwowego zasilanego wodorem – wyjaśnia.Na koniec 2016 roku na świecie było ok. 2 mln samochodów elektrycznych (dane Międzynarodowej Agencji Energii), a według różnych prognoz w latach 2030–2040 może być ich już 100 mln. Jak podaje European Automobile Manufacturers Association, w 2016 roku w UE zarejestrowano ponad 155 tys. samochodów z napędem elektrycznym i 278 tys. hybryd. Po polskich drogach jeździ łącznie ok. 2 tys. samochodów elektrycznych. W ich eksploatacji przeszkodą może być czas ładowania i ograniczony zasięg.– W przypadku konwencjonalnych pojazdów tankowanie benzyną czy olejem napędowym trwa kilka minut, przy zasilaniu paliwami gazowymi nieco dłużej, natomiast napełnianie akumulatorów energią elektryczną trwa od 3 do nawet 12 godzin. Dlatego te pojazdy na obecnym etapie nadają się raczej do poruszania w dużych aglomeracjach miejskich – ocenia prof. Marek Brzeżański, dyrektor Instytutu Pojazdów Samochodowych i Silników Spalinowych na Politechnice Krakowskiej.Na dłuższych trasach ekologicznym rozwiązaniem mogą być pojazdy napędzane wodorem. Ich przewagą jest krótki czas ładowania, zbliżony do samochodów o tradycyjnym napędzie.– To samochód w pełni elektryczny, zasilany ogniwem paliwowym, bez wad samochodu elektrycznego na baterie. Ładowanie trwa 3 minuty, a zasięg to 700 km. Takim samochodem możemy śmiało jechać po Polsce, wierząc w to, że po drodze będą stacje, na których „zatankujemy” wodór. To technologia, która już co prawda istnieje, ale wymaga olbrzymiego nakładu w infrastrukturę: gniazdka elektryczne do ładowania i stacje wodorowe. To technologia, którą będziemy się cieszyć za 10 lat – ocenia Witold Nowicki.Na rynku dostępne są trzy modele samochodów wodorowych, m.in. Toyota Mirai, której sprzedaż do 2020 roku ma sięgnąć 30 tys. sztuk. Nad samochodami wodorowymi pracują inne duże koncerny: Honda, Lexus, BMW, Ford, Mercedes, Audi czy Hyundai. Technologia ta szybko się rozwija. Korea Południowa zapowiada, że do 2020 roku po jej drogach będzie jeździć 10 tys. takich samochodów (przy ok. 120 w 2016 roku). Problemem obecnie jest brak koniecznej infrastruktury, ta jednak jest systematycznie rozbudowywana. Jeszcze w 2015 roku w Europie było 40 stacji tankowania wodoru, w 2020 roku ma ich być 200, a w 2025 roku ich liczba przekroczy tysiąc. Najbardziej rozbudowaną infrastrukturę ma Japonia, gdzie znajduje się ok. 100 stacji.  Eksperci podkreślają, że wodór – znany jako gaz łatwopalny – jest paliwem znacznie bezpieczniejszym niż benzyna czy LPG. Przez to, że jest on 14 razy lżejszy od powietrza, szybko unosi się do góry, nie stwarzając zagrożenia dla pasażerów i auta. Dodatkowo może być uzyskiwany w sposób nieszkodliwy dla środowiska i nie emituje spalin. Jedynym produktem ubocznym jest para wodna.– Wodór jest nośnikiem energii przyszłości – podkreśla prof. Marek Brzeżański. – Ogniwo paliwowe jest napędzane wodorem, który w sposób ciągły może zasilać to ogniwo. Mamy też mały bufor energii elektrycznej w postaci akumulatora, który możemy albo doładować z sieci, albo z ogniwa paliwowego. To rozwiązanie, które ma przed sobą przyszłość.Napęd wodorowy jest wykorzystywany nie tylko w samochodach osobowych, lecz także na kolei, w transporcie miejskim, ciężarówkach oraz wózkach widłowych. Trwają także badania nad samolotami napędzanymi ciekłym wodorem. To paliwo jest szansą na uniezależnienie od ropy i gazu oraz od zewnętrznych dostawców źródeł energii. Tym bardziej że ogniwa paliwowe mogą też zasilać mieszkania i biura. W sytuacji kryzysowej samochody napędzane wodorem mogą też stanowić źródło zasilania. Dla przykładu ogniwa paliwowe Toyoty Mirai mają maksymalną moc 114 kW i są zdolne zaopatrywać gospodarstwo domowe w prąd nawet przez tydzień.– Wodór jest uzyskiwany m.in. z węgla. To jedna z najtańszych metod. Może być zieloną metodą wykorzystania węgla. To ma już miejsce w Australii – mówi Andrzej Szałek, ekspert ds. nowych technologii, Toyota Motor Poland.Pozyskiwanie wodoru z węgla mogłoby się sprawdzić zwłaszcza w Polsce, gdzie energetyka jest w 80 proc. oparta właśnie na tym surowcu.– Metoda uzyskiwania wodoru z węgla ma zastosowanie globalne. Jest on wytwarzany, np. w metodzie gazyfikacji w Australii i czysty, skroplony wodór tankowcem płynie do Japonii. To bardzo opłacalna metoda, wiele krajów podejmuje badania i działania w tym kierunku, ponieważ pozwala uniknąć bezrobocia w sektorze kopalni węglowych – tłumaczy Andrzej Szałek.
  • piątek, 8 września Nowy Jedwabny Szlak z coraz większym potencjałem. Chce na tym skorzystać PKP Cargo (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    PKP Cargo korzysta na dynamicznym rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku, czyli nowych połączeń handlowych między Europą a Azją. W I półroczu kolejowa spółka odnotowała 88-proc. wzrost według masy kontenerów w porównaniu do I połowy 2016 roku i liczy na dalsze wzrosty, także na innych kierunkach zagranicznych. Również na polskim rynku PKP Cargo notuje wzrost udziałów w rynku – według pracy przewozowej wynosi on 53 proc.– Nieprzerwanie od półtora roku notujemy wzrost naszego udziału w rynku. Według pracy przewozowej mamy w tej chwili 53 proc., co stanowi wzrost o 2,8 pkt proc. rok do roku. Przychody operacyjne przekroczyły 2,26 mld zł, co skutkuje wynikiem dla całej grupy na poziomie 19 mln złotych i wzrostem o 135 mln zł rok do roku. Od 1,5 roku zdobywamy rynek miesiąc po miesiącu, zarówno jeżeli chodzi o pracę przewozową, jak i masę – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Libiszewski, prezes zarządu PKP Cargo.W minionym półroczu przewozy według pracy przewozowej sięgnęły 15 mld tkm i były o 11 proc. większe niż przed rokiem. Prezes PKP Cargo ocenia, że tak dobre wyniki spółka zawdzięcza konsekwentnej realizacji strategii przyjętej w ubiegłym roku przez nowy zarząd.– Nasza strategia, która polega na tym, że działamy zgodnie i zatrudniamy najlepszych, przynosi efekt. W ciągu 1,5 roku na wszystkich posiedzeniach zarządu byli obecni wszyscy członkowie zarządu. To 100-proc. obecność, podczas której mieliśmy wynik 100 proc. głosowań „za”. Wszystko jest uzgadniane i to właśnie przynosi nam ten dobry efekt – podkreśla Maciej Libiszewski.W I półroczu tego roku nakłady inwestycyjne PKP Cargo przekroczyły 200 mln zł. Ponad 150 mln zł zostało przeznaczone na naprawy okresowe taboru, a 27 mln zł na modernizację istniejącego taboru oraz zakupy nowych wagonów i lokomotyw.Grupa zakłada, że w kolejnych miesiącach uda się jej utrzymać tendencję wzrostową. Jednym z czynników, który ma się do tego przyczynić, jest wzrost aktywności na rynkach zagranicznych i rozwój współpracy międzynarodowej.– Nasze lokomotywy dojeżdżają do Holandii, Niemiec i Austrii. Jesteśmy obecni instytucjonalnie w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Dojeżdżamy na granicę włoską i chorwacką. Chcemy to kontynuować. Podpisaliśmy czterostronne porozumienie z kolejami rumuńskimi, CFR Marfa oraz portem w Konstancy i portem w Gdańsku. Chcemy również rozwijać współpracę z Chorwacją, przede wszystkim z portem w Rijece i z HŽ Cargo – mówi Maciej Libiszewski.Jak informuje prezes PKP Cargo, spółka rozwija też swoją działalność w kierunku wschodnim. Szansą jest dla niej Nowy Jedwabny Szlak – potężny projekt gospodarczy, ekonomiczny i geopolityczny, który zakłada utworzenie szlaków handlowych i wspólnych korytarzy transportowych łączących Europę i Azję. Działa już połączenie kolejowe między Łodzią a chińskim miastem Chengdu, które wiedzie przez Kazachstan, Rosję i Białoruś. Na białoruskiej granicy przewoźnik ma jednak chwilowe problemy związane z zatorami.– Mamy bardzo dobre relacje z sąsiednimi kolejami. Pomagają nam obsługiwać Nowy Jedwabny Szlak, który zwiększa swój potencjał praktycznie z każdym miesiącem. Jeśli chodzi o współpracę z Chinami na Nowym Jedwabnym Szlaku – pojawiają się głosy, które zalecają nam przyhamowanie tego rozwoju. Wiąże się to z faktem, że Rosjanie przesunęli bardzo dużą część swoich transportów z granicy ukraińskiej na białoruską. W tej chwili mamy tam do czynienia z zatorami, ale liczymy, że uda nam się je rozwiązać po zakończeniu koniecznych remontów polskich linii kolejowych – mówi Maciej Libiszewski.
  • środa, 6 września 100 mld zł rocznie tracą polskie firmy z powodu zatorów płatniczych. Powstają nowe rozwiązania, które mogą uchronić je przed bankructwem (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Koszty zatorów płatniczych dla polskich firm wynoszą ponad 100 mld zł rocznie. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że przedsiębiorstwa muszą czekać średnio 3 miesiące na opłacenie wystawionej faktury. Zatory płatnicze są poważnym problemem dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw, który musi się posiłkować kredytami, pożyczkami albo faktoringiem, żeby utrzymać płynność finansową. Nie każda firma może z nich jednak skorzystać. Aby wypełnić też lukę na rynku, pojawiają się firmy z usługą mikrofaktoringu dla freelancerów oraz małych i średnich firm.– Zapotrzebowanie na poprawę płynności jest w każdej firmie, czy to małej, czy dużej, z tym że mała firma jest na to dużo bardziej wrażliwa. Kiedy duża firma ma problem z płynnością, to jest w stanie to przez jakiś czas wytrzymać. Dla małej może to oznaczać spore problemy. Dlatego powinny położyć naprawdę duży nacisk na odpowiednie zarządzanie swoją płynnością finansową. Mamy kilka narzędzi finansowych, które pozwalają im spokojnie odnaleźć się w tej sytuacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Domagalski, prezes zarządu firmy faktoringowej Finiata, która zadebiutowała w czerwcu na polskim rynku.Według statystyk Krajowego Rejestru Długów, Biura Informacji Gospodarczej i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce („Portfel należności polskich przedsiębiorstw”) polskie firmy muszą czekać na zapłacenie wystawionej faktury średnio 3 miesiące i 13 dni. W ciągu II kwartału tego roku ten okres wydłużył się o 10 dni. Na kłopoty z nieterminowym regulowaniem płatności przez kontrahentów skarży się zdecydowana większość przedsiębiorstw. Tylko 14 proc. firm nie ma żadnych problemów z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i usługi. W kolejnych miesiącach sytuacja może ulec pogorszeniu. Co piąta firma zatrudniająca powyżej 250 osób spodziewa się pogłębienia problemu zatorów płatniczych. W I kwartale roku było ich tylko 2,2 proc.Z opublikowanego w marcu br. raportu FOR wynika, że koszty zatorów płatniczych dla polskich firm wynoszą ponad 100 mld zł rocznie.Problem zatorów płatniczych w sektorze MŚP często jest wynikiem polityki zakupowej dużych firm, które stosują długie terminy płatności. Z jednej strony mniejsze przedsiębiorstwa – jako podwykonawcy – mogą liczyć na korzystne zlecenia. Kontrakt z dużą firmą lub korporacją to szansa na rozwój, zwiększenie sprzedaży i zysków. Jednak z drugiej strony muszą się też liczyć z wydłużonym okresem oczekiwania na opłacenie faktury.– Duże firmy często proszą o dłuższy termin płatności. Jest to związane głównie z tym, że one też muszą planować swoją płynność finansową i odroczony termin płatności jest czymś, co w tym pomaga. Nie jest to coś złego, po prostu trzeba jakoś spełnić te wymagania – mówi Tomasz Domagalski.Podwykonawca musi utrzymać bieżącą płynność finansową w okresie pomiędzy wykonaniem zlecenia i wystawieniem faktury a otrzymaniem zapłaty. Nie każdego stać na to dzięki zgromadzonym środkom własnym. Problem z płynnością finansową pojawia się, kiedy takich przeterminowanych faktur jest za dużo.– Małe firmy często mają problem z długim terminem płatności, bo nie wiedzą, co z tym zrobić, a muszą zapłacić pensje, kupić towar. Dopiero kiedy rozejrzą się na rynku, zobaczą, z jakich produktów mogą skorzystać, zaczynają poprawiać swoją sytuację czy to poprzez sięgnięcie po kredyt, czy po faktoring – mówi Tomasz Domagalski.Większość dostępnych na rynku rozwiązań finansowych ma swoje zalety i wady: nie każde przedsiębiorstwo ma wystarczającą zdolność kredytową, żeby ubiegać się w banku o kredyt w odpowiedniej wysokości. Pożyczki pozabankowe są bardzo wysoko oprocentowane, a klasyczny faktoring jest skomplikowany, drogi i zwykle dla większych firm, o minimalnym 12-miesięcznym okresie działalności. Ponadto wymaga zgody kontrahenta firmy, która chce z niego skorzystać.Tę lukę na rynku usług finansowych zamierza wykorzystać Finiata – fintech założony w Niemczech, który pod koniec czerwca wkroczył na polski rynek. Fintechy – czyli innowacyjne firmy z sektora finansów – stanowią coraz poważniejszą konkurencję dla banków. Według prognoz firmy doradczej PwC mogą przejąć od nich nawet jedną trzecią światowego rynku usług finansowych. W Polsce Finiata zadebiutowała z usługą mikrofaktoringu dla freelancerów, mikro-, małych i średnich firm.– Mikrofaktoring jest usługą skierowaną do mniejszych przedsiębiorców. W naszym wydaniu ta usługa różni się od innych na rynku. Przede wszystkim zawsze finansujemy pełną wartość faktury. Nie jest to zwyczajowe 80–90 proc. Druga rzecz – nie informujemy kontrahenta o tym, że wchodzimy do transakcji. Oferujemy faktoring w formie cichej. To znaczy, że przedsiębiorstwa mają dostęp do finansowania, ale nie muszą się martwić, jak wpłynie to na ich relacje z kontrahentami – mówi prezes Finiaty.W ciągu pierwszego miesiąca na polskim rynku faktoringowy fintech nawiązał współpracę z ponad dwoma tysiącami firm, które uzyskały blisko 2 mln zł na poczet wystawionych faktur. W tym gronie są głównie osoby prowadzące działalność gospodarczą, które wystawiają co miesiąc przeciętnie 15 faktur o uśrednionej wartości 7,6 tys. zł każda. Do końca tego roku spółka planuje mieć już 12 tys. klientów i finansować co miesiąc ok. 4 mln zł wierzytelności.– W ostatnim miesiącu średnia wartość faktury sfinansowana przez Finiatę wynosiła około 7 tys. zł. Czyli nie do końca są to małe faktury, bo niektórzy myślą, że mikrofaktoring to 100, 200 lub 300 złotych – owszem, takie faktury też finansujemy, ale są też faktury po kilkadziesiąt tysięcy złotych – mówi Tomasz Domagalski.
  • poniedziałek, 4 września Polskie firmy motoryzacyjne, meblowe i spożywcze z dużymi szansami na podbój meksykańskiego rynku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Ponad 120 mln mieszkańców, rozwijająca się gospodarka i dobre kontakty z sąsiadami – to główne atuty Meksyku, które przyciągają na ten odległy rynek polskie firmy. Autorzy przewodnika dla polskich przedsiębiorców „Doing business in Mexico” zauważają, że jest to obiecujący kierunek eksportowy zwłaszcza dla firm z sektora motoryzacyjnego, meblowego i rolniczego, producentów maszyn, farmaceutyków i branży elektromechanicznej. W przeciwieństwie do gospodarek azjatyckich Ameryka Łacińska pozostaje bardziej otwarta na wymianę handlową.– Ameryka Łacińska to jedno z produkcyjnych i eksportowych centrów świata, które bardzo dynamicznie rozwijało się w ostatnich latach. Ma potencjał zarówno jako rynek sam w sobie, jak i jako platforma eksportowa. W szczególności Meksyk z racji swojego dynamicznego rozwoju w ciągu ostatnich 20 lat stał się ważny dla importu i eksportu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Fernando Lardies, head of network banking w Grupie Santander.Meksyk, w którym mieszka przeszło 127 mln ludzi, jest ogromnym rynkiem zbytu, a jego gospodarka w 70 proc. opiera się na handlu zagranicznym. Eksperci i analitycy BZ WBK i Banco Santander México, którzy przygotowali poradnik „Doing business in Mexico”, przybliżający polskim firmom specyfikę tamtejszego rynku, wskazują również, że Meksyk jest największą gospodarką w Ameryce Łacińskiej, ale też dla polskich firm może być doskonałym przyczółkiem do ekspansji w całym regionie. To istotne o tyle, że siła nabywcza najbliższych sąsiadów: Karaibów, Wenezueli czy Kolumbii, cały czas wzrasta.Na razie sprzedaż towarów i usług z Polski do samego Meksyku stanowi mniej niż 0,5 proc. całego krajowego eksportu. W ubiegłym roku osiągnęła wartość 531 mln dol., natomiast import z Meksyku do Polski przekroczył 536 mln dol.– Meksyk jest trzecim w regionie eksporterem do Polski i drugim importerem polskich produktów. Perspektywy są bardzo obiecujące dzięki ostatnio podjętym krokom, ale myślę, że potencjał jest dużo większy – mówi Fernando Lardies.Ze względu na gęstość zaludnienia i dużą liczbę mieszkańców Meksyk jest obiecującym rynkiem zwłaszcza dla sektorów związanych z konsumpcją.– Część najmocniejszych gałęzi przemysłu w Meksyku pokrywa się z sektorami, które są silne również w Polsce i można to wykorzystać. Jedną z nich jest motoryzacja, produkcja samochodów, ciężarówek i części zamiennych. Przykładowo polscy dostawcy dla Volkswagena i innych producentów samochodów, których działa w Meksyku dwudziestu trzech, mogą znaleźć dla siebie miejsce na tamtejszym rynku. Dobre perspektywy ma też przemysł chemiczny, farmaceutyczny i przemysł ciężki – mówi Fernando Lardies.Dyrektor sieci globalnej bankowości w Grupie Santander zauważa, że niewykorzystany jest także potencjał w przemyśle maszynowym, a szansą może być na przykład produkcja maszyn górniczych.Najważniejszym aspektem meksykańskiej gospodarki, który może być atrakcyjny dla polskich firm, jest jednak jej potencjał wytwórczy. Dzięki temu Meksyk jest dobrą platformą do rozwijania określonych branż. Dobrym przykładem jest rolnictwo, w którym także są aktywne polskie firmy.Głównym partnerem handlowym Meksyku są Stany Zjednoczone, gdzie trafia zdecydowana większość (ponad 80 proc.) całego meksykańskiego eksportu. Deklaracje prezydenta USA Donalda Trumpa i zapowiedź zmiany polityki handlowej w USA mogą się odbić na meksykańsku rynku. Paradoksalnie, jest to jednak okazja dla polskich firm, ponieważ Meksyk – chcąc wypełnić lukę w eksporcie – będzie musiał szukać okazji do zwiększenia wymiany handlowej z Europą czy państwami azjatyckimi. – Musimy zaczekać na efekty negocjacji handlowych z USA. Konsensus ekonomistów na ten rok i dwa kolejne lata zakłada umiarkowany wzrost gospodarczy na poziomie około 2 proc. Musimy zobaczyć, jak będzie się kształtował azjatycki popyt na surowce naturalne, które eksportuje Meksyk. Ostatecznie jednak popyt powinien rosnąć, zarówno ze strony gospodarki amerykańskiej, jak i azjatyckiej – prognozuje Fernando Lardies.Eksperci podkreślają, że w porównaniu z gospodarkami azjatyckimi rynek meksykańskie jest bardziej otwarty i stosunkowo łatwo na nim zadebiutować.– Nie trzeba tu szukać lokalnego partnera, jak na przykład w Chinach i w innych azjatyckich gospodarkach, czy nawet w Brazylii, która ma bardzo skomplikowaną legislację. Meksyk jest łatwiejszy, ale i tak potrzebne jest doradztwo w kwestii prowadzenia biznesu. Tym zajmuje się nasz zespół w Meksyku, który razem z zespołem w BZ WBK w Polsce może pomóc firmom, zarówno jeżeli chodzi o eksport i import, jak i rozpoczęcie biznesu na meksykańskim rynku – deklaruje Fernando Lardies.Fernando Lardies zaznacza, że przedsiębiorstwo, które chce rozpocząć zagraniczną ekspansję w innym kraju, szczególnie tak odległym jak Meksyk, musi uwzględniać inne realia biznesowe, jakie tam obowiązują. Chodzi m.in. o sposób rozmowy z kontrahentami, kwestie prawne i podatkowe, a także rozmowy z samorządem i lokalnymi władzami.– Z naszego doświadczenia wynika, że firmy potrzebują najczęściej wsparcia w szukaniu kontrahentów zagranicznych. To dotyczy wszystkich rynków, nie tylko Meksyku. Często dostajemy zapytania, czy możemy zorganizować spotkania z partnerami, którzy mogliby być odbiorcami, czy możemy zorganizować misje wirtualne czy wyjazdowe, przygotowujemy agendy spotkań. Są też inne kwestie – na przykład pomoc przy zakładaniu firmy, szukanie prawników. To pojawia się trochę rzadziej, ale także jest potrzebne – mówi Olga Pietkiewicz, dyrektor International Desk w Banku Zachodnim WBK i Grupie Santander.Przedsiębiorcy, którzy stawiają pierwsze kroki w Meksyku, mogą liczyć również na państwowe wsparcie i pomoc Zagranicznego Biura Handlowego PAIH, którego działalność została zainaugurowana podczas kwietniowej misji gospodarczej towarzyszącej oficjalnej wizycie władz państwowych i prezydenta Andrzeja Dudy w Meksyku. W ramach misji zorganizowanej przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu Bank Zachodni WBK i Banco Santander México zaaranżowały w Mexico City Polsko-Meksykańskie Forum Biznesowe, seminaria i bezpośrednie spotkania polskich przedsiębiorców z potencjalnymi kontrahentami. 
  • piątek, 1 września Polska ma szansę zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych. Przełoży się to na liczbę innowacyjnych firm (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rozwój innowacyjnych firm wymaga stworzenia odpowiedniego ekosystemu. Zdaniem ekspertów kluczowe są regulacje prawne, kapitał społeczny i ludzki, otoczenie instytucjonalne oraz możliwości finansowania nowatorskich przedsięwzięć. Wiele zależy od edukacji, która jest kuźnią dobrych pomysłów i motorem innowacyjnej gospodarki. Polska ma szansę zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie – ocenia Marek Metrycki, prezes Deloitte Polska, i podkreśla, że potrzebne są mądre działania, ale nastawione na szybkie rezultaty.– Podstawową do tego, żeby odnieść sukces na rynku start-upów w dłuższym terminie, jest stworzenie środowiska sprzyjającego innowacji, a więc przede wszystkim edukacja, ponieważ podstawą innowacji są ludzie. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nasz system edukacji kształtuje wystarczające kompetencje – w szczególności te miękkie – do tworzenia nowych przedsięwzięć, podejmowania ryzyka i umiejętności ponoszenia porażek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Metrycki, prezes firmy doradczej Deloitte Polska.Dwa lata temu Deloitte stworzył model dojrzałości ekosystemu start-upów i wskazał 5 kluczowych obszarów, które warunkują ich rozwój. To finansowanie, regulacje prawne, otoczenie instytucjonalne, kapitał ludzki oraz kapitał społeczny. W badaniu firma oceniła polski rynek start-upów na tle czterdziestu najlepiej rozwiniętych państw na świecie. Pozycja Polski została uwzględniona na m.in. tle krajów OECD oraz dodatkowo Litwy, Łotwy, Chorwacji, Malty, Cypru, Hongkongu, Singapuru i Tajwanu. Najwyżej ocenione zostały regulacje prawne i otoczenie instytucjonalne. Słabo wypadły za to obszar finansowania i kapitał społeczny. Umiarkowanie rozwinięty był też kapitał ludzki. W czterostopniowej skali Polska uzyskała wówczas średnią ocenę 1,93.Po prawie dwóch latach od pierwszej próby usytuowania Polski w modelu dojrzałości ekosystemu start-upów Deloitte ponownie przeanalizował rodzimy rynek, żeby sprawdzić, czy środowisko staje się bardziej przyjazne dla młodych i innowacyjnych przedsiębiorstw. Z najnowszego badania wynika jednak, że sytuacja nie uległa istotnym zmianom, a Polska nadal plasuje się poniżej średniej.– Okazało się, że o ile mamy niezłe środowisko instytucjonalne i dobry poziom prawodawstwa, o tyle mamy również duże wyzwania w zakresie finansowania, a przede wszystkim kapitału społecznego i ludzkiego. Te dwa ostatnie czynniki mają kluczowe znacznie. Jeżeli pojawiają się dobre pomysły, to finansowanie też się znajdzie – uważa Marek Metrycki.Podobnie jak dwa lata temu najlepiej wypadł obszar regulacji prawnych i otoczenie instytucjonalne. Kapitał ludzki został oceniony jako umiarkowany, natomiast kapitał społeczny i finansowanie to dwa najsłabsze ogniwa całego ekosystemu. Ogólna ocena dla obszaru finansowania jest jednak w tym roku nieco wyższa, głównie dzięki zmianom na rynku venture capital.W stosunku do poprzedniego badania pogorszyła się sytuacja w obszarze kapitału społecznego. W definicji Deloitte na kapitał społeczny składa się zaufanie, respektowanie wzajemnych zobowiązań, przestrzeganie norm i umiejętności współpracy. Te czynniki tworzą niezbędne dla dojrzałego ekosystemu start-upów spoiwo relacji międzyludzkich. Pogorszenie kapitału społecznego to negatywny sygnał, który może utrudnić nie tylko rozwój start-upów, lecz także innych obszarów gospodarki.Prezes Deloitte Polska zauważa, że zarówno kapitał ludzki, jak i kapitał społeczny to czynniki ściśle powiązane z edukacją. Również uchwalona w lutym rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje na edukację jako kluczową dla rozwoju innowacyjności w Polsce. Z drugiej strony dokument zwraca uwagę na deficyty umiejętności innowacyjnych wśród Polaków.– To pozytywny sygnał. Pozostaje oczywiście pytanie, jak szybko jesteśmy w stanie wprowadzać rozwiązania, które zmienią tę sytuację. System edukacji to nie jest system, w którym możemy dokonywać rewolucji. Potrzebna jest mądra debata i ewolucja, która doprowadzi do szybkich rezultatów. Jestem optymistą. Uważam, że jeżeli taką debatę podejmiemy, to jesteśmy w stanie w stosunkowo krótkim czasie osiągnąć rezultaty, a w dłuższym terminie zbudować jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie. Mamy ku temu dobrą podstawę – ocenia Marek Metrycki.Deloitte zauważa też, że w ostatnich latach w Polsce sukcesywnie rosną wydatki na badania i rozwój, podobnie jak nakłady na edukację i szkolnictwo wyższe. Jednak zmiana nie jest na tyle duża, żeby podnieść pozycję Polski w rankingu, a względem liderów wciąż jest wiele do nadrobienia.Budowa gospodarki opartej na wiedzy oraz ekosystemu, który umożliwi rozwój innowacji i start-upów, wymaga stworzenia odpowiedniego modelu edukacji. Prezes Deloitte&HASH39;a wskazuje, że powinien on kształtować kompetencje miękkie, takie jak umiejętność współpracy, ponoszenia ryzyka i wyciągania błędów z pierwszych porażek.– Właściwa edukacja kształtuje pewne cechy, by ten sukces osiągnąć. To przede wszystkim odwaga, pewność siebie, asertywność, umiejętność kształtowania rzeczywistości wokół siebie, a przede wszystkim umiejętność współpracy – łączenia kompetencji różnych osób w jeden organizm, który potrafi stworzyć unikalną wartość – mówi prezes Deloitte Polska. – Innowacyjność to umiejętność wyciągania wniosków z porażek. Większość start-upów upada w pierwszym roku działalności, góra po dwóch latach. To bezcenne doświadczenia dla uczestników takich przedsięwzięć i szansa, że w kolejnych osiągną już lepsze rezultaty. Można prześledzić kariery firm czy osób, które odniosły niesamowity sukces – ich pierwsze projekty wcale się tak nie kończyły.Potrzeba zmian w edukacji i czynniki kluczowe dla rozwoju środowiska start-upów to tematy, które zostaną poruszone w trakcie debaty „Rola współczesnego państwa w kształtowaniu innowacyjnej gospodarki – pozycja start-upów i znaczenie sektora MŚP” podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy, które odbędzie się w dniach 5–7 września. Gościem panelu organizowanego przez Deloitte będzie Saul Singer, współautor książki „Naród start-upów. Historia cudu gospodarczego Izraela”, która zyskała status światowego bestsellera. 
  • czwartek, 31 sierpnia Coraz bliżej połączenia dwóch gigantów sektora naftowo-paliwowego. Sytuacja pracowników obu spółek nie ulegnie pogorszeniu (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Połączenie spółek PERN i OLPP od strony formalno-prawne jest już na ostatniej prostej. Zarządy obu spółek zgodnie zapewniają, że zamierzają utrzymać zarówno zatrudnienie, jak i wszystkie dotychczasowe świadczenia. Trwają rozmowy dotyczące porozumień społecznych w obu spółkach.– Grupa PERN jest odpowiedzialna w dużej mierze za bezpieczeństwo energetyczne państwa w sektorze paliwowym. Zajmuje się transportem i magazynowaniem ropy naftowej, a także magazynowaniem i obrotem paliwami w bazach paliw należących obecnie do OLPP. Połączenie obu spółek ma sprawić, że powstanie jeden duży, silny podmiot, który będzie w stanie stawić czoła konkurencji i rozwijać biznes, którym się zajmuje – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Miland, wiceprezes zarządu PERN SA.Wiceprezes PERN SA zaznacza, że dzięki połączeniu powstanie podmiot o znacznie większej sile przetargowej i zakupowej. To pozwoli ograniczyć koszty i zainwestować więcej środków, również w rozwój pracowników. Przy aktualnej sytuacji na rynku pracy ich kompetencje i wiedzę – nabyte w trakcie lat pracy w sektorze paliwowym i naftowym – trudno byłoby zastąpić.– Przygotowując połączenie obydwu firm, założyliśmy, że jednym z kluczowych aspektów jest zagwarantowanie statusu naszych pracowników. To status wypracowywany przez wiele lat, który wiąże się z pewnymi specyficznymi umiejętnościami. W wielu przypadkach próżno szukać na rynku doświadczenia, umiejętności i wiedzy nabytej przez pracowników zatrudnionych w naszych przedsiębiorstwach. Ich praca jest dla nas tak wartościowa, że nie zamierzamy przeprowadzać żadnej redukcji, zwolnień czy innych tego typu działań, które mogą się kojarzyć z procesami łączenia czy restrukturyzacji przedsiębiorstw. Pracownicy są dla nas jednym z najważniejszych aktywów – podkreśla Rafał Miland.Zarządy obu firm od marca (dużo wcześniej, niż wymagają przepisy) prowadzą z pracownikami i związkami zawodowymi otwarty dialog na temat połączenia. Zgodnie podkreślają, że cały proces ma się odbyć bezpiecznie dla załóg obu spółek. Mimo to związek zawodowy NSZZ „Solidarność” w OLPP obawia się o ochronę socjalną pracowników po połączeniu obu podmiotów, dlatego wszedł z OLPP jako pracodawcą w spór zbiorowy.– Naszym założeniem jest utrzymanie wszystkich świadczeń socjalnych, które do tej pory istnieją w PERN i w OLPP. Chcemy też zagwarantować pracownikom pewien okres stabilności pracy w nowym podmiocie. Pracy nam nie ubędzie, będzie tylko inaczej zorganizowana. Będziemy działać w ramach jednego przedsiębiorstwa, ale nie jesteśmy dla siebie nawzajem konkurencją. Możemy dalej wykonywać swoje czynności, dalej obsługiwać klientów, dalej zapewniać bezpieczeństwo energetyczne – zaznacza Rafał Miland.Do tej pory odbyło się już kilkanaście spotkań z pracownikami obu spółek i związkami zawodowymi. Część postulatów społecznych w obu spółkach została już przyjęta przez pracodawców, trwa uzgadnianie. Zespoły negocjacyjne są już w fazie końcowych uzgodnień.W ramach wzajemnych ustaleń pracodawca zobowiązał się do okresu gwarancji zatrudnienia oraz wyrównania płac zasadniczych pomiędzy pracownikami PERN i spółki OLPP. Ponadto pracodawca proponuje włączenie do wynagrodzeń dodatków stażowych i premii regulaminowych. Wynagrodzenie godzinowe mają zostać zamienione na wynagrodzenia stałe, a pracodawca zobowiązał się do wykupu nagród jubileuszowych. Pracownicy pozostaną też objęci dodatkowymi świadczeniami (np. dodatkowe ubezpieczenia i pakiet medyczny).– Naszym celem jest przeprowadzenie w pełni transparentnego dialogu społecznego. Rozmawiamy z organizacjami związkowymi, z radą pracowników PERN oraz forum uprawnionych pracowników OLPP. Rozpoczęliśmy też bezpośrednie spotkania z pracownikami obu spółek. Wspólnie jeździmy po różnych lokalizacjach i staramy się przekazać im jak najwięcej informacji dotyczących tego procesu, pokazać, jak będzie wyglądała ich sytuacja po połączeniu. Nie boimy się spotkań z ludźmi, wręcz przeciwnie. Jeździmy czasami w bardzo odległe od Warszawy czy Płocka lokalizacje, ale to także jest element naszej pracy. Niezmiernie istotne jest, żeby pracownicy bezpośrednio w rozmowach z członkami zarządów mogli wysłuchać ich opinii, ale też zadać pytania i uzyskać na nie odpowiedzi – podkreśla wiceprezes zarządu PERN SA.Obydwie spółki mają zostać połączone w jeden, duży podmiot, który będzie w stanie skutecznie konkurować na rynku i realizować duże inwestycje. Zakończenie tego procesu jest planowane na 2018 rok.– Zarówno PERN,  jak i OLPP stoją przed dużymi wyzwaniami inwestycyjnymi. W przypadku istniejących baz paliw, na których usługi jest ogromne zapotrzebowanie, istnieje pilna konieczność rozbudowy pojemności magazynowych. Spółka OLPP rozpoczęła już program inwestycyjny, który ma zapewnić wybudowanie ponad 300 tys. metrów sześciennych nowych pojemności na paliwa, z czego około 100 tys. ma powstać w czasie niewiele dłuższym niż rok. To oznaczna wysiłek finansowy, organizacyjny i inwestycyjny, który może zostać poniesiony tylko po połączeniu obu firm. W przypadku działania w pojedynkę tego typu akcja będzie trwała o wiele dłużej i może być o wiele bardziej kosztowna – uzasadnia Rafał Miland.Od strony formalnej proces integracji obu spółek jest już na ostatniej prostej. W związku z tym, że OLPP jest w 100 proc. własnością PERN, możliwe było zastosowanie trybu łączenia uproszczonego (czyli przejęcia całego majątku OLPP przez spółkę matkę). Zostały już podjęte odpowiednie uchwały zarządów, a proces połączenia zaopiniowały pozytywnie rady nadzorcze obu spółek.– Etap, w którym się teraz znajdujemy, to etap uzyskiwania ostatecznej zgody organów spółki OLPP na połączenie w trybie uproszczonym. WZA PERN już za nami – mamy formalną zgodę naszego właściciela – mówi Rafał Miland.Pod koniec sierpnia połączenie zaakceptowało walne zgromadzenie akcjonariuszy PERN. Natomiast 11 września ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie zgromadzenie wspólników spółki OLPP.– Od tego momentu będziemy uprawnieni do złożenia w KRS wniosku o wpisanie połączonego podmiotu do rejestru, co – mamy nadzieję – nastąpi 2 stycznia. Taki jest plan, z prawnego punktu widzenia wszystko jest już na ostatniej prostej – mówi Rafał Miland.Grupa PERN to potentat na krajowym rynku logistyki naftowej. Jest właścicielem rurociągu „Przyjaźń”, którym transportuje ropę naftową do krajowych rafinerii PKN Orlen i Grupy Lotos oraz dalej, do Niemiec. Należy do niej również większościowy pakiet udziałów w gdańskim Naftoporcie – jednym z największych naftowych terminali przeładunkowych na Bałtyku. Łącznie zarządza ponad 2,6 tys. km rurociągów i ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. W skład grupy kapitałowej PERN wchodzi też spółka Operator Logistyczny Paliw Płynnych – największy w Polsce podmiot zajmujący się magazynowaniem i przeładunkiem paliw płynnych. Jest właścicielem 19 baz paliw o pojemności 1,8 mln metrów sześciennych, w których magazynowana jest benzyna i inne paliwa do bieżącej dystrybucji.
2015
  • piątek, 17 lipca Od 2016 roku możliwe większe prawa dla przedsiębiorców (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Projekt ustawy prawo działalności gospodarczej trafił do Komitetu Rady Ministrów. Nowe przepisy mają wzmocnić gwarancje dla przedsiębiorców. Resort chce wprowadzić 15 zasad prowadzenia biznesu. Uporządkowane mają zostać relacje między przedsiębiorcami a organami administracji. Rynek korzystnie ocenia propozycje ustawy, przede wszystkim domniemanie dobrej woli czy uczciwości przedsiębiorcy.  – W konsultacjach społecznych, które trwały do 19 czerwca, oddźwięk był pozytywny, oczywiście z pewnymi propozycjami modyfikacji. Część uwag uwzględniliśmy, natomiast nie są to zmiany zasadnicze – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Haładyj, wiceminister gospodarki. Projektem ustawy z uwzględnionymi zmianami zajmie się teraz rząd. Wprowadzenie nowego Prawa działalności gospodarczej może znacznie ułatwić przedsiębiorcom jej podejmowanie. Ustawa zawiera 15 podstawowych zasad prowadzenia biznesu, które przede wszystkim wzmacniają prawa przedsiębiorców. Efektem regulacji ma być zagwarantowanie, że przy indywidualnych sprawach organy administracji będą stosować naczelne zasady prawa gospodarczego. – Do tej pory takich ogólnych zasad prawa gospodarczego brakowało, dlatego ich przyjęcie zostało pozytywnie odebrane. To przede wszystkim zasady domniemania dobrej woli przedsiębiorcy czy uczciwości – wskazuje Haładyj. Domniemanie uczciwości oznacza, że nawet jeśli pozostaną wątpliwości dotyczące oceny stanu faktycznego, administracja będzie zobowiązana do rozstrzygania niewyjaśnionych kwestii na korzyść przedsiębiorcy. Jak podkreśla, wpisuje się to w dyskusję, która wynikła w trakcie prac nad nowelizacją Ordynacji podatkowej. Uchwalone w ubiegłym tygodniu przez Sejm nowe przepisy wprowadzają zasadę rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika. Resort podkreśla, że przedsiębiorcy szczególnie pozytywnie przyjęli również zasadę proporcjonalności czy uprawnionych oczekiwań. – Te zasady mają taki walor, że będą oddziaływać na przepisy prawa gospodarczego szerzej niż tylko na ustawę o działalności gospodarczej – podkreśla Haładyj. Nowe przepisy mają być kompletną regulacją. Obecnie działalność wymagającą zezwolenia reguluje 27 ustaw, dwie kolejne regulują uzyskanie licencji, a jeszcze inna – otrzymanie zgody na działalność. Rząd chce, by nowa ustawa weszła w życie możliwie jak najszybciej. – Jeśli ścieżka legislacyjna zakończy się pozytywnie, czyli projekt zaakceptują Rada Ministrów, Sejm, Senat i prezydent, to może ona obowiązywać od 1 stycznia 2016 roku – mówi Mariusz Haładyj.  Nowe prawo zastąpi ustawę obowiązującą od 2004 roku.
  • piątek, 17 lipca Polski przemysł może mniej płacić za prąd. Trzeba jednak zwiększyć efektywność energetyczną (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Droższa o 1/3 energia elektryczna uniemożliwia polskiemu przemysłowi rywalizację z konkurentami z Niemiec. Nie dość, że krajowe firmy płacą więcej za energię, to jeszcze zużywają jej więcej, bo niższa jest efektywność energetyczna. Istnieje jednak potencjał do obniżki kosztów energii nawet o połowę. – W Polsce mamy dosyć trudną sytuację, bo u naszych zachodnich sąsiadów ceny energii są znacznie niższe. U nas to 44 euro za 1 MWh, a w Niemczech – 33 euro. Z tej energii korzysta przemysł polski i niemiecki, które mają ze sobą konkurować. Więc przemysł polski mówi, że z taką ceną konkurować nie może – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz Społecznej Rady ds. Zrównoważonego Rozwoju Energetyki. Prof. Żmijewski podkreśla, że przez wiele lat w Polsce energia była tańsza niż na Zachodzie. Dlatego wiele osób dziwi się, gdy przemysł narzeka na wysokie ceny prądu. Do takiej sytuacji trzeba się jednak przyzwyczaić. Według prof. Żmijewskiego trudno będzie obniżyć cenę energii w Polsce do poziomu niemieckiego. Wysoka cena prądu to nie jest jednak jedyny problem polskiego przemysłu. Dużym wyzwaniem jest też jakość tej energii, która jest gorsza niż na Zachodzie. Problemem jest też efektywność energetyczna. Według eksperta polskie fabryki potrzebują rocznie aż dwukrotnie więcej energii do wyprodukowania tej samej wartości dóbr co w Niemczech. Prof. Żmijewskiego uważa, że to właśnie w efektywności energetycznej tkwi szansa na obniżenie kosztów energii. Nawet jeśli ceny jednostkowe będą się utrzymywać na stałym poziomie, to możliwe jest wydawanie mniejszych sum. – Koszty to jest cena razy ilość zużytej energii, a tej możemy zużywać mniej, jeżeli będziemy to robili rozsądniej, jeżeli np. w polskich domach nie będą jeździły puste oświetlone windy – tłumaczy prof. Żmijewski. – Jeżeli efektywność energetyczna gospodarki niemieckiej jest dwa razy większa niż w Polsce, to by znaczyło, że można obniżyć zużycie średnio o połowę.
  • piątek, 17 lipca Dostęp do nowych technologii spowodował zmiany w zachowaniu konsumentów. Firmy szukają sposobów na zwiększenie sprzedaży (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Cyfrowa rewolucja w światowym handlu sprawia, że firmy, by za nią nadążyć, muszą się skupić na dopasowaniu produktów i usług do indywidualnych potrzeb klienta. Dzięki cyfrowej transformacji biznesu firmy będą miały szansę lepiej poznać potrzeby klientów i łatwiej zarobić na ich zaspokojeniu. – Cyfrowa transformacja to zmiana biznesu, w której klient znajduje się w centrum uwagi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Simon Kaluža, dyrektor zarządzający SAP na region Europy Środkowo-Wschodniej. – To nowa rzeczywistość, która wymaga zrozumienia tego, w jaki sposób kontaktować się z klientem, jak się z nim komunikować, jak dostosować swoją ofertę tak, by mogła spełnić jego potrzeby. Musimy gromadzić wszystkie informacje zwrotne, które przychodzą od klientów i na podstawie tych danych możemy kształtować swój biznes zgodnie z jego potrzebami. Najważniejsza jest dziś jego zdaniem wiedza. Musimy wiedzieć, czego klienci oczekują, zarówno od dostawców usług, jak i od sprzedawców towarów, oraz jak będą konsumowali to, co kupują. Następnie zaś trzeba znaleźć sposób komunikowania się z nimi za pośrednictwem różnych kanałów, m.in. przez strony internetowe, media społecznościowe czy osobiście – Klienci dzisiaj zachowują się inaczej niż kiedyś. Dziś konsument, gdy chce kupić nowy produkt, może najpierw poszukać go w internecie, potem zebrać opinie na jego temat w mediach społecznościowych, a następnie pójść do stacjonarnego sklepu i tam dokonać zakupu. Jeśli jesteśmy dostawcą usług, musimy bardzo pilnie śledzić wszystkie komunikaty oraz to, co i jak mówi się o produkcie za pośrednictwem wszystkich kanałów – podkreśla Kaluža. SAP Polska dostrzega, że polskie firmy doceniają znaczenie cyfrowej transformacji. Zdają sobie sprawę z tego, że są muszą się przystosować, aby przyciągnąć ludzi i ulepszać swoją firmę. Kluczem do sukcesu jest to, aby zrozumieć, jak dziś zachowuje się pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków. – Polska pod względem analizy danych jest liderem – ocenia dyrektor zarządzający SAP na region Europy Środkowo-Wschodniej. – Dużo rozmawiamy z firmami o wykorzystaniu omnichannel w handlu elektronicznym, o tym jak szukać różnych dróg dotarcia do klienta, w jaki postępować z dużymi zbiorami danych. Nie chodzi tu tylko o radzenie sobie z big data, ale o to, w jaki sposób wyciągnąć z tych źródeł naprawdę przydatne informacje do jeszcze lepszej obsługi klientów. W Polsce jest kilka firm, które robią olbrzymie postępy w tym zakresie, tutaj, na polskim rynku. Cyfrowa transformacja oznacza też odwrót od tradycyjnych strategii zarządzania. Przez lata firmy stawały się coraz bardziej skomplikowanymi tworami. Gdy dwadzieścia lat temu przedsiębiorstwa zmagały się z wyzwaniami w biznesie, by sobie z nimi poradzić, zaczęły wprowadzać procesy, czyli procedury prowadzące do rozwiązania problemu. – Dzięki wprowadzaniu procesów i porządkowaniu spraw biznes się rozwijał – opowiada Simon Kaluža. – Firmy stawały się coraz bardziej globalne, bardziej powiązane ze sobą, częściej korzystały z outsourcingu. Wraz z rozwojem wprowadzały coraz więcej procesów. Problem polega na tym, że w pewnym momencie te procesy nawarstwiły się do tego stopnia, że zaczęły blokować biznes. I wtedy konieczne było obranie innego kursu. Trzeba wszystko upraszczać, a to oznacza, że trzeba się skoncentrować na tym, co ma znaczenie, iść za klientem i wiedzieć, jak mu służyć.
  • piątek, 17 lipca Marka modowa Ewy Minge na giełdzie. Projektantka i spółka Esotiq & Henderson będą rozwijać segment odzieżowy i bieliźniany (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Spółka Esotiq & Henderson, której marki odzieżowe sygnowane są nazwiskiem Ewy Minge, znanej polskiej projektantki mody, przeszła w czwartek z NewConnect na główny parkiet GPW. Ponad 17 mln zł pozyskanych z oferty publicznej zostanie przeznaczonych na rozwój salonów FemeStage i Esotiq w Polsce. Ewa Minge zapewnia, że zapytania o nowe kolekcje płyną również z zagranicy. – To projekt, który będzie przynosił nam wszystkim i inwestorom duże zyski. Chcemy je lokować w rozwój tego projektu. Pieniądze będziemy starali się wydawać w rozsądny sposób. Mamy w tym duże doświadczenie i realnie chcemy nimi dysponować – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Minge, projektantka i dyrektor kreatywna FemeStage Eva Minge. – Plany ekonomiczne są tak zaplanowane, że pozwolą nam przez długie lata się rozwijać i zarabiać duże pieniądze. Esotiq & Henderson pozyskała od inwestorów 17 mln zł. Pieniądze trafią na rozwój dwóch brandów – marki bieliźniarskiej Esotiq i nowej marki odzieżowej FemeStage Eva Minge. – Ok. 65 proc. przeznaczonych jest na FemeStage – mówi Adam Skrzypek, prezes zarządu Esotiq & Henderson. Z rozwojem nowego brandu odzieżowego spółka i projektantka wiążą duże nadzieje. – FemeStage Eva Minge jest teoretycznie najtańszą marką sieciową z naszego portfela marek. Mamy do zaoferowania fantastyczny produkt – mówi Ewa Minge. – Wyobrażamy sobie, że tych sklepów w Polsce i nie tylko w Polsce będzie bardzo wiele. Na pierwszej prezentacji naszej marki, która się odbywała poza granicami Polski, pokazaliśmy kolekcję, która w tej chwili jest w sprzedaży, i jej odbiór był bardzo pozytywny. Podkreśla, że pojawiły się zapytania z rynków zagranicznych o możliwość dystrybucji kolekcji na innych rynkach. Przede wszystkim jednak chce się koncentrować na rozwoju marki w Polsce. – Nie jest to jeszcze ten moment, chcemy na razie ukształtować markę okresu dziecięcego w Polsce, a później wyjść w świat – zapowiada Minge. – Chcielibyśmy stworzyć wielopokoleniowy dom modowy, w którym jednym ze składników jest FemeStage Eva Minge. Budować luksusową markę uczyłam się od najlepszych, w tym od doradcy Armaniego, z którym współpracowałam przez 20 lat. Sieć spółki to w tej chwili ponad 200 salonów marki Esotiq w Polsce i Niemczech oraz osiem salonów FemeStage Eva Minge w kraju. Do końca roku sieć Esotiq ma się powiększyć do niemalże trzystu salonów. FemeStage natomiast ma otworzyć kolejnych siedemnaście. – Polski rynek z pewnością nie jest łatwy. Działa tu praktycznie cała konkurencja z innych rynków, czy to w branży bieliźnianej, czy w odzieżowej. Myślę jednak, że polskie firmy mają bardzo dużo atutów. U nas jest nim Eva Minge, najlepsza polska projektantka, znana na całym świecie – mówi Skrzypek. Jak podkreśla, spółka chce w ciągu najbliższych 3-4 lat zdobyć pozycję lidera na rynku bielizny. – Pod względem liczby sklepów już jesteśmy liderem. Na rynku odzieżowym chcemy zająć przede wszystkim pozycję firmy produkującej odzież ciekawą i niekonwencjonalną, ale w rozsądnych cenach – wyjaśnia Adam Skrzypek. Spółka Esotiq & Henderson jest 12. tegorocznym debiutantem na głównym parkiecie GPW. Spółka zaoferowała do 450 tys. akcji. Cena emisyjna jednej wyniosła 38,50 złotych, tym samym spółce udało się uzyskać 17,3 mln złotych brutto.
  • piątek, 17 lipca Gdańska Wyspa Spichrzów doczeka się zabudowy. Apartamenty wybuduje tam m.in. firma Dekpol SA (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W Gdańsku coraz więcej deweloperów koncentruje swoje plany projektowe wokół morza i wody. W takich przymorskich dzielnicach jak Brzezno, Przymorze, Zaspa czy Jelitkowo w ostatnich miesiącach pojawiają się kolejne budowy. Firma Dekpol SA, która oprócz prac budowlanych zajmuje się też działalnością deweloperską, rozpoczęła sprzedaż lokali w inwestycji Nowa Motława na Wyspie Spichrzów. – Wyspa Spichrzów od czasów II wojny światowej jest niezabudowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Sebastian Barandziak, dyrektor ds. nieruchomości w firmie Dekpol SA. – Zamierzamy wybudować tam 298 apartamentów oraz aparthotel z 174 pokojami hotelowymi. Inwestycja składa się z 298 apartamentów mieszkalnych o powierzchni od 27 do 74 mkw. i 174 apartamentów hotelowych o powierzchni od 22 do 41 mkw. Będą one sprzedawane w systemie condo, w którym prywatny inwestor może nabyć własny pokój hotelowy i mieszkać w nim np. przez miesiąc w roku, po czym wynajmować pod okiem zarządcy przez resztę roku. – W pierwszym etapie budujemy aparthotel i pierwszą część mieszkalną. Zamierzamy ją skończyć w grudniu przyszłego roku, czyli w 2016 roku. Drugi etap rozpocznie się mniej więcej za pół roku i proporcjonalnie w połowie 2017 roku powinien zostać oddany, oczywiście w zależności od tempa sprzedaży – mówi Barandziak. Jak mówi, koszt inwestycji zależeć będzie od przebiegu prac budowlanych. – W Gdańsku prowadzimy na obecnie trzy inwestycje, poza Nową Motławą jest to Osiedle Zielone, II etap, oraz osiedle Młoda Morena, budowane w dzielnicy Piecki Migowo – mówi dyrektor. Według raportu Domiporta.pl i Home Brokera Gdańsk jest jedynym w Polsce miastem, w którym przeciętna rentowność najmu mieszkań wynosi ponad 5 proc. netto. Obecnie za metr kwadratowy trzeba tam zapłacić 5 242 złote, a mediana ceny za wynajem to 34,64 złote za metr kwadratowy. Jak podkreślają autorzy raportu, po uwzględnieniu czynszu do administracji i podatku rentowność z takiej inwestycji może oscylować wokół 5,21 proc. rocznie. Oznacza to, że mieszkanie zwróci się po około 19 latach. – W Gdańsku najbardziej popularne są małe mieszkania – mówi Sebastian Barandziak. – Dwupokojowe, od 35 do 40 mkw. Wszystko związane jest z zasobnością portfeli klientów, bo są to zazwyczaj osoby młode, które kupują pierwsze mieszkanie – dodaje.
  • czwartek, 16 lipca Polska powyżej unijnej średniej pod względem dostępności do internetu mobilnego. Korzysta z niego 6 mln Polaków (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Wartość rynku internetowego w ubiegłym roku wzrosła o 11,5 proc. – wynika z raportu UKE. Coraz więcej osób wybiera internet mobilny. Tylko za pośrednictwem modemów, kluczy i kart z dostępu mobilnego korzysta już blisko 6 mln użytkowników. Pod względem dostępności do sieci mobilnej Polska jest w czołówce państw unijnych. W kraju odsetek ten przekracza 80 proc. i jest o 14 pkt proc. wyższy niż unijna średnia. – Ponad 7 mln abonentów korzysta z internetu stacjonarnego, prawie 6 mln korzysta z internetu mobilnego i co warto podkreślić, pod względem dostępności internetu mobilnego jesteśmy na piątym miejscu w Europie, czyli dwa miejsca wyżej niż rok wcześniej. Ponad 80 proc. populacji ma dostęp do internetu mobilnego, w Unii Europejskiej ten wskaźnik kształtuje się na poziomie około 67 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Z raportu UKE wynika, że dostęp do sieci ma już 90 proc. gospodarstw domowych. Ubiegłoroczny wynik jest lepszy o 7 pkt proc. od sytuacji z 2013 roku. Najczęściej użytkownicy korzystają z dostępu do sieci o przepustowości 2-10 Mbps (45 proc.). – Ponad 1/5 przyłączy internetowych to szybki stacjonarny internet między 30 a 100 Mbps, który pozwala na korzystanie z bardzo zaawansowanych usług wymagających internetu o dużej przepustowości, a to tak naprawdę w znacznym stopniu przybliża nas do celów wyznaczanych przez Agendę Cyfrową – mówi Dawid Piekarz. W ubiegłym roku wartość rynku internetowego wzrosła o 11,5 proc. i przekroczyła 5 mld zł. Dane UKE wskazują, że ceny internetu – zarówno stacjonarnego, jak i mobilnego – są w Polsce zbliżone do średniej europejskiej lub od niej niższe. – To wynika z bardzo dużej konkurencyjności naszego rynku – mówi rzecznik UKE. – Operatorzy, rywalizując ze sobą, obniżają ceny, co czyni usługi internetowe z roku na rok coraz tańszymi i coraz bardziej dostępnymi dla przeciętnego obywatela. Cały rynek telekomunikacyjny w ubiegłym roku był wart 39,2 mld zł. Jego wartość spadła rok do roku o 2,6 proc., na co największy wpływ miał wzrost konkurencyjności rynku – z jednej strony abonenci więcej dzwonią i częściej korzystają z internetu, z drugiej strony operatorzy obniżają ceny, co wpływa na ich przychody. – Przeciętny przychód z jednego abonenta w przypadku usług dostępu do internetu to w 2014 roku 32,90 zł, a więc o 2,24 zł mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła długość prowadzonych rozmów i o ponad 100 proc. wzrosła liczba danych przesyłanych przez internet w sieciach mobilnych. To pokazuje, że pomimo korzystania z coraz większej liczby usług czy coraz większej intensywności korzystania z tych usług ze względu na bardzo konkurencyjny rynek spadają ich ceny, a to oznacza, że za te usługi płacimy mniej – mówi Dawid Piekarz. Największy spadek – o 12,7 proc. – odnotował segment telefonii stacjonarnej. Zmalała też liczba jej klientów. – Z kolei przychody telefonii mobilnej to 45 proc. wartości całego rynku telekomunikacyjnego – mówi Piekarz. – W 2014 roku operatorzy mieli zarejestrowanych w swoich bazach prawie 58 mln kart SIM, czyli przeciętny Polak ma 1,5 karty SIM, której używa do różnych usług. To oznacza 150-proc. penetrację rynku, a więc bardzo wysoką. Największą część przychodów generują użytkownicy post-paid, czyli korzystający z usług abonamentowych, wciąż jednak dominują klienci pre-paid, czyli korzystający z usług na kartę (54 proc. rynku). W ubiegłym roku rekordowo dużo osób zdecydowało się na zmianę operatora – 1,8 mln klientów (o blisko 17 proc. więcej niż rok wcześniej). Coraz większy segment rynku stanowią usługi wiązane, które w ubiegłym roku wygenerowały blisko 2 mld zł przychodów. Korzysta z nich już ponad 4 mln Polaków. Najpopularniejszy pakiet to internet stacjonarny z telewizją.
  • piątek, 22 maja Pod względem długości życia Polska jest w ogonie Europy. Nie zmieni się to bez zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Stan zdrowia i długość życia Polaków powoli się poprawiają, jednak na tle Europy wypadamy słabo. Dużym zagrożeniem są choroby układu krążenia, które odpowiadają za 46 proc. zgonów. Coraz większe żniwo zbiera też cukrzyca, gdzie liczba chorych przyjmujących leki sięga już dwóch milionów i według badania NATPOL rośnie rocznie o kolejne 2,5 proc. Ograniczenie skutków tych chorób mogłoby zbliżyć Polskę do zachodnich krajów, ale warunkiem są większe nakłady finansowe na ochronę zdrowia. – Stan zdrowia Polaków jest zadowalający, ale nie w takim stopniu, jakiego mamy prawo oczekiwać jako społeczeństwo. Wprawdzie żyjemy coraz dłużej i jesteśmy zdrowsi, ale wciąż brakuje nam dużo w stosunku do mieszkańców innych krajów Unii Europejskiej – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Bogdan Wojtyniak, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i kierownik Zakładu – Centrum Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności. Z raportu GUS wynika, że pod względem długości życia mężczyzn wśród 40 europejskich krajów Polska zajmuje dopiero 28. miejsce (u kobiet 24. pozycję). Mężczyźni żyją osiem, a kobiety cztery lata krócej niż w przedstawiciele społeczeństw europejskich, które przodują w tym rankingu. Wyliczenia wskazują, że chłopiec urodzony w 2013 roku będzie żył 73,1, a dziewczynka – 81,1 lat. Dla porównania we Francji, Szwajcarii i Islandii mężczyźni żyją ponad 80, a kobiety 85 lat. – Główne różnice między zdrowiem polskich mężczyzn a mężczyzn w innych krajach UE wynikają przede wszystkim z większego zagrożenia zdrowia i życia z powodu chorób układu krążenia tych pierwszych. Gdyby udało się wyeliminować lub ograniczyć te niekorzystne skutki zdrowotne, to zbliżylibyśmy się parametrami zdrowotnymi do innych krajów – wskazuje ekspert. Blisko co druga osoba (46 proc.) umiera z powodu chorób układu krążenia. Choć statystyki są lepsze, bo w latach 90. na choroby układu krążenia umierało 52 proc. osób, pozostaje jednak dużo do zrobienia. Aby dogonić zachodnią Europę, musimy zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia, prewencję i promowanie zdrowego trybu życia. Zdaniem części ekspertów różnica w długości trwania życia będzie zmniejszała się bardzo powoli. – Od lat walczymy o to, żeby Polacy znaleźli się w czołówce Europie nie tylko pod względem liczby autostrad na kilometr kwadratowy, lecz także pod względem stanu zdrowia. Rząd powinien dołożyć większych starań, bo sytuacja poprawia się równolegle do sytuacji w krajach Europy Zachodniej, a to oznacza, że różnica na niekorzyść Polaków nie zmniejsza się. Trzeba to zmienić – podkreśla Wojtyniak. 
  • piątek, 22 maja Do 2020 r. w Polsce nawet 100 tys. instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 800 MW. To 30-krotnie więcej niż obecnie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W ciągu kolejnych pięciu lat w Polsce może powstać nawet 100 tys. instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy do 800 MW. To 30-krotnie więcej niż obecnie, ale wciąż znacznie mniej niż w Niemczech, gdzie już teraz moc instalacji pozyskujących energię ze słońca wynosi 33 tys. MW. Tempo wzrostu jest jednak obiecujące – od 2013 r. do teraz moc ogniw fotowoltaicznych w Polsce wzrosła 20 razy. – Jeszcze w 2013 roku mieliśmy 1,2 MW energii z paneli fotowoltaicznych, w tej chwili mamy już 27 MW – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej i przewodniczący rady nadzorczej G-Energy. – Planujemy dzięki ustawie prosumenckiej zwiększyć moc przynajmniej do 800 MW, czyli do 100 tys. instalacji w Polsce. Niemcy, którzy są naszym sąsiadem i leżą na tej samej szerokości geograficznej, dzisiaj mają 33 tys. MW energii z paneli fotowoltaicznych. Ustawa o odnawialnych źródłach energii, która weszła w życie 4 maja br., po raz pierwszy wprowadza w Polsce rozwiązania prosumenckie, czyli możliwość wytwarzania energii w przydomowych instalacjach OZE o niewielkiej mocy. Mieczysław Koch ocenia, że dzięki temu rozwinie się w naszym kraju m.in. segment fotowoltaiki. Część prosumencka ustawy o OZE wejdzie w życie dopiero od początku przyszłego roku. Od 1 stycznia 2016 r. zakłady energetyczne będą musiały odbierać nadwyżki mocy wyprodukowanej przez przydomowe instalacje. Wykorzystywanie energii słonecznej jest możliwe nawet w polskim klimacie, co pokazuje przykład Niemiec. Jak podkreśla Koch, znaczenia nie ma to, że panele fotowoltaiczne nie pracują w nocy, a przy dużym zachmurzeniu ich moc spada. Panele może zainstalować niemal każdy, a dzięki nowej ustawie jest to znacznie prostsze. – Kończymy z biurokracją i formalnościami. Wystarczy w tej chwili tylko zgłoszenie do zakładu energetycznego o zainstalowaniu takiej instalacji – tłumaczy Koch. – Według danych Instytutu Meteorologicznego i innych jednostek badawczych w Polsce mamy tysiąc słonecznych godzin rocznie, a więc pozwala to nam na instalowanie tego typu urządzeń. Przeciętna instalacja fotowoltaiczna w Polsce może generować 3 tys. kWh energii rocznie – to o ok. 1 tys. kWh więcej niż zużywa statystyczne gospodarstwo domowe. Dlatego nadwyżki nie są trudne do uzyskania, a wiele osób może zarobić na produkcji zielonej energii. Dzięki tym przychodom znacznie skróci się czas zwrotu z inwestycji w OZE. – Koszt takiej inwestycji mieści się w granicach 24 tys. zł, a czas zwrotu w zależności od zużywania energii przez gospodarstwo domowe to około 10 lat – mówi Koch. W nowej ustawie cena za energię wyprodukowaną przez prosumentów została ustalona na poziomie 75 groszy za kilowatogodzinę przy instalacjach o mocy do 3 kW, a dla większych (do 10 kW) – 65 groszy. Taką cenę prawo gwarantuje na okres 15 lat od uruchomienia instalacji. Przelicznik oznacza, że przy nadwyżce w wysokości tysiąca kWh instalacja o mocy 3 kW może zapewnić nawet 750 zł dochodu rocznie. Koch dodaje, że ustawa prosumencka wpłynie także na rynek pracy. – Wymusi to stworzenie nowych stanowisk pracy, bo potrzebne będą firmy instalujące, serwisujące i produkujące urządzenia – prognozuje Koch. – Ustawa wprowadza nowy zapis, w ramach którego firmy instalujące będą musiały posiadać certyfikaty dla instalatorów w zależności od technologii. Pierwsze szkolenia już zostały uruchomione. Ministerstwo Gospodarki przedstawiło w ubiegłym tygodniu projekt nowelizacji, który może zmienić zapisy dotyczące poziomu wsparcia dla mikroinstalacji. Projekt nowelizacji zakłada wprowadzenie dla instalacji fotowoltaicznych minimalnej i maksymalnej kwoty wsparcia. Dla instalacji fotowoltaicznych do 3 kW zaproponowano stawki od 64 gr do 75 gr za 1 kW/h, a dla instalacji do 10 kW od 49 gr do 65 gr za 1 kW/h. Stawki minimalne mają być gwarantowane, aby zaś otrzymać stawkę wyższą, trzeba będzie udokumentować wyższe koszty wytwarzania energii elektrycznej. Resort chce też wprowadzić ograniczenie ilości oddawanej do sieci energii do 950 kWh energii na każdy 1 kW mocy rocznie.
  • piątek, 22 maja Boom inwestycyjny na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych nie ominie Polski. Sporo miejsca na nowe projekty (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Europejski rynek nieruchomości komercyjnych, hoteli i biurowców jest w fazie wzrostowej – ocenia austriacki Warimpex. W otoczeniu niskich stóp procentowych i rosnącej gospodarki zyskuje on na popularności wśród inwestorów. Dalszy rozwój rynku oczekiwany jest także w Polsce. Wciąż najbardziej perspektywiczna dla inwestorów pozostaje stolica, ale rośnie także znaczenie miast regionalnych. – Perspektywy na przyszłość są bardzo interesujące na wszystkich rynkach, na których działamy. Mamy bardzo dynamicznie rozwijające się rynki w Niemczech i Austrii, widzimy także nadchodzący boom we Francji – mówi agencji informacyjnej Newseria Christoph Salzer, dyrektor regionalny Warimpeksu. – Polska również jest bardzo dynamicznie rozwijającym się rynkiem, zwłaszcza Warszawa. Całkiem dobre perspektywy są też w miastach regionalnych, np. Krakowie, Katowicach, a także Łodzi. Spółka wiąże też nadzieje z innymi rynkami regionu Europy Środkowo-Wschodniej – Węgrami i Rumunią, które wchodzą w fazę ponownego rozwoju. Problematyczny jest tylko rosyjski rynek hotelowy, gdzie w ubiegłym roku – przez spadek wartości rubla – znacznie spadły ceny pokoju, mimo że ich obłożenie pozostało względnie stabilne. Traciły również hotele spółki znajdujące się poza Rosją, ale które były odwiedzane głównie przez Rosjan i Ukraińców. Obecny boom na rynku nieruchomości i pozytywne prognozy związane są z ożywieniem ekonomicznym, jakie można obserwować w części krajów Europy. Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej gospodarka Unii rozwijać się będzie w tym roku w tempie 1,8 proc. i jest to prognoza wyższa od tej sprzed trzech miesięcy o 0,2 pkt proc. – Z jednej strony rynek hotelowy napędza ogólna kondycja gospodarki, która w ostatnich latach rośnie, a z drugiej strony – jest to również kwestia popytu na rynku inwestorów finansowych – tłumaczy Christoph Salzer. – Sprzyja temu sytuacja sektora finansowego w Europie – niskie stopy procentowe powodują, że na rynku jest dużo pieniędzy, które muszą być zainwestowane. Kombinacja obu tych czynników, czyli poprawa sytuacji gospodarczej i dobry rynek inwestycyjny wpływają na atrakcyjność rynku nieruchomości. Ożywieniu sprzyjać będzie prowadzony od marca przez EBC skup obligacji w wysokości 60 mld euro miesięcznie. W tym tygodniu jeden z członków zarządu banku zapowiedział, że w maju i czerwcu EBC nawet zwiększy skalę pomocy. A to oznacza falę pieniędzy, których nie opłaca się inwestować w nieopłacalne z powodu niskich stóp procentowych lokaty. – Jesteśmy przekonani, że ten trend będzie trwał, zwłaszcza na tych rynkach, które nie rozwijały się w szybkim tempie w ostatnich latach. Dlatego też spodziewamy się dalszego rozwoju inwestycji. Rynki nieruchomości charakteryzuje cykliczność, na większości z nich znajdujemy się w fazie wzrostowej, a na niektórych rynkach jesteśmy już dość blisko szczytu – podkreśla dyrektor regionalny Warimpeksu. Na koniec ubiegłego roku spółka była właścicielem, współwłaścicielem lub dzierżawcą 18 hoteli oraz pięciu budynków komercyjnych i biurowych na ośmiu rynkach – Koncentrujemy się na hotelach miejskich, zlokalizowanych w dobrych punktach miast – deklaruje Christoph Salzer. – Kluczem do sukcesu na rynku hotelarskim jest z jednej strony produkt, czyli sam hotel. Ważne jest, by mieć dobry budynek z wyposażeniem wysokiej jakości. A z drugiej strony trzeba oferować usługi na wysokim poziomie, a o tym stanowi m.in. marka, ale głównie zespół i pracownicy hotelu. To jest bardzo istotne dla świadczenia wysokiej jakości usług i przekłada się na satysfakcję klienta.
  • piątek, 22 maja Legendarna marka CitroĂŤna usamodzielnia się. Marka DS celuje w segment premium (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Sześć modeli samochodów i salony sprzedaży w 200 największych miastach świata – to plany marki DS do 2020 roku. Model DS, samochód, który 60 lat temu rozsławił francuskiego Citroëna, staje się samodzielnym brandem koncernu PSA Peugeot Citroën. Marka liczy na klientów segmentu premium, bo to szybko rosnący i perspektywiczny rynek. – W tym tygodniu w Luwrze świętujemy 60. urodziny marki DS. Jesteśmy bardzo dumni z tego wydarzenia, biorą w nim udział tysiące ludzi z całego świata. Żeby uczcić tę rocznicę, zaprezentowaliśmy limitowaną wersję czterech modeli – DS 3, DS 3 Cabrio, DS 4 i DS 5. To niezwykłe auta, w atramentowym odcieniu niebieskiego, z pewnymi unikalnymi cechami, które nawiązują do naszej ikony, czyli oryginalnego DS z 1955 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Eric Apode, vice president product and development division DS Brand w PSA Peugeot Citroën. Cała gama modelowa DS będzie dostępna w limitowanej edycji „1955” – powstanie tylko 1955 sztuk DS 3 i DS 3 Cabrio oraz 955 sztuk DS 4 i DS 5. DS od czerwca 2014 roku jest samodzielną marką, należącą do francuskiego koncernu PSA Peugeot Citroën. Dziś w ofercie ma trzy modele, istniejące wcześniej pod marką Citroën DS. Od 2010 roku, kiedy na rynek trafił pierwszy model z tej serii, sprzedano ponad 550 tys. takich aut. Najwięcej trafiło do Chin, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch. – W przyszłości podwoimy naszą ofertę. Podjęliśmy decyzję, żeby inwestować w nowe auta, by przed 2020 rokiem mieć ofertę sześciu modeli, opartą o SUV-y i sedany, która będzie dostępna na wszystkich rynkach. Zwiększeniu sprzedaży ma służyć nasza strategia 200 miast, którą już rozpoczęliśmy, czyli stopniowego otwierania naszych salonów w 200 najważniejszych miastach świata – mówi Eric Apode. Dziś auta DS sprzedawane są w salonach Citroëna, ale powstaje odrębna sieć sprzedaży. DS Store’y obecne są już w Chinach, które są dla spółki bardzo perspektywiczne. Trzy modele marki są przeznaczone wyłącznie na ten rynek (m.in. SUV DS 6WR), w dodatku są tam również produkowane. – W przyszłości mamy zamiar uruchomić kolejny, nowy zakład produkcyjny w Chinach. To nowy rynek, który dynamicznie się rozwija, szczególnie w segmencie premium, a wraz z nim rośnie również marka DS. Naszym celem jest stopniowe zwiększanie sprzedaży oraz budowanie bardzo silnej i solidnej marki – wyjaśnia przedstawiciel marki DS. DS rozwija również sieć salonów, które będą połączone z dealerami Citroëna, ale zostaną oznaczone logo DS na zewnątrz. Koncern posiada już kilkanaście tego typu salonów w Europie. W przyszły wtorek dołączy do niego salon w Warszawie. Samochody marki DS są produkowane z myślą o klientach segmentu premium – Chcemy budować silną i zyskowną markę – deklaruje Eric Apode. – Patrząc na globalny rynek motoryzacyjny, sprzedaż w segmencie premium stanowi ok. 10 proc., ale jego udział w zyskach wynosi już 50 proc. Marki premium przynoszą największe zyski, więc jeśli producent chce być konkurencyjny na światowym rynku, to musi inwestować w ten segment. Flagowym modelem jest DS 5, którego nowa wersja została zaprezentowana podczas targów motoryzacyjnych w Genewie. – Model ma zmieniony przód, z logo DS – mówi Apode. – Przednie reflektory są wyposażone w technologię LED-ową, w całym aucie jest ponad 90 LED-owych świateł. Wiele modyfikacji zostało wprowadzonych również wewnątrz samochodu. Wykorzystano przy tym nowe technologie, jak DS Connect z dotykowym ekranem, w którą będą wyposażone wszystkie auta naszej marki na całym świecie. Jak podkreśla, to auto otwiera nowy rozdział w historii tzw. connected cars, czyli samochodów wyposażonych w łączność z siecią i naszpikowanych technologią.
  • piątek, 22 maja Od przyszłego roku Polska musi spalać więcej odpadów. Na razie jesteśmy dużo poniżej średniej unijnej (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Od przyszłego roku wszystkie odpady ściekowe będą musiały być spalane lub wykorzystywane ponownie. Na składowiska będą mogły trafiać tylko te, których wartość energetyczna jest zbyt mała, by opłacało się je spalać. To duża zmiana, bo obecnie spośród niemal miliona ton produkowanych rocznie odpadów ściekowych tylko 16 proc. jest spalanych. Od 1 stycznia 2016 roku w życie wchodzi nowe unijne prawo, w efekcie którego zakazane będzie składowanie osadów ściekowych oraz wykorzystywanie ich do celów rolniczych. – Od stycznia przyszłego roku mamy nowe podejście do gospodarowania odpadami, które mogą być składowane na składowiskach odpadów komunalnych. Odpady komunalne, które mają w sobie taką moc, że mogą być wykorzystywane energetycznie, a więc mają przynajmniej 6 MJ/kg suchej masy, nie będą mogły być składowane na składowiskach odpadów komunalnych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Barbara Koszułap, członek zarządu firmy Eneris. Nowe przepisy zmienią bardzo dużo w obszarze odpadów ściekowych, które mają dużą wartość energetyczną. Obecnie duża część jest składowana. Jak wynika z danych GUS-u, w 2013 r. 30 proc. wytworzonych odpadów wykorzystywano w rolnictwie (głównie do nawożenia pól), 16 proc. było przetwarzanych, a 15 proc. trafiało na składowiska. Jak zauważa Koszułap, statystyki nie pokazują, co dzieje się z 40 proc. odpadów. Dodaje, że odpadów tych powstaje bardzo dużo – nawet 900 tys. ton rocznie, w tym 600 tys. ton ze strefy komunalnej, więc nowe przepisy wymuszają duże zmiany. Eksperci podkreślają, że unijna dyrektywa postawiła przed Polską wyzwanie natury ekonomicznej oraz ekologicznej. Motywuje też samorządy do działań zmierzających do wypracowania efektywnych rozwiązań energetycznych. – Będzie trzeba zaprzestać magazynowania. Myślę, że mamy zasoby finansowe, żeby przygotować instalację do zagospodarowania tego typu odpadów. Pytanie, czy będziemy w stanie to zrobić organizacyjnie – mówi Koszułap. – Pamiętajmy, że mamy jedną małą warszawską spalarnię odpadów komunalnych, a pozostałe odpady wędrują głównie do różnego rodzaju sortowni. W Polsce w budowie są kolejne spalarnie, m.in. w Poznaniu, Krakowie i Białymstoku. W Rzeszowie własną spalarnię do 2018 r. chce zbudować PGE, zainteresowanie tego typu projektami wyraża także Veolia. Liczba instalacji tego typu w Polsce jest jednak niewystarczająca. Koszułap zauważa, że Polska jest pod względem spalania odpadów komunalnych i przetwarzania ich na energię termiczną (spalać śmieci można też bez odzysku energii) daleko w tyle za krajami starej UE. Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu za 2012 r., w Polsce spalanych było 94 kg odpadów na mieszkańca. Unijna średnia to 202 kg. W wiodących pod tym względem krajach, czyli Danii, Holandii i Szwecji, było to ponad 500 kg na mieszkańca, a w Finlandii – ponad 1,7 tony. Pod względem udziału spalania w całkowitym przetwarzaniu śmieci przodują te same kraje: w Danii i Szwecji w 2010 r. było to ok. 50 proc., w Holandii, Niemczech i Belgii po niemal 40 proc. W Polsce – jedynie 1 proc. – Biorąc pod uwagę postęp technologiczny i ekonomiczny, które dokonały się w naszym kraju w ciągu ostatnich 25 lat, mamy ogromne szanse nadrobić również obszar gospodarki odpadami, tak jak znakomicie nadrobiliśmy obszar gospodarki wodno-ściekowej – prognozuje Koszułap. Dodaje, że wzrost poziomu spalania i odzysku są niezbędne również z uwagi na długoterminowe cele UE. Zgodnie z planami Komisji Europejskiej do 2020 r. połowa wszystkich odpadów z gospodarstw domowych ma podlegać recyklingowi i odzyskowi. – Ale myślę, że to nie tylko dyrektywy unijne, lecz także nasza potrzeba wewnętrzna, żebyśmy mogli sięgnąć po ten surowiec, który mamy w odpadach, który sami wytwarzamy w gospodarstwach domowych – przekonuje Koszułap.
  • piątek, 22 maja Nadciśnienie płucne nie musi być chorobą śmiertelną. Efekty terapii poprawiłoby łączenie leków (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Nadciśnienie płucne to śmiertelna choroba, w której przeżycie pacjentów bez leczenia nie przekracza 3 lat. W Polsce istnieje refundowana terapia dla chorych na TNP, brakuje jednak możliwości łączenia leków, a to znacząco mogłoby poprawić efekty leczenia. Ponadto polscy pacjenci o wiele dłużej niż pacjenci w innych krajach Europy muszą czekać na dostęp do innowacyjnych terapii. Tętnicze nadciśnienie płucne to rzadka postać nadciśnienia płucnego. Schorzenie objawia się wzrostem ciśnienia w krążeniu płucnym, czyli w obiegu krwi między prawą komorą a lewym przedsionkiem serca. W efekcie prawa komora ulega przeciążeniu, powodując niewydolność  – podczas jakiegokolwiek wysiłku nie jest ona w stanie pompować wystarczającej ilości krwi przez płuca. Mniejsza jest też ilość krwi pompowanej do innych narządów wewnętrznych i tkanek. Chory odczuwa przewlekłe zmęczenie, osłabienie i duszności oraz kołatanie serca przy najmniejszym wysiłku fizycznym. TNP to choroba śmiertelna – obecnie w Polsce leczonych jest na nią kilkuset chorych. – Trudno powiedzieć, ile dokładnie, bo nie ma dokładnego rejestru. Dla przykładu terapia jest prowadzona u 250 pacjentów z wrodzoną wadą serca, która wiąże się z nadciśnieniem płucnym. Nie jest to zatem duża grupa pacjentów, natomiast leki, które im przepisujemy, są drogie, wymagają bardzo specjalistycznej wiedzy, zarówno na etapie diagnostyki, wdrażania leku, jak i monitorowania – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. med. Piotr Hoffman, kierownik Kliniki Wad Wrodzonych Serca w Instytucie Kardiologii w Warszawie. Przyjmowanie leków pozwala spowolnić chorobę oraz poprawić jakość życia pacjentów. Wskazują na to wyniki osiągane w tzw. sześciominutowym marszu. – Mierzymy, jaki dystans pacjent przeszedł w tym czasie. Przed włączeniem terapii jest to 200 m, pół roku później może być to 500 m. Mamy więc do czynienia ze znaczącą poprawą, zresztą pacjenci mówią o tym z dużym entuzjazmem – dodaje prof. Hoffman. Jeszcze kilka lat temu zdiagnozowanie TNP, zwłaszcza w późnym stadium, nie dawało pacjentowi szans na przeżycie dłużej niż pół roku. Dziś dzięki nowoczesnym lekom w większości przypadków tętnicze nadciśnienie płucne uznaje się za chorobę przewlekłą, a nie śmiertelną. W ramach programu terapeutycznego stosuje się tzw. terapie celowane, które poprawiają działanie śródbłonka tętnicy płucnej. Leki te po trzech miesiącach regularnego stosowania zmniejszają ryzyko zgonu aż o 43 proc. Nowoczesna terapia jest już dostępna w Polsce i refundowana przez NFZ. Wciąż jednak chorzy na TNP borykają się z wieloma problemami. Polskie Stowarzyszenie Osób z Nadciśnieniem Płucnym i Ich Przyjaciół walczy o jak najszybszy dostęp polskich pacjentów do terapii przedłużających życie i poprawiających jego jakość. Ponieważ w tej chorobie każdy dzień jest ważny, staraniem Stowarzyszenia jest to, by polscy pacjenci mieli taki sam dostęp do leczenia, jak chorzy w innych krajach Europy. – Bardzo nam zależy na tym, żeby rozszerzyć możliwość łączenia leków pomiędzy sobą, co znacznie ułatwiłoby chorym dostęp do skutecznych terapii. Borykamy się z tym, że jest wymagany osobisty odbiór leków, co w przypadku sporej grupy pacjentów wiąże się z pokonywaniem nawet kilkuset kilometrów. Ponieważ nasza wydolność jest ograniczona, staje się to zupełnie niepotrzebnym wysiłkiem fizycznym. Wiąże się z tym również dodatkowy koszt, a nasi pacjenci to najczęściej osoby młode, które nie mają wysokich świadczeń, bo po prostu zwyczajnie nie zdążyły wypracować długiego stażu pracy – mówi Alicja Morze, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Nadciśnieniem Płucnym i Ich Przyjaciół. Stowarzyszenie upomina się także o uwagę decydentów dla pacjentów zagrożonych innymi groźnymi odmianami nadciśnienia płucnego, którzy czekają na swoją szansę w walce o każdy oddech.
  • piątek, 22 maja Zmiany na rynku tłumaczeń. Rośnie popularność egzotycznych języków i wymagania klientów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rynek tłumaczeń ewoluuje. Rośnie zapotrzebowanie na tłumaczenia z języków afrykańskich i chińskiego, firmy notują też większe zainteresowanie językiem węgierskim i rumuńskim. W ubiegłym roku globalna wartość rynku tłumaczeń przekroczyła 40 mld dol., w Polsce szacuje się ją na 1 mld zł. – W Polsce działa 1,5 tys. biur tłumaczeń, w znakomitej większości są to małe podmioty, jednoosobowe działalności, z przychodami rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie. Liczących się biur tłumaczeń jest 35. Natomiast GUS zarejestrował w Polskiej Klasyfikacji Działalności ponad 60 tys. podmiotów mających tłumaczenia – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Zdanowski, prezes zarządu Summa Linguae. Branża tłumaczeniowa cały czas się rozwija. Raport Common Sense Advisory wskazuje, że w ubiegłym roku globalna wartość rynku tłumaczeń wyniosła 40 mld dolarów (wzrost o 5 mld w porównaniu z 2013 rokiem). Jak jednak podkreśla Zdanowski, ważne jest już nie tylko samo tłumaczenie, bo firmy szukają kompleksowej obsługi. – Polska firma, która próbuje lokować swój produkt za granicą, potrzebuje już nie tylko przetłumaczyć stronę internetową czy broszurkę handlową, lecz także chce zlokalizować siebie i swoją markę za granicą. My w tym pomagamy. Ułatwiamy komunikację międzykulturową, próbujemy pomóc naszym klientom w zakresie strategii marketingowych, także pod kątem językowym – tłumaczy ekspert. Rynek ewoluuje z tłumaczeń na lokalizację, czyli adaptację tłumaczeń na potrzeby rynku lokalnego. Teksty nie są dosłownie tłumaczone, ale dostosowane do określonej grupy odbiorców. Profesjonalne firmy odzwierciedlają w tekście różnice kulturowe, to m.in. odwołania historyczne i polityczne, przysłowia, wyjaśniają też regionalizmy. Ekspert z Summa Linguae wskazuje, że szansą na rozwój branży są nowe technologie, które pozwalają na efektywniejsze tłumaczenia. – Ogromne pamięci tłumaczeniowe, które kiedyś były nie do stworzenia, glosariusze, tzw. TM-y, to systemy, które sprawiają, że potrafimy przetłumaczyć bardzo dużo tekstów w bardzo krótkim czasie przez kilkanaście osób pracujących jednocześnie w zespole. Wówczas tekst jest spójny terminologicznie i składniowo – przekonuje Zdanowski. Wciąż najwięcej tłumaczeń dotyczy języka angielskiego, czyli najważniejszego języka biznesowego. Popularne są także hiszpański i włoski, ale rośnie zapotrzebowanie na tłumaczenia z języków azjatyckich, przede wszystkim chińskiego i japońskiego. Można też zauważyć większe zainteresowanie językami afrykańskimi, a z języków europejskich – węgierskim i rumuńskim. – Polskie firmy coraz częściej handlują z podmiotami właśnie z tych obszarów, a te z kolei coraz częściej lokują swoje biznesy w Polsce. Przede wszystkim jednak najważniejszy jest wciąż język angielski i to nie powinno się zmienić w najbliższych latach – przekonuje Krzysztof Zdanowski. 
  • piątek, 22 maja W Polsce świeci coraz więcej LED-ów. Liczba zamówień się podwaja (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Polskie firmy coraz częściej stawiają na nowoczesne i energooszczędne oświetlenie LED-owe. To w ich ocenie najbardziej perspektywiczna część rynku. Specjalizująca się w projektowaniu i produkcji systemów oświetleniowych spółka ES-SYSTEM podkreśla, że w ciągu ostatniego roku podwoiła się liczba zamówień na instalacje LED-owe. – Rozwiązania LED-owe przyrastają w sposób skokowy. Porównując rok ubiegły do bieżącego, mówimy o skoku o ponad 100 proc. Obecnie ponad 40 proc. sprzedaży krajowej i 49 proc. wolumenu sprzedaży eksportowej pochodzi właśnie z LED-ów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Gawrylak, prezes zarządu ES-SYSTEM SA. Firma koncentruje się na produkcji opraw oświetleniowych dla trzech segmentów: architektonicznego, przemysłowego oraz zewnętrznego. Na swoim koncie ma dostawy dla prestiżowych inwestycji we wszystkich tych obszarach, np. Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, Muzeum Historii Żydów w Warszawie czy Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. – Rynek oświetleniowy jest duży – ocenia Rafał Gawrylak. – Na chwilę obecną jego wartość to ok. 2 mld zł. Firma ES-SYSTEM obejmuje około 10 proc. krajowego rynku profesjonalnych opraw oświetleniowych. Zarówno w kraju, jak i za granicą jest dość duży potencjał wzrostu. Jak podkreśla, spółka jest gotowa na LED-ową rewolucję zachodzącą na tym rynku. – Firma ES-SYSTEM z racji posiadania wysoce wyspecjalizowanych inżynierów, designerów oraz bazy produkcyjnej jest w stanie zaproponować rozwiązania LED-owe – mówi Gawrylak. W I kwartale obecnego roku ES-SYSTEM miała wprawdzie 0,47 mln zł straty netto, jednak jej przychody rosły. Spółka z optymizmem myśli o przyszłości i ma nadzieję na utrzymanie lub poprawę przychodów w I półroczu. W ubiegłym roku skonsolidowane przychody grupy przekraczały 169 mln zł i przyniosły 6,16 mln zysku netto wobec 4,4 mln zł rok wcześniej. To pozwoli spółce wypłacić znacznie wyższą dywidendę dla udziałowców. – Decyzją walnego zgromadzenia akcjonariuszy wartość dywidendy to 35 groszy na akcję – podkreśla prezes zarządu ES-SYSTEM. – Wcześniejsze lata nie były tak hojne, bo wartość dywidendy wahała się pomiędzy 5 a 10 gr. Dzisiaj jest to 35 gr, nadal gwarantuje nam to stały rozwój i dobrą sytuację finansową, biorąc pod uwagę stan środków finansowych, jakie mamy w spółce. Sprzedaż eksportowa ES-SYSTEM w I kwartale sięgała 6,8 mln zł przy 30,6 mln sprzedaży krajowej. Spółka liczy na nowe rynki, na które wchodzi, by zastąpić rynek rosyjski, trudny z uwagi na pogrążanie się tego kraju w kryzysie. Jak zwrócono uwagę w komunikacie, pozyskano nowych partnerów w Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze. Na mapie sprzedaży ES-SYSTEM pojawiły się również Islandia i Albania. W stosunku do I kwartału ubiegłego roku spółka zanotowała ożywienie na rynkach Europy Zachodniej. Istotnie wzrósł poziom eksportu do ZEA i Kuwejtu. Prezes ocenia jednak, że ważne są kontrakty w Polsce, a tych nie brakuje.
  • piątek, 22 maja Rodzice nie radzą sobie z zapewnieniem dzieciom bezpieczeństwa w internecie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Słaba znajomość nowoczesnych technologii sprawia, że rodzice nie są w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwa w internecie. Z badań TNS wynika, że znaczna część dzieci uważa swoich opiekunów za bardziej naiwnych użytkowników sieci od siebie. Potrzebne jest większe zaangażowanie dorosłych w wirtualny świat dzieci i jasne zasady użytkowania internetu, których będą przestrzegać również dorośli. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez TNS, ponad 90 proc. rodziców uważa, że to oni są odpowiedzialni za zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom w internecie. W praktyce jednak wielu z nich nie jest w stanie sprostać temu zadaniu. Aż 69 proc. badanych ogranicza się wyłącznie do sprawdzania historii odwiedzanych stron na domowym komputerze. Oznacza to, że o ewentualnych zagrożeniach dowiadują się już po fakcie. Większość rodziców chce chronić dzieci przed kontaktami z niebezpiecznymi treściami, kontaktami z obcymi osobami oraz publikowaniem prywatnych danych. Aż 95 proc. dorosłych deklaruje, że korzysta z internetu wspólnie z dziećmi, bywa jednak, że są oni bardziej naiwnymi użytkownikami sieci niż ich pociechy. –  Rodzic powinien być przewodnikiem w internecie, wprowadzać dziecko w ten świat i mieć nad tym pełną kontrolę. Patrząc na nasze umiejętności, od razu wiemy, że takie myślenie jest bardzo złudne. Dzieci są bardziej zaawansowane technologicznie i sprytniejsze. Jeśli chcą, potrafią nas łatwo oszukać, więc myślenie o tym, że będę przewodnikiem i autorytetem, jest tak naprawdę nierealne – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka dziecięca. Niezależnie do zaawansowania w zakresie technologii na poziomie emocjonalnym dziecko nie jest gotowe, by przewidywać zagrożenia, jakie stwarza obecność w sieci. Dlatego potrzebuje pomocy osoby dorosłej. Zdaniem psychologów dobrym sposobem na zapewnienie dziecku większego bezpieczeństwa jest wprowadzenie konkretnych zasad w rodzinie, które powinny być dostosowane do wieku dziecka. Przede wszystkim należy wytłumaczyć dziecku, że komputer nie jest jego wyłączną własnością, nawet jeśli dostało go w prezencie. Komputer powinien stać w widocznym miejscu w domu, tak by wszyscy mieli do niego swobodny dostęp. To rodzice wyznaczają czas, który dziecko może poświęcić na surfowanie w internecie, a także określają, jakie strony może odwiedzać. – Jeśli dziecko gra w gry internetowe, to warto zobaczyć, jakie to gry, pokazywać inne wartościowe miejsca w internecie, a najważniejsze – nieustająco mu towarzyszyć. Starszym dzieciom należy powiedzieć, jakich stron nie powinny odwiedzać i co im grozi, kiedy złamią zasady. Jeżeli widzimy, że pomimo umowy dziecko wchodzi na niepożądane strony, ryzykuje, podając prywatne informacje, czy uczestniczy w obraźliwych konwersacjach, trzeba reagować niezwłocznie. To jest cały czas balansowanie między tym, czego ja wymagam, aby moje dziecko było bezpieczne, a jego prywatnością – mówi Małgorzata Ohme. Bardzo ważne jest wpajanie dziecku już od najmłodszych lat zasad wpływających na poprawę bezpieczeństwa w sieci. Podstawowe reguły to m.in. nierozmawianie z nieznajomymi, niepodawanie prywatnych danych, np. wysokości zarobków rodziców czy miejsca zamieszkania, zachowywanie kultury w internecie i szybkie reagowanie na niekomfortowe sytuacje. Warto przekonać dziecko do tego, by konsultowało z rodzicami treści i materiały, które publikuje w sieci, oraz uświadomić je, że raz opublikowana rzecz już w internecie zostaje. Niestety, czasami tej świadomości nie mają nawet dorośli, o czym świadczy np. nowe zjawisko nazywane „troll parenting”, czyli obśmiewanie w internecie różnych zachowań własnych dzieci. – Ekshibicjonizm panujący obecnie na Facebooku, różnego rodzaju blogi, które opowiadają intymne historie o dzieciach i naszym życiu rodzinnym, pokazują, że czasem to dorośli mają problem ze zrozumieniem, że pewna treść, która jest śmieszna dzisiaj, za chwilę może być ryzykowna dla dziecka i wyśmiana przez innych, zatem jak mają to zrozumieć dzieci. Trzeba najpierw sobie samemu wyznaczyć granice, a potem nauczyć dziecko, że internet naprawdę nie zapomina – mówi Małgorzata Ohme. Aby internet był miejscem bezpiecznym dla dzieci, Fundacja Orange stworzyła program „Bezpiecznie Tu i Tam”. Obejmuje on nowy serwis internetowy, konkurs grantowy oraz działania edukacyjne poświęcone bezpieczeństwu dziecięcych użytkowników internetu. Serwis przeznaczony jest dla osób dorosłych: rodziców, nauczycieli, starszego rodzeństwa. Mają oni wprowadzać dziecko w świat internetu. Małgorzata Ohme jest ambasadorką programu.
  • czwartek, 21 maja Rusza program edukacji finansowej “Cha-Ching” (Akcje na rzecz dzieci) (by dionizy.pl)
  • czwartek, 21 maja 30 proc. stanowisk pracy w Europie ma szkodliwy wpływ na zdrowie zajmujących je ludzi (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Przewlekły stres w miejscu pracy zwiększa ryzyko choroby wieńcowej, zawału serca i nadciśnienia. Praca w wymuszonej pozycji lub dźwiganie zbyt dużych ciężarów prowadzi natomiast do urazów układu mięśniowo-szkieletowego. W Europie 30 proc. miejsc pracy ma negatywny wpływ na zdrowie osób je zajmujących. Według Światowej Organizacji Zdrowia na zdrowie człowieka wpływają cztery kategorie czynników: predyspozycje genetyczne, środowisko zewnętrzne, działania służby zdrowia oraz zachowania prozdrowotne. Te ostatnie stanowią 50 proc. wszystkich czynników. Zachowania prozdrowotne to m.in. sposób odżywiania się, aktywność fizyczna, niestosowanie używek, umiejętność odpoczywania i odreagowywania stresu. Zdrowy tryb życia należy prowadzić od najwcześniejszych lat życia. To rodzice powinni uczyć swoje dzieci zachowań prozdrowotnych, przekazując im wiedzę na temat odpowiedniego odżywiania, uprawiania sportu, konieczności odpoczynku, oraz służyć im przykładem. Eksperci podkreślają, że kolejne pokolenia wchodzące na rynek pracy będą musiały pracować dłużej, a zbliżający się kryzys demograficzny związany ze starzeniem się społeczeństwa wymusi traktowanie wydatków na zdrowie jako inwestycji w utrzymanie produktywności i konkurencyjności gospodarki. Do tego potrzebna też będzie poważna zmiana codziennych nawyków.         – Dzisiaj w Europie, a szczególnie w naszej części Europy, to przygotowanie jest dosyć słabe. Uczymy się na wzorcach, a one jeszcze są bardzo słabe. Musimy to zmienić i musimy pracować nad tym, żeby pokazywać, jakie konsekwencje może przynieść takie niedbałe i niehigieniczne życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Danuta Jazłowiecka, posłanka do Parlamentu Europejskiego Ziemi Opolskiej i Dolnośląskiej. Dla zachowania dobrego zdrowia bardzo ważna jest także higiena pracy. Zagrożenia wynikające z pracy mogą mieć dwojaki charakter: psychiczny lub fizyczny. Obciążenia psychiczne najczęściej wynikają z przewlekłego stresu, co może skutkować także pogorszeniem stanu fizycznego. Stres bowiem, zaburzając nerwowe i hormonalne mechanizmy regulujące funkcjonowanie serca, zwiększa ryzyko rozwoju choroby wieńcowej. Według naukowców z Uniwersytetu Harvarda kobiety wykonujące stresujące prace są o 43 proc. bardziej podatne na zawał, nadciśnienie i zatrzymanie akcji serca niż panie mające spokojniejsze obowiązki zawodowe. – Ponad 30 proc. miejsc pracy w Europie to miejsca, które wymagają niewygodnego ułożenia ciała, które wymagają powtarzalności czynności, które są niebezpieczne dla zdrowia, które wymagają przenoszenia ciężkich przedmiotów. To powinniśmy zmienić – mówi Danuta Jazłowiecka. – Powinniśmy też wzmocnić pozycję lekarzy medycyny pracy, którzy szczególnie w przypadku osób dojrzałych i starszych powinni częściej obserwować ich stan zdrowia, żeby one czuły się bardziej bezpieczne w miejscu pracy. Najczęstsze skutki pracy w wymuszonej pozycji ciała to zmęczenie fizyczne, a co za tym idzie obniżenie wydajności i tempa pracy. Pracownik może także przyzwyczaić się do niewłaściwej pozycji, co z kolei może prowadzić do trwałych zmian, takich jak skrzywienie kręgosłupa czy garbienie się. Na ogół problem ten dotyczy kierowców, stomatologów, mechaników samochodowych oraz osób bardzo dużo pracujących na komputerze. Także długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji ma negatywny wpływ na zdrowie: może prowadzić do urazów karku, ramion lub nadgarstków. Dlatego tak ważne jest zapewnienie pracownikom regularnych przerw.
  • czwartek, 21 maja Instytut Sobieskiego: Dla dobra demokracji państwo powinno wspierać aktywność obywatelską. Polacy nie są zbyt zaangażowani (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W Polsce obywatele nie są specjalnie aktywni, a organizacje pozarządowe mogą liczyć na nielicznych aktywistów. Zaangażowanie deklaruje ok. 20-30 proc. społeczeństwa, a odsetek aktywnych obywateli jest jeszcze niższy, co plasuje nas na dole rankingu w UE. To kwestia niedojrzałej demokracji – podkreślają eksperci i apelują o większe wsparcie państwa dla tego typu inicjatyw. Jak wynika z wielu badań, Polacy, inaczej niż przedstawiciele innych nacji z Unii Europejskiej, niechętnie angażują się w publiczne działania, podejmują wspólny wysiłek i w mniejszym stopniu ufają innym ludziom. Aktywności obywatelskiej poświęcony jest projekt badawczy Instytutu Sobieskiego, którego częścią była konferencja towarzysząca V edycji Kongresu Polska Wielki Projekt. – W Polsce zaangażowanie w organizacje pozarządowe deklaruje w zależności od statystyk od 20 do 30 proc. społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes, prof. Piotr Gliński, socjolog. – Aktywnych obywateli jest znacznie mniej. Niestety, to są nie najlepsze wyniki, jesteśmy w ogonie Europy. Problemem jest również niski poziom kapitału społecznego, czyli wzajemnego zaufania między ludźmi. – Kapitał społeczny jest podstawą funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego, bo obniża koszty jego funkcjonowania, koszty korzystania z dóbr publicznych, z instytucji publicznych. Po prostu państwo jest lepiej zorganizowane i lepiej funkcjonuje. I tu znowu jesteśmy na końcu w statystykach europejskich – mówi prof. Gliński. Jak podkreśla, zmiany w tym zakresie przyspieszyłaby reforma instytucjonalna, ale powiązana z reformą polskiej demokracji. Jego zdaniem to właśnie niedojrzała demokracja wpływa negatywnie na stan świadomości obywatelskiej. Wśród potrzebnych zmian wymienia reformę mediów publicznych, które nie spełniają dziś swojej roli, oraz zwiększenie praw opozycji politycznej, co przyczyniłoby się do większej kontroli sprawujących władze. Problemem jest także sytuacja organizacji pozarządowych. – Rozmawialiśmy o wsparciu organizacji pozarządowych przez państwo – informuje Piotr Krygiel z Instytutu Sobieskiego. – To jest wsparcie nie tylko finansowe, lecz także materialne, np. w postaci lokali czy czasu antenowego. Głównym zagadnieniem jest jednak wsparcie dotacjami, czyli chodzi o środki publiczne. To jest nadal bardzo ważne źródło utrzymania dla polskich organizacji pozarządowych. Publiczne środki samorządowe i rządowe to kilkadziesiąt procent budżetu III sektora. Rozmawialiśmy o tym, jakie problemy w tym systemie wsparcia organizacje dostrzegają i jak można ten system poprawiać. Eksperci byli zgodni, że potrzebna jest edukacja obywatelska i historyczna, ale tu napotykane są kolejne bariery, związane ze wsparciem ze strony państwa. – Po pierwsze edukacja historyczna i obywatelska wiąże się z tym, że jesteśmy identyfikowani bardzo ideologicznie. System trochę nie ma zaufania do tego typu organizacji, bojąc się, że do systemu edukacji zostaną przemycone różnego rodzaju nacjonalizmy – mówi Izabela Szeląg z Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa. – Po drugie, żeby dobrze działać, potrzebujemy przede wszystkim fachowości, niezależności i pieniędzy. Bez pieniędzy nie jesteśmy w stanie zatrudniać, angażować fachowych ludzi i nie jesteśmy w stanie być niezależni. Dostęp do pieniędzy jest jednak utrudniony. Edukację obywatelską można finansować m.in. przy współudziale środków unijnych, ale tu z kolei jest szereg obostrzeń. – Dobrze by było, żeby te pieniądze były nasze i żebyśmy na naszych warunkach je mogli wydawać. Chodzi więc o to, żeby każda z organizacji ze względu na potrzeby, jakie realnie są identyfikowane, miała pulę środków do dyspozycji – mówi Szeląg. Poza tym problemem jest to, że polski system edukacji spycha kwestie obywatelskie i historyczne na dalszy plan, są one traktowane jako uzupełniające czy hobbystyczne – dodaje przedstawicielka Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa. W czerwcu opublikowany zostanie raport Instytutu Sobieskiego zawierający wnioski i rekomendacje dotyczące zaangażowania obywateli w sprawy publiczne.
  • czwartek, 21 maja Polacy chcą być świadomymi konsumentami i popierają patriotyzm ekonomiczny, ale nie umieją dokonywać takich wyborów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Patriotyzm ekonomiczny to trend, który jest coraz popularniejszy na świecie. Społeczeństwa zachodnie zwracają coraz większą uwagę na to, by kupować towary wyprodukowane w ich kraju, a patriotyzm konsumencki jest promowany także przez polityków. Wielu Polakom takie świadome wybory są bliskie, jednak w praktyce nie bardzo im się to udaje. Wyjątkiem jest branża spożywcza. Zdecydowana większość Polaków deklaruje, że decyzje o zakupie chce podejmować z uwzględnieniem warunków i miejsca wyprodukowania towaru. – Polacy chcą być świadomymi konsumentami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Szalacha-Jarmużek z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. – 85 proc. badanych odpowiada, że uważa siebie za świadomych konsumentów, czyli za osoby, które w swoich decyzjach ekonomicznych i zakupowych kierują się po pierwsze, racjonalnością ekonomiczną, co zrozumiałe, po drugie wartościami stojącymi za danym produktem. Jak podkreśla, to ogromny potencjał, który jednak rozprasza się w zderzeniu z rzeczywistością. Patriotyzm ekonomiczny bywa bardzo różnie rozumiany. Mimo że mniej więcej połowa badanych uważa, że polega on na kupowanie polskich produktów, to większość ma problem ze zidentyfikowaniem takiego wyrobu. – Konsumenci nie są pewni, czy produkt, który pochodzi z fabryki ulokowanej w Polsce, ale należy kapitałowo do firmy zagranicznej, jest polski – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Około 17 proc. badanych odpowiada, że patriotyzm konsumencki to kupowanie produktów regionalnych, lokalnych. A więc bardzo wąsko rozumieją pojęcie patriotyzmu, ograniczając je do swojej małej ojczyzny. Tylko 1 proc. badanych uważa, że oznacza to kupowanie polskich marek. W rozwijaniu patriotyzmu gospodarczego przeszkadza nam niskie poczucie własnej wartości. Zdarza się, że Polacy postrzegają swoje produkty gorzej, niż są one postrzegane za granicą. Ekspertka nazywa to zjawisko negatywnym autostereotypem. – Polacy w międzynarodowym sondażu społecznym ISSP znaleźli się w grupie sześciu krajów o najniższym stopniu akceptacji i zadowolenia ze swoich osiągnięć politycznych i ekonomicznych. To jest bardzo zła wiadomość – zauważa Szalacha-Jarmużek. – Inną blokadą, która może utrudniać rozwój patriotyzmu ekonomicznego, jest zachowanie samych przedsiębiorców, którzy ukrywają się pod nazwami obcojęzycznymi. Trzecim problemem jest przyjęta u progu transformacji polityka konkurowania niskim cenami i niskimi kosztami pracy, co może mieć przełożenie na niższą jakość finalnego produktu, a tym samym utwierdzać konsumentów w przekonaniu, że polskie produkty są gorsze. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się branża spożywcza. W tym obszarze Polacy bardzo chętnie wybierają rodzime produkty, podkreślając, że polskie są lepsze niż zagraniczne. Zjawisko patriotyzmu konsumenckiego często jest też wiązane z rynkiem żywności ekologicznej, który w Polsce dynamicznie rośnie. Jego wartość jest szacowana na 700 mln zł. – Jest coraz więcej certyfikowanych gospodarstw, które zajmują się właśnie tego typu produkcją – zwraca uwagę dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Te produkty trafiają zarówno do supermarketów, dyskontów, jak i małych lokalnych punktów handlowych, gdzie – jak pokazują inne badania – Polacy wolą kupować produkty, jeżeli zależy im na ich świeżości. Zjawisko patriotyzmu gospodarczego jest zdecydowanie bardziej rozwinięte w krajach zachodnich, gdzie promują je również politycy. Zdaniem ekspertki to pokłosie kryzysu, który uświadomił Amerykanom, Chińczykom czy Niemcom, jak ważna jest ta gra zespołowa. – W Stanach Zjednoczonych od 2008 roku możemy obserwować, że krajowi producenci wracają do USA z produkcją, co jest też silnie wspierane przez państwo. Produkty „made in USA” są lepiej wyeksponowane w hipermarketach i lepiej przyjmowane przez konsumentów. Trend patriotyzmu ekonomicznego został podjęty przez liderów światowej gospodarki i szkoda by było, żeby polscy decydenci przegapili ten moment – podkreśla Joanna Szalacha-Jarmużek.
  • czwartek, 21 maja Nowe technologie w bankowości. W ciągu najbliższych lat upowszechnią się bankomaty skanujące sieć naczyń krwionośnych dłoni czy siatkówkę oka (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W ciągu najbliższych lat technologie biometryczne znajdą szerokie zastosowanie w bankowości. Dzięki systemowi skanującemu naczynia krwionośne w dłoni czy siatkówkę oka wypłaty z bankomatów i korzystanie z kart stanie się znacznie bezpieczniejsze. Biometria to tylko jedna z innowacji, która w centrum stawia potrzeby ludzkie. Na tego typu rozwiązaniach skupia się firma Fujitsu. Innowacje ukierunkowane na człowieka to łączenie trzech wymiarów: technologii, informacji i ludzi. Dzięki takim rozwiązaniom jak przetwarzanie danych w chmurze, mobilność, internet rzeczy czy big data firmy tworzą nową wartość dodaną dla społeczeństwa. – Inteligentne społeczeństwo ukierunkowane na człowieka to możliwy do stworzenia świat, gdzie wszystko jest lepiej zabezpieczone, bardziej zrównoważone, gdzie ludziom lepiej się powodzi i mogą żyć pełnią życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Gentle, director of foresight and planning, Fujitsu. – Wszystko to umożliwiają technologia i informacje, więc chcemy w nie inwestować i chcemy pracować z klientami nad rozwijaniem technologii, które mogą nam pomóc zrealizować tę wizję. Takie spojrzenie na rozwijające się technologie daje niemal nieskończone możliwości, w dodatku w wielu różnych segmentach. Przykładem może być służba zdrowia – dzięki platformom wymiany informacji między firmami farmaceutycznymi, szpitalami czy lekarzami, możliwe będzie dostosowanie usług medycznych do potrzeb pacjenta. Nowe technologie mogą też służyć zwiększaniu bezpieczeństwa. Przykładem jest aktywny monitoring globalnych zagrożeń, możliwość ograniczenia skutków katastrof naturalnych, jak trzęsienia ziemi, tsunami czy powodzie, szanse na lepsze radzenie sobie z niedoborami żywności czy emisją dwutlenku węgla. – Nie chodzi o zmniejszanie liczby trzęsień ziemi, bo one będą się zdarzały – podkreśla Adel Rouz, executive vice president, Fujitsu Laboratories of Europe. – Bardziej chodzi o to, jak szybko reagować na katastrofy, jak przewidywać ich skutki, np. poprzez inteligentne budynki, nowy rodzaj komunikacji, poprzez technologie sensoryczne z czujnikami, które będą wykrywały wycieku gazu czy nadchodzącego tsunami. Kluczowe jest przewidywanie oraz szybka reakcja. Inna technologia Fujitsu jest pomocna w radzeniu sobie z pożarami – dzięki inteligentnym czujnikom pozwala w gęstym dymie wykryć źródło ognia, a także obecność ludzi, co zwykle jest niemożliwe przy użyciu tradycyjnego sprzętu. Human Centric Innovations, czyli innowacje tworzone z myślą o człowieku, mogą też ułatwiać albo po prostu uprzyjemniać życie. – Mamy tablet, który zapewnia zupełnie nowy komfort użytkowania. Jego interfejs dotykowy daje wrażenie tekstury, masz uczucie, jakbyś naciskał przyciski – wymienia David Gentle. – Mamy nową technologię, która dopiero co została wprowadzona w Japonii. To czujnik biometryczny, którym można skanować tęczówki. Można więc odblokować telefon, po prostu na niego patrząc. Eksperci Fujitsu podkreślają, że technologia biometryczna jest jedną z kluczowych innowacji. W ciągu najbliższych lat może ona zrewolucjonizować bankowość w Polsce, w znaczący sposób zwiększając bezpieczeństwo operacji bankowych. Skan niepowtarzalnego układu naczyń krwionośnych dłoni zagwarantuje, że bez względu na to, gdzie jest dokonywana transakcja, autoryzuje ja właściwa osoba. – Dziś musimy się identyfikować inaczej: raz to jest login z hasłem, innym razem karta z PIN-em, czyli klient banku musi dysponować wieloma tożsamościami. Łączy je jeden element, czyli jego tożsamości, więc naturalną rzeczą jest wykorzystywanie elementów ciała, czyli elementów biometrycznych, do jednolitej identyfikacji tożsamości we wszystkich kontaktach z bankiem poprzez wszystkie kanały – zwraca uwagę Jerzy Sorokowski, konsultant w Fujitsu Polska, odpowiedzialny za obszar rozwiązań biometrycznych. Human Centric Innovations były tematem przewodnim warszawskiego spotkania w ramach Fujitsu World Tour 2015. W okresie od kwietnia do sierpnia zespół Fujitsu i partnerzy firmy odwiedzą 20 miast na całym świecie, pokazując, jak zaawansowane technologie i rozwiązania podnoszą zdolności jednostek i wpływają na sprawność organizacji.
  • czwartek, 21 maja Rozliczanie kosztów punktem spornym między centrami handlowymi a najemcami. Brak porozumienia może prowadzić do strat (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Przedstawiciele centrów handlowych pracują nad dobrymi praktykami dotyczącymi wynajmu powierzchni przez sieci handlowe. Nieprecyzyjne określenie rozliczania kosztów wspólnych może prowadzić do konfliktów między zarządzającym centrum handlowym a najemcą, a co za tym idzie – może skutkować stratami dla obu stron. – Podstawowym warunkiem owocnej współpracy pomiędzy właścicielem, zarządcą centrum handlowego a jego najemcą jest sukces sprzedażowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor operacyjny Polskiej Rady Centrów Handlowych. –  Przyjęcie i stosowanie dobrych praktyk w zakresie transparentnego rozliczania kosztów wspólnych jest kluczem do zdrowych relacji pomiędzy stronami rynku. Zazwyczaj w sytuacji kiedy właściciel centrum i najemcy są zadowoleni z osiąganych obrotów, kwestie te nie są głównym tematem rozmów, ale stanowią podstawę współpracy. Diabeł tkwi w szczegółach, a tych w umowie między zarządcą a najemcą jest bardzo dużo. – Fundamentem wypracowania dobrej współpracy pomiędzy zarządcą a najemcą jest przede wszystkim zrozumienie wspólnego interesu, którym jest sprawnie działające centrum handlowe, czyli takie, które notuje wzrost odpowiedzialności i obrotów najemców. Interes obydwu stron, najemców i zarządców, jest tożsamy i jest to baza do budowania partnerskich relacji opartych na dialogu, współpracy i cyklicznych spotkaniach – mówi Justyna Kur, dyrektor ds. zarządzania nieruchomościami w Apsys Polska. Podstawą jest dobra komunikacja, która pozwoli stronom dojść do porozumienia i sprawnie współpracować przy realizacji umowy najmu. Jak podkreśla Justyna Kur, zarządca musi pamiętać o tym, że najemca jest jego partnerem w biznesie. Z drugiej strony najemca musi mieć świadomość tego, że zarządca ma zdecydowanie szersze spojrzenie na centrum handlowe niż on, z perspektywy pojedynczego sklepu. Najważniejszym aspektem, który często staje się kością niezgody, jest kwestia płatności, czynszu oraz rozliczania kosztów eksploatacyjnych. Sklepy płacą bowiem nie tylko za wynajętą powierzchnię, lecz także za media, ochronę i sprzątanie, a także marketing, ubezpieczenie budynku czy opłaty publiczno-prawne. – Bardzo ważnym elementem są zapisy mówiące o sposobach rozliczania kosztów eksploatacyjnych, istotne jest to, by najemca miał świadomość, jakie pozycje wchodzą w skład kosztów wspólnych i za co będzie ponosił opłaty – mówi Seweryna Afanasjew, członek zarządu organizacji branżowej RICS Polska. Na polskim rynku brakuje jednoznacznych regulacji w tym zakresie. Stowarzyszenie, jakim jest Polska Rada Centrów Handlowych, trzy lata temu wypracowywało Kodeks Dobrych Praktyk w zakresie umów najmu, którym posiłkuje się część uczestników tego rynku i chce kontynuować misję w tym zakresie poprzez korzystanie ze sprawdzonych wzorców. Teraz polski oddział międzynarodowego stowarzyszenia RICS zapowiada, że przygotuje dostosowane do lokalnego rynku standardy, które obowiązują już na świecie. – RICS opracowuje globalnie standardy dotyczące rozliczania i zarządzania kosztami eksploatacyjnymi w budynkach komercyjnych i mieszkaniowych. W tym roku będziemy je wdrażać – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew. – Polski rynek nieruchomości staje się coraz bardziej dojrzały. Wszystkie strony rynku, zarówno deweloperzy, właściciele nieruchomości, jak i najemcy oczekują, że standardy usług świadczonych przez firmy istniejące na tym rynku będą na coraz wyższym poziomie. Żeby to było możliwe, potrzebne są standardy – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew. O korzyściach ze standaryzacji, które mają wpływ na uregulowanie relacji pomiędzy najemcami i zarządzającymi centrami handlowymi, członkowie RICS i PRCH zamierzają dyskutować podczas paneli towarzyszących branżowym targom ReDI, które odbędą się w dniach 10-11 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie.
  • czwartek, 21 maja Netia chce być alternatywą dla ZAiKS. Operator zaoferował niższe opłaty za odtwarzanie muzyki w lokalach (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Z obserwacji ZAiKS wynika, że coraz mniej firm unika opłat za odtwarzanie muzyki w lokalu. Zdarzają się przedsiębiorcy, którzy z muzyki rezygnują zupełnie, bo miesięczne koszty są zbyt wysokie. Netia ma pomysł, jak je obniżyć. Chce zaoferować przedsiębiorcom tanie pakiety z muzyką, za odtwarzanie których nie trzeba dodatkowo płacić. Miesięczne oszczędności mogą sięgać nawet 1 tys. zł. – Nie odtwarzam muzyki w salonie ze względu na wysokie koszty, jakie trzeba ponieść z tytułu podpisania licencji. Dowiadywałem się, że są to koszty rzędu 500 zł miesięcznie, a w skali roku jest to 6 tys. zł. Nie żyję z puszczania muzyki, tylko z usługi fryzjerskiej. Muzyka jest tylko dodatkiem umilającym klientom pobyt w salonie. Gdyby to były mniejsze koszty, z chęcią puszczałbym muzykę – mówi Marcin Szybejko, właściciel studia fryzjerskiego La Como. Opłaty za prawa autorskie musi uiszczać każdy przedsiębiorca, który odtwarza publicznie muzykę, np. w salonie fryzjerskim, restauracji czy hotelu. Stawki te są bardzo zróżnicowane, zależą m.in. od typu przedsiębiorstwa, wielkości miasta, w którym się znajduje, i wielkości samego lokalu. Dla przykładu, opłata za odtwarzanie muzyki podczas meczu na stadionie mieszczącym 10 tys. osób wynosi 444,97 zł. Właściciel sklepu o powierzchni 10 tys. mkw. zapłaci 681,08 zł. Właściciel restauracji w Warszawie, która może pomieścić jednocześnie 100 osób, zapłaci za sam ZAIKS 352,80 zł miesięcznie. A to nie jedyne opłaty, bo w Polsce działa 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, w tym cztery związane z zarządzaniem prawami związanymi z wykorzystywaniem muzyki. Dlatego łączne koszty stają się jeszcze wyższe. Na przykład restaurator po zsumowaniu wszystkich opłaty związanych z pozwoleniem na puszczenie muzyki w lokalu będzie musiał uiścić opłatę w wysokości 777,01 zł. To ponad 650 zł więcej niż koszt oferty Netii. – „Muzyka dla Firm” jest to usługa dla wszystkich klientów Netii, którzy chcą publicznie oraz bez dodatkowych opłat odtworzyć muzykę w swoich lokalach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wierzbicki, kierownik produktu w Netia. – Jest to muzyka na licencji royalty free – klient dostaje 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał, urządzenie Set Top Box oraz możliwość odtwarzania utworów muzycznych w aplikacji online. Jak podkreśla, w Polsce powstaje rocznie ok. 300 tys. firm, kilkadziesiąt tysięcy stanowią lokale gastronomiczne, zakłady fryzjerskie czy kosmetyczne, więc baza potencjalnych klientów jest bardzo duża. – Klienci są w stanie zaoszczędzić do 1 tys. zł miesięcznie dzięki usłudze „Muzyka dla Firm” – mówi Wierzbicki. – Cała usługa kosztuje w Netii 79,90 zł netto miesięcznie i w opłacie znajduje się urządzenie Set Top Box, znajduje się aplikacja online do odtwarzania muzyki oraz 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał. Netia liczy więc, że na jej usługę jest w Polsce spore zapotrzebowanie, a rynek cały czas rośnie. Sam ZAiKS zebrał ponad pół mld zł – jak wynika ze sprawozdania finansowego organizacji za 2013 rok. Jednocześnie Stowarzyszenie podkreśla, że prowadzi przed sądami ok. 2 tys. procesów przeciwko firmom niepłacącym należnych zdaniem organizacji tantiem.
  • czwartek, 21 maja Duże zainteresowanie dofinansowaniem do mikroinstalacji OZE. Kolejne banki mogą dołączyć do programu Prosument (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    200 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ma trafić w tym roku poprzez banki na dofinansowanie mikroinstalacji OZE. Pierwsza transza – 20 mln zł udostępnione przez BOŚ Bank – została wyczerpana już pierwszego dnia, więc bank będzie wnioskował o zwiększenie środków. NFOŚiGW chce zaprosić do współpracy także inne banki. – Pierwsza alokacja, czyli 20 mln zł, została wyczerpana pierwszego dnia – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – W tej chwili BOŚ Bank, który zajmuje się dystrybucją dotacji, ma już alokację na poziomie kilkudziesięciu milionów, więc będzie występował do nas o zwiększenie środków. Warunkiem uruchomienia przez NFOŚiGW kolejnej transzy jest podpisanie przez bank umów wyczerpujących 80 proc. alokacji. Jak podkreśla prezes Funduszu, tak duże zainteresowanie prawdopodobnie sprawi, że 200 mln zł, jakie w tym roku zaplanowano na Prosumenta, zostanie szybko wykorzystane. – Chcemy zaprosić do współpracy inne banki, tak aby dostępność tego programu była jak największa, podobnie jak miało to miejsce w programie kolektorowym czy domach energooszczędnych – mówi Małgorzata Skucha. Dofinansowanie przedsięwzięć w ramach prowadzonego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) programu Prosument obejmuje zakup i montaż nowych małych lub mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii (OZE) do produkcji energii elektrycznej lub prądu skojarzonego z ciepłem na potrzeby jednorodzinnych lub wielorodzinnych budynków mieszkalnych. Finansowane są instalacje wykorzystujące źródła ciepła opalane biomasą, pompy ciepła oraz kolektory słoneczne o zainstalowanej mocy cieplnej do 300 kWt, systemy fotowoltaiczne, małe elektrownie wiatrowe oraz układy mikrokogeneracyjne (w tym mikrobiogazownie) o zainstalowanej mocy elektrycznej do 40 kWe. Obecnie program nie przewiduje dofinansowania przedsięwzięć polegających na zakupie i montażu wyłącznie instalacji źródeł ciepła, natomiast rozdzielenie ciepła i energii elektrycznej w programie jest obecnie konsultowane. – Program Prosument ma trzy ścieżki, którymi może trafić dofinansowanie do gospodarstwa domowego – wskazuje Małgorzata Skucha. – Pierwszą, która była uruchomiona w ubiegłym roku, są samorządy. Gmina swoim obywatelom może zagwarantować dofinansowanie dotacyjno-pożyczkowe z naszych środków. Druga, to wojewódzkie fundusze ochrony środowiska. Część z nich, współpracując z nami, również oferuje dofinansowanie, głównie spółdzielniom mieszkaniowym, wspólnotom czy bezpośrednio osobom fizycznym. Trzecia ścieżka została uruchomiona 24 kwietnia br. przez Bank Ochrony Środowiska. Efektem ekologicznym Prosumenta ma być coroczne ograniczenie emisji dwutlenku węgla oraz wzrost produkcji energii z odnawialnych źródeł. Budżet programu na lata 2014-2020 wynosi 800 mln zł z możliwością wypłat środków do 2022 roku.
  • czwartek, 21 maja Dynamiczny rozwój gospodarki Meksyku szansą dla polskich eksporterów. Przede wszystkim z branż motoryzacyjnej i górniczej (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Bliskość ogromnych rynków zbytu oraz coraz szybszy wzrost gospodarczy powodują, że Meksyk staje się atrakcyjny dla polskich firm. Szczególnie korzystne perspektywy stwarza firmom motoryzacyjnym i górniczym. Tamtejszy sektor automotive jest jednym z największych na świecie, a prywatne nakłady na inwestycje wydobywcze w ciągu najbliższych czterech lat mają ulec potrojeniu. – Meksyk to bardzo perspektywiczny i ciekawy rynek. Decyduje o tym m.in. jego położenie, to taki most między Ameryką Północną i Południową. Po drugie, bardzo stabilny wzrost gospodarczy. Prognozy mówią, że w kolejnych latach możemy się spodziewać niemal 4-proc. wzrostu PKB co roku. I po trzecie, stabilna sytuacja społeczno-polityczna – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK. Według najnowszych prognoz Banku Światowego wynika, że dynamika PKB Meksyku w latach 2016–2017 wynosić będzie 3,8 proc. rocznie. Równie korzystne są długoterminowe prognozy analityków. Do roku 2050 Meksyk ma wejść do pierwszej dziesiątki największych gospodarek świata (HSBC daje jej 8. miejsce, PwC nawet 4.). – Z naszej perspektywy jest to rynek w dużym stopniu wciąż jeszcze niewykorzystany. Patrząc na wartość bezwzględną eksportu do Meksyku, mówimy tu o ok. 0,5 mld dol., czyli kwocie porównywalnej z naszym eksportem do Chorwacji. Tutaj jest jeszcze dużo do zrobienia, bo potencjał do dalszej ekspansji jest duży – zaznacza Piotr Dylak. Głównymi produktami wysyłanymi przez Polskę do tego kraju były w ubiegłym roku części i akcesoria samochodowe, maszyny i urządzenia elektryczne, a także urządzenia mechaniczne, meble i sztućce. Z kolei dominującymi elementami wartego 415 mln dol. importu były m.in. maszyny i urządzenia elektryczne, samochody oraz pojazdy nieszynowe. – Mówiąc o  konkretnych branżach, które mogłyby zaistnieć w Meksyku, na pewno wymienić trzeba automotive: z jednej strony producenci części do samochodów, z drugiej strony, firmy, które dostarczają linie technologiczne dla tego przemysłu – mówi agencji informacyjnej Newseria dyrektor w BZ WBK. Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych sektorów gospodarki Meksyku. Statystyki Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) mówią, że Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mld dol.). Branża w ostatnim roku wzrosła o ponad 10 proc. – Meksyk jest też ciekawy dla firm działających w branży okołowydobywczej, czyli firm, które produkują, sprzedają maszyny i urządzenia dla górnictwa. To jest segment rynku meksykańskiego, która zdecydowanie się wyróżnia. Szacuje się, że w 2015 roku inwestycje w tej branżę osiągną 8 mld dol. Polskie przedsiębiorstwa mają potencjał, żeby w tej branży działać – mówi Dylak. Górnictwo to czwarte co do wielkości źródło dochodów Meksyku, a wydobycie srebra w tamtejszych kopalniach jest największe na świecie. Według rządowych szacunków prywatne nakłady inwestycyjne w sektor wydobywczy mogą do 2018 roku wzrosnąć ponadtrzykrotnie, osiągając wartość nawet 25 mld dol. Z racji swojego położenia Meksyk może być traktowany jako brama zarówno na rynek północnoamerykański, jak i do krajów Ameryki Łacińskiej i Południowej. Demografia regionu sprawia, że baza konsumentów będzie tam rosnąć znacznie szybciej niż w Europie. Do inwestycji zachęca także członkostwo w układzie NAFTA oraz względna stabilność prawna i regulacyjna. – Meksyk ma też podpisaną z Unią Europejską umowę o wolnym handlu, dzięki czemu polskie i unijne firmy mają preferencje celne w handlu z Meksykiem. Widzimy też dużą działalność agencji takich jak ProMéxico, które bardzo intensywnie promują inwestycje zagraniczne w Meksyku i efekty tego są widoczne – mówi Piotr Dylak. W rankingu Doing Business, który ocenia kraj pod kątem łatwości prowadzenia biznesu, Meksyk znajduje się na 39. miejscu (Polska jest 32.).
  • czwartek, 21 maja D. Grzeszczak (Erbud): Polskie inwestycje w energetyce to najlepszy rynek budowlany w Europie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Akcje spółek budowlanych są coraz chętniej kupowane przez inwestorów na warszawskiej giełdzie – tylko od początku roku branżowy indeks wzrósł o 1/3. Poza ożywieniem inwestycji prywatnych oraz infrastrukturalnych rynek dostrzega także rosnące nakłady w energetyce. Potrzeby w zakresie modernizacji konwencjonalnych elektrowni i sieci przesyłowych są wciąż ogromne, podobnie jak niewykorzystany potencjał OZE. – Widzimy dużą poprawę w zakresie budownictwa drogowego, kolei i przede wszystkim budownictwa dla energetyki, w którym Polska stała się najlepszym rynkiem budowlanym w Europie. Konkurencja jest znacząca, ale musimy sobie dać radę jako lokalny partner – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Grzeszczak, prezes zarządu Erbudu. Spodziewany wzrost inwestycji infrastrukturalnych wiąże się z rozpoczynającymi się projektami w ramach nowej perspektywy finansowej UE na lata 2014–2020. Impuls inwestycyjny w przypadku infrastruktury prawdopodobnie nie będzie tak silny, jak poprzednio, ponieważ priorytetem w obecnych programach jest wspieranie innowacyjności i konkurencyjności. Sektor budowlany będzie jednak korzystał z rosnących inwestycji, m.in. w energetyce, co pomoże niektórym firmom lepiej dywersyfikować ryzyko, a więc nie ograniczać się tylko do np. segmentu drogowego. Na poprawę koniunktury w branży budowlanej wskazuje także indeks WIG-budownictwo, który od początku br. wzrósł o ponad 30 proc. i kontynuuje trend wzrostowy od połowy 2012 r. To nie tylko pochodna oczekiwanego przyspieszenia inwestycji drogowych czy kolejowych, lecz także efekt solidnego wzrostu całej gospodarki, który w ostatnich kwartałach był mocno wspierany przez wysoki przyrost inwestycji prywatnych, a więc również w budynki i budowle. – Widzimy, że rentowność segmentu kubaturowego jest według planu, a deweloperski poprawił swoją rentowność. Wiemy, że I kwartał w inżynierii i budownictwie dla energetyki jest sezonowo najtrudniejszym kwartałem, ale tym razem wyniki są lepsze niż w zeszłym roku. Jeżeli te dwa segmenty, czyli inżynieryjny i energetyczny, dołożą do kubaturowego i deweloperskiego, to myślę, że w następnych kwartałach poprawimy rentowności – przewiduje Grzeszczak. W szczytowym okresie wydatkowania środków z poprzedniego budżetu UE – w latach 2010–2011 – inwestycje publiczne w Polsce w relacji do PKB podskoczyły do ponad 5,5 proc., by następnie spaść poniżej 4 proc. w 2013 r. Silne ograniczenie wydatków inwestycyjnych sektora publicznego po 2012 r. (wymuszone wcześniejszym ich zwiększeniem przed Euro 2012) i wadliwie stosowane Prawo zamówień publicznych przyczyniły się do zapaści w branży w budowlanej. Choć upadło wiele przedsiębiorstw, to według prezesa Erbudu nie można mówić o mniejszym natężeniu konkurencji. – Rzeczywiście mieliśmy boom budowlany, który zamiast stworzenia potęgi firm budowlanych, raczej spowodował u niektórych dużych graczy kłopoty lub nawet bankructwo. Natomiast konkurencja w dalszym ciągu jest i to nie zmieni się na pewno. Myślę, że teraz inne jest podejście zleceniodawcy, czyli GDDKiA, do realizacji tych przedsięwzięć i dlatego widzę szansę także dla nas na zaistnienie w tym segmencie – twierdzi Grzeszczak. W przypadku budownictwa kubaturowego prezes Erbudu prognozuje wzrost przetargów na budowę centrów handlowych, szpitali, muzeów, hal sportowych oraz biurowców. – Portfel mieszkaniowy stanowi u nas około 10 proc., ponieważ rentowności w tym segmencie są dla firmy budowlanej raczej poniżej 1,5 proc., co nie jest naszym celem, dlatego ten segment interesuje nas mniej – mówi Dariusz Grzeszczak.
  • środa, 20 maja Za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o 5 lat. Rynek pracy potrzebuje aktywnych seniorów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Elementem polityki senioralnej powinny być zarówno polityka zdrowotna i społeczna, jak i przedłużanie aktywności zawodowej osób starszych – przekonują eksperci. Tak zwana srebrna gospodarka to wyzwanie nie tylko dla rządu, lecz także dla samorządów. Na szczeblu lokalnym inicjatywy wspierać mają Gminne Rady Seniorów. – Odpowiedzialni politycy muszą reagować na prognozy demograficzne – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Szczerba, poseł PO, przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Senioralnej. – Wielkim wyzwaniem jest kreowanie polityki wobec starości w naszym kraju. Stąd wzięła się inicjatywa powołania stałej Komisji Polityki Senioralnej, która będzie współpracować z rządem w podejmowaniu działań na rzecz zdrowej, aktywnej i godnej starości. Utworzona w maju ubiegłego roku komisja podejmuje szereg działań z różnych obszarów, m.in. zdrowia, samodzielności, aktywności zawodowej osób 50+, edukacji, aktywności społecznej i kulturalnej oraz wolontariatu. Zgodnie z założeniami polityki senioralnej państwa do 2020 roku powinna ona integrować różne polityki publiczne, w szczególności zdrowotną i społeczną. Wprawdzie średnia długość życia w społeczeństwie zwiększa się, jednak wciąż problemem pozostaje stan zdrowia seniorów. – Polityka senioralna wymaga też spojrzenia na nowy obszar wyzwań, jakie stanowi srebrna gospodarka czy przedłużanie aktywności zawodowej osób starszych – mówi Michał Szczerba. Z danych Banku Światowego wynika, że średnia długość życia w Polsce sięga obecnie 78 lat, przy czym kobiety dożywają przeciętnie ponad 80 lat, a mężczyźni 75 lat. Za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o ok. 5 lat. Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia (Polska jest krajem o jednym z najwyższych odsetków rencistów w populacji), a więc nie będzie w stanie pracować do emerytury. Rośnie liczba chorych na cukrzycę, a choroby układu krążenia są odpowiedzialne za 26,9 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 23,8 proc. przypadków niepełnosprawności, która prowadzi do utraty zdolności do pracy, dlatego niezwykle ważne jest inwestowanie w zdrowie. – Będziemy żyć dłużej. Chodzi więc także o to, żebyśmy przede wszystkim żyli dłużej w zdrowiu, byli bardziej aktywni zawodowo i użyteczni społecznie – podkreśla Szczerba. Raport organizacji Pracodawcy RP oraz Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce wskazuje, że wpływ zmian demograficznych na krajową gospodarkę i budżet państwa związany jest z dwoma głównymi czynnikami: spadkiem liczby ludności wynikającym z obniżenia tzw. współczynnika dzietności oraz starzeniem się społeczeństwa. Ma to również znaczenie dla spadku liczby osób w wieku produkcyjnym (z 25,9 mln ludzi w 2010 roku do 21,8 mln w 2035 roku), co już obecnie ma wpływ na dostępność wolnych zasobów pracy. – Polityka senioralna jest nie tylko postępowaniem wobec dziś żyjących osób starszych, lecz także przygotowaniem do starości osób młodych, czyli pokazywaniem młodemu pokoleniu, że społeczeństwo i człowiek, jego życie, składa się z różnych faz, które powinny być równoprawne – tłumaczy Michał Szczerba. – Do starości musi przygotowywać się każdy z nas, ale także rząd, parlament i samorząd terytorialny. Ważnym aktem prawnym, w którego uchwaleniu brała udział Komisji Polityki Senioralnej, jest nowela ustawy o samorządzie gminnym. Na jej mocy w jednostkach samorządu terytorialnego mogą powstawać Gminne Rady Seniorów, ciała przede wszystkim konsultacyjne i doradcze. Ich zadaniem jest reprezentowanie interesów osób starszych i niesamodzielnych.
  • środa, 20 maja Ułatwienia dla kredytobiorców we frankach. Nie zapłacą podatku od korzyści związanych z restrukturyzacją zadłużenia (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Minister finansów zapowiada podpisanie najpóźniej do piątku rozporządzenia w sprawie zwolnienia z podatku dochodowego korzyści z tytułu zrestrukturyzowanych kredytów oraz ujemnych rat kredytowych. To duże ułatwienie dla osób zadłużonych m.in. we frankach szwajcarskich, które mają problemy ze spłatą rat. Banki z kolei będą mogły zakwalifikować straty poniesione z tytułu restrukturyzacji kredytu jako koszt uzyskania przychodu. – Ograniczeniem, które wskazywane było często przez ekspertów, banki oraz przez osoby fizyczne zadłużone we frankach szwajcarskich, było to, że jakakolwiek restrukturyzacja tego zadłużenia, choćby ustalenie kursu, który nie jest rynkowy, rodzi konsekwencje podatkowe. Czyli korzyść, którą kredytobiorca ma z tytułu restrukturyzacji kredytu jest opodatkowana jako zwykły dochód – wyjaśnia Mateusz Szczurek, minister finansów. – Z tego opodatkowania zwolnimy podatników w ramach rozporządzenia, które podpiszemy do piątku. Projekt nowego rozporządzenia zakłada, że również w przypadku ujemnych rat kredytowych kredytobiorca będzie zwolniony z obowiązku podatkowego. Obecny poziom stawki referencyjnej LIBOR, stanowiącej podstawę do obliczenia wysokości oprocentowania kredytów hipotecznych, wynosi -0,8 proc. – W przypadku niektórych kontraktów kredytowych LIBOR plus marża daje ujemne stopy procentowe, ujemne odsetki. Jest to rzecz jeszcze do niedawna nie do pomyślenia. Dziś niektórzy klienci mają ujemne oprocentowanie swoich kredytów i to bank dopłaca im do obsługi, niejako płaci odsetki od kredytu, który sami zaciągnęli – informuje Szczurek. – Ta sytuacja również stanowi dochód klienta i ten dochód zwalniamy z podatku. Zwolnienie z podatku będzie dotyczyło kredytów zaciągniętych przed 15 stycznia 2015 roku, czyli przed decyzją Szwajcarskiego Banki Narodowego. Innym warunkiem jest to, żeby kredytobiorca w momencie umorzenia wykorzystywał daną nieruchomość na własne cele mieszkaniowe. Nowe rozporządzenie to dobra wiadomość zarówno dla kredytobiorców, jak i dla banków. Według badań przeprowadzonych przez KNF wynika, że największy udział kredytów denominowanych w walutach obcych miały Millenium Bank oraz Getin Noble Bank i to one były w największym stopniu narażone na koszty ewentualnej restrukturyzacji zadłużenia. – Utrata korzyści banku związana z restrukturyzacją zadłużenia będzie mogła być kosztem uzyskania przychodu. W ten sposób chcemy zachęcać do restrukturyzacji, do ulżenia kredytobiorcom we frankach szwajcarskich, ale także w innych walutach oraz w złotym – wyjaśnia Mateusz Szczurek. Restrukturyzacja zadłużenia może obejmować m.in. wydłużenie okresu spłaty kredytu, zmniejszenie rat czy też nawet umorzenia części kredytu, w tym części kapitałowej. Kwestia umorzenia opodatkowania to kolejna inicjatywa, która ma poprawić sytuację kredytobiorców zadłużonych we frankach szwajcarskich. Jeszcze w styczniu – parę dni po decyzji SNB o uwolnieniu kursu tej waluty, co wywołało panikę na rynkach – banki zgodziły się m.in. na uwzględnianie ujemnych stawek LIBOR-u, od którego zależy część kosztów raty. Jak podkreśla minister, umożliwiły one spadek kosztów obsługi zadłużenia lub miesięcznych rat dla „frankowiczów”. – Kredyty hipoteczne nie są dziś większym obciążeniem niż przed tym ruchem na rynku walutowym w Szwajcarii. Co więcej, jako procent dochodów rozporządzalnych dziś Polacy płacą mniej, obsługując swoje zadłużenie hipoteczne, niż płacili w 2008 roku – mówi agencji Newseria Mateusz Szczurek. – Ale pozostaje kwestia ewentualnej restrukturyzacji kredytów, kiedy jest to potrzebne, i kwestia wyceny bieżącej związanej z ruchem kursowym, a więc nie rat, a całości kredytu. Tutaj rzeczywistość mocnego franka jest nieubłagana. Ok. 900 tys. osób w Polsce jest zadłużonych we frankach szwajcarskich. Według danych Europejskiego Banku Centralnego Polska jest na drugim, zaraz po Austrii, miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby zaciągniętych kredytów w szwajcarskiej walucie. Łączna wartość zobowiązań przekracza 34 mld euro. W wyniku styczniowej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego znoszącej minimalny kurs wymiany franka szwajcarskiego w stosunku do euro, polski złoty gwałtownie stracił na wartości. Choć potem odzyskał część mocy, wciąż jest słabszy wobec franka o niemal 10 proc. niż na początku roku.
  • środa, 20 maja Gen. Roman Polko o programie modernizacji wojsk: za dużo obietnic, za mało konkretów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Program modernizacji polskich sił zbrojnych jest niespójny i nie odpowiada na zagrożenia, przed którymi staje Polska – ocenia gen. Roman Polko, były dowódca GROM-u i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Ekspert zarzuca, że to raczej tworzenie kosztownych obietnic niż budowa zdolności obronnych kraju. – Warty miliardy program rozwojowy nie jest spójnym. Jest właściwie pokazywaniem różnego rodzaju obietnic, a nie konkretnymi programami, które są systematycznie i konsekwentnie wdrażane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes gen. Roman Polko. W ciągu najbliższych siedmiu lat Polska wyda na zbrojenia 130 mld zł. Rząd zamierza zbudować system odstraszający i planuje m.in. zakup śmigłowców wielozadaniowych, rakiet samosterujących dalekiego zasięgu, systemu obrony przeciwlotniczej, a także okrętów podwodnych. Były dowódca GROM-u ocenia ten program krytycznie. – Cały problem polega na tym, że od 2008 roku mamy do czynienia ze zwiększonym zagrożeniem ze strony Rosji, która bardzo intensywnie się zbroi. Natomiast zamiast w odpowiedzi na to budować systematycznie nasze zdolności obronne tak, żeby w każdym momencie być gotowym do obrony, to zbudowaliśmy co najwyżej tylko programy, które kiedyś w przyszłości będą realizowane. Nic w praktyce, dużo obietnic – podkreśla Roman Polko. Twórca GROM-u zwraca uwagę na to, że obecne zagrożenia militarne są zupełnie inne niż te, z którymi mierzono się w XX wieku. Zarzuca politykom sprawującym obecnie władzę, że Polska nie idzie do przodu, nie jest inicjatorem strategicznych zmian, które mogłyby odpowiedzieć na współczesne wyzwania. – Ostatni szczyt NATO podkreślał właściwie trzy rzeczy. Po pierwsze, są to siły i służby specjalne, czyli działalność wywiadowcza i możliwość reagowania na działania nieregularne. Po drugie, walka w cyberprzestrzeni – tu również jest bardzo wiele do zrobienia. I po trzecie, obrona powietrzna – wymienia gen. Polko. Jak podkreśla, we wszystkich tych obszarach mamy wiele zaległości. Wprawdzie sytuacja w służbach specjalnych znacznie się poprawiła, ale to nie oznacza, że nie ma czego poprawić. – Siły specjalne też powstały tylko dlatego, że zabiegał o to śp. Lech Kaczyński, który doprowadził do integracji jednostek specjalnych. Ale niestety rok temu ten system, który bardzo dobrze funkcjonował, w który mocno się zaangażowali również Amerykanie, wspierając rozwój naszych sił specjalnych, został rozbity przez tzw. zreformowanie, a w istocie zdeformowanie systemu dowodzenia. Dowództwo wojsk specjalnych, które dowodziło w istocie 2-3 tys. żołnierzy, zostało podzielone na dwie części o niejasnych kompetencjach – podkreśla ekspert. Gen. Roman Polko był jednym z uczestników panelu „Bezpieczeństwo: co może zrobić Polska, co powinna zrobić Europa” podczas V edycji Kongresu Polska Wielki Projekt, współorganizowanego przez Instytut Sobieskiego.
  • środa, 20 maja Ponad 1,1 mld euro obrotów między Polską a Portugalią. Rośnie eksport, import oraz inwestycje (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Wymiana handlowa z Portugalią notuje dwucyfrowe wzrosty. W ubiegłym roku polskie firmy wyeksportowały towary o wartości ponad 600 mln euro, a import do kraju wyniósł blisko 500 mln euro. Portugalscy klienci chętnie kupują polską żywność: jogurty, sery czy ogórki, a także wódkę. Z kolei Portugalczycy sprzedają u nas z powodzeniem wina, oliwę i owoce morza. Coraz częściej też portugalskie firmy chcą inwestować nad Wisłą. – Polska jest dziś celem przedsiębiorców z różnych sektorów, nie tylko handlu i bankowości, lecz także m.in. branży budowlanej i produkcji. Portugalskie firmy umacniają swoje pozycje w Polsce i regionie. Widzimy ostatnio wzrost tego rodzaju aktywności i możemy spodziewać się jej rozwoju w najbliższej przyszłości – mówi Pedro Pereira da Silva, prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej. Dane warszawskiego biura agencji AICEP wskazują, że rośnie liczba firm z kapitałem portugalskim zarejestrowanych w Polsce. W ubiegłym roku było ich 146. Największe to m.in. Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, Banco Comercial Português, właściciel Banku Millennium, czy Mota-Engil, firma budowlana. Z informacji Banku Portugalii wynika, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne portugalskich firm w Polsce na koniec 2014 roku wyniosły 1,9 mld euro (wzrost o 32,4 mln euro). To stawia nasz kraj na dziewiątej pozycji w rankingu najchętniej wybieranych kierunków portugalskich BIZ (pierwsza pozycja wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej i piąta wśród krajów UE – po Hiszpanii, Niemczech, Francji i Luksemburgu). Na tym tle polskie BIZ w Portugalii nie wypadają dobrze – wartość aktywów na koniec ubiegłego roku wyniosła 20 mln euro. – Ostatnio mogliśmy obserwować wzmożoną aktywność i ożywienie w relacjach handlowych pomiędzy Polską a Portugalią. Wyraźnie widać, że coraz więcej portugalskich firm interesuje się polskim rynkiem. Od kilku lat widzimy także, że polskie przedsiębiorstwa aktywnie poszukują nowych rynków zbytu. Stąd ich rosnące zainteresowanie Portugalią – mówi Pedro Pereira da Silva. Portugalia to dla polskich producentów nie tylko dziesięciomilionowy rynek zbytu. Portugalczycy mogą dla nich być także oknem na bardziej egzotyczny świat – dzięki rozwiniętym kontaktom handlowym z krajami Ameryki Południowej i Afryki. Eksportem do Portugalii zajmuje się już ponad 1,3 tys. polskich firm. W ubiegłym roku obroty handlowe między Polską a Portugalią wyniosły 1,1 mld euro. Polska od lat ma dodatni bilans handlowy (103,7 mln euro), ale zarówno eksport, jak i import rosną dwucyfrowo – odpowiednio o 20 i 10 proc. W eksporcie znaczący udział (13,3 proc.) mają artykuły rolno-spożywcze. – Słynna polska wódka jest doceniana w Portugalii, coraz bardziej widać jej obecność na portugalskim rynku. W sklepach można jednak znaleźć wiele innych polskich produktów spożywczych, np. ogórki, jogurty czy sery – wymienia prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej. – Z kolei na polskim rynku najczęściej możemy znaleźć portugalskie owoce i warzywa, wino, oliwę i owoce morza. Dostępna oferta jest coraz większa. Żywność ma w imporcie 12-proc. udział. I choć większy mają m.in. wyroby przemysłu elektromaszynowego, drzewno-papierniczego i chemicznego, to właśnie z kuchnią krajowi konsumenci bardziej kojarzą Portugalię. Ten obraz przybliża im również Polsko-Portugalska Izba Gospodarcza, która co roku organizuje Tydzień Portugalski „Flavours of Portugal”, czyli wydarzenie dla fanów tamtejszej kuchni. A tych jest coraz więcej, bo Portugalia – m.in., dzięki coraz większej siatce połączeń lotniczych – staje się popularną destynacją turystyczną. – Przy takich wydarzeniach ważne jest, by wszyscy zaangażowani robili to, co do nich należy, najlepiej jak umieją, bo w ten sposób osiąga się najlepszy rezultat. Sukces mierzy się nie tylko liczbą organizatorów i uczestników, lecz także jakością wydarzenia: przepisów, posiłków, występów i muzyki. Chcemy, by każdy, kto będzie uczestniczył w tym wydarzeniu, miał wrażenie, że to najlepsza w historii tego typu impreza – mówi Pedro Pereira da Silva.
  • środa, 20 maja Orbis liczy na rekordowo dobre wyniki w tym roku. To efekt powiększenia sieci o hotele Accoru (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W 2015 roku zyski Orbisu powinny znacząco wzrosnąć. Spółka przekonuje, że większa strata netto w I kwartale związana jest z sezonowością branży i wynika z powiększenia hotelowego portfolio Orbisu. Już w wynikach majowych po stracie nie powinno być śladu, a rezultat za cały rok – przez zwiększenie skali działalności – ma być rekordowo wysoki. Po zawarciu w styczniu strategicznej transakcji z francuską siecią Accor i zakupie 38 hoteli działających w pięciu krajach, w których Orbis nie był dotąd obecny, rozwój spółki przyśpieszył – przekonuje zarząd spółki. W pierwszym kwartale przychody Orbisu wzrosły o ponad 100 mln zł w porównaniu z początkiem ubiegłego roku, przekraczając 229 mln. Spółka zwiększyła w tym czasie stratę z niemal 10 mln zł do przeszło 22 mln zł. – Spowolnienie w I kwartale każdego roku to typowe zjawisko w branży hotelarskiej, więc sytuacja w tym roku jest dokładnie taka sama jak w poprzednich latach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Gilles Clavie, prezes zarządu i dyrektor generalny Orbis SA. – Jedyną różnicą jest wielkość tej straty, na co wpływ miała transakcja zwiększająca skalę naszej działalności. Spółka nabyła sieć hoteli o wielkości porównywanej do już posiadanej. To przyczyniło się do naszej straty w pierwszym kwartale, jednak będzie poprawiało nasze wyniki w drugim, trzecim i czwartym kwartale roku. By przekonać akcjonariuszy o tym, że sytuacja jest wyjątkowa, a perspektywy spółki dobre, zarząd przedstawił symulację pro forma, uwzględniającą wyniki nabytych spółek z Europy Wschodniej, tak jakby dane te podlegały konsolidacji od stycznia 2014 roku. – Pokazaliśmy w ten sposób, że gdybyśmy powiększyli sieć hoteli w styczniu 2014 roku, to strata, którą zanotowaliśmy w pierwszym kwartale br., byłaby dużo mniejsza od ubiegłorocznej. W odniesieniu do wyników pro forma zwiększyliśmy skonsolidowane przychody ze sprzedaży netto o 13 proc., EBIDTAR [zysk operacyjny przed uwzględnieniem odsetek, podatków, amortyzacji i czynszów – red.]  o 39 proc., a zysk operacyjny EBITDA – o blisko 190 proc. – mówi Gilles Clavie. W większości państw regionu Orbis zanotował istotny wzrost frekwencji w porównaniu do wyników pro forma w I kwartale 2014 r. Łączna frekwencja wyniosła 53,5 proc., dzięki czemu przychód na jeden dostępny pokój (RevPAR) wzrósł o 14 proc. – To dopiero początek roku, więc w kolejnych miesiącach spodziewamy się także dobrych wyników. Po pierwszym kwartale była strata, ale w maju przekroczyliśmy już próg rentowności, co oznacza, że grupa jest na plusie. W kolejnych tygodniach spodziewamy się dalszej poprawy, co pokażą już wyniki po drugim kwartale. To będzie dopiero wstęp do bardzo dobrych wyników za cały rok – podkreśla Clavie. Gilles Clavie podkreśla, że Orbis zamierza pozostać spółką dywidendową. Jak deklaruje, celem firmy jest jej dalszy rozwój i zwiększenie wartości dla akcjonariuszy. Przekonuje, że najlepszą metodą, by w sposób zrównoważony zwiększać zyski, jest presja na wzrost zysku netto z działalności operacyjnej. W czerwcu Walne Zgromadzenie zadecyduje o przeznaczeniu na dywidendę ponad 69 mln zł z 80-milionowego ubiegłorocznego zysku netto. Po odkupieniu od Accoru sieci 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi Orbis ma największą sieć w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Oferuje 19 tys. pokoi w ponad 100 obiektach w 9 krajach. – Zarówno przy ogłoszeniu zakupu sieci, jak i przy jego finalizacji powtarzaliśmy, że to idealna transakcja, wpisująca się w naszą strategię – przypomina prezes Orbisu. – Podtrzymuję to zdanie. Jestem przekonany, że to była dobra decyzja, która przełoży się na dalszy wzrost grupy i dobre wyniki w całym roku.
  • środa, 20 maja Hitachi chce rozwijać się w Polsce dzięki innowacyjnym produktom (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Hitachi zamierza się rozwijać w Polsce i całym regionie Europy Środkowej. Spółka do tej pory miała stosunkowo niewielki udział w tym rynku, ale chce to zmienić dzięki inwestycjom w innowacje. Planuje uczestniczyć we wszystkich najważniejszych procesach zachodzących w Polsce, związanych m.in. z rozwojem technologii IT i urbanizacją. – Europa Centralna jest jednym z rynków, na którego rozwoju w szczególności się skupiamy. Jest tu duża baza know-how, szczególnie w Polsce, co przy obserwowanym od kilku lat wzroście gospodarczym, zasobach wykwalifikowanej kadry oraz zaawansowanych technologicznie firmach sprawia, że jest to jeden z naszych rynków docelowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Pablo Hofelich, chief operating officer w Hitachi Europe. Wywodzący się z Japonii koncern jest obecny na wielu rynkach m.in. w segmencie rozwiązań IT, a także sprzętu medycznego, przemysłowego, budowlanego i systemów dla infrastruktury i transportu. W Polsce poza głównym oddziałem grupy działają trzy spółki zależne Hitachi – zajmująca się przetwórstwem danych, sprzedażą narzędzi budowlanych oraz dostarczaniem systemów transportowych. Jak jednak podkreśla Hofelich, w kolejnych latach Hitachi chce również inwestować w pozostałe obszary. Zaznacza, że na całym świecie zachodzą obecnie podobne zjawiska związane m.in. z coraz szerszym wykorzystywaniem informatyki, globalizacją oraz urbanizacją. Dzięki swoim produktom, Hitachi chce włączyć się w te procesy w Polsce. Podstawą działania spółki mają być innowacje. – Bez innowacji nie ma produktów, nie ma klientów, a więc nie ma biznesu. Innowacje były przez ostatnie 100 lat integralną częścią strategii Hitachi. I tak jest również dzisiaj – działalność innowacyjna społecznie to jeden z kluczowych elementów naszej strategii – tłumaczy Hofelich. – Musimy realizować nasz plan, który obejmuje prace nad innowacjami i wprowadzanie ich na rynek. Dotyczy to również rynków, na których nie jesteśmy jeszcze bardzo silni, jak np. w Europie Środkowej i Polsce. Działalność innowacyjna społecznie obejmuje prace nad innowacjami, które uwzględniają takie kwestie, jak bezpieczeństwo konsumentów czy stan środowiska i zasobów naturalnych. Dotyczy to wszystkich obszarów, w których działa koncern, zarówno logistyki, ochrony zdrowia, energetyki, jak i finansów. Hofelich podkreśla, że w tej chwili Hitachi jest w Polsce ma niewielki udział rynkowy, ale liczy na to, że właśnie dzięki innowacjom w ciągu kolejnych lat spółce uda się to zmienić. – Chcielibyśmy w Polsce wzrastać i mieć większy wkład w lokalną wartość dodaną. Chcielibyśmy również być partnerem we współpracy i być postrzegani jako integralna część polskiego biznesu w zakresie rozwoju i innowacji – mówi Hofelich.
  • środa, 20 maja Ocieplenie domów jednorodzinnych może zmniejszyć zużycie węgla o 6 mln ton rocznie. Zwrot z inwestycji już w kilka lat (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Dzięki termomodernizacji starych budynków mieszkalnych w Polsce można by zmniejszyć zużycie węgla o nawet 6 mln ton rocznie. Ponad 80 proc. budynków w Polsce to domy jednorodzinne, a trzy czwarte z nich zostało zbudowanych przed 1989 r. To właśnie te starsze nieruchomości mają najniższy standard energetyczny i mogą najwięcej skorzystać na termomodernizacji. – Koszt ogrzewania budynku o powierzchni np. 100 mkw. bez termomodernizacji w przeliczeniu na ilość spalanego węgla to około 6 ton węgla rocznie na potrzeby centralnego ogrzewania. Po termomodernizacji można zejść co najmniej do 50 proc. tej wartości, czyli ok. 3 ton węgla – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów w Rockwool. Jak wynika z danych GUS, w Polsce spośród 6,05 mln budynków aż 5,5 mln to domy jednorodzinne. Mieszka w nich 19,5 mln osób, czyli ponad połowa Polaków. Większość z tych nieruchomości jest jednak dość stara: 21,9 proc. powstało jeszcze przed 1944 r. (głównie w województwach wzdłuż granicy z Niemcami i w województwie opolskim), a kolejne 50 proc. w latach 1945-1988. Zaledwie niecałe 10 proc. powstało po 2003 r., kiedy standardy energetyczne były wyższe. – W Polsce do tej pory zaniedbywano systemową termomodernizację budynków jednorodzinnych. Było kilka programów dotyczących termomodernizacji budownictwa, jednak w większości skupiały się one głównie na budynkach użyteczności publicznej i budynkach wielorodzinnych – podkreśla Witczak. Współczynnik przenikania ciepła, czyli standardowa miara strat ciepła, dla domu wybudowanego po 2003 r. może być nawet trzykrotnie niższy niż dla budynku sprzed 1944 r. To przekłada się na koszty. Jak wynika z raportu Rockwool, nieocieplony mały dom jednorodzinny o powierzchni 82 mkw. może rocznie pochłaniać prawie 600 kWh/mkw., co przekłada się na 5,1 tys. zł kosztów ogrzewania i prawie 7 ton zużytego węgla. Jak jednak przekonuje Rockwool w raporcie, przy inwestycji w termomodernizację za 21,5 tys. zł – obejmującej m.in. ocieplenie ścian i dachu oraz wymianę okien – właściciel domu może szybko zmniejszyć wydatki na ogrzewanie. Oszczędności sięgają nawet 3,3 tys. zł rocznie. Do tego o ponad połowę – do 2,4 tony – może spaść ilość zużywanego węgla, co ma także pozytywne skutki dla środowiska naturalnego. – W wyniku termomodernizacji 2 mln takich budynków, czyli połowy tego zasobu, który można termomodernizować, zaoszczędzamy 6 mln ton węgla rocznie. Przyjmuje się, że na ogrzewanie indywidualne w budynkach inwestorzy indywidualni co roku kupują około 12 mln ton węgla – mówi Witczak. – Inną sprawą jest oczywiście spalanie węgla w elektrociepłowniach, czyli w ciepłowniach w systemowym ogrzewaniu. W skali statystycznej gminy wiejskiej termomodernizacja wszystkich nadających się do tego budynków, głównie jednorodzinnych, mogłaby zmniejszyć koszty ogrzewania z 7 do 2,2 mln zł – wynika z raportu Rockwool. Zapotrzebowanie na energię zmalałoby z 263 do 105 TJ rocznie, a zużycie węgla do 4,2 tys. ton rocznie. Do atmosfery trafiałoby 8,4 tys. ton dwutlenku węgla, czyli znacznie mniej niż obecnie (18,7 tys. ton). Na termomodernizacji najbardziej skorzystać mogą mieszkańcy starych domów, bo tam standardy są niższe. Im lepszy punkt wyjścia, tym dłuższy czas zwrotu z inwestycji – przyznaje Witczak. – Jeżeli jest to budynek w dosyć kiepskim stanie, np. z lat 60. i 70., to zwrot z inwestycji w termomodernizację w takich obiektach wynosi około 6-7 lat. Natomiast jeżeli docieplamy budynek z końca lat 80. lub początku 90., to te zwroty z inwestycji oczywiście będą dłuższe i one mogą wynieść kilka lat więcej – mówi ekspert.  
  • poniedziałek, 11 maja Kolekcja Fundacji Sztuki Polskiej ING na wystawie w Pekinie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Od 10 maja w National Art Muzeum of China w Pekinie można oglądać wystawę „Stan życia. Polska sztuka współczesna w kontekście globalnym”, która ma za zadanie przybliżyć chińskiej publiczności polską sztukę współczesną. Wśród 70 prac najciekawszych współczesnych artystów Polski znajduje się kilkanaście prac z kolekcji Fundacji Sztuki Polskiej ING. Wystawa koncentruje się na zjawiskach społecznych i kulturowych mających miejsce w Polsce po 1989 roku. Kurator wystawy, Jarosław Lubiak, zaplanował ekspozycję w taki sposób, aby za pośrednictwem zaprezentowanych dzieł opowiedzieć jak najwięcej o Polsce i Polakach. Wystawa zakłada, że uniwersalny język sztuki może przekazać odbiorcom z innej kultury zarówno treść, jak i przeżycia. Kolekcja Fundacji Sztuki Polskiej ING doskonale wpisuje się w założenia wystawy. Składa się z prac tworzonych po upadku komunizmu. Jednym z ważnych wątków wystawy jest problematyka krajobrazu oraz pejzażu urbanistycznego, które są świetnie ilustrowane przez m.in. pracę Zbigniewa Libery poruszającą problem nieładu estetycznego w przestrzeni publicznej oraz minimalistyczne rzeźby Michała Budnego odzwierciedlające osobistą reakcję artysty na przestrzeń miasta. Na wystawie zaprezentowano 14 prac z kolekcji Fundacji Sztuki Polskiej ING: malarstwo Wilhelma Sasnala („Bez tytułu (Księżyc)”), Edwarda Dwurnika („Plac Trzech Krzyży”), Rafała Bujnowskiego (trzy prace z serii „Graboszyce”), Jakuba Juliana Ziółkowskiego (dwie prace „Bez tytułu”), Roberta Maciejuka („Bez tytułu (Kolargol)”) oraz Piotra Janasa („Włosy, ramię, rama”) oraz fotografie Zofii Kulik („Wspaniałość siebie IIIb”), Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi („Plac Inwalidów”) i Zbigniewa Libery („La Vue”). Na wystawie można również zobaczyć grafikę Jerzego Nowosielskiego („Bez tytułu (sygn. XIIIXV) abstrakcja niebieska”) oraz rzeźby Michała Budnego („Kompozycja miejska”). Organizatorami wystawy „Stan życia. Polska sztuka współczesna w kontekście globalnym” są Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie oraz łódzkie Muzeum Sztuki. Jest to pierwsza tak obszerna prezentacja polskiej sztuki współczesnej nie tylko w Chinach, ale także w tej części Azji. Wystawa zakończy się 21 czerwca 2015 r. Fundacja Sztuki Polskiej ING rozpoczęła działalność w 2000 r. i do tej pory zgromadziła kolekcję liczącą 159 prac. W kolekcji znajdują się dzieła zarówno uznanych artystów, jak i młodych twórców polskiej sztuki współczesnej, powstałe po 1989 r. W ostatnim czasie do kolekcji dołączono prace Magdaleny Starskiej, Jakuba Woynarowskiego, Natalii Załuskiej oraz Katarzyny Przezwańskiej. Więcej informacji na http://www.ingart.pl/ dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 11 maja Darmowe surfowanie w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski udostępnił klientom bezpłatny internet w swoich placówkach. Klienci w oddziałach na terenie całego kraju mogą korzystać za darmo z Wi-Fi na urządzeniach mobilnych. Chcemy być bankiem przyjaznym, wygodnym i użytecznym dlatego zdecydowaliśmy o zainstalowaniu w naszych oddziałach urządzeń zapewniających bezprzewodowy dostęp do internetu. Bezpłatne Wi-Fi w oddziale daje wiele możliwości: klienci mogą skorzystać z aplikacji mobilnej bezpośrednio na swoim smartfonie, odebrać maile, prze­czytać newsy czy też po prostu „posurfować po necie”. Wierzymy, że to rozwiązanie spotka się z pozytywnym przyjęciem, podobnie jak wcześniej ławeczki i autobusy Wi-Fi – powiedział Grzegorz Jasnowski, Zastępca Dyrektora Departamentu Strategii i Wsparcia Dystrybucji w ING Banku Śląskim. Skorzystanie z Wi-Fi w oddziałach ING Banku Śląskiego jest bardzo proste. Wystarczy spośród dostępnych sieci wybrać „ING Internet”, zaakceptować Regulamin i korzystać. Z dostępu do Wi-Fi, oprócz klientów, mogą w swojej codziennej pracy korzystać również pracownicy banku. Dzięki temu mają możliwość praktycznego i nowoczesnego zaprezentowania klientom różnych rozwiązań, np. mobilnego bankowania. Bezpłatne Wi-Fi dostępne jest we wszystkich placówkach detalicznych ING Banku Śląskiego. Lista placówek na www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 11 maja Mateusz Poznański z ING Banku Śląskiego wiceprzewodniczącym Visa Polska (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Mateusz Poznański, dyrektor Pionu Bankowości Detalicznej w ING Banku Śląskim, został wybrany na wiceprzewodniczącego Komitetu Decyzyjnego Visa Polska. Nowe władze wybrano podczas konferencji Visa Futures w Amsterdamie. „Praca w Komitecie Decyzyjnym Visa Polska jest dla mnie bardzo cennym doświadczeniem. Bezpośrednio przekłada się na funkcjonowanie systemu płatności, zwłaszcza na rodzimym rynku. Przed nami wiele wyzwań takich jak przyśpieszenie zwiększania skali obrotu bezgotówkowego, szerokie wprowadzanie innowacji ułatwiających konsumentom realizację płatności czy rozwój sieci akceptacji” – powiedział Mateusz Poznański, Dyrektor Banku w Pionie Bankowości Detalicznej, w ING Banku Śląskim. Mateusz Poznański jest doświadczonym menadżerem, związanym z branżą finansową od kilkunastu lat. Pracę w ING Banku Śląskim rozpoczął w 2004 roku, przechodząc z Grupy Agricole, na stanowisko Dyrektora Banku odpowiedzialnego za Dystrybucje Detaliczną w tym sieć oddziałów własnych, sieć partnerską, agencyjną i brokerów. Następnie w latach W latach 2010-2012 odpowiadał za Pion Bankowości Direct. Obecnie w Pionie Bankowości Detalicznej odpowiada za Linię Biznesową Rachunki, Karty, Oszczędności i Inwestycje w zakresie strategii produktowej, komunikacyjnej, dystrybucyjnej i cenowej. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 11 maja Łatwiej będzie odzyskać należności od unijnych kontrahentów. W ciągu kilku miesięcy możliwość składania pozwów przez internet (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Polscy przedsiębiorcy i konsumenci będą mogli dochodzić swoich roszczeń wobec unijnych kontrahentów przez internet. Polska dołączyła do pilotażu systemu e-CODEX, który ma m.in. wyeliminować kłopotliwe i czasochłonne doręczenia do sądów w innych krajach UE, co przedłużało procedury. Elektroniczne postępowania będą dotyczyły m.in. europejskiego nakazu zapłaty i drobnych roszczeń. – W tej chwili największą barierą w skutecznym odzyskiwaniu należności o charakterze transgranicznym są doręczenia, które w zdecydowany sposób przedłużają postępowania i utrudniają sprawne ich przeprowadzenie. W związku z tym e-doręczenia, które będą wprowadzone w ramach rozwiązań pilotażowych w projekcie e-CODEX, znacznie usprawnią przeprowadzanie tych postępowań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lucyna Łuczak-Noworolnik, radca prawny z Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu. Celem projektu e-CODEX ma być ułatwienie transgranicznego dostępu do środków prawnych w Europie dla obywateli i przedsiębiorstw oraz umożliwienie współpracy na szeroką skalę między organami wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych krajach UE. Po dołączeniu Ministerstwa Sprawiedliwości do unijnego programu e-CODEX, w którym do tej pory Polskę reprezentował poznański instytut, w ciągu kilka miesięcy ruszy pilotaż e-usług o charakterze transgranicznym, m.in. dla firm, które chcą lub muszą dochodzić roszczeń o charakterze pieniężnym od kontrahentów w UE. Możliwość wysłania pozwu drogą elektroniczną to wyczekiwane i bardzo potrzebne ułatwienie. Dzięki unijnym przepisom teoretyczna droga do odzyskania roszczeń od kontrahentów w UE jest bardzo prosta. UE wprowadziła już w 2008 r. procedurę europejskiego nakazu zapłaty, a w 2009 r. postępowanie w sprawie drobnych roszczeń (do 2000 euro). Obydwa te mechanizmy umożliwiają przesłanie do sądu wniosku na formularzu, co jest znacznie prostsze dla przedsiębiorców. Przesyłanie tego formularza pocztą tradycyjną wydłuża jednak całą procedurę. Dzięki e-CODEX i elektronicznej wysyłce formularze znacznie szybciej dotrą do właściwego sądu, a przedsiębiorca otrzyma należne mu pieniądze. – Dlatego elektronizacja tego postępowania i pilotażowa procedura, która zostanie przeprowadzona w ramach projektu e-CODEX, pozwolą nam rzeczywiście znacznie przyśpieszyć to postępowanie – podkreśla Łuczak-Noworolnik. – To jest najbardziej – w mojej ocenie – newralgiczny punkt postępowania. Jak wskazuje zresztą rozporządzenie europejski, nakaz zapłaty powinien być wydany w ciągu 30 dni, jednak właśnie z uwagi na doręczenia bardzo często ten termin znacząco się przedłuża – mówi ekspertka. Zaznacza, że w przypadku postępowania nakazowego, o ile jest ono bezsporne, przedsiębiorcy nie muszą udawać się na rozprawę. Muszą jednak czasem poprawić pozew – odesłanie go pocztą tradycyjną i ponowne dostarczenie może trwać bardzo długo. W pilotażu e-CODEX wezmą udział organy m.in. z Włoch i Niemiec. Urzędem koordynującym ten projekt na skalę europejską jest Ministerstwo Sprawiedliwości niemieckiego landu Nadrenia Północna-Westfalia. Jak zaznacza Łuczak-Noworolnik, projekt wprowadzany będzie w taki sposób, aby zapewnić jego trwałe funkcjonowanie po zakończeniu pilotażu. e-CODEX pomoże zaoszczędzić czas i obniżyć koszty dzięki bezpiecznej i prostej obsłudze spraw w ramach postępowania prawnego w Unii Europejskiej.
  • piątek, 8 maja Przetarg na budowę systemu rowerów miejskich w Łodzi ostatecznie unieważniony. Krajowa Izba Odwoławcza potwierdziła decyzję władz miasta (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Krajowa Izba Odwoławcza potwierdziła decyzję Łodzi o unieważnieniu przetargu na budowę systemu rowerów miejskich. W wyroku uwzględniono upłynięcie określonego w postępowaniu terminu, a także wątpliwości co od oferty firmy BikeU – zarzuty o sfałszowanie opinii bankowej i przedstawienie nieprawdziwej informacji. Zgodnie z zapowiedziami władz miasta przetarg ma zostać powtórzony, a system ruszy prawdopodobnie w przyszłym roku. Do rozpisanego w zeszłym roku przetargu na łódzki system rowerów miejskich stanęły dwie firmy – Nextbike oraz BikeU. Oferta Nextbike została zakwestionowana jako zbyt tania, wybór drugiej oferty uniemożliwiły wątpliwości co do uczciwości przedstawionej dokumentacji. Została ona podważona z powodu podejrzenia złożenia sfałszowanej opinii bankowej. Drugi zarzut dotyczy nieprawdziwej informacji o wsparciu ze strony greckiego partnera. Firma ta ogłosiła, że w ubiegłym roku zakończyła współpracę z BikeU. Obie te sprawy bada prokuratura. W tej sytuacji miasto przetarg unieważniło, a BikeU odwołało się od tej decyzji. – Krajowa Izba Odwoławcza w całości oddaliła odwołanie firmy BikeU. Stwierdziła, że zamawiający w sposób prawidłowy unieważnił postępowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Tomkowska, rzecznik prasowy Krajowej Izby Odwoławczej. – Głównie z tej przyczyny, że w postępowaniu nie można zawrzeć ważnej umowy, dlatego że upłynęły określone w specyfikacji terminy realizacji tej umowy, a mianowicie rozpoczęcia działania systemu, który tak naprawdę powinien zacząć działać w dniu 30 kwietnia bieżącego roku. Izba uznała również, że zamawiający miał uzasadnione powody do wykluczenia wykonawcy, czyli BikeU, z postępowania na podstawie przepisów, które nakazują wykluczyć z postępowania wykonawcę, który złożył nieprawdziwe informacje, mające lub mogące mieć wpływ na wynik postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. W tym przypadku Izba ustaliła, że zobowiązanie, które zostało przedłożone przez BikeU nie odzwierciedlało stanu rzeczywistego. Zarząd BikeU uznaje werdykt za krzywdzący i zapowiada, że w najbliższych dniach podejmie decyzje o dalszych działaniach dotyczących tego, czy składać odwołanie do sądu okręgowego i czy startować w nowym przetargu, który władze Łodzi zamierzają rozpisać. – Nie ukrywam, że jestem bardzo zaskoczony wyrokiem Krajowej Izby Odwoławczej. Martwiliśmy się najbardziej takim rozstrzygnięciem w tym zakresie – podkreśla Marcin Jeż, członek zarządu BikeU. – W najbliższych dniach zarząd podejmie decyzję w zakresie dalszego funkcjonowania oraz w zakresie ostatecznego podejścia do tego postępowania i ewentualnego złożenia odwołania do sądu okręgowego. Przedstawiciele konkurenta BikeU, firmy Nextbike, podkreślają, że w przypadku licznych wątpliwości decyzja Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi o unieważnieniu przetargu i podtrzymująca to decyzja KIO były jedynym słusznym rozwiązaniem. – Wyrok potwierdził, że dokumenty i oferta firmy BikeU wymagały weryfikacji, która sprawiła, że ta oferta nie spełniała warunków udziału w postępowaniu. To jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie – mówi Tomasz Wojtkiewicz, prezes Nextbike. Jak podkreśla, doświadczenia pierwszego przetargu pozwolą zarówno miastu, jak i oferentom lepiej przygotować się do powtórki. Tym bardziej że budowa systemu wypożyczalni rowerów składającego się ze 100 stacji i tysiąca rowerów jest projektem bardzo wymagającym. – To będzie drugi największy system w Polsce. Miasto Łódź jest bardzo specyficznym i wymagającym rynkiem i myślę, że tutaj warto w tej chwili odrobić zadanie domowe i przemyśleć różne elementy kolejnego postępowania. Dzięki temu miasto będzie mogło dobrać sobie najbardziej doświadczonego partnera, który sprosta temu zadaniu i sprawi, że ten projekt będzie sukcesem – mówi Wojtkiewicz.
  • czwartek, 7 maja ING Bank Śląski zwiększa udziały w rynku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W I kwartale 2015 roku skonsolidowany zysk netto ING Banku Śląskiego wzrósł do 261 mln zł, czyli o 3% w porównaniu z analogicznym okresem 2014 roku. Bank zanotował dalszy dynamiczny wzrost i umocnił udziały rynkowe w depozytach i kredytach. W minionym kwartale bank wprowadził kolejne innowacyjne rozwiązania w obszarze bankowości mobilnej oraz płatności.  Podstawowe dane finansowe Grupy ING Banku Śląskiego za I kwartał 2015 r. w porównaniu do analogicznego okresu ub.r.: przychody ogółem wzrosły o 3% do 906 mln zł, koszty ogółem wyniosły 495,6 mln zł w porównaniu z 471,2 mln zł w ub.r., wynik przed kosztami ryzyka wyniósł 410,4 mln zł w porównaniu z 412,6 mln zł w ub.r., zysk brutto wyniósł 326,1 mln zł w porównaniu z 328,5 mln zł w ub.r., zysk netto wzrósł o 3% do 261 mln zł, wskaźnik koszty/przychody wyniósł 54,7% w porównaniu z 53,3% w ub. r., łączny współczynnik kapitałowy 14,8% w porównaniu z 14,6% w ub.r., zwrot z kapitału (ROE) osiągnął poziom 10,8% w porównaniu z 11,3% w ub.r. - To był kolejny kwartał dynamicznego wzrostu. Wartość depozytów w ujęciu rok do roku przyrosła o 10,6 mld zł, czyli o 16 proc. i na koniec marca wynosiła 77,3 mld zł. Przełożyło się to na wzrost do 8,6 proc. udziału w rynku depozytów gospodarstw domowych i do 7,6 proc. udziału w rynku korporacyjnym. Zanotowaliśmy wysoki, bo sięgający ponad 9 mld zł, wzrost wartości kredytów. To o 17 proc. więcej w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Łącznie na koniec pierwszego kwartału portfel kredytowy osiągnął wartość prawie 62 mld zł. Udział w rynku kredytów gospodarstw domowych wzrósł do blisko 4 proc., a w rynku kredytów korporacyjnych – 9,3 proc. – powiedziała Małgorzata Kołakowska, prezes ING Banku Śląskiego. - Klienci wybierają nasz bank dzięki dobremu połączeniu innowacyjnych technologii, wysokiej jakości obsługi i konkurencyjnej oferty. W pierwszym kwartale bank pozyskał blisko 119 tys. nowych klientów, których liczba wzrosła do 3,8 mln - dodała prezes ING Banku Śląskiego. Najważniejsze wyniki biznesowe Grupy ING Banku Śląskiego osiągnięte w I kwartale 2015 roku w porównaniu do analogicznego okresu ub.r.: wzrost wartości kredytów o 17% do 61,6 mld zł: kredyty dla klientów detalicznych - wzrost o 22% do 23,1 mld zł, kredyty dla klientów korporacyjnych - wzrost o 15% do 38,5 mld zł, wzrost depozytów o 16% do 77,3 mld zł, liczba klientów detalicznych 3,8 mln (118 tys. nowych klientów pozyskanych w I kwartale) liczba klientów korporacyjnych – 38,1 tys. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 7 maja To może być rekordowy rok dla lądowej energetyki wiatrowej. Inwestorzy chcą zdążyć przed styczniem 2016 roku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Kolejne miesiące – już z nową ustawą o OZE – mogą okazać się rekordowe pod względem zainstalowanych mocy w energetyce wiatrowej. Szacunki mówią o ponad 1 GW nowej mocy w tym roku – mówi Paweł Przybylski z Siemensa. Pod koniec ubiegłego roku łączna moc z odnawialnych źródeł energii wyniosła blisko 6 GW. Dynamicznie rozwija się również energetyka słoneczna, a w ciągu najbliższych kilku lat mają powstać pierwsze morskie farmy wiatrowe. – Sytuacja na rynku energetyki wiatrowej i ogólnie energetyki odnawialnej stała się bardziej klarowna. To wszystko dzięki uchwalonej niedawno ustawie o odnawialnych źródłach energii. Pewne aspekty wejdą w życie 1 stycznia 2016 roku, w związku z tym spodziewamy się bardzo dużej liczby nowych projektów w lądowej energetyce wiatrowej w tym roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Przybylski, dyrektor Branży Wind Power and Renewables w Siemens. 4 maja weszła w życie ustawa o OZE, kluczowa z punktu widzenia rozwoju energetyki odnawialnej. Nowy system wsparcia oparty będzie na aukcjach zielonej energii, przeprowadzanych w zależności od zapotrzebowania i rozpisywanych przez rząd. Aby móc korzystać z dotychczasowego systemu zielonych certyfikatów, przedsiębiorcy i inwestorzy będą starali się ruszyć z projektami jeszcze w tym roku.  – Myślę, że mamy szansę na rekordowy rok, jeśli chodzi o podłączenie nowych mocy, nawet powyżej 1 GW – zaznacza ekspert i wskazuje, że w 2016 roku w związku z uruchomieniem nowego systemu aukcyjnego, możliwa jest luka inwestycyjna. – Inwestor będzie musiał wziąć udział w aukcji. Pierwsza spodziewana jest w połowie przyszłego roku. Dlatego biorąc pod uwagę cykl przygotowania projektu i cykl produkcji, nowe farmy wiatrowe będą znów budowane dopiero w 2017 roku – tłumaczy. Dane Urzędu Regulacji Energetyki wskazują, że na koniec ubiegłego roku łączna moc zainstalowanych w Polsce odnawialnych źródeł energii wyniosła ponad 6 GW, z czego zdecydowanie najwięcej (3,8 GW) w elektrowniach wiatrowych. Powoli rozwijają się elektrownie na biogaz i biomasę (łącznie niecałe 2 GW). Dynamicznie rozwijają się natomiast elektrownie słoneczne. Ich moc ich wzrosła ponad dziesięciokrotnie, jednak wciąż to zaledwie 21 MW. – Przygotowywanych jest wiele projektów i być może w nowym systemie aukcyjnym będą one miały szansę na realizację i zwiększenie mocy zainstalowanej w innych kategoriach – ocenia Przybylski. Od kilku lat na podobnym poziomie utrzymuje się moc z elektrowni wodnych. Na koniec I kwartału bieżącego roku było to blisko 980 MW, dla porównania w 2006 roku było to zaledwie 43 MW mniej. Ekspert ocenia, że w dłuższej perspektywie rozwinie się również morska energetyka wiatrowa. Niestety, to inwestycje nie tylko trudne i pracochłonne, lecz także kosztowne. – Mówimy obecnie o farmach rzędu 300-400 MW. Koszt zbudowania 1 MW to rząd 4 mln euro, więc mówimy tu o grubych miliardach – tłumaczy Przybylski. – Obecnie dwie firmy intensywnie pracują nad rozwojem takich projektów. Myślę, że po roku 2020 jedna z nich lub obie będą miały szansę na budowę takich instalacji na polskiej części Morza Bałtyckiego. Przybylski wskazuje, że branża odnawialna pracuje nad innowacjami technologicznymi, by inwestycje były jak najbardziej efektywne, a koszt wyprodukowania energii możliwie jak najniższy. Inwestorzy w lądowej i morskiej energetyce wiatrowej pracują nad zwiększeniem mocy turbin i budują coraz wyższe wieże. – Szacuje się, że w morskiej energetyce wiatrowej cel, który branża wzięła na siebie, to zejście z kosztami poniżej 100 euro za MWh po 2020 roku. Jest to możliwe dzięki m.in. innowacjom technicznym oraz wydłużeniu czasu pracy turbiny z 20 do 25 lat – komentuje Paweł Przybylski w rozmowie podczas EKG w Katowicach.
  • czwartek, 7 maja Coraz więcej inwestycji w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W tym roku może powstać 1,3 tys. nowych miejsc pracy (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Aktualizacja 8:57 Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna notuje coraz lepsze wyniki. Ubiegłoroczny wynik – 58 nowych projektów inwestycyjnych o wartości 2,5 mld zł – był wyjątkowo dobry, a prognozy na ten właśnie zostały zrewidowane w górę po udanym I kwartale. Spodziewane nakłady inwestycyjne (ok. 1,5 mld zł) mogą przyczynić się do powstania nawet 1,3 tys. nowych miejsc pracy. – Dokonaliśmy kolejnej weryfikacji naszych oczekiwań na ten rok, gdyż wydawało się, że po tym świetnym ubiegłorocznym istnieje bariera kapitałowa, zainteresowań i projektów, że nasi klienci „wystrzelali się” z projektów. Okazało się jednak, że zainteresowanie wzrasta tak jak w dobrych okresach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Wcześniejsze prognozy mówiły o 10 lub 12 nowych projektach wartych ok. 1 mld zł, dzięki którym miało powstać 800–1000 nowych miejsc pracy. Wyniki pierwszego kwartału pokazały, że projektów może być nawet dwa razy więcej, a nakłady wzrosną o połowę – do ok. 1,5 mld zł. – Podobnie powinny się kształtować miejsca pracy – liczymy na około 1,2-1,3 tys. miejsc pracy, czyli powinno być przyzwoicie – mówi Wojaczek. Jak wynika z danych KSSE, w 2014 roku wydano 58 zezwoleń o łącznych deklarowanych nakładach inwestycyjnych o wartości 2,5 mld zł. To wyjątkowo dobry wynik – rok wcześniej pozyskano dwukrotnie mniej projektów na ponad 1,5 mld zł. Eksperci wiążą tak dobre wyniki z lipcową zmianą mapy intensywności pomocy publicznej. W pierwszej połowie roku firmy inwestowały, chcąc skorzystać z wyższych dopłat. – Ta pomoc ma kolosalne znaczenie, zwłaszcza że Śląsk nie jest tani. W tej części Europy jesteśmy raczej miejscem porównywalnym nawet może z Mazowszem, a czasami średnia jest nawet wyższa – przyznaje prezes KSSE. Do czerwca ubiegłego roku małe firmy w KSSE mogły liczyć na pomoc w wysokości 60 proc. inwestycji, średnie – 50, a duże – 40 proc. Po zmianach maksymalne poziomy pomocy spadły odpowiednio do 45, 35 i 25 proc. Choć wpłynęło to na nastroje inwestorów, to nie przełożyło się na mniejsze zainteresowanie regionem. Zdaniem Wojaczka w dużej mierze wynika to również ze zmiany charakteru środków przeznaczonych na wsparcie. – Jest już coraz mniej grantów, czyli dotacji, środków niezwracanych, jeżeli projekt jest zrobiony zgodnie z planem. Ciężar przesunął się w kierunku pożyczek, czyli środków zwracanych. W przypadku dobrego biznesu te pieniądze pozostają jednak na zawsze u przedsiębiorcy i dlatego uważam, że będzie dobrze – komentuje prezes KSSE w rozmowie podczas EKG w Katowicach. Zdaniem prezesa KSSE tak optymistyczne prognozy to zasługa samego województwa. Jak wynika z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową „Atrakcyjność inwestycyjna województw i podregionów Polski 2014”, województwo śląskie, na którego terenie znajduje się KSSE, jest najlepszym miejscem do inwestycji w Polsce. To zasługa nie tylko korzystnego położenia, blisko zachodniej granicy, lecz także zasobów pracy i infrastruktury gospodarczej. KSSE przyciąga przede wszystkim firmy z branży motoryzacyjnej. W 2014 roku Business Financial Times wyróżnił katowicką strefę jako idealne miejsce dla tego typu inwestycji. – Firmy muszą znaleźć sposób na bycie konkurencyjnym, również korzystając z naszych zasobów. Te zaś są znacznie wyższe, bo coraz więcej powstaje centrów rozwoju produktów lub R&D. Inne branże – poza motoryzacyjną – stanowią ok. 40 proc. To branże spożywcze, budowlane i maszynowe. Liczymy, że taka propozycja będzie się utrzymywać – podsumowuje Piotr Wojaczek. 
  • czwartek, 7 maja Małe budynki coraz częściej są energooszczędne. Do stworzenia inteligentnych sieci miejskich brakuje jednak infrastruktury i regulacji (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Właściciele małych budynków coraz częściej idą w ślady dużych deweloperów i inwestują w rozwiązania ekologiczne. Do wdrożenia ich na szerszą skalę potrzebny jest jednak bardziej rozwinięty system wsparcia ze strony państwa. Ekologiczne budynki docelowo mają współpracować z inteligentnymi sieciami miejskimi i przynosić bardzo duże oszczędności. – Drobni inwestorzy, czyli deweloperzy małych obiektów, już dziś widzą, że stać ich na rozwiązania ekologiczne, że nie są one zarezerwowane wyłącznie dla dużych obiektów. Co ważne, powierzchnia tych małych obiektów to aż 65 proc. ogółu, więc to nam bardzo pomaga w szerzeniu idei efektywności energetycznej małych i średnich obiektów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Parys, wiceprezes pionu budynków i ekobiznesu w Schneider Electric. Jak przypomina Parys, jeszcze niedawno systemami automatyki budynkowej, pozwalającymi na oszczędności energii i zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko, byli zainteresowani głównie duzi deweloperzy. Wynikało to głównie z ogromnych kosztów jakie wiązały się z takimi systemami. Z roku na rok stają się one jednak coraz tańsze, co zwiększyło ich popularność również wśród mniejszych deweloperów i właścicieli mniejszych nieruchomości. Deweloperzy coraz częściej inwestują w takie systemy, bo uwagę na nie zwracają klienci. Pomaga w tym system międzynarodowej certyfikacji, np. BREEAM lub LEED. – Deweloper szybko chce odzyskać zainwestowane pieniądze, natomiast bez systemów budynków efektywnych energetycznie nie pozyska klientów, którzy będą wynajmować ten obiekt. Dlatego są coraz bardziej zainteresowani systemami efektywnymi energetycznie – wyjaśnia Parys. Zaznacza jednak, że w Polsce brakuje spójnego systemu wsparcia takich inwestycji. Brakuje przepisów, które zachęcałyby do budowy nieruchomości efektywnych energetycznie i które regulowałyby tego typu inwestycje. Parys podkreśla, że aktywność państwa jest niezbędna do dalszego rozwoju tego segmentu. Dodaje, że państwo musi zaangażować się też w niezbędne inwestycje, by umożliwić realizację nie tylko efektywnych energetycznie budynków, lecz także inteligentnych sieci. Parys podaje przykład Barcelony jako miasta, gdzie został zrealizowany już duży projekt tego typu. – W Barcelonie został zbudowany system w pełni inteligentnej sieci, inteligentnych obiektów, budynków i to się sprawdza. W Polsce musimy zmodernizować sieci energetyczne po to, by przesyłać dane i przyłączać odnawialne źródła energii, tak żeby móc zarządzać kompleksowo większymi areałami – przekonuje Parys. Podkreśla, że niezbędne rozwiązania technologiczne są już dostępne na rynku, ale bez niezbędnej infrastruktury nie da się ich wykorzystać. Szczególnie ważna jest sieć przesyłowa. Dopiero po zbudowanie odpowiedniej „twardej” infrastruktury firmy takie jak Schneider Electric mogą wdrożyć systemy energetyczne i informatyczne służące lepszemu zarządzaniu energią. Największe korzyści osiąga się bowiem wtedy, gdy energia może być przesyłana pomiędzy budynkami.
  • czwartek, 7 maja Polski sektor automotive rośnie. Szansa na większe zamówienia części dzięki spodziewanym wzrostom w produkcji aut (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Ten rok ma być lepszy od poprzedniego pod względem produkcji aut. Skorzysta na tym również krajowy rynek automotive, który wciąż rośnie. Rozwijają się przede wszystkim małe firmy, będące poddostawcami większych dostawców dużych koncernów. Produkcja części przeważa nad produkcją pojazdów zarówno pod względem wielkości całego rynku, jak i wielkości eksportu. – W produkcji samochodów panuje stagnacja. Nazwałbym tę sytuację wyrównaniem, dostosowaniem rynku do popytu i nie spodziewałbym się wzrostów w Europie. Polska bardzo dobrze rozwija się jednak pod względem produkcji części do samochodów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Leszek Waliszewski, prezes zarządu FA Krosno, polskiej firmy produkującej sprężyny gazowe, sprzęgła i inne części samochodowe. – Upatruję dużą szansę dla rozwoju polskiej gospodarki w małych firmach. Z danych Instytutu Samar wynika, że w tym roku może być lepiej niż w poprzednim pod względem produkcji samochodów, m.in. dzięki uruchomieniu produkcji nowej Astry V w Gliwicach. Dobre są już wyniki pierwszego kwartału – produkcja była wyższa o ok. 30 tys. (183,1 tys. samochodów).  Jeszcze lepszy może być 2016 rok, kiedy ruszy produkcja nowego modelu Volkswagena. Jak podkreśla Waliszewski, siłą polskiego sektora automotive są małe firmy, które nie dostarczają swoich produktów bezpośrednio do koncernów motoryzacyjnych, czyli tzw. dostawcy drugiego rzędu. Ich klientami są więksi, krajowi lub zagraniczni dostawcy pierwszego rzędu (tacy jak np. FA Krosno), którzy z kolei sprzedają już bezpośrednio do producentów. Waliszewski zwraca uwagę na to, że jego spółka jest bardzo zadowolona zarówno z jakości, jak i terminowości realizacji dostaw przez polskich poddostawców. – Kupujemy części do naszej firmy od korporacji międzynarodowych, które są dużo większe od nas, ale też kupujemy lokalnie od firm polskich, poddostawców – wyjaśnia prezes FA Krosno. Waliszewski podkreśla, że dla wielu niewielkich firm z całkowicie polskim kapitałem bycie dostawcą drugiego rzędu to jedyna szansa zaistnienia na rynku automotive. Nowym spółkom niezwykle trudno pozyskać kontrakty bezpośrednio od producentów samochodów. Waliszewski ocenia, że zdobycie ich zaufania może potrwać nawet kilka lat, a w Polsce jest jedynie kilka firm będących dostawcami pierwszego rzędu. Prezes FA Krosno przyznaje, że dla niewielkich firm produkujących najbardziej podstawowe części wyzwaniem jest wyróżnienie się na rynku. Ich możliwości innowacji i zdobycia przewagi konkurencyjnej są ograniczone. – Ale to się dzieje: firmy wykorzystują niskie koszty, pomysłowość i innowacyjność Polaków – podkreśla Waliszewski podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Rozwoju segmentu poddostawców w Polsce nie hamuje nawet zastój w liczbie produkowanych pojazdów. Jak przypomina Waliszewski, po kryzysie w 2008 r. produkcja zmalała o jedną trzecią i od tego czasu nie wzrosła znacząco. Jak wynika z danych GUS-u, w 2008 r. wyprodukowano w Polsce łącznie 879 tys. pojazdów samochodowych, w tym 841 tys. aut osobowych. W 2014 r. produkcja wyniosła jedynie 593,5 tys. pojazdów. To wynik niemal identyczny jak w 2013 r. i o 32,6 proc. mniej niż w 2008 r. Jak wynika z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, w 2013 r. w Polsce w sektorze automotive działało ok. 900 firm, w tym dwie trzecie z kapitałem wyłącznie polskim. Wartość produkcji części wyniosła 59,1 mld zł, co stanowiło 54 proc. całego rynku. Ponad połowa produkowanych części trafia na eksport. W strukturze sprzedaży zagranicznej części również przeważają nad pojazdami – w 2013 r. wyeksportowano części za 30 mld zł, a pojazdy za 22 mld.
  • czwartek, 7 maja Polskie bakalie dobrze sprzedają się w RPA. Ceny niektórych surowców są w tym roku nawet trzykrotnie wyższe (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rosnąca konsumpcja bakalii, niekorzystne warunki pogodowe w Kalifornii i Turcji oraz silny dolar spowodowały, że znacznie podrożały migdały, orzechy włoskie i laskowe – mówi prezes Bakallandu. To może oznaczać dla konsumentów podwyżki cen, które i tak nie zrekompensują spadającej marży i większych kosztów pozyskiwania surowców. Polski producent bakalii ma jednak ambitne plany związane z eksportem, m.in. do Afryki. – Eksport dla nas jest bardzo ważnym kanałem sprzedaży – deklaruje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Moczulski, prezes zarządu firmy Bakalland. – Dzięki temu, że jesteśmy tak aktywni, rozwijamy się na nowych rynkach. Jednym z nich jest Afryka. W RPA osiągnęliśmy już bardzo duży sukces z naszymi batonami BA! Sprzedaż zagraniczna żywności jest podstawą sukcesu krajowego eksportu. W ciągu ostatniej dekady krajowi producenci i firmy przetwórcze trzykrotnie zwiększyły przychody z handlu zagranicznego. Według resortu rolnictwa w 2006 roku wartość eksportu tego sektora wynosiła 8,6 mld dol. W ubiegłym roku – przeszło 20 mld. Bakalland chce zdobywać kolejne rynki. Duży potencjał widzi zarówno w Afryce, jak i w Azji oraz krajach arabskich.   – Jako Bakalland jesteśmy dużym importerem suszonych owoców i orzechów czy różnego rodzaju mieszanek. Na rynku, niestety, w ostatnich latach obserwujemy bardzo silną tendencję do wzrostu cen surowców, szczególnie migdałów oraz orzechów włoskich i laskowych – mówi Moczulski. Z jednej strony przyczynia się do tego rosnący popyt – na wielu rynkach coraz więcej uwagi zwraca się na zdrowy tryb życia, w którego utrzymaniu pomaga spożycie bakalii. Z drugiej strony coraz wyraźniejsze są niedobory poszczególnych surowców – rynek musiał się mierzyć ze skutkami suszy w Kalifornii oraz niespotykanymi o tej porze roku przymrozkami w Turcji. Na to wszystko nałożyło się osłabienie złotego, który w tym roku stracił zarówno w stosunku do dolara, jak i do euro. – W rezultacie ceny wielu surowców w naszych kategoriach są obecnie nawet dwa, trzy razy wyższe niż w zeszłym roku o tej samej porze roku – zauważa Marek Moczulski. – To ogromne wyzwanie dla producentów bakalii w Polsce. Jak podkreśla, nadal wysokie jest ryzyko dalszego wzrostu cen. – Jako producenci czy sprzedawcy bakalii nie możemy całości tych podwyżek wziąć na siebie – tłumaczy Moczulski. – Ale jednocześnie dla wielu z nas marża na pewno będzie miała tendencję spadającą, mimo że podwyżki są nieuniknione.
  • czwartek, 7 maja Coraz popularniejsze są wyjazdy przed wakacjami. Jest taniej i spokojniej, a pogoda dopisuje (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Weekend majowy rozpoczął sezon urlopowych wyjazdów. W biurach podróży potrwa on do końca października. Od szczytu sezonu dzieli nas jeszcze kilka tygodni, jednak już teraz widać zwiększony ruch w biurach podróży, bo coraz więcej osób decyduje się na wyjazd w maju lub czerwcu. Turyści mogą teraz liczyć na dobrą pogodę, brak tłoku w kurortach i niższe ceny. Z obserwacji firmy Neckermann Polska wynika, że w ubiegłym roku w maju i czerwcu na wakacje wyjechało ponad 30 proc. wszystkich wypoczywających w sezonie letnim. Z roku na rok na coraz więcej osób wybiera takie rozwiązanie. – Najpopularniejszymi terminami są długie weekendy, czyli weekend majowy i czerwcowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Plutecka-Dydoń, rzeczniczka Neckermann Polska. – W tym roku ze względu na krótką majówkę dużą popularnością cieszą się wyjazdy na weekend czerwcowy. Chętniej bierzemy dodatkowe dni wolne i udajemy się na dłuższy, kilkudniowy, regularny urlop. Najchętniej na południe Europy, do kurortów w basenie Morza Śródziemnego. Wakacje przed sezonem mają wiele zalet – przekonują biura podróży. Turyści mogą skorzystać z pełnej oferty wyjazdów, bo w maju rozpoczynają się regularne loty czarterowe, a dodatkowo mogą liczyć na niższe ceny. Za wycieczkę w maju lub czerwcu zapłacą nawet 20-30 proc. mniej niż w szczycie sezonu. – W niektórych obiektach możemy też liczyć na dodatkowe bonusy, np. brak dopłat za pokoje jednoosobowe – mówi Magdalena Plutecka-Dydoń. – Warto zwrócić też uwagę na bieżące promocje w biurach, np. aktualnie można kupić ofertę letnią w Neckermannie i otrzymać dodatkowo wstęp do aquaparku czy wycieczkę fakultatywną w cenie. Często podkreślanym atutem wypoczynku przed sezonem jest pogoda. W maju i czerwcu na południu Europy jest ciepło i słonecznie, ale nie ma męczących upałów. W takich miejscach jak Turcja czy wyspy greckie temperatura utrzymuje się w przedziale 25-30 stopni, a temperatura wody przekracza 20 stopni. – Właśnie ze względu na pogodę o tej porze chętnie wyjeżdżają na wakacje rodziny z małymi dziećmi, seniorzy oraz wszystkie osoby nastawione na nieco spokojniejszy urlop. Wyjeżdżając w maju i czerwcu, na pewno możemy liczyć na większy spokój w kurortach i brak tłumów na plaży – podkreśla rzeczniczka Neckermann Polska. – O tej porze chętnie wyjeżdżają również osoby nastawione na aktywny wypoczynek i zwiedzanie. Osoby wyjeżdżające w maju i czerwcu najchętniej wybierają wypoczynek w hotelach 4-gwiazdkowych z wyżywieniem all inclusive. Najpopularniejsze kierunki to Turcja, Grecja i Majorka. Wśród najchętniej wybieranych przez polskich turystów miejsc wypoczynku na weekend czerwcowy znajduje się też Bułgaria. – Siedmiodniowe wakacje w Turcji z zakwaterowaniem w hotelu 4-gwiazdkowym i wyżywieniem all inclusive to koszt już od 1199 zł – informuje Magdalena Plutecka-Dydoń. – Siedmiodniowe wakacje na Majorce w hotelu 3-gwiazdkowym z dwoma posiłkami to koszt od 999 zł. Chorwacja, Bułgaria i Włochy to kierunki najczęściej wybierane przez zwolenników wakacji na czterech kółkach. Tygodniowe wakacje w Bułgarii z zakwaterowaniem w 3-gwiazdkowym hotelu z dwoma posiłkami i dojazdem własnym będą nas kosztować już od 390 zł od osoby.
  • czwartek, 7 maja Reklama online napędza cały rynek. Może na tym skorzystać wchodząca na giełdę Wirtualna Polska (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Na giełdę wchodzi Wirtualna Polska. Pozyskane z debiutu środki zostaną w 70 proc. przeznaczone na inwestycje. Spółka zyskuje na rosnącym rynku reklamy online – prognozy domu mediowego Carat mówią o ok. 20-proc. wzroście, podczas gdy cały rynek reklamy zwiększy się jedynie o 3 proc. Wzrosty rynku reklamy napędzać będzie przede wszystkim segment online. Na całym świecie jego wartość wzrośnie o 15 proc., ale w Polsce może to być nawet 20 proc. – Wzrost jest przede wszystkim napędzany trzema obszarami. To jest wideo online, czyli przenoszenie kontentu wideo do przestrzeni digitalowej. To jest kwestia wydatków związana z obszarem szeroko rozumianych social mediów. I wreszcie – bardzo szeroki obszar programmatic, gdzie automatyzujemy i kupujemy w modelu aukcyjnym poszczególnych użytkowników digital – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Mocek, dyrektor zarządzający domu mediowego Carat Polska. Dodaje, że poza już widocznymi trendami na rynku reklamy online mogą pojawić się zupełnie nowe i trudne do przewidzenia zmiany wynikające z nowinek technologicznych. Jedną z nich jest wykorzystanie urządzeń umożliwiających bardzo precyzyjną lokalizację użytkowników i np. dostosowanie komunikatów wysyłanych na urządzenia mobilne konsumentów do miejsc, w których w danej chwili się znajdują. – Technologia ta daje nam możliwość zastosowania większej liczby rozwiązań w szeroko rozumianym retailu: jesteśmy w stanie wejść z nią np. do sklepów wielkopowierzchniowych i zmieniać zupełnie doświadczenia konsumenta w kwestii zakupów – wyjaśnia Mocek. – To jest ważna zmiana w zakresie szeroko rozumianej komunikacji. Odchodzimy od komunikacji, w której to my przekazujemy pewną wiedzę naszym odbiorcom, a staramy się wejść w dyskusję pomiędzy marką a konsumentem. Poza zmianami technologicznymi duży wpływ na rynek reklamy będą miały też przekształcenia biznesowe. Szczególnie ważne jest kupienie TVN-u przez Scripps Network. Amerykańska firma ma duże doświadczenie w łączeniu usług internetowych z telewizją, więc można spodziewać się zwiększonej aktywności TVN-u w sieci. Dziś na giełdzie debiutuje Wirtualna Polska, drugi największy pod względem zasięgu portal horyzontalny w Polsce. Mocek ocenia, że pozyskane z IPO środki, które zgodnie z prospektem emisyjnym zostaną w 70 proc. przeznaczone na kolejne inwestycje, w tym możliwe akwizycje, będą dużym impulsem do rozwoju grupy. – Szeroko rozumiany digital jest tym obszarem, gdzie dzisiaj jesteśmy sobie w stanie wyobrazić najwięcej inwestycji, tak by zmienić sposób interakcji konsumenta z medium, jakim do tej pory był horyzontalny portal, poprzez wchodzenie w najrozmaitszego rodzaju partnerstwa z innymi podmiotami działającymi na tym rynku. Tutaj tych zmian może być bardzo dużo – prognozuje Mocek.
  • czwartek, 7 maja Otyłość i nadwaga najpoważniejszymi problemami zdrowotnymi w Polsce. Polacy popierają opodatkowanie niezdrowej żywności (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Trwają prace nad ustawą o zdrowiu publicznym, która ma określić priorytety służby zdrowia w Polsce. W badaniu prowadzonym przez Fundację My Pacjenci w ramach konsultacji społecznych ustawy wypowiedziało się ponad 1900 osób. Polacy wskazali, że jednym z największych wyzwań – oprócz poprawy dostępu do lekarzy specjalistów – jest walka z nadwagą i otyłością. Jako skuteczne narzędzia uznali edukacje i dofinansowanie porad dietetycznych. Trzy czwarte poparło opodatkowanie producentów niezdrowej żywności. 27 kwietnia br. zakończył się wyznaczony przez Ministerstwo Zdrowia okres konsultacji społecznych nad przygotowanym przez resort projektem ustawy o zdrowiu publicznym. Fundacja My Pacjenci, która zajmuje się projektem „Pacjenci Decydują”, współfinansowanym z Funduszy EOG w ramach programu Obywatele dla Demokracji, przeprowadziła badanie ankietowe, którego celem było określenie priorytetów w zakresie zdrowia publicznego. – To ważna regulacja w ochronie zdrowia, która wyjątkowo nie dotyczy leczenia osób chorych. Chodzi o podniesienie poziomu edukacji zdrowotnej i profilaktyki skierowanej do osób młodych, zdrowych, także dzieci, do wszystkich obywateli. Celem projektowanego prawa jest sprawienie, abyśmy wszyscy dłużej żyli w zdrowiu. Dlatego jest to ustawa niezwykle istotna ze społecznego punktu widzenia – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ewa Borek, prezes zarządu Fundacji My Pacjenci. Jak wynika z ankiety najważniejsze kwestie dla zdrowia polskiego społeczeństwa to dostęp do lekarza specjalisty (54 proc. głosów), otyłość i nadwaga (38 proc.), choroby przewlekłe (37 proc.), możliwość wykonania badań diagnostycznych (37 proc.) oraz stres (26 proc.).    – Priorytetem jest otyłość i nadwaga – to w tej chwili najpoważniejszych problem zdrowotny w Polsce – zauważa Ewa Borek. – Nasi respondenci, głównie osoby w wieku 25-40 lat, wskazują, że brakuje rzetelnej edukacji dotyczącej zasad zdrowego odżywiania, porad dietetycznych dla kobiet w ciąży i rodziców małych dzieci. Aż 82 proc. ankietowanych widzi potrzebę finansowania przez NFZ porad dietetycznych dla kobiet w ciąży i małych dzieci. 73 proc. oczekuje lepszego wykorzystania istniejących rozwiązań systemowych, takich jak okresowe badania pracowników, do prowadzenia szeroko zakrojonej profilaktyki. Jak podkreśla Ewa Borek, na kompleksowy program zwalczania otyłości i nadwagi jako problemu społecznego Ministerstwo Zdrowia zaproponowało jednak przeznaczenie kwoty w wysokości tylko 60 mln zł. – Aby dobrze i skutecznie zająć się tym problemem, potrzeba przynajmniej dziesięciokrotnie większej sumy zarówno na kompleksowe działania z zakresu edukacji, jak i opieki zdrowotnej oraz koordynowania działań w tym zakresie różnych partnerów – twierdzi Ewa Borek. – Nie sądzę także, aby dobrym pomysłem było zabieganie o środki na program w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia. Tam tych pieniędzy już nie ma. Trzeba więc szukać innych form finansowania, takich jak np. opodatkowanie niezdrowej żywności, na co zresztą zwracają uwagę respondenci. 78 proc. z nich uznaje, że producenci niezdrowej żywności powinni odprowadzać dodatkowy podatek na fundusz walki z otyłością i nadwagą. Jak podkreśla Borek, badania potwierdziły rosnącą świadomość Polaków na temat znaczenia profilaktyki zagrożeń cywilizacyjnych. – Dlatego w ślad za wynikami przeprowadzonych konsultacji postulujemy o wprowadzenie zmiany w projekcie ustawy i włączenie w skład Rady ds. Zdrowia Publicznego przynajmniej dwóch przedstawicieli organizacji pozarządowych działających na rzecz zdrowia z prawem głosu – mówi Ewa Borek. – W sektorze zdrowia w zasadzie nie powinny powstawać już żadne nowe ciała decyzyjne działające bez ich udziału. Systemy ochrony zdrowotnej kształtowane przy współudziale pacjentów i obywateli są lepsze i skuteczniej zaspokajają potrzeby, co wiąże się wyższym poziomem zadowolenia społecznego i przekłada na wyniki polityków. Jak wynika z badania Fundacji My Pacjenci, społeczeństwo staje się też coraz bardziej świadome i więcej wymaga od obywateli oraz podmiotów, których postępowanie lub działalność negatywnie wpływają na zdrowie publiczne. Według 54 proc. ankietowanych osoby narażające zdrowie (np. nadużywające alkoholu lub nałogowo palące papierosy) powinny płacić wyższą składkę zdrowotną. – Wstępne wnioski z naszych konsultacji społecznych przekazaliśmy do resortu zdrowia w wyznaczonym terminie, natomiast obecnie pracujemy nad kompleksowym raportem z konsultacji, który przedstawimy już w czerwcu – informuje Ewa Borek. – Mamy nadzieję, że wnioski i postulaty pacjentów i obywateli zostaną uwzględnione w pracach nad ustawą.
  • czwartek, 7 maja Młodzi z szansą na staże w agencjach PR w Londynie, Pradze i Bukareszcie. IMM organizuje konkurs “PRaktykuj za granicą” (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Opracowanie dobrej strategii komunikacyjnej jest warunkiem powodzenia kampanii w mediach. To kluczowe zadanie, a jednocześnie najtrudniejsze, tym bardziej dla osób dopiero rozpoczynających pracę w tej branży. Stworzenie strategii komunikacyjnej podejmującej ważny społecznie temat będzie zadaniem dla początkujących w branży, którzy chcieliby wziąć udział w konkursie „PRaktykuj za granicą” organizowanym przez IMM. Do wygrania jest staż w jednej z dużych agencji PR w Londynie, Pradze lub Bukareszcie. – Od początku kwietnia trwa 11. edycja konkursu „PRaktykuj za granicą” organizowanego przez Instytut Monitorowania Mediów – mówi Monika Tomsia, specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów. – Studenci mają za zadanie przygotować strategię komunikacji dla wybranej fundacji, która nas wspiera w tym roku, w jednym z trzech istotnych społecznie tematów – „Pomagamy ludziom”, „Pomagamy zwierzętom” lub „Promujemy kulturę”. W tym roku studenci mogą stworzyć strategię komunikacyjną dla Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt –Viva! lub dla działającego przy Galerii Zachęta Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Pierwszym etapem jest przygotowanie briefu dla wybranej fundacji (termin mija z końcem maja). Jak podkreśla Tomsia, stworzenie takiej strategii nie jest prostym zadaniem, dlatego ci, którzy biorą udział w konkursie, mogą wesprzeć się na przygotowanym dla nich poradniku.  – Strategia komunikacji jest podstawowym narzędziem, bez którego nie może powstać żadna kampania komunikacyjna. W ten sposób możemy określić sobie jasno cel, zweryfikować ewentualne problemy i poszukać dla nich rozwiązania. A przede wszystkim odpowiednio nakreślona strategia pozwoli osiągnąć optymalny efekt komunikacyjny dla fundacji i przyczyni się do rozpowszechnienia istotnego społecznie tematu – zaznacza specjalistka ds. PR. Jedną z podstawowych zasad jest stworzenie solidnej bazy strategii komunikacji, czyli przeprowadzenie badań i analiz. W przypadku gdy wykorzystywane są już istniejące badania, istotna jest ich szczegółowa analiza i komentarz do nich. – Ponadto trzeba wiedzieć, o czym mowa, czyli dokładnie poznać problem, uwarunkowania, otoczenie, poznać realia firmy, sprawdzić, jakie dotychczas realizowała pomysły komunikacyjne, czy one się sprawdziły, być może wychwycić błędy, na pewno nie warto powielać istniejących już kampanii – wylicza ekspertka. Przygotowana strategia powinna być możliwa do wykonania – trzeba więc poznać budżet, jakim dysponuje klient. Eksperci radzą, by skupić się raczej na jednym konkretnym pomyśle – spośród kilku wybrać ten najlepszy i dopracować go w najmniejszych szczegółach, ponieważ firmy oczekują zwykle konkretnych propozycji działań. Przygotowana komunikacja powinna być dopasowana do potrzeb konkretnej organizacji. Nie można też zapominać do kogo ma być skierowana strategia – należy dobrać odpowiedni przekaz medialny, czy środki komunikacji. Ekspertka wskazuje, że dobrze jest zejść z utartych ścieżek, nie powielać schematów, tylko zaufać własnej intuicji. Liczy się oryginalność, ale nie oznacza to szokowania językiem. Dla jurorów istotne jest zaangażowanie w temat, np. przeprowadzenie własnych badań. Na początku lipca zostanie ogłoszona lista tych, którzy okazali się najlepsi w pierwszym etapie. W drugim trzeba będzie wykorzystać analizę zgromadzonych danych, ostatnim będzie przygotowanie prezentacji w języku angielskim. Dla zwycięzców może być to pierwszy krok w rozwoju kariery w dziedzinie public relations. W dotychczasowych dziesięciu edycjach konkursu wzięło udział blisko 1 tys. osób, z czego 30 zostało wysłanych na staż. – W tym roku studenci mają możliwość wygrania staży zagranicznych w agencji PR Fleishman-Hillard w Londynie, w agencji LEWIS PR w Pradze oraz w dziale komunikacji firmy MediaTrust w Bukareszcie – wskazuje Monika Tomsia. Honorowy patronat nad konkursem objął Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
  • środa, 6 maja ING Bank Śląski doceniony za nowoczesne rozwiązania płatnicze (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski został wyróżniony podczas prestiżowych konferencji za udostępnianie klientom nowoczesnych rozwiązań płatniczych. Bank otrzymał nagrodę za wdrożenie mobilnych płatności zbliżeniowych oraz portfela elektronicznego V.me by Visa podczas konferencji Visa Future Event. Bank został również doceniony w kategorii Doświadczenie Klienta w konkursie Contactless & Mobile Awards, odbywającego się podczas konferencji Contactless Intellegence.  - Od lat w ING Banku Śląskim staramy się oferować innowacyjne produkty i usługi. Wdrażając nowoczesne rozwiązania płatnicze, kierujemy się oczekiwaniami i potrzebami naszych klientów. Cieszymy się, że doceniono nasze działania w tym zakresie – powiedział Mateusz Poznański, Dyrektor Banku w Pionie Bankowości Detalicznej. ING Bank Śląski otrzymał nagrodę Visa Europe Best Award 2015 podczas konferencji Visa Future Event, która odbyła się w Amsterdamie w dniach 22-23 kwietnia br. Bank został doceniony za wdrożenie rozwiązań mobilnych w technologii zbliżeniowej NFC dla użytkowników smartfonów. ING Bank Śląski jako jedyny bank w Polsce oferuje klientom karty płatnicze, którymi można dokonać zbliżeniowych wypłat gotówki z bankomatów. Drugim nagrodzonym produktem został Elektroniczny Portfel ING V.me by Visa – wygodne i bezpieczne rozwiązanie umożliwiające dokonywanie płatności w internecie. Nagrody zostały przyznane przez uczestników konferencji, reprezentujących wiodące banki członkowskie, firmy dostarczające terminalne płatnicze oraz instytucje finansowe z całej Europy. ING Bank Śląski został również nagrodzony w konkursie Contactless & Mobile Awards w kategorii Doświadczenie Klienta za wdrożenie nowoczesnych rozwiązań zbliżeniowych – elektronicznego portfela V.me, płatności mobilnych oraz bankomatów zbliżeniowych. Nagrody zostały wręczone podczas konferencji Contactless Intelligence, która się odbyła pod koniec kwietnia w Londynie. Zdaniem jury, ING Bank Śląski jest bankiem najbardziej zorientowanym na klienta, który udostępnia klientom intuicyjne i przyjazne użytkownikom płatności wdrażając rozwiązania zbliżeniowe w technologii NFC oraz bezpieczne płatności w internecie za pośrednictwem portfela elektronicznego V.me by Visa. dostarczył infoWire.pl
  • środa, 6 maja Dzięki współpracy polscy producenci żywności mają większe szanse na zdobycie chińskiego rynku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Eksport polskiej żywności do Chin systematycznie rośnie. W ubiegłym roku wyniósł ok. 165 mln euro, w 2007 roku było to zaledwie 20 mln. Szybko rozwija się przede wszystkim eksport produktów mlecznych i drobiu. Wciąż jednak potencjał nie jest w pełni wykorzystywany – polskie firmy działają w zbyt dużym rozproszeniu, a to uniemożliwia skuteczne wejście na chiński rynek.   – Potencjał mierzony naszymi możliwościami eksportowymi produktów żywnościowych do Chin to kilka miliardów euro, a realizowany jest na poziomie 165-168 mln euro za ubiegły rok. Widać więc wyraźnie, że ten rynek jest ogromny, ale wciąż jeszcze niezdobyty i trudno dostępny – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi. Chiny powoli otwierają się na import żywności. Bogacąca się klasa średnia coraz chętniej kupuje produkty spożywcze wysokiej jakości. Przekłada się to na wyniki eksportu polskich produktów rolno-spożywczych. Jeszcze w 2007 roku jego wartość szacowano na 20 mln euro, w ubiegłym roku było to już prawie 170 mln euro. Dużym zainteresowaniem cieszą się przede wszystkim przetwory mleczne. Ich udział w eksporcie żywności wzrósł z 17,7 do blisko 30 proc. w ubiegłym roku. – Dynamicznie rozwija się eksport mleczarski. Obecnie pozwolenie na sprzedaż ma 69 firm, kolejnych kilkanaście ubiega się o certyfikację na chiński rynek. Do Chin eksportuje też 10 zakładów drobiarskich, a kolejne są w gotowości – podkreśla Sawicki. Perspektywy eksportu polskiej żywności są jednak znacznie większe. Niestety, polskie firmy są rozproszone, a w pojedynkę trudno im zaistnieć na chińskim rynku, przede wszystkim z powodu zbyt wysokich kosztów, dlatego by zwiększyć eksport, polscy eksporterzy powinni ściśle współpracować. – Najlepiej byłoby, żeby kilka dużych firm z danej branży rolnej wchodziło jednocześnie. Wtedy możliwości zaprezentowania, promowania i utrwalenia w świadomości chińskiego konsumenta naszego produktu byłyby zdecydowanie większe – tłumaczy minister rolnictwa. Przez najbliższe dwa dni w Chinach trwają międzynarodowe targi SIAL, na których polscy producenci będą się aktywnie promować. Resort rolnictwa prowadzi również negocjacje w sprawie wznowienia eksportu polskiej wieprzowiny. Ze względu na wykrycie przypadków afrykańskiego pomoru świń Chiny w lutym 2014 roku nałożyły embargo na wwóz mięsa, a jeszcze w 2013 roku były jednym z większych odbiorców polskiej wieprzowiny. Z danych ministerstwa rolnictwa wynika, że Polska sprzedała tam ok. 52 tys. ton tego mięsa o wartości ponad 67 mln euro. Embargo wpłynęło na znaczące zahamowanie tempa wzrostu polskiego eksportu żywności do Chin. – Mam nadzieję, że mój wyjazd do Chin pod koniec maja na spotkanie z ministrem ds. bezpieczeństwa żywności będzie udany i że po stronie chińskiej nastąpi uznanie tzw. regionalizacji, czyli sprzedaży żywności spoza terenów objętych afrykańskim pomorem świń. Zależy nam na tym, żeby otwierać te kierunki – podkreśla minister. 
  • środa, 6 maja I. Morawski (BIZ Bank): Unia rynków kapitałowych pomoże firmom w uzyskaniu finansowania. Istnieje jednak ryzyko marginalizacji giełdy w Warszawie (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Obecnie 80 proc. zewnętrznego finansowania europejskie małe i średnie przedsiębiorstwa uzyskują w bankach. W Stanach Zjednoczonych udział ten jest przeszło dwa razy niższy. Projektowana europejska unia rynków kapitałowych miałaby zmienić te proporcje i ułatwić mniejszym firmom finansowanie poprzez giełdę czy prywatne i publiczne emisje papierów wartościowych. – Chodzi o to, żeby przedsiębiorstwa mogły podejmować bardziej ryzykowne projekty inwestycyjne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. – Natomiast na razie unia rynków kapitałowych jest projektem w zalążku. Nie do końca jeszcze ma zdefiniowane wszystkie problemy, którymi będzie się zajmowała. Pod względem finansowania gospodarki przez rynki kapitałowe Europa jest daleko w tyle za Stanami Zjednoczonymi. Firmy średniej wielkości za oceanem korzystają z takiej możliwości pięć razy częściej niż takie same przedsiębiorstwa na Starym Kontynencie. Jak mówi Ignacy Morawski, biznes europejski w 80 proc. zaspokaja swoje potrzeby finansowych w bankach, a jedynie w 20 proc. – poprzez emisje. Rynek obligacji korporacyjnych w Stanach jest trzykrotnie większy od europejskiego. Za oceanem znacznie większą rolę odgrywają także fundusze private equity oraz tzw. crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe. – W Polsce mamy bardzo duży udział małych i średnich przedsiębiorstw w gospodarce – mówi Morawski. – Gdyby w długim okresie unia rynków kapitałowych rzeczywiście funkcjonowała dobrze i poprawiłby się dostęp do finansowania kapitałowego, to na pewno pomogłoby to polskim małym i średnim firmom zbierać kapitał i inwestować w bardziej ryzykowne projekty rozwojowe. Z drugiej jednak strony, jak wskazuje Ignacy Morawski, mogłoby pojawić się niebezpieczeństwo marginalizacji krajowego rynku kapitałowego. – Jeżeli będziemy mieli jednolity rynek kapitałowy w Unii Europejskiej, wówczas zwiększać się będzie i tak już istotna rola dużych centrów finansowych:, czyli Londynu, Paryża i Frankfurtu – ocenia Morawski. – Małe centra regionalne, takie jak Warszawa, nie byłyby wtedy tak istotne, co oznacza, że polskie spółki zyskiwałyby kapitałowo za granicą, a krajowi oszczędzający więcej pieniędzy lokowaliby poza Polską. I to – moim zdaniem – jest pewne ryzyko dla naszego rynku kapitałowego. Prace nad unią rynków kapitałowych zostały zaliczone do priorytetów Komisji Europejskiej. Kieruje nimi komisarz UE ds. stabilności finansowej Jonathan Hill. W tym roku spodziewane są pierwsze konkretne propozycje. – Na razie trwają konsultacje dotyczące tworzenia samego projektu unii, więc jesteśmy jeszcze bardzo daleko od wejścia tego pomysłu w życie – informuje Morawski. – Poza tym pomysł ten w znacznej mierze opiera się na usprawnieniu tego, co już jest, albo wprowadzeniu niedużych zmian do dzisiejszego sposobu funkcjonowania rynku. Wątpię, by była to jakaś wielka petarda polityczna, która znacząco zmieni obraz europejskiego rynku finansowego. Konsultacje mają potrwać do 13 maja, w czerwcu Komisja Europejska powinna przedstawić wnioski z nich płynące, a w kolejnych miesiącach plan działań.
  • środa, 6 maja Brak pracowników może zatrzymać rozwój polskiego przemysłu kosmicznego (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W Polsce rośnie zainteresowanie technologiami kosmicznymi, choć do krajów zachodnich, obecnych w kosmosie od kilkudziesięciu lat, dużo polskim firmom brakuje. Przedstawiciele branży podkreślają, że polski przemysł jest przygotowany do realizacji zaawansowanych technologicznie kontraktów. Wciąż brakuje jednak pracowników wykwalifikowanych w tej dziedzinie. – W Anglii, która nie ma najwyżej rozwiniętego przemysłu kosmicznego, zatrudnionych jest w nim ok. 40 tys. ludzi. W Polsce to najwyżej 400 osób, wliczając w to również osoby zajmujące się samym IT – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments, polskiej spółki działającej w branży kosmicznej. Jak wskazuje ekspert, przed polskimi firmami jeszcze dużo pracy, mają jednak potencjał, by stworzyć konkurencyjny przemysł kosmiczny. Na przeszkodzie stoi zbyt mała liczba wykwalifikowanych pracowników. Z powodu słabo rozwiniętego przemysłu naukowcy pracowali dotychczas poza granicami kraju. Dlatego istotne jest wykształcenie odpowiedniej kadry. – Creotech zatrudnia ok. 50 inżynierów związanych z przemysłem kosmicznym. Wysyłamy ich za granicę, gdzie uczą się m.in. projektować czy montować układy satelitarne. W ubiegłym roku mieliśmy osiem audytów Europejskiej Agencji Kosmicznej, która podpowiadała, w jakim kierunku iść, żeby być konkurencyjnym na arenie globalnej – tłumaczy Brona. W ciągu trzech kolejnych lat spółka chce jednak trzykrotnie zwiększyć zatrudnienie – do ponad 150 specjalistów. Tak szybki wzrost wymuszą duże, wieloletnie projekty integracji i montażu satelitów o wadze do 150 kg. Zainteresowanie technologiami kosmicznymi jest w Polsce coraz większe. Stworzony w 2012 roku Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego skupia obecnie ponad 30 małych i dużych firm oraz ośrodków badawczych. Coraz więcej z nich bierze udział w międzynarodowych projektach w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rozwój sektora ma wspierać również Polska Agencja Kosmiczna, instytucja, która zaczęła działać w lutym br. Jak podkreśla Brona, pod względem rozwoju przemysłu trudno będzie szybko dogonić kraje zachodniej Europy, które inwestują w tę dziedzinę od kilkudziesięciu lat, ale nie jest to niemożliwe. – Punktem odniesienia może być dla nas Hiszpania, której przemysł kosmiczny wystartował ok. 25 lat temu. Dziś działają tam już firmy integrujące, które dostarczają na rynek własne platformy satelitarne. Naszym celem jest przyspieszenie tego procesu, by w przeciągu 10 lat stać się pod tym względem krajem porównywalnym z Hiszpanią. Wydaje mi się, że jest to jak najbardziej osiągalne – przekonuje prezes Creotech Instruments. Dodaje, że inwestycje w przemysł kosmiczny mogą spowodować szybszy rozwój innych technologii, np. medycznych czy teleinformatycznych. Creotech zamierza promować tworzone technologie. – Z jednej strony może się narodzić zupełnie nowy przemysł, który będzie realizował cele dla siebie, czyli będzie wysyłał obiekty w kosmos, badał kosmos lub Ziemię z kosmosu. Z drugiej strony będzie też stanowił wsparcie dla innych obszarów gospodarki, chociażby dla rolnictwa, np. obserwowanie lasów, kontrola pożarów. Mamy naprawdę duży obszar do zagospodarowania – podkreśla Grzegorz Brona.
  • środa, 6 maja Polscy kierowcy kupują najtańsze opony. To pozorna oszczędność (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Tylko 15 proc. opon kupowanych w Polsce pochodzi z segmentu premium, najtańsze stanowią prawie połowę rynku. W Europie Zachodniej proporcje są odwrotne. Jak przekonują eksperci, droga hamowania w przypadku najtańszych opon może być o 18 metrów dłuższa. By bezpiecznie jeździć, musimy również regularnie sprawdzać ciśnienie i stan bieżnika. – Prawie połowa opon sprzedawanych jako nowe to opony z segmentu najniższego, budżetowego, podczas gdy w Europie Zachodniej na rynek trafia ich tylko 15 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego. – U nas 15 proc. stanowi segment premium, na Zachodzie 50 proc. rynku. Jak podkreśla, jest to jednak pozorna oszczędność. – Dopłacenie do opon premium i tak jest tańsze niż koszt likwidacji każdej stłuczki. A różnice w długościach hamowania między tymi oponami są znaczne. Przykładowo w drodze hamowania między najlepszą i najgorszą kategorią jest różnica 18 metrów, to są cztery długości samochodu – dodaje Sarnecki. Przekonuje, że zamiast oszczędzać na ogumieniu lepiej oszczędzać ogumienie. Kupując lepsze opony, a potem odpowiednio je użytkując, wydamy w sumie mniej. – Sprawdźmy raz w miesiącu, jakie mamy ciśnienie, bo zaniżone ciśnienie powoduje, że opona dużo szybciej się zużywa. To jest może wbrew interesowi przemysłu oponiarskiego, bo im więcej kierowcy zużywaliby opony, tym częściej by je kupowali. Ale naszą misją jest dbanie o to, by kierowcy prawidłowo ich używali. Sprawdzanie ciśnienia to podstawowa rzecz, którą każdy – czy na stacji, czy kupując manometr – jest w stanie samodzielnie wykonać. Dzięki temu opony będą dłużej służyły – wyjaśnia ekspert. Istotne jest również regularne sprawdzanie stanu opon. Wymagany prawem bieżnik to 1,6 mm, ale nie zapewnia on odpowiedniego bezpieczeństwa na drodze. Poza tym jak już polski kierowca oponę kupi, to wykorzystuje ja do granic dopuszczanych przez prawo, co też oznacza dość wątpliwe oszczędności. – Limitem, do którego warto się odnieść, jest 3-4 mm. Jeśli bieżnik jest mniejszy, to powinniśmy pomyśleć o wymianie kompletu opon. Radzenie sobie z jazdą w deszczu, po kałużach, z aquaplaningiem, czyli płynięciem samochodu na takiej poduszce wodnej, przy małym bieżniku jest tragiczne. Od tego naprawdę zależy nasze życie i zdrowie – zwraca uwagę Piotr Sarnecki. Radzi, by przy wyborze nowych opon zwracać uwagę nie tylko na ich odpowiedni rozmiar, lecz także indeks nośności, indeks prędkości i homologację europejską. Etykiety energetyczne pozwalają już na pierwszy rzut oka porównać różne modele pod kątem efektywności paliwowej, hamowania na mokrej nawierzchni czy głośności zewnętrznej. Wybór warto skonsultować z fachowcem. 
  • środa, 6 maja Firmy co roku tracą na cyberprzestępczości 500 mld dolarów. Coraz powszechniejszy jest handel danymi (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Aspekt finansowy jest główną motywacją atakujących w sieci. Im cenniejsze dane posiada dana firma czy instytucja, tym większe zagrożenia na nie czyhają, bo więcej da się na tych informacjach zarobić. Zarówno przedsiębiorstwa, jak i administracja coraz większą wagę przykładają do zabezpieczeń przed atakami. Prócz inwestycji w systemy i narzędzia IT najlepszą formą obrony jest poszerzanie świadomości zagrożeń. – Zagrożenie cyberwojną jest realne. Tak naprawdę toczy się ona cały czas, zarówno w gospodarce, jak i w polityce, pomiędzy krajami, które wzajemnie się szpiegują oraz próbują destabilizować pewne obszary działalności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Szadkowski, prezes zarządu firmy informatycznej Soflab Technology. Największym zagrożeniem są jednak „firmy”, które zajmują się wyłudzaniem pieniędzy i informacji oraz handlem nimi. – Na pewno jest to sektor biznesu, który się rozwija. To, czy informacje są wykorzystywane do działań terrorystycznych czy  przez różne struktury rządowe, różnie bywa. Natomiast głównym motywatorem mimo wszystko jednak są zawsze pieniądze – mówi Tomasz Szadkowski. Jak w ubiegłym roku wyliczyli eksperci Kaspersky Lab, zyski osiągane przez cyberprzestępców mogą dwudziestokrotnie przekraczać koszty przeprowadzania ataków. W badaniu został porównany koszt narzędzi, które są najczęściej używane do ataku, z kwotą, jaką można ukraść z wykorzystaniem szkodliwego oprogramowania.  Rosnące zagrożenie dotyczy zarówno użytkowników indywidualnych, jak i przedsiębiorstw. Z obliczeń PwC wynika, że firmy na całym świecie mogą tracić rocznie nawet ponad 500 mld dolarów. – Świadomość rośnie i firmy coraz więcej wysiłku wkładają w to, żeby bronić się przed atakami cybernetycznymi oraz chronić dane własne i swoich klientów – chwali Tomasz Szadkowski. – Ale świat się rozwija i cały czas pojawiają się zarówno niestosowane wcześniej formy ataków, wyłudzeń, jak i nowe podatności. W związku z tym trzeba stosować kolejne sposoby zabezpieczania się przed takimi atakami. Jak wynika z danych PwC, w 2014 r. polskie firmy wydały na cyberbezpieczeństwo średnio 5,5 proc. swojego budżetu. To dwa razy więcej niż rok wcześniej ‒ w 2013 r. było to 2,7 proc. Polska znalazła się tym samym powyżej światowej średniej, która wyniosła w 2014 r. 3,5 proc. Aż 90 proc. polskich przedsiębiorstw ponosi wydatki na zabezpieczenie dostępu, a 85 proc. na systemy wykrywania i zapobiegania włamaniom. – Firmy powinny przede wszystkim wiedzieć, że takie zagrożenia istnieją i że trzeba im przeciwdziałać, powinny wpleść w swoje procedury i działalność operacyjną zabezpieczenia przeciwko atakom cybernetycznym, również takie, które pozwalają zabezpieczyć dane firmy i zachować ciągłość jej operacji – wymienia ekspert. Jak wynika z badania Kaspersky Lab i B2B International, w ubiegłym roku 21 proc. europejskich firm straciło istotne dane biznesowe z powodu wewnętrznych zagrożeń IT. Najczęściej – bo w 32 proc. przypadków – przyczyną utraty danych były luki w zabezpieczeniach oprogramowania. Niestety, co czwarty incydent był spowodowany przez przypadkowy wyciek danych, za którym stał personel. Z raportu Cisco 2014 Midyear Security wynika, że jednym z głównych zagrożeń dla przedsiębiorstw w ubiegłym roku były ataki typu Man in The Browser (MIB). To rodzaj zaawansowanego oprogramowania, które kiedy dostanie się na urządzenie, modyfikuje wyświetlaną stronę i wysyła dane albo przekształca je w elementy ścieżki pomiędzy użytkownikiem a portalem. MIB najczęściej atakuje bankowe strony internetowe. Dla nieświadomej osoby, która korzysta z zainfekowanej stacji roboczej, strona, przez którą robi przelewy, wygląda identycznie, co aplikacja banku, ale w rzeczywistości nią nie jest. – Polskie banki na pewno duży nacisk kładą na to, żeby chronić pieniądze klientów oraz swoje aktywa i operacje – uważa Szadkowski. – Do tej pory celem wielu ataków były zarówno instytucje finansowe, jak i ich klienci. Próbowano wyłudzić dane do logowania oraz pieniądze. Ciekawym obiektem cyberataków są też instytucje publiczne. Prócz wycieku danych lub utraty ważnych dla funkcjonowania państwa informacji w ich przypadku w grę wchodzi także wiarygodność. – Dlatego instytucje wkładają wiele wysiłku w to, żeby utrzymywać systemy i bronić się przed atakami – zauważa Szadkowski.
  • środa, 6 maja Młodzi polscy projektanci coraz częściej zainteresowani obecnością w centrach handlowych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Polscy niezależni projektanci chcą przez centra handlowe docierać do nowych grup klientów. Potrzebują jednak oferty dostosowanej do ich potrzeb, innej niż dla dużych marek sieciowych. Zarządcy centrów coraz częściej otwierają się na taką współpracę, bo dla nich to równie duża szansa na przyciągnięcie nowych klientów. Oferują młodym projektantom m.in. multibrandowe salony lub pop-up store’y, czyli tymczasowe sklepy. – Obecność młodych projektantów w centrach handlowych jest nowym zjawiskiem na rynku i obie strony tego biznesu dopiero badają możliwość współpracy na większą skalę. Faktem jest jednak to, że zarządcy centrów handlowych dostrzegają duży potencjał w obecności nowych polskich marek w swoich obiektach, co niewątpliwie niesie ze sobą powiew świeżości, urozmaica ofertę oraz pozwala budować związek z lokalną marką czy regionem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor operacyjny Polskiej Rady Centrów Handlowych. Również młodzi projektanci stawiają na tradycyjny handel, bo to dla nich szansa na poszerzenie grona klientów i dotarcie do zupełnie nowych grup odbiorców. Potrzebują jednak od zarządców centrów handlowych innej oferty, dostosowanej do potrzeb i możliwości małego przedsiębiorstwa. – Dziś przed podjęciem rozmów z centrami handlowymi projektantów powstrzymuje przede wszystkim niejasność współpracy i jej bardzo restrykcyjne warunki, które są dostosowane do dużych graczy rynkowych – mówi Magda Korcz, co-founder HUSH Warsaw, organizacji wspierającej niezależnych polskich projektantów. Zazwyczaj projektanci pierwsze kroki w biznesie stawiają w internecie, stopniowo poszerzając swoje portfolio produktów i klientów. Kiedy ich marka zaczyna zyskiwać popularność, myślą o wejściu w tradycyjny model handlu. Zdaniem Korcz już dziś na rynku jest kilkanaście marek, które sprawdziłyby się w takim otoczeniu i mogłyby na stałe zagościć w centrach handlowych. Formatem, który jest w tej chwili najbardziej adekwatny do sytuacji młodych projektantów, są pop-up store’y, czyli sklepy tworzone na określony, zwykle krótki czas, pozwalające sprawdzić, jak dużym zainteresowaniem klientów cieszy się dana marka. – Główna idea pop-upu zakłada otwarcie na np. miesiąc sklepu, który z założenia nie musi być bardzo wymagający w kwestii aranżacji przestrzeni, co znacznie zmniejsza koszty wejścia do centrum handlowego i tym samym ryzyko podjęcia takiej działalności. Pop-up ma być czymś tymczasowym i budzić zainteresowanie – podkreśla Radosław Knap. Popularność pop-upów w Polsce nie jest jeszcze duża, również w Europie ten koncept dopiero zaczyna zyskiwać uznanie. Tymczasowe sklepy pojawiają się m.in. w Londynie, Paryżu i Berlinie. Jak podkreśla Knap, widać je nie tylko w centrach handlowych, lecz także na ulicach. Takim inicjatywom sprzyjają również władze tych miast, które na krótki okres udostępniają niezagospodarowane tereny czy lokale. Polska Rada Centrów Handlowych stworzy możliwość dyskusji o współpracy między niezależnymi projektantami a deweloperami oraz przedstawicielami miast podczas czerwcowych targów branży nieruchomości handlowych ReDI. Dla centrów handlowych otwarcie się na młodych projektantów również może być szansą na przyciągnięcie nowych grup klientów. Mimo że jest to bardziej ryzykowny model dla zarządcy – przez brak długoterminowych umów najmu – może być ciekawą ofertą. Zdaniem Anny Duchnowskiej, prezes polskiego oddziału Invesco Real Estate, kluczem do sukcesu jest odpowiednio dobrana liczba pop-upów do wielkości danego centrum. – Jako inwestor Placu Unii od wielu miesięcy testujemy koncept POP—UP STORY i widzimy, że odpowiednio zlokalizowany i dobrany pod względem wielkości i oferty daje bardzo dobre efekty i jest ciekawą propozycją dla naszych klientów. W naszych badaniach marketingowych bardzo często obecność formatów typu pop-up store podawana jest jako pozytywny przykład tego, jak Plac Unii trafia do swoich odbiorców – mówi Anna Duchnowska, prezes polskiego oddziału Invesco Real Estate. Młode modowe marki często mają swoich lojalnych klientów. Jak podkreśla Magda Korcz, coraz więcej jest osób, które szukają czegoś innego, niż mają w ofercie sklepy sieciowe – chcą się wyróżnić i szukają własnego stylu. – W ten sposób projektant i młoda marka polska mają szansę przyprowadzić tych klientów do centrów handlowych – mówi Korcz. – Ich obecność jest bardzo korzystna z punktu widzenia PR-owego i marketingowego, istotna dla budowania nowej tożsamości danego miejsca. Drugim formatem współpracy między projektantami a centrami handlowymi są sklepy multibrandowe, w których sprzedawanych jest wiele różnych marek. Zdaniem Radosława Knapa jest to alternatywa dla tych, którzy myślą o długotrwałej sprzedaży w centrach handlowych, ale nie są w stanie otworzyć samodzielnego sklepu. Pop-up store oraz sklepy multibrandowe to dopiero początek. Na Zachodzie coraz popularniejsze stają się tzw. concept centre, czyli centra gromadzące sklepy z unikatową na rynku ofertą, często niszową. Zdaniem Anny Duchnowskiej w dłuższej perspektywie i na polskim rynku taki model może się przyjąć. – Bikini Berlin jest ciekawym przykładem doskonale przeprowadzonej rewitalizacji – z niezagospodarowanego terenu stworzono projekt oparty na concept store’ach, na hotelu z unikatowym wnętrzem i architekturą oraz bogatą ofertą gastronomiczną – mówi prezes polskiego oddziału Invesco Real Estate. – Zarówno projektanci, jak i klienci czekają na tego typu miejsca. Myślę, że gdyby w Warszawie pojawiło się takie centrum, jak Bikini Berlin, to sukces tego obiektu byłby gwarantowany – i po stronie zarządzającego tego typu biznesem, i po stronie samych projektantów – uważa Magda Korcz. Obecność młodych projektantów w tradycyjnym handlu będzie jednym z czterech głównych tematów targów ReDI, które odbędą się w Warszawie w dniach 10-11 czerwca.
  • środa, 6 maja W I kwartale firmy finansowe wydały ponad 300 mln zł na reklamę. Najczęściej promowały szybkie pożyczki i kredyty gotówkowe (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    300,7 mln zł wydały firmy finansowe na reklamę w pierwszym kwartale. W stosunku do poprzednich trzech miesięcy wynik ten był gorszy o około 130 mln zł. Największy kawałek reklamowego tortu trafił do telewizji. Najczęściej promowane w mediach były szybkie pożyczki i kredyty gotówkowe. – Przeszło 300 mln zł w I kwartale przeznaczyły na płatną promocję w mediach firmy finansowe, w tym banki oraz przedsiębiorstwa udzielające pożyczek – informuje agencję Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów Instytutu Monitorowania Mediów. – To spadek w stosunku do ostatniego kwartału 2014 roku o blisko jedną trzecią. Ale zmniejszenie wydatków nie było zaskoczeniem, ponieważ IV kwartał jest zawsze okresem intensywnej promocji z uwagi na bożonarodzeniowe wydatki konsumenckie. Wielkanoc jest nieco mniej kosztowna. Jak wynika z danych Instytutu Monitorowania Mediów, najwięcej, bo 18,9 mln zł, na reklamę w mediach wydał PKO Bank Polski. Na drugim miejscu znalazł się Eurobank (18,5 mln zł), a na trzecim – ING Bank Śląski. Czwartą pozycję zajęła firma Vivus, która udziela szybkich pożyczek. – Firmy pożyczkowe promowały się bardzo intensywnie i były nadal mocno widoczne w mediach: prasie, radiu i telewizji – zauważa Łukasz Jadaś. – Widać zresztą tendencję do promowania pożyczek i kredytów. Na reklamy tych dwóch produktów finansowych wszyscy reklamodawcy przeznaczali najwięcej środków. W obu przypadkach były to kwoty rzędu 60 mln zł. Najchętniej reklamowanym produktem, jak wynika z danych IMM, były szybkie pożyczki gotówkowe (ok. 65,2 mln zł). Produkt ten utrzymał pozycję głównie dzięki Vivus Finance. Główni konkurenci tej firmy nieco zwolnili tempo. W rankingu wydatków Provident zajął dziewiątą pozycję, zaś SKOK – szesnastą. Na drugim miejscu produktowym znalazły się kredyty gotówkowe z kwotą oscylującą wokół 63 mln zł. Mocne trzecie miejsce zajęły konta osobiste (ok. 50 mln zł). Ubezpieczyciele również nie spoczęli na laurach. Najbardziej aktywna była promocja firm Generali oraz Proama. Największy kawałek reklamowego tortu tradycyjnie trafił do telewizji. Na emisję spotów banki i instytucje finansowe przeznaczyły około 240 mln zł. Najwięcej przeznaczono na reklamę w telewizji Polsat – łącznie 51,8 mln zł (według oficjalnych cenników, bez uwzględnienia rabatów). Drugi w zestawieniu TVN zarobił 34,4 mln zł. – Biorąc pod uwagę to, że reklama radiowa kosztowała firmy około 40 mln zł, a prasowa – 20 mln zł, łączne wydatki na spoty telewizyjne były wysokie – ocenia Łukasz Jadaś. – Spośród stacji radiowych liderem pierwszych trzech miesięcy było RMF FM, a wśród tytułów prasowych – dziennik „Rzeczpospolita”. RMF FM w omawianym okresie zarobił na reklamach firm finansowych ok. 10,5 mln zł. Pozycję wicelidera zdobyło Radio Zet – z 4,4 mln zł. „Rzeczpospolita”, lider w segmencie prasowym, pozyskała natomiast ok. 1,8 mln zł.
  • środa, 6 maja Emirates chce rozwijać połączenie między Warszawą a Dubajem. PrzewoĹşnik czeka na kilkaset nowych samolotów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W ciągu dwóch lat działalności w Polsce Emirates obsłużył w sumie 330 tysięcy pasażerów latających do i z Warszawy. Ponieważ zapotrzebowanie na bezpośrednie loty do Dubaju rośnie, przewoźnik chce rozwijać swoje flagowe połączenie. Trwają też prace nad unowocześnieniem floty – od grudnia na warszawskich trasach kursować będą Boeingi 777-300ER. – Nie jesteśmy najtańsi – to mogę przyznać, jednak zdecydowanie walczymy o klienta jakością produktu, liczbą miejsc, do których może się dostać, komfortem podróży, komfortem przesiadki i tym wszystkim, co na pokładzie samolotu mamy do zaoferowania. Emirates jest linią, i to mówię z pełną odpowiedzialnością, która oferuje największą wartość na pokładzie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Maciej Pyrka, country manager Emirates w Polsce. Przewoźnik z Dubaju rozpoczął loty do Warszawy w lutym 2013 r. Trasa ta jest obsługiwana codziennie, a wykorzystywane są różne modele samolotów szerokokadłubowych. Najmniejszym samolotem latającym z Polski do Dubaju jest Airbus A330-200 z 237 fotelami na pokładzie. Emirates czasem wykorzystuje także Boeingi 777-300, które mają aż 364 miejsca. Od grudnia br. ten model ma być już na stałe przypisany do warszawskiej trasy. Jak podkreśla Pyrka, wszystkie wykorzystywane przez Emirates samoloty to maszyny szerokokadłubowe, czyli o dwóch przejściach wzdłuż kabiny. Oferują one pasażerom więcej miejsca, a tym samym większy komfort niż mniejsze samoloty. Pyrka zaznacza, że Emirates jest też jedynym przewoźnikiem w Polsce oferującym z Warszawy klasę pierwszą, czyli najbardziej luksusowy standard podróży. – Wchodząc do samolotu Emirates, już na lotnisku warszawskim można skorzystać z wszystkich przywilejów, do których dostęp mają pasażerowie w przypadku innych linii lotniczych w innych portach europejskich – podkreśla Pyrka. – Oprócz tego mamy jeden z najlepszych na świecie systemów rozrywki pokładowej, który jest rokrocznie nagradzany światowymi nagrodami. Jesteśmy wielokrotnie nagradzani za najlepszy poziom obsługi i cateringu. W najbardziej prestiżowym rankingu linii lotniczych Skytrax linie Emirates w 2014 r. zajęły czwarte miejsce na świecie, choć jeszcze rok wcześniej były liderem. Przewoźnik został jednak wyróżniony za najlepsze fotele w klasie pierwszej oraz najlepszy system rozrywki pokładowej. Linię doceniają również polscy pasażerowie – w plebiscycie „Najlepsza Linia Lotnicza 2014 r.” Emirates zdobyły drugie miejsce w swojej kategorii. Pyrka dodaje, że przewagą konkurencyjną Emirates jest również duża polskojęzyczna załoga. – Kiedy leci pan z Warszawy do Dubaju na pewno spotka pan osobę, która mówi w języku polskim. Zatrudniamy już ponad 500 Polaków, którzy latają i obsługują w powietrzu pasażerów Emirates – mówi Pyrka. Przekonuje, że konkurowanie m.in. z Qatar Airways, a także z innymi przewoźnikami, cały czas motywuje Emirates do rozwoju, i to na wszystkich rynkach. Ekspansję wymuszają m.in. plan zwiększenia floty. Emirates ma obecnie ponad 220 samolotów pasażerskich (wszystkie to modele szerokokadłubowe), ale oczekuje na dostawę jeszcze ponad 270, w tym kolejnych 80 dwupokładowych Airbusów A380. – Jesteśmy w Polsce od dwóch lat i trzech miesięcy. Połączenie z Warszawy do Dubaju liniami Emirates jest niewątpliwie projektem, który kojarzy się z sukcesem – mówi Pyrka. – W DNA Emirates jest rozwój i na pewno to połączenie warszawskie będzie dotrzymywało kroku dynamice światowej. Linia Emirates, jak wynika z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, przewiozła w 2014 r. z i do Polski ponad 160 tys. pasażerów, co dało jej 0,7 proc. udziału w rynku.
  • środa, 6 maja Szukanie oszczędności w firmie nie musi oznaczać zwolnień. Wydatki mogą być o kilkanaście procent niższe dzięki zmianie dostawcy lub sposobu kupowania (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Nawet o kilkanaście procent firmy mogą zmniejszyć koszty dzięki optymalizacji zakupów. Duże korporacje wykorzystują swoją przewagę w rozmowach z dostawcami, z kolei szansą dla mniejszych przedsiębiorstw są coraz popularniejsze grupy zakupowe. Oszczędności są możliwe w każdej branży. – Oszczędności dzięki projektom zakupowym mogą sięgać nawet kilkunastu procent całej bazy zakupowej. Dużo większe oszczędności jesteśmy w stanie wygenerować w obszarze kosztów pośrednich, kosztów administracyjnych. Oszczędności w obszarze kosztów produkcyjnych, materiałów, komponentów to zwykle od 5 do 10 proc. – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Borowiecki, prezes firmy OptiBuy, doradzającej przy tego typu projektach. Jak podkreśla Borowiecki, firmy szukające oszczędności nie muszą zawsze rozpoczynać od zwolnień. Koszty kupowanych produktów i usług są czasem wielokrotnie większą pozycją w zestawieniu kosztów, a możliwości oszczędności w tym obszarze są bardzo duże. Według niego pierwszym krokiem każdej firmy powinno być szczegółowe przejrzenie własnych wydatków oraz ocenienie, czy wszystkie są konieczne. Potem należy sprawdzić tryb kupowania usług i towarów, a także ich liczbę, tryb zakupów i wybierane towary. Ostatnim etapem jest analiza samego procesu zakupów. W wielu przypadkach okazuje się, że firmy nie dość szczegółowo sprawdzają swoich kontrahentów i zawarte z nimi umowy – dodaje Borowiecki. Dlatego optymalizacja może okazać się szansą nie tylko na obniżenie kosztów, lecz także poprawę jakości. – Wielokrotnie podczas naszych projektów rezultat finalny jest taki, że koszty zostają obniżone, a jakość podwyższona. W relacjach biznesowych nie zawsze relacja między jakością a ceną jest jednoznaczna. Często klienci nie dbają o swoją bazę dostawców, nie analizują jej szczegółowo, i nie optymalizują, przez co dostawcy generują dodatkowe marże – tłumaczy Borowiecki. – Po projekcie optymalizacyjnym, nawet po znacznym zmniejszeniu marż, paradoksalnie klient może być traktowany poważniej przez swojego dostawcę, bo ten widzi, że klient rozmawia z nim bardziej konkretnie. Ekspert podkreśla, że duże przedsiębiorstwa najczęściej są dobrze zorganizowane, więc możliwości optymalizacji nie wymagają rewolucyjnych zmian. Mimo to takie firmy muszą być gotowe na zmianę dostawcy lub niewielkie poprawki w procesie zakupowym. Im większa korporacja, tym łatwiej obniżyć koszty zakupów, bo takie firmy mają przewagę nad dostawcami. – Każdy ma szansę na optymalizację zakupów, natomiast większym przedsiębiorstwom jest łatwiej, ponieważ mają zbudowaną skalę zakupową. Dostawcy bardziej się z nimi liczą. Mniejsze firmy mogą się zrzeszać w konsorcja, grupy stałe lub ad hoc, po to, by zbudować większą masę – wyjaśnia Borowiecki. Dzięki grupom zakupowym małe firmy mogą wspólnie kupować towary i usługi. Dotyczy to szczególnie takich zakupów, które nie dają przewagi konkurencyjnej, np. artykułów biurowych. Takie rozwiązanie jest już bardzo popularne na Zachodzie, na przykład we Francji czy w Niemczech, ale w Polsce dopiero raczkuje. Jak ocenia ekspert, stosunkowo niewielka popularność grup zakupowych w Polsce wynika przede wszystkim z ograniczonego zaufania pomiędzy firmami oraz braku zrozumienia korzyści płynących ze wspólnych zamówień. Do tego zarządy zdają sobie sprawę z tego, że mogą wciąż dużo zaoszczędzić poprzez poprawę wewnętrznych procesów w swoich firmach, dlatego nie odczuwają potrzeby wchodzenia we współpracę z innymi podmiotami. – Widziałem niejednokrotnie grupy zakupowe, które działały przy jednym przetargu, dwóch przetargach, gdzie wszyscy członkowie grupy generowali oszczędności, a kiedy kontrakt dobiegał końca, przy kolejnych edycjach przedłużania umów z dostawcami, część takiej grupy rezygnowała, bo wolała podpisać samodzielne kontrakty – ocenia Borowiecki. – Grupy na pewno będą się rozwijać, ale myślę, że to jeszcze potrwa kilka lat. Dodaje, że polskie przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe mają większe doświadczenie w optymalizacji zakupów niż firmy usługowe, w tym finansowe. Dlatego to właśnie w sektorze usług oszczędności z wprowadzenia takiego procesu mogą być większe. Dużo do zrobienia mają w tym obszarze także firmy państwowe. – Często w przedsiębiorstwach państwowych osoby decyzyjne bardziej są zainteresowane przestrzeganiem norm prawnych, co oczywiście jest niezbędne, ale często cel oszczędnościowy ma niższy priorytet i w efekcie nie jest realizowany w takim stopniu, w jakim mógłby – zaznacza Borowiecki.
  • wtorek, 5 maja W ING płać tak jak lubisz i wygrywaj nagrody (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Wystartowała loteria ING Banku Śląskiego dla klientów płacących za zakupy kartami lub telefonem. Na zwycięzców czeka pula nagród w wysokości 170 tys. zł. W loterii mogą wziąć udział wszyscy klienci banku, którzy posiadają konto osobiste lub oszczędnościowe i płacą za zakupy: kartą płatniczą do konta / kredytową telefonem (Zbliżakiem, kartą Visa NFC lub kodem BLIK). Loteria trwa do 31 lipca br. i została podzielona na trzy etapy, obejmujące transakcje wykonane  w okresach 4-31 maja (losowanie 16 czerwca), 1-30 czerwca (losowanie 16 lipca) oraz 1-31 lipca (losowanie 18 sierpnia). Losy przyznawane są za wszystkie transakcje wykonane w danym etapie, bez względu na to kiedy klient zgłosił swój udział w loterii. Uczestnicy loterii za każde zakupy za min. 10 zł zrobione telefonem otrzymają 3 losy, a kartą płatniczą 1 los. Na zwycięzców czekają następujące nagrody: 1 x nagroda główna 50 000 zł 3 x nagroda I stopnia 20 000 zł 60 x nagroda II stopnia 1 000 zł Więcej informacji znajduje się na stronie www.ingbank.pl/takjaklubie.   dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 5 maja Nowa oferta na kontrakty terminowe w ING Securities (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Securities przygotował specjalną ofertę na kontrakty terminowe. Nowi klienci mogą teraz skorzystać z promocyjnych warunków na derywaty, natomiast dla wszystkich klientów wprowadzono usługę Intraday na kontrakty na indeks WIG20. Oferta skierowana do nowych klientów obejmuje: prowizję od otwarcia pozycji 8 PLN lub niższa o 1 PLN od posiadanej w innym domu maklerskim przez 3 miesiące od zawarcia umowy na Derywaty. Wystarczy przesłać do ING Securities elektroniczną historię transakcji z ostatnich 3 miesięcy; prowizję od zamknięcia pozycji 6 PLN przez 3 miesiące od zawarcia Umowy na Derywaty; srebrny pakiet notowań z 5 ofertami zleceń przez pierwsze 30 dni od zawarcia Umowy na Derywaty. Aby skorzystać z promocyjnych warunków na derywaty wystarczy podpisać elektronicznie umowę do 30 czerwca br. Oferta na usługę Intraday dla wszystkich klientów obejmuje: otwieranie dwukrotnie większych pozycji przy zaangażowaniu tych samych środków; oprocentowanie depozytu 0,5% w skali roku; brak opłat za usługę; negocjowane prowizje dla aktywnych klientów. Usługa Intraday jest dostępna dla wszystkich klientów w ramach jednego rachunku maklerskiego po elektronicznym zawarciu umowy. Szczegóły na www.ingsecurities.pl dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 5 maja Specjalne fundusze pomogą w restrukturyzacji europejskich banków. Banki same się na nie złożą (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W państwach członkowskich UE trwają prace nad zmianami dotyczącymi uporządkowanego systemu restrukturyzacji i likwidacji banków. Unijne regulacje zakładają m.in. stworzenie specjalnych funduszy, które w razie kryzysu finansowałyby programy naprawcze w bankach. Ostatni kryzys finansowy pokazał, że pod względem prawnym i praktycznym sektor nie jest przygotowany na upadłości. W Polsce trwają prace nad nowymi przepisami dotyczącymi nadzoru makroostrożnościowego nad systemem finansowym, dzięki którym możliwe będzie monitorowanie i ograniczenia ryzyka systemowego w sektorze finansowym, m.in. przez powołanie Rady ds. Ryzyka Systemowego. Ustawa ma również wdrożyć do polskiego prawa część z przepisów dyrektywy CRD IV (ws. warunków dopuszczenia instytucji kredytowych do działalności oraz nadzoru ostrożnościowego nad instytucjami kredytowymi i firmami inwestycyjnymi). Ale to nie są jedyne zmiany, jakie czekają sektor finansowy w Polsce i innych krajach członkowskich UE. – Bardzo istotne rzeczy dzieją się w obszarze uporządkowanej restrukturyzacji banków – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Reich, dyrektor Departamentu Regulacji Bankowych, Instytucji Płatniczych i Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego. – Ten obszar jest rzeczywiście bardzo ważny. Kryzys pokazał, że pod tym względem sfera regulacyjna jest bardzo zaniedbana – banki właściwie nie są przygotowane na proces upadłości, a władze regulacyjne, nadzorcze – na jego przeprowadzenie. Dlatego urzędnicy zarówno instytucji UE, jak i państw członkowskich kontynuują prace nad wypracowaniem szczegółów dotyczących procedur uporządkowanej naprawy lub likwidacji banków. – Musimy mieć narzędzia i rozwiązania prawne, które pozwolą doprowadzić do tego, by to, czego się nie da naprawić, zostało zlikwidowane jak najmniejszym kosztem, a to, co daje się naprawić, zostało naprawione – wyjaśnia Reich. – To jest ta najważniejsza rzecz, z którą w tej chwili będziemy mieli do czynienia. Prace nad opracowaniem takich narzędzi toczą się również w Polsce. Jak wyjaśniono w uzasadnieniu do projektu ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji, przez brak tego typu skutecznych instrumentów podczas ostatniego kryzysu konieczne było zaangażowanie pieniędzy z budżetów państw członkowskich UE, co doprowadziło do kryzysu fiskalnego. Uruchomione w latach 2008-2012 wsparcie publiczne w całej Unii wyniosło ponad 2 bln euro. Interwencjonizm państwa rozpowszechnił przekonanie, że są banki „zbyt duże, aby upaść”. – Założenie jest takie, że banki mają być ratowane środkami prywatnymi, aby nie dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce chociażby w Anglii, gdzie doszło do nacjonalizacji największych banków. W funduszach jednego z banków udział państwa sięgnął 90 procent. Bez tego bank by upadł. Chodzi o to, aby nie dopuszczać do takich sytuacji – mówi ekspert z KNF. Dlatego instytucje UE rozpoczęły prace nad odpowiednimi ramami prawnymi prowadzenia przymusowej restrukturyzacji instytucji finansowych zagrożonych niewypłacalnością, bez względy na ich wielkość i powiązania rynkowe, dzięki czemu ograniczone mają być negatywne konsekwencje dla całego sektora finansowego. Zgodnie z unijnymi przepisami ze składek banków powstać mają specjalne fundusze, które sfinansują w razie potrzeby proces restrukturyzacji. UE chce, by do końca 2024 roku te instrumenty finansowania posiadały środki w wysokości co najmniej 1 proc. kwoty depozytów gwarantowanych wszystkich instytucji, które uzyskały zezwolenie na prowadzenie działalności na terytorium danego państwa. Propozycje polskich władz zakładają wyższy próg – 1,4 proc., jednak prace nad ostatecznym kształtem przepisów jeszcze trwają.  – W przypadku banków, które chcemy ratować, muszą być środki, które pozwolą pokryć straty. Po zakończeniu tego procesu mielibyśmy dysponować bankiem, który będzie dokapitalizowany i będzie w stanie prowadzić działalność. To jest najtańsze i najbardziej skuteczne rozwiązanie, ale aby je mieć, banki muszą mieć odpowiednie zaplecze kapitałowe – mówi Andrzej Reich. Uporządkowana likwidacja banków i związane z tym regulacje są również jednym z trzech filarów unii bankowej, która w pełni ma zacząć działać w 2016 roku. Banki prowadzące działalność w krajach strefy euro i spoza niej, które przystąpią do unii bankowej, będą odprowadzać składki do specjalnego funduszu tzw. Single Resolution Fund.
  • wtorek, 5 maja LOT pracuje nad nową siatką połączeń od 2016 roku, MSP – nad pozyskaniem kapitału na dalszy rozwój spółki (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Udana restrukturyzacja LOT-u i ustabilizowanie sytuacji w spółce to nie koniec wyzwań dla zarządu przewoźnika. Od początku przyszłego roku linia będzie już mogła uruchamiać nowe trasy, a Ministerstwo Skarbu Państwa oczekuje aktywności na poziomie kilkunastu nowych połączeń rocznie. Spółka cały czas szuka kapitału na dalszy rozwój. Chce go pozyskać od inwestora lub z giełdy. – Spółka przy odpowiedniej determinacji potrafiła się na tyle naprawić, żeby zarabiać. Dlatego możemy mówić o stabilnej sytuacji w samej firmie. Natomiast to nie zwalnia ani spółki, ani ministra z szukania dalszego impulsu do rozwoju. Zarówno w spółce, jak i w ministerstwie pracują zespoły, które prowadzą proces restrukturyzacji, jednocześnie działa zespół, który myśli o dalszym rozwoju LOT-u – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Rafał Baniak, wiceminister skarbu państwa. Ubiegły rok był pierwszym od siedmiu lat, kiedy LOT osiągnął zysk z działalności podstawowej. Przewoźnik zyskał 99,4 mln zł. Było to o niemal 30 mln zł więcej, niż zakładał plan restrukturyzacji złożony do Komisji Europejskiej. W tym roku LOT chce wypracować zysk z działalności podstawowej na poziomie 126 mln zł. Prawdziwym testem dla LOT-u będzie jednak przyszły rok. Od stycznia linia będzie mogła bowiem uruchamiać nowe połączenia lotnicze. Obecnie nie może tego robić, gdyż takie ograniczenie nałożyła Komisja Europejska w zamian za zgodę na udzielenie pomocy publicznej (w wysokości 527 mln zł). – W 2016 roku będzie można myśleć o nowej siatce, nowym modelu biznesowym i o dalszym rozwoju spółki – tłumaczy Baniak. – Oczekujemy, że LOT będzie rozwijał swoją działalność, i zakładamy, że będzie to przynajmniej kilkanaście nowych połączeń w nowym roku. Już pracuje specjalny zespół, który przygotowuje taką siatkę, na której będzie można zarabiać i która będzie kompatybilna z dzisiejszym modelem biznesowym. Wiceminister zwraca uwagę na to, że podczas restrukturyzacji LOT-u rynek lotniczy cały czas się rozwijał. O ile w 2012 r., gdy LOT zwrócił się o pomoc publiczną, na lotniskach w całym kraju obsłużonych zostało 24,4 mln pasażerów, o tyle w 2014 r. liczba ta wzrosła do 27 mln, czyli o ponad 10 proc. Teraz LOT musi dogonić konkurentów. Dzięki rozwojowi przewoźnika znaczenie lotniska w Warszawie na lotniczej mapie Europy może wzrosnąć. Na rozwój spółki potrzebny jest jednak ogromny kapitał, jak przyznaje Baniak, setki milionów złotych. Zapewnia jednak, że cały czas trwają poszukiwania możliwości sfinansowania rozwoju LOT-u. Najbardziej prawdopodobne drogi to pozyskanie inwestora lub wprowadzenie linii na giełdę. – Istotne dla ministra jest to, żeby była gwarancja siedziby spółki w Warszawie i utrzymania marki LOT-u. Nie należy wykluczać, i na ten scenariusz też jesteśmy otwarci i nad nim pracujemy, pozyskania w przyszłości kapitału w drodze IPO, czyli publicznego debiutu spółki na warszawskiej giełdzie. To też jest ścieżka rozwoju organicznego, rozwoju opartego o kapitał pozyskany na rynku – tłumaczy Baniak. Wśród dużych europejskich linii lotniczych notowanych na giełdzie z rozproszonym akcjonariatem znajdują się m.in. Lufthansa, Air France-KLM, SAS czy koncern IAG (British Airways, Iberia i Vueling). Notowane są też spółki, które pozyskały wiodących inwestorów, jak chociażby niemiecki Air Berlin (29,2 proc. ma arabska spółka Etihad Airways) czy włoska Alitalia (49 proc. akcji należy do Etihad Airways).
  • wtorek, 5 maja Ustawa krajobrazowa może spowodować wzrost ceny reklamy outdoorowej i pozbawić części dochodów wspólnoty mieszkaniowe (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Wejście w życie ustawy krajobrazowej może spowodować wzrost cen reklamy wielkoformatowej, a w niektórych gminach nawet zupełne jej wyeliminowanie – podkreślają przedstawiciele branży outdoorowej. Stracić na tym mogą m.in. wspólnoty mieszkaniowe, które część dochodów czerpią z ich ekspozycji. Branża reklamowa zgadza się, że należy uporządkować przestrzeń i zlikwidować nielegalne reklamy. Proponuje wprowadzenie ustandaryzowanych, nowoczesnych nośników w miejscach mających społeczną akceptację. – W Polsce często popadamy ze skrajności w skrajność. W tej chwili jest rzeczywiście źle, ponieważ samowolka reklamowa jest bardzo duża, przez co jest bardzo dużo nielegalnych reklam. Jednak ustawa, która właściwie wycina kompletnie wszystkie nośniki outdoorowe, to ogromny cios dla branży reklamowej, reklamodawców oraz wielu mieszkańców i wspólnot mieszkaniowych, które będą musiały w inny sposób pozyskiwać pieniądze na remonty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Filip Gieleciński, dyrektor w agencji reklamowej Posterscope Polska. W walce z nielegalnymi reklamami i samowolką pomóc ma nowa ustawa krajobrazowa, którą po licznych poprawkach Senatu Sejm przyjął 24 kwietnia. Zgodnie z nowymi przepisami to samorządy będą decydować o sytuowaniu tablic i urządzeń reklamowych na terenie gminy. Będą też ustalać opłaty od reklam – ich wysokość będzie uzależniona od lokalizacji, wielkości i rodzaju tablicy lub urządzenia. Zwolnione z opłat mają być reklamy niewidoczne z przestrzeni dostępnych publicznie oraz niewielkie szyldy – tablice informacyjne o działalności gospodarczej prowadzonej na danej nieruchomości. Nowe regulacje mają też pomóc samorządom w walce z nielegalnymi reklamami. Władze niektórych miast już zapowiadają ostrą walkę z reklamowym chaosem. – To zrozumiałe i co do zasady słuszne, że samorządy chcą za wszelką cenę walczyć z nielegalną reklamą. Natomiast powstaje pytanie, jak to będzie wyglądać w praktyce. Ustawa pozwala samorządom na dużą swobodę w zakresie regulowania kwestii reklamy outdoorowej w danej gminie. Powstaje zatem pytanie, co konkretny samorząd z tą ustawą zrobi i jakie będą przepisy wykonawcze do niej – mówi Filip Gieleciński. Kara za każdy dzień będzie obliczana jako iloczyn powierzchni tablicy reklamowej oraz 40-krotności ustalonej przez gminę części zmiennej opłaty reklamowej. Do tego doliczana będzie jeszcze 40-krotność stawki części stałej tej opłaty. Kara będzie nakładana na podmiot, który umieścił reklamę, a jeśli nie uda się go ustalić, to zapłacą właściciele nieruchomości, na której stoi reklama. Zdaniem eksperta nowe regulacje doprowadzą do wzrostu cen reklamy outdoorowej. – Samorządy na pewno narzucą dodatkowe opłaty i zaczną likwidować nielegalne reklamy. Pytanie tylko w jakim stopniu i jak duży to będzie miało wpływ na rozwój outdooru w Polsce – mówi Gieleciński. – Zamiast likwidować brzydkie, stare tablice i zamieniać je na coś ustandaryzowanego, prawdopodobnie w niektórych gminach nastąpi totalne wycięcie reklamy outdoorowej, a w innych może tylko nastąpić wzrost ceny. Mogą się zmienić proporcje w różnych regionach kraju i to jest niebezpieczne. Do tej pory często usuwanie nielegalnych, traktowanych jako samowola budowlana, płat wielkoformatowych trwało latami. Reklamy znikały na chwilę, a kiedy wracały, to całą procedurę trzeba było rozpocząć od nowa, bo zgodnie z przyjętą interpretacją przepisów nowa reklama stanowiła następną samowolę budowlaną, którą trzeba było likwidować od początku. – Walka z nielegalną reklamą jest pomyślna dla nas wszystkich. Każdy z nas chce ograniczyć wielkie płachty, zwłaszcza na budynkach mieszkalnych. Często właściciele siatek wielkoformatowych dogadują się ze wspólnotami, ale mieszkańcom to bardzo przeszkadza. Znowu z drugiej strony nie możemy popaść w skrajność. Przecież często siatki wielkoformatowe to dodatkowy zastrzyk pieniędzy dla właścicieli starych budynków i wspólnot mieszkaniowych choćby na to, żeby je wyremontować – mówi Filip Gieleciński. Jak podkreśla, branża reklamowa zdaje sobie sprawę z potrzeby rozwiązania problemu nielegalnych reklam. Powinno to jednak przebiegać w sposób przemyślany, który nie zniszczy firm działających na tym rynku. – Jeśli zostanie do tego zaangażowana branża reklamowa i czynnik społeczny, jeśli wszyscy wspólnie stwierdzimy, że usuniemy połowę tablic, ale damy branży reklamowej się dalej rozwijać, zrobimy ustandaryzowane nośniki dobrej jakości i umieścimy je w takich miejscach, które będą dobre zarówno dla społeczeństwa, jak i dla miast, to wszyscy powinni być zadowoleni – twierdzi Gieleciński.
  • wtorek, 5 maja W Polsce brakuje chętnych, by pracować przy zbiorach. Polskim przetwórcom żywności może zabraknąć surowca (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Firmy przetwórstwa rolno-spożywczego obawiają się ograniczonych dostaw surowca. Powodem są coraz większe problemy rolników z pozyskaniem pracowników sezonowych. Z roku na rok dostępność siły roboczej jest coraz mniejsza. – Biorąc pod uwagę to, co się dzieje na Wschodzie i związane z tym zagrożenia, które mogły spowodować zmniejszenie eksportu na tamte rynki, oceniamy ten rok bardzo dobrze. Zagrożeniem mogą być jednak trudności z dostępem do surowca. Jest to podstawowy problem w naszej branży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Rolnik, właściciel firmy handlowej Rolnik. Embargo rosyjskie nie miało bezpośredniego wpływu na działalność takich firm jak Rolnik, ponieważ nie dotyczy ono żywności przetworzonej termicznie. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, eksport polskich przetworów wzrósł w ubiegłym roku o 7,1 proc. Jego wartość przekraczała 7 mld euro. Obawy o dostawy surowca wynikają z problemów związanych z rynkiem pracy. Rolnicy mają z roku na rok coraz większe trudności, by znaleźć pracowników sezonowych, a zapotrzebowanie na dodatkową siłę roboczą w okresie zbiorów znacząco rośnie.   – Nasze czołowe produkty produkowane są z warzyw, np. papryki czy ogórków, a tu udział siły roboczej jest bardzo duży – zwraca uwagę Józef Rolnik. – Niestety, z roku na rok obserwujemy, że dostępność siły roboczej jest tu coraz mniejsza. To ma bardzo duży wpływ na dostępność surowca. Słyszałem, że niektórzy rolnicy nawet ograniczają areały upraw, bo mają bardzo duże obawy, czy znajdą kogoś do zbiorów płodów rolnych. Dla przetwórni oznacza to, że coraz trudniej kupić na rynku surowiec za niską cenę. Dostawcy nie są skłonni do obniżek i oczekują cen rynkowych. Trudności w pozyskaniu surowca mogą mieć w długiej perspektywie wpływ na konkurencję z przetwórcami z innych krajów. – Dużym producentem ogórka konserwowego są Niemcy. Tam płace poszły do góry [w konsekwencji wprowadzenia płacy minimalnej – red.], więc ze strony sprzedażowej mogą stać się krajem zakupowym. To może wpłynąć na konkurencję na rynku – przyznaje Józef Rolnik w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
  • wtorek, 5 maja Aplikacje mobilne w bankowości i usługi łączone napędzają sektor IT (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Poszerza się katalog usług dostępnych w aplikacjach mobilnych banków. Klienci na swoich urządzeniach przenośnych chcą już nie tylko mieć swobodny dostęp do swoich środków, lecz także móc lepiej zarządzać wydatkami i domowym budżetem. Tego typu aplikacje dostarczają coraz częściej inne firmy niż banki, bo informatyzacja sprzyja łączeniu oferty z różnych sektorów. – Nasza uwaga przenosi się na aplikacje, które pomogą nam zarządzać domowym budżetem, pozwolą wygodnie kupować, a także pilnować naszych aktywów. Te rozwiązania niekoniecznie muszą dostarczać banki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Borys Stokalski, prezes zarządu Infovide-Matrix. – Cały obszar konsumeryzacji technologii, tego, że ona staje się wszechobecna i naturalna, również dla młodych pokoleń, jest dziś jedną z największych sił wywierających presję na rozwój zastosowań informatycznych. Jak podkreśla Stokalski, rozwiązania IT stały się w ostatnich latach bardzo ważnym elementem codziennego życia. Własne aplikacje mobilne i zaawansowane systemy informatyczne mają firmy z niemal wszystkich sektorów gospodarki. Wynika to ze zmiany preferencji konsumentów – coraz rzadziej odwiedzają oni fizyczne sklepy i instytucje, zastępując je dostępnymi cały czas rozwiązania IT. Doskonale widać to w bankowości. Stokalski zwraca uwagę na to, że konsumenci coraz rzadziej potrzebują banku jako instytucji. Usługi bankowe są zwykle środkiem do celu wymagającego finansowania i z punktu widzenia klienta mogą być całkowicie transparentne tak długo, jak zapewniają swobodny dostęp do własnych środków i wygodne usługi pozwalające nimi zarządzać. Inaczej jest jedynie w sektorze bankowości korporacyjnej, bo przedsiębiorcy wciąż jeszcze potrzebują usług doradców bankowych. – Banki mają świadomość, że indywidualni klienci korzystają z ich usług poprzez urządzenia, które mają przy sobie. To oczywiście wciąż często jest komputer, ale coraz częściej sięgamy po tablet czy telefon komórkowy, a do banku wchodzić nie chcemy – podkreśla Stokalski. – W sferze korporacyjnej bank jest ważnym partnerem, bo też potrzeby instytucji i firm w zakresie finansowania i instrumentów finansowych są znacznie bardziej wyrafinowane i wymagają współpracy z doradcami. Dodaje, że informatyzacja nie jest już tylko domeną największych banków, firm energetycznych czy telekomunikacyjnych. Duże środki na inwestycje w rozwiązania IT ma sektor publiczny, ale również małe i średnie przedsiębiorstwa rozumieją znaczenie takich technologii. Dzięki temu, że informatyzacja postępuje we wszystkich sektorach gospodarki, coraz częściej możliwe staje się budowanie kompleksowych ofert łączących różne usługi. Stokalski przypomina o tym, że blisko współpracują z sobą już m.in. banki i telekomy, które powoli stają się firmami technologicznymi. – Ten biznes zaczyna być konwergentny. Z różnych powodów dzisiaj firmy zaczynają budować ofertę łączącą kompetencje różnych branż w pakiety usług, które mogłyby być atrakcyjne dla klienta końcowego. To jest dopiero początek tego zjawiska, która zacznie nas otaczać coraz bardziej w kolejnych latach. Myślę, że również w tym zakresie firmy informatyczne i technologiczne będą miały coraz więcej do zrobienia – prognozuje prezes zarządu Infovide-Matrix. Presję na szersze zastosowanie rozwiązań informatycznych wywiera również rosnąca liczba urządzeń. Jak zwraca uwagę Stokalski, konsumenci są w tej chwili otoczeni multimedialnymi sprzętami, które mogą być wykorzystane przez dostawców usług. Dotyczy to zarówno tradycyjnych komputerów oraz smartfonów, jak i niewielkich urządzeń, takich jak choćby dekodery telewizji cyfrowej. Do tego rosną także możliwości technologiczne. Stokalski twierdzi, że co ok. 1,5 roku podwaja się moc obliczeniowa technologii IT na całym świecie, więc cały czas tworzone mogą i muszą być nowe usługi. Rynek napędza także konkurencja, która pomimo malejącej liczby nowych absolwentów kierunków informatycznych na rynku wciąż jest bardzo duża. – Cały czas jest to rynek, w którym jest duża podaż rozwiązań i usług w stosunku do potrzeb klientów. W związku z czym konkurencyjność jest cechą najważniejszą – ocenia prezes zarządu. – Z drugiej strony widać wyraźnie, że ten obszar informatyki zaczyna się powoli przenosić do chmury i za 5-6 lat to wybór usług w chmurze będzie zupełnie naturalną decyzją.
  • wtorek, 5 maja Instalacje LPG coraz popularniejsze w autach nowych i z silnikami diesla. Po Polsce jeĹşdzi już 3 mln samochodów na gaz (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Dynamicznie rośnie liczba aut napędzanych LPG. Po Polsce jeździ już 3 mln takich pojazdów. Coraz częściej instalacje gazowe są oferowane w nowych samochodach. Paliwo to zyskuje na popularności także wśród użytkowników diesli, również w ciężarówkach i traktorach. Rozwoju rynku nie spowolniła nawet podwyżka opodatkowania gazu. – Polski rynek gazu LPG to jeden z największych rynków w Europie i na świecie, mimo że jest stosunkowo młody – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Jarzyński, prezes Elpigazu i przewodniczący komisji ds. autogazu w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. – Do niedawna propan-butan używany był tylko w domach, dopiero niespełna 25 lat temu zaczęliśmy go stosować w pojazdach, a dzisiaj mamy flotę sięgającą prawie 3 mln pojazdów zasilanych gazem. Jak tłumaczy Jarzyński, na początku instalacje gazowe montowano jedynie w używanych samochodach. Jednak wzrost popularności tego paliwa spowodował, że coraz częściej można kupić także nowy pojazd na LPG. Gaz jest także coraz popularniejszy wśród właścicieli pojazdów z silnikami diesla. To właśnie wzrost popularności instalacji gazowych w silnikach wysokoprężnych napędza teraz rynek. – Przyszłość to przede wszystkim instalacje dostosowane do samochodów z silnikami wysokoprężnymi. Rynek zwiększy się znacząco, ponieważ instalacja LPG pojawi się także w samochodach ciężarowych i dostawczych oraz ciągnikach rolniczych – prognozuje Jarzyński. Rocznie w Polsce przybywa średnio około 100 tys. pojazdów z instalacją gazową. Tempo rozwoju tego rynku w dużej mierze zależy od różnicy w cenie pomiędzy gazem, benzyną i olejem napędowym. Jak podkreśla Jarzyński, choć od początku roku wzrosło opodatkowanie gazu LPG w Polsce, to jest on wciąż ponaddwukrotnie tańszy niż tradycyjne paliwa. Jak wynika z danych Polskiej Izby Paliw Płynnych, pod koniec kwietnia średnia cena litra gazu LPG na stacjach w Polsce wynosiła 1,99 zł, podczas gdy za benzynę bezołowiową 95-oktanową kierowcy płacili 4,75 zł za litr, a za olej napędowy – 4,67 zł za litr. Gaz jest ponadto paliwem znacznie bardziej przyjaznym środowisku, co dla wielu kierowców ma spore znaczenie. – W 2014 roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem zużycia LPG. Mamy też przyrost samochodów zasilanych gazem. W związku z wprowadzeniem nowych technologii, czyli m.in. zastosowaniem gazu w autach z silnikami wysokoprężnymi, na pewno nastąpi wzrost liczby pojazdów i wzrost zużycia gazu – zapewnia Jarzyński. Dodaje jednak, że rynkowi autogazu pomogłoby wsparcie ze strony państwa. Branża oczekuje przede wszystkim stabilizacji podatku na obecnym poziomie, który i tak należy już do najwyższych w Europie. Dostawcy LPG i instalacji gazowej z ulgą przyjęli rezygnację z unijnych planów zwiększenia opodatkowania wszystkich typów paliwa. Potrzebna jest także edukacja, ponieważ wielu kierowców wciąż obawia się spadku mocy lub żywotności silnika po zamontowaniu instalacji gazowej. Jarzyński podkreśla, że nic takiego nie ma miejsca, a dzięki nowym technologiom instalacje gazowe zajmują coraz mniej miejsca w samochodach. Jedynym kosztem wynikającym z przejścia na autogaz jest montaż instalacji gazowej – podkreśla Jarzyński. Dostawcy instalacji nie mogą jednak zbytnio podnieść cen bez szkody dla rynku. – Jeżeli instalacja będzie zbyt droga, to nie będzie przywoływała nowych aplikacji, ale jeżeli gaz będzie zbyt drogi, to też nie będziemy mieli nowych klientów – podkreśla.
  • wtorek, 5 maja Wynajem mieszkań daje większe zyski od lokat bankowych. Najlepsze są małe kawalerki (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Mieszkanie na wynajem to dobry sposób na prywatny fundusz emerytalny i atrakcyjna alternatywa dla coraz niżej oprocentowanych lokat bankowych. Dobrze wybrane lokale z samego czynszu mogą dawać nawet 5 proc. zwrotu rocznie. Najbardziej opłacają się inwestycje w małe kawalerki. Narodowy Bank Polski szacuje, że w ostatnim kwartale 2014 roku znacząco wzrosła liczba mieszkań kupowanych przez Polaków za gotówkę. Pod koniec 2014 roku w siedmiu największych polskich miastach 63 proc. wartości sprzedanych mieszkań nie było finansowane kredytem. Kwartał wcześniej gotówką płacono za 55 proc. kupowanych mieszkań. To może oznaczać, że Polacy wycofują pieniądze z coraz niżej oprocentowanych lokat i inwestują je w mieszkania do wynajęcia. – Średnio zwrot z najmu w Polsce wynosi około 4 proc. rocznie, czyli po zainwestowaniu 100 tys. zł można 4 tys. zł uzyskiwać w czynszu najmu co roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Sławek Muturi, założyciel i współwłaściciel Mzuri oraz Mzuri Investments i Mzuri CFI. – To jest średnia. Zwrot jest wyższy dla mniejszych mieszkań, np. kawalerek, bo w przypadku domów czy dużych luksusowych apartamentów rzadko można osiągnąć 2-proc. zwrot. Dla nich to jest 2 proc., a dla kawalerek to ok. 5 proc. Jak podkreśla, paradoksalnie lepiej nie inwestować tam, gdzie czynsze są najwyższe. W takich miastach jak Warszawa, Kraków czy Wrocław dochody z wynajmu są wprawdzie spore, ale i za mieszkanie zapłacić trzeba najwięcej. Lepiej wybrać Katowice, Łódź, Radom lub np. Częstochowę. Mieszkania są tam tańsze, a czynsze niewiele niższe. Warto też pamiętać o tym, że kawalerka kawalerce nierówna, bo tej o metrażu 35 mkw. nie wynajmie się dwa razy drożej niż 17-metrowej, a zapłacić trzeba za nią dwa razy tyle. – Inwestorzy indywidualni to panowie Nowakowie i panie Kowalskie, którzy chcą zbudować sobie swój własny fundusz emerytalny lub kupić jedno, dwa, pięć lub więcej mieszkań i potem utrzymywać się z najmu. Chcą osiągnąć wolność finansową, przyspieszyć swoją emeryturę albo traktują to jako dodatek do emerytury – mówi Sławek Muturi, podkreślając, że dla tych inwestorów na razie nie ma w Polsce konkurencji ze strony inwestorów instytucjonalnych. – Nie mamy jeszcze dużych funduszy, najczęściej zagranicznych funduszy emerytalnych czy inwestycyjnych, które kupują po dziesiątki tysięcy czy nawet setki tysięcy mieszkań w Hiszpanii, Niemczech czy innych krajach. Pewnie kiedyś zainteresują się Polską. Mam nadzieję, że do tego czasu my, Polacy i Polki, zdążymy zbudować swoje własne, prywatne, małe fundusze emerytalne. Wynajem mieszkań w Polsce w przeciwieństwie do innych europejskich krajów nie jest popularny. Współwłaściciel funduszy Mzuri specjalizujących się w inwestycjach w lokale do wynajęcia zwraca uwagę na to, że w Polsce kupienie własnego mieszkania jest traktowane jako synonim sukcesu, zaś na najem decydujemy się niejako z przymusu. Podejście Polaków do wynajmu zaczyna się jednak zmieniać. Szczególnie młodzi ludzie zaczynają dostrzegać, że własne mieszkania to też obciążenie. – Posiadanie mieszkania to nie jest tylko przywilej własności, lecz także wiążą się z tym obowiązki właściciela – tłumaczył Muturi w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach – Jak cieknie dach, to trzeba zreperować, a przy wynajmie zgłasza się to do właściciela mieszkania. To nie jest problem najemcy. Poza tym jak ktoś w wieku 25-30 kupi mieszkanie na kredyt zaciągnięty na kolejne 30 lat, to właściwie zbudował sobie bardzo dużą i ciężką kulę u nogi, która utrudnia przeniesienie się do innego miasta, nawet jak dostanie lepszą ofertę pracy czy zmienienia mieszkania na większe albo mniejsze, bo zmieniła się sytuacja życiowa.
  • poniedziałek, 4 maja Praca dla blisko 100 Opiekunów Klienta (Praca) (by dionizy.pl)
  • poniedziałek, 4 maja “Pieniądze trzeba oddać, ale to co zyskasz, to Twoje” – w nowej kampanii ING zachęca do rozsądnego pożyczania (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski rozpoczął nową kampanię reklamową, promującą pożyczkę gotówkową. W reklamach bank zwraca uwagę, że korzyści z odpowiednio wykorzystanej pożyczki mogą być dużo większe niż związane z nią koszty. Nowa kampania ING Banku Śląskiego bazuje na koncepcji „dobrego długu”. Bank zwraca uwagę, że pomimo oczywistych kosztów pożyczka może być inwestycją, jeśli zostanie odpowiednio wykorzystana. Przykładem może być rozwinięcie swoich kompetencji i zainteresowań lub realizacja planów wpływających na poprawę jakości i satysfakcji z życia. ING promuje rozsądne i przemyślane pożyczanie pieniędzy wychodząc naprzeciw stereotypowemu, negatywnemu postrzeganiu zadłużenia w naszym społeczeństwie. Z badań wynika, że blisko dwie trzecie Polaków uważa, że reklamy kredytów zachęcają do bezmyślnego wydawania pieniędzy. Z drugiej strony, aż 59% oczekuje od banków wsparcia w rozsądnym pożyczaniu pieniędzy (na podstawie badania Barometr ING „Jak pożyczają Polacy” TNS Polska, marzec 2015).              ING Bank Śląski chce ułatwić Polakom świadome podjęcie decyzji o pożyczce i pokazać, kiedy może ona przynieść realne korzyści. Takie podejście banku jest czymś nowym i nieoczywistym, ale daje szansę na zmianę negatywnych skojarzeń z pożyczaniem pieniędzy. W komunikacji podkreślamy także, że klienci mogą spłacać pożyczkę „po swojemu”. W zależności od swojej bieżącej sytuacji mogą spłacać raz 16 zł za każdy pożyczony 1000 zł, raz więcej. W ten sposób chcemy pokazać, że w ING „liczą się ludzie” – powiedziała Barbara Pasterczyk, Dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w ING Banku Śląskim. W reklamach jest prezentowana oferta pożyczki z ratą  w wysokości 16 zł za każdy pożyczony 1000 zł na 96 miesięcy. Jeżeli w trakcie spłaty pojawią się nadwyżki finansowe, klient może w łatwy sposób spłacić więcej niż ustalona w umowie rata – dopasowując wysokość nadpłaty do swojej bieżącej sytuacji. Może to zrobić  przez system bankowości internetowej ING BankOnLine, w oddziale ING lub przelewem z dowolnego banku na wskazany w umowie rachunek do nadpłat. Każda wyższa spłata automatycznie skraca czas trwania pożyczki, bez żadnych dodatkowych kosztów. W rolę głównego bohatera spotów telewizyjnych wcielił się Adam Woronowicz. W ramach kampanii planowanych jest szereg działań komunikacyjnych, m.in. w internecie i oddziałach banku, które mają przybliżyć Polakom ideę „dobrego długu” w kilku prostych krokach: Pomyśl, co Ci się bardziej opłaci - pożyczaj na to, co warto zrealizować już dziś, a nie wtedy, kiedy w końcu uzbierasz potrzebną na to kwotę. Mierz finansowe siły na zamiary – pożycz tyle, ile jest Ci potrzebne, żeby teraz osiągnąć to, co zaplanowałeś. Nie pożyczaj ponad swoje możliwości finansowe. Sprawdź, ile cię to będzie kosztowało - Tylko wtedy, gdy będziesz znał wszystkie koszty, będziesz mógł realnie ocenić czy możesz na tym skorzystać. Więcej na stronie www.ingbank.pl/pozyczizyskaj Tytuł kampanii: Pieniądze trzeba oddać, ale to co zyskasz, to Twoje Start kampanii: 3 maja 2015 r. Narzędzia: TV: 30‘ i 15’ spoty w stacjach ogólnopolskich i niszowych, link do YT Internet: VOD, display, social media Materiały w placówkach banku Kreacja TV i BTL: Brain Media: Lowe Media Kreacje internetowe: Golden Submarine PR: Hill+Knowlton Strategies   dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 27 kwietnia Prezes ING Banku Śląskiego bankowcem roku (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Prezes ING Banku Śląskiego, Małgorzata Kołakowska, drugi rok z rzędu została wyróżniona tytułem "Bankowca Roku" przez prestiżowy miesięcznik "Forbes". Jak piszą autorzy rankingu, ING Bank Śląski "ma wszystko, co powinien mieć dobrze zarządzany bank: dba o bezpieczeństwo oszczędzających, a jednocześnie bije rekordy sprzedaży kredytów i wypracowanych zysków". Podkreślają, że "kiedy po kryzysie znaczna część banków osłabła, firma prowadzona przez Małgorzatę Kołakowską wrzuciła drugi bieg i zdobywa coraz więcej rynku". Metodologia rankingu miesięcznika "Forbes" pozwala ocenić w sposób jak najbardziej wszechstronny poszczególne banki działające w Polsce. Punkty w rankingu są przyznawane na podstawie 14 wskaźników, które obrazują efektywność działania (np. rentowność kapitału własnego czy relacje kosztów do dochodów), wzrost biznesu, ale także kontrolę ryzyka (m.in. współczynniki wypłacalności i odsetek kredytów nieregularnych). W przypadku zdecydowanej większości parametrów ING Bank Śląski otrzymał najwyższe możliwe oceny tj. czwórki i piątki. W sumie bank zdobył 83 na 100 punktów, o jeden punkt więcej niż rok wcześniej. Redakcja "Forbesa" zaprosiła również do współpracy uznanych bankowców, którzy obecnie nie pracują w żadnym banku, dzięki czemu mogli obiektywnie oceniać uczestników rankingu. W gronie jury znaleźli się m.in. byli członkowie zarządów BRE Banku, BZ WBK, Pekao SA i Alior Banku. dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 24 kwietnia ING Bank Śląski Most Mature PMO 2014 (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski otrzymał nagrodę Most Mature PMO 2014 w konkursie PMO Award. Konkurs ma na celu promowanie jednostek wspierających zarządzanie projektami w organizacjach oraz dobre praktyki z tego zakresu. ‎ Uroczyste wręczenie nagród PMO AWARD w kategoriach Najbardziej Dojrzałe PMO oraz Najszybciej Rozwijające Się PMO odbyło się podczas Konferencji Portfolio Experience 2015. Nagrodę dla ING w kategorii Najbardziej Dojrzałe PMO odebrała Małgorzata Korytowska, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w ING Banku Śląskim. W uzasadnieniu jury zwróciło uwagę na model zarządzania projektami w banku, który został zbudowany od podstaw - zaledwie na przestrzeni kilku lat - i jest sukcesywnie ‎dostosowywany do potrzeb organizacji. Obecnie departament zarządza czterema obszarami: administracja portfelem projektów, metodyka projektowa, usługi project management’owe i centrum kompetencyjne. Jury doceniło również działalność edukacyjną w zakresie budowania świadomości projektowej wśród pracowników oraz dzielenie się doświadczeniami w ramach Grupy ING na świecie. Podstawowym celem konkursu PMO Award jest weryfikacja poziomu dojrzałości oraz rozwoju PMO względem lat poprzednich, w szczególności wdrażania nowych pomysłów, metod lub procesów, które doprowadziły do wymiernej poprawy w zarządzaniu projektami przynosząc tym samym korzyści biznesowe dla swoich organizacji. PMO Award jest nagrodą przyznawaną w dwóch kategoriach: Najbardziej dojrzałe PMO - dla PMO, które ma istotny (pozytywny, mierzalny) wpływ na funkcjonowanie organizacji i zarządzanie projektami, a którego struktura i działanie osiągnęły najwyższy poziom dojrzałości spośród zgłoszonych PMO oraz Najszybciej rozwijające się PMO - dla PMO, które ma istotny (pozytywny, mierzalny) wpływ na funkcjonowanie organizacji i zarządzanie projektami, a którego struktura i działanie uległy największym, korzystnym zmianom, wprowadzającym widoczne usprawnienia w stosunku do lat poprzednich spośród zgłoszonych PMO. Portfolio Experience Conference to wydarzenie o charakterze międzynarodowym, skupiające specjalistów i ekspertów jednostek PMO z wieloletnim doświadczeniem w globalnych korporacjach, takich jak Alfonso Bucero, Johnny Mo, Paul Hodgkins  czy Wiesław Kosieradzki. Tematem tegorocznej edycji konferencji było „Transformacja PMO w celu lepszego dostosowania się do potrzeb biznesu”. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 16 kwietnia ING Bank Śląski na VII Europejskim Kongresie Gospodarczym (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski kolejny raz wspiera Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach jako jeden ze Sponsorów Głównych. Podczas VII edycji największego spotkania biznesowego w Europie Centralnej, które odbędzie się między 20 a 22 kwietnia br., wiedzą i doświadczeniem podzielą się również eksperci z ING. Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach umożliwia coroczne spotkanie czołowych przedstawicieli świata polityki, biznesu, nauki i ekonomii. Kongresowe dni wypełniają liczne debaty, spotkania i wydarzenia towarzyszące, w których udział bierze kilka tysięcy gości z całego świata. W agendzie kongresu znajdują się najważniejsze tematy dotyczące rozwoju gospodarczego i społecznego Europy. ING Bank Śląski jest jednym z głównych sponsorów imprezy oraz partnerem wybranych sesji: Branża BPO / SSC w perspektywie 2020; Budownictwo; E-commerce; Globalna gospodarka 2020; Koniec tradycyjnej energetyki? Transformacje i strategie; Wyzwania globalnej gospodarki, nowe rynki, nowe kierunki. Więcej na temat Europejskiego Kongresu Gospodarczego i prelegentów na: http://www.eecpoland.eu/ dostarczył infoWire.pl
  • środa, 15 kwietnia Dwie statuetki Złotego Bankiera dla ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W tegorocznej edycji Złotego Bankiera ING Bank Śląski otrzymał dwie nagrody - za najlepszy kredyt hipoteczny oraz najlepszy spot reklamowy. Wyróżnienia przyznali klienci w głosowaniu przez internet oraz eksperci w zakresie finansów i reklamy. ING Bank Śląski został doceniony za specjalną ofertę kredytu hipotecznego „Mieszkaj bez kompromisów”. Jest to oferta promocyjna skierowana do młodych klientów. Wyróżnienie przyznali internauci, którzy oddali głos w plebiscycie „Złoty Bankier”. Z kolei za najlepszy spot reklamowy w bankowości została uznana reklama telewizyjna ING z kampanii „Liczą się ludzie”. W filmie bank nie mówił o konkretnych produktach i usługach, ale o ludziach i o tym co jest dla nich ważne oraz co się liczy w ich życiu. Wyboru zwycięskiego spotu dokonała kapituła konkursowa złożona z ekspertów w dziedzinie finansów i reklamy. Spot można obejrzeć na profilu ING Banku Śląskiego w serwisie YouTube. Nagrody zostały wręczone podczas uroczystej gali rozdania statuetek Złoty Bankier 2014, która odbyła się 14 kwietnia br. w Warszawie. W plebiscycie Złoty Bankier co roku nagradzane są najlepsze produkty finansowe oferowane przez polskie banki. dostarczył infoWire.pl
  • środa, 15 kwietnia “W ING bankuję, tak jak prowadzę firmę. Po swojemu”- kampania Konta Direct dla Firmy (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski rozpoczął kampanię Konta Direct dla Firmy. W emitowanych w telewizji i internecie spotach,  prezentowane są zalety bankowości mobilnej dla firm przez pryzmat użyteczności dla ludzi, a nie samej technologii.  W ten sposób bank nawiązuje do wprowadzonego w ubiegłym roku hasła „Liczą się ludzie”. Zapytaliśmy Polaków - również osoby, które prowadzą własną firmę – jaki mają pomysł na życie i jak realizują swoje cele. Spontanicznie powiedzieli nam, że robią to w różny, swój własny sposób. Tak też jest z bankowaniem, aplikacja mobilna daje takie możliwości. Stąd filmowa puenta Marka Kondrata: "Każdy pomysł na życie jest dobry, a najlepszy jest Twój. Aplikacja mobilna wspiera tych, którzy chcą prowadzić biznes po swojemu" – powiedziała Barbara Pasterczyk, Dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w ING Banku Śląskim. ING Bank Śląski w swoich kampaniach motywuje Polaków do działania i wykorzystywania swojego potencjału do realizowania planów zarówno prywatnych jak i zawodowych. Bank wspiera ich poprzez nowoczesne, konkurencyjne cenowo produkty, zapewniając jednocześnie wysoką jakość obsługi. Promowane Konto Direct dla Firmy - wprowadzone do oferty w sierpniu 2014 roku - wyróżnia się tym, że premiuje aktywnych klientów. Aktywność rozumiana jest w prosty sposób: przelew do ZUS lub US lub zasilenie rachunku kwotą co najmniej 2 tys. złotych w miesiącu kalendarzowym. Przy takich warunkach klienci nie płacą za prowadzenie konta i internetowe przelewy krajowe w PLN.  Niezależnie od aktywności wszystkie wpłaty we wpłatomatach ING i wypłaty ze wszystkich bankomatów na terenie Polski są bezpłatne. Potwierdzeniem, że jest to jedno z najatrakcyjniejszych kont dla przedsiębiorców na rynku jest wzrost zainteresowania ze strony klientów. Od sierpnia 2014 roku, prawie 20% więcej (średniomiesięcznie) jednoosobowych działalności gospodarczych decyduje się na otwarcie konta w ING. Szczegóły oferty dostępne są na stronie www.ingbank.pl/. Tytuł kampanii: Bankuję tak jak prowadzę firmę. Po swojemu. Czas trwania kampanii: od 12 kwietnia 2015 r. Narzędzia: TV: 30‘spot w stacjach ogólnopolskich i niszowych; Internet: VOD, display, social media; Materiały w placówkach banku. Kreacja: Brain. Media: Lowe Media. Kreacje internetowe: GONG. BTL: Brain. Nowe spoty można zobaczyć na profilu ING Banku Śląskiego w serwisie YouTube. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 13 kwietnia Doceniono praktyki odpowiedzialnego biznesu w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Aż czternaście dobrych praktyk CSR ING Banku Śląskiego zostało opublikowanych w tegorocznym raporcie "Odpowiedzialny biznes w Polsce 2014. Raport wydawany przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, podsumowuje zaangażowanie firm w Polsce w realizację zasad odpowiedzialnego biznesu.   ING Bank Śląski jest jedną z wiodących instytucji, pod względem docenionych  przykładów działań społecznie odpowiedzialnych. W tegorocznej edycji aż 14 dobrych praktyk CSR ING Banku Śląskiego zostało przyjętych i opublikowanych. Dobre praktyki CSR ING Banku Śląskiego opublikowane w Raporcie: 1. ALEO - bezpłatna platforma handlowa dla firm, obszar: Zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej, kategoria: rozwój przedsiębiorczości (str. 110). 2. Badanie istotności, obszar: Ład organizacyjny, kategoria: zarządzania (str. 26). 3. Certyfikat Zielone Biuro, obszar: Środowisko, kategoria: certyfikacja (str. 60). 4. Ekologiczna edukacja pracowników, obszar: Środowisko, kategoria: edukacja ekologiczna (str. 60). 5. Inspirujące wykłady dla pracowników, obszar: Praktyki z zakresu pracy, kategoria: szkolenia i rozwój (str.44). 6. Nowoczesne urządzenia gotówkowe (wrzutnie light) instalowane w siedzibie klienta, obszar: Zagadnienia konsumenckie, kategoria: ułatwienia dla klientów (str.86). 7. Pomarańczowy rower, obszar: Środowisko, kategoria: zrównoważony transport (str.66). 8. Po prostu, obszar: Zagadnienia konsumenckie, kategoria: odpowiedzialny marketing (str. 86). 9. Program Corporate Readiness Certificate (CRC), obszar: zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej, kategoria: tworzenie miejsc pracy i rozwój kompetencji (str. 112). 10. Spotkanie ze Specjalistą, obszar: Praktyki z zakresu pracy, kategoria: wsparcie pracowników (str. 49). 11. Videotłumacz języka migowego, obszar: Zagadnienia konsumenckie, kategoria: dostępność produktów i usług (str. 84).  12. Sztuka współczesna dostępna na licencji Creative Commons, Obszar: Zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej, kategoria: kultura i sztuka (str. 108). Praktyka długoletnia, opisana w jednej z poprzednich edycji raportu, realizowane również w 2014 roku: 13. Praktyka z Lwem, opisana w raportach 2012 i 2013 (str. 120).   14. Dobry Pomysł, opisany w raportach 2009 i 2013 (str. 54). Więcej na http://odpowiedzialnybiznes.pl/aktualności/firmy-chca-rozwijac-sie-odpowiedzialnie/ dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 13 kwietnia Przelew na telefon w aplikacji ING BankMobile (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski udostępnił w ING BankMobile nową, wygodną i szybką metodę wykonywania przelewów przez wysłanie ich na numer telefonu. Od teraz aplikacja umożliwia wysłanie pieniędzy do dowolnego banku w Polsce bez znajomości numeru rachunku odbiorcy. Nowa funkcja nie wymaga aktywacji - przelew  na  telefon jest dostępny dla każdego użytkownika ING BankMobile, który posiada rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy dla klientów indywidualnych w PLN. Przelew można zlecić z dowolnego smartfona z zainstalowaną najnowszą aplikacją banku, niezależnie od systemu operacyjnego. Wystarczy wpisać numer telefonu lub pobrać go ze swojej listy kontaktów w telefonie. Odbiorcą przelewu może być posiadacz rachunku w dowolnym banku w Polsce. Maksymalna kwota przelewu na telefon wynosi 200 zł dziennie i jest on bezpłatny. Aktualizacja ING BankMobile wprowadziła także możliwość zlokalizowania punktów BLIK oraz - w przypadku wybranych klientów, dla których bank przygotował spersonalizowaną ofertę - złożenia wniosku o pożyczkę. W ostatnich miesiącach ING Bank Śląski wzbogacił także aplikację mobilną ING BankMobile o inne praktyczne rozwiązania. Wśród nowych funkcji znalazły się możliwość płacenia w sklepach i wypłacania gotówki z bankomatu przy użyciu BLIK oraz narzędzia pozwalające archiwizować paragony w chmurze i rozliczać wydatki wspólnie ze znajomymi. Do końca marca b.r. ING BankMobile na smartfony i tablety została pobrana ponad 870 tys. razy. Aplikacja została przygotowana na urządzenia z systemami BlackBerry 10, Windows Phone 8.0, Android 2.2 oraz iOS 5 i nowszymi. Instrukcje jak zainstalować aplikację znajdują się na stronie ING Banku Śląskiego. dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 10 kwietnia ING Bank Śląski najbardziej pożądanym pracodawcą (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zajął I miejsce w badaniu „Najbardziej pożądani pracodawcy 2014 w opinii specjalistów i menedżerów” w kategorii Bankowość, Ubezpieczenia, Instytucje Finansowe, zajmując najwyższe miejsce na podium po raz drugi z rzędu. W badaniu przeprowadzonym przez międzynarodową firmę rekrutacją Antal International, 4 000 respondentów z Polski wskazało firmy, w których chcieliby podjąć zatrudnienie.  „Cieszymy się z otrzymanej nagrody, która potwierdza przynależność ING Banku Śląskiego do grupy wiodących pracodawców i jest dla nas zobowiązaniem do stałego doskonalenia” – powiedziała Grażyna Sobota, dyrektor Pionu HR w ING Banku Śląskim. W badaniu przeprowadzanym od września do grudnia 2014 roku metodą wywiadów telefonicznych oraz internetowych, oceniano styl zarządzania i kulturę organizacyjną w firmie, innowacyjność, stabilność zatrudnienia, możliwość szkolenia i awansu, wysokość wynagrodzenia, lokalizację, równowagę pomiędzy życiem prywatnym i służbowym, a także benefity, takie jak opieka medyczna czy ubezpieczenie na życie. Unikalną cechą badania jest możliwość indywidualnego wskazania przez respondentów dowolnej firmy, jako najbardziej pożądanego pracodawcy – w kwestionariuszu nie ma listy wyboru. Badanie jest prowadzone w dwunastu kategoriach branżowych. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 7 kwietnia ING Bank Śląski jednym z największych banków internetowych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski jest drugim co do wielkości bankiem internetowym - wynika z raportu o użytkownikach bankowości internetowej przygotowanego przez portal PRNews.pl. ING wyprzedził mBank oraz uplasował się za PKO BP, największym bankiem na rynku. Redakcja portalu przeanalizowała dane otrzymane od 17 banków dotyczące użytkowników bankowości internetowej na koniec IV kwartału 2014 roku. Z raportu wynika, że ING Bank Śląski obsługuje 1,67 mln klientów, którzy przynajmniej raz w miesiącu logują się do bankowości internetowej. Najwięcej klientów przez internet (ponad 3 mln) obsługuje PKO BP, który jest największym bankiem na polskim rynku. Na trzecim miejscu znalazł się mBank (1,62 mln). Przypomnijmy, że system bankowości internetowej ING BankOnline pozwala w pełni zarządzać finansami m.in. sprawdzić stan konta, dokonać przelewu, założyć konto oszczędnościowe OKO, lokatę, konto funduszowe oferujące inwestycje w fundusze inwestycyjne, spłacić kartę kredytową czy doładować telefon. W ING BankOnLine można również szybko i wygodnie opłacać rachunki i faktury. Pod koniec zeszłego roku bank połączył system maklerski ING Securities z bankowością internetową, udostępniając internetową obsługę rachunku maklerskiego. Jednocześnie ING Bank Śląski oferuje jedną z najlepszych w Polsce aplikacji bankowości mobilnej ING BankMobile na smartfony i tablety, która pozwala na przeprowadzanie większości najbardziej potrzebnych operacji m.in. przelewów, sprawdzenia stanu rachunków, historii transakcji, kursów walut, a także spłaty karty kredytowej i doładowania telefonu. Bank stale rozwija aplikację mobilną - w ostatnim czasie wprowadził funkcję „podziel wydatki” pozwalającą w prosty i szybki sposób rozliczyć ze znajomymi wspólny rachunek lub zorganizować składkę na prezent. Od listopada 2014 roku klienci mogą zapisywać w aplikacji paragony, aby w każdej chwili mieć do nich łatwy dostęp. W ostatnich tygodniach aplikacja ING BankMobile pozwala również na płacenie i wypłacanie pieniędzy z bankomatów BLIK- iem czyli 9-cyfrowymi kodami. Przypominamy, że dzięki technologii RWD serwis internetowy ING Banku Śląskiego jest dostępny i czytelny na każdym urządzeniu – smartfonie, notebooku, tablecie, komputerze, a nawet telewizorze. Technologia umożliwia nie tylko przeskalowanie strony internetowej, ale także dostosowanie sposobu prezentacji treści do potrzeb użytkownika i możliwości urządzenia, z którego korzysta. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 2 kwietnia ING zachęca do dzielenia się pomysłami na życie #poswojemu (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Wystartowała akcja ING Banku Śląskiego, w której bank zachęca internautów do pokazania własnego pomysłu na życie, poprzez wrzucanie zdjęć z hashtagiem #poswojemu. Internauci mają szansę wziąć udział w inspirujących warsztatach na Stadionie Narodowym ze Stéphanem Antigą i Jakubem Bączkiem, trenerami siatkarzy i mistrzami świata. Aby wziąć udział w konkursie wystarczy wejść na stronę www.poswojemu.liczasieludzie.pl  i przesłać fotografię oraz krótki opis własnego pomysłu na życie #poswojemu. Spośród przesłanych zdjęć zostanie wybranych 15 najbardziej ciekawych, kreatywnych i oryginalnych prac reprezentujących ideę kampanii. Ich autorzy zostaną zaproszeni na ekskluzywny warsztat motywacyjny na Stadionie Narodowym, prowadzony przez Stéphana Antige i Jakuba Bączka, trenerów mistrzów świata. Ponadto spośród przesłanych prac jury konkursu wybierze 100 dodatkowych, które zostaną nagrodzone e-bookiem Jacka Walkiewicza "Pełna moc możliwości". W akcję zostali zaangażowani trendsetterzy oraz użytkownicy polskiego Instagrama. W jury konkursu znaleźli się Michał Pol, znany i ceniony dziennikarz sportowy, Karolina Jędrzejczyk, autorka popularnego bloga Szafeczka związanego z tematyką rodzicielską oraz Marta Dymek prowadząca uznany blog Jadłonomia, poświęcony kuchni roślinnej. Konkurs wspierają też uznana autorka fotografii mobilnej Joanna Lemańska znana jako @misscoolpics, oraz Jarosław Marciuk, zarządzający IgersPoland  i założyciel pierwszej w Polsce miejskiej społeczności fanów Instagrama.  Konkurs jest częścią kampanii reklamowej ”Bankuję, jak żyję. Po swojemu”, promującej Konto Direct w ING Banku Śląskim. Ideą akcji  jest pokazanie, że nie ma jednej drogi czy jednego słusznego pomysłu na życie. Aplikacja mobilna ING BankMobile daje swobodę bankowania według własnego scenariusza. Zabawa trwa do 22 kwietnia br. Więcej informacji na:  www.poswojemu.liczasieludzie.pl . dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 2 kwietnia ING Bank Śląski doceniony za komunikację z osobami niesłyszącymi (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski został laureatem „Konkursu Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń” w kategorii „CSR” za nowatorski sposób komunikacji z osobami niesłyszącymi. ING Bank Śląski, jako pierwszy  na polskim rynku, zaoferował możliwość posługiwania się językiem migowym za pośrednictwem tłumaczy on-line, w wybranych placówkach bankowych. Cieszymy się, że rynek docenił nasze działania w zakresie obsługi osób niesłyszących. Chcemy lepiej zrozumieć tę grupę klientów i dostosować się do jej potrzeb. W tym celu wykorzystujemy możliwości technologiczne, które umożliwiają sprawną komunikację z bankiem. Rozszerzyliśmy rozpoczęty w ub.r. pilotaż obsługi osób niesłyszących. Obecnie usługa jest dostępna w 20 oddziałach. Mamy nadzieję, że tworzymy w ten sposób nowy standard obsługi klienta niesłyszącego – powiedziała Małgorzata Kołakowska, Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego. ING Bank Śląski oferuje klientom niesłyszącym pomoc tłumacza języka migowego on-line. Dzięki połączeniu wideo z tłumaczem, pracownicy banku mogą swobodnie rozmawiać z osobami, które porozumiewają się tylko w języku migowym. Pracownicy wybranych oddziałów wzięli również udział w szkoleniach z podstaw języka migowego. Pilotaż obsługi klientów niesłyszących rozpoczęto w 2014 roku, we współpracy z firmą Migam.pl, w wybranych oddziałach ING Banku Śląskiego. Lista oddziałów z obsługą w języku migowym dostępna jest na www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 2 kwietnia Rozpoczyna się wiosenna akcja krwiodawstwa w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Pracownicy ING Banku Śląskiego rozpoczynają wiosenną akcję honorowego krwiodawstwa. W ramach wiosennej akcji krwiodawstwa zaplanowano następujące spotkania:             2 kwietnia, Katowice (Green Park, ul. Murckowska 18 B, godz. 10.00-15.30); 15 kwietnia, Katowice (ul. Sokolska 34, godz. 9.00-13.00); 20-21 maja, Szczecin (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, godz. 8.45-12.00); 28 maja, Katowice (Green Park, ul. Murckowska 18 B, godz. 10.00-15.30). Honorowe akcje krwiodawstwa ING stanowią stały element działalności społecznej ING Banku Śląskiego. Organizowane są przez pracowników banku kilka razy w roku, na terenie całej Polski, przy współpracy z  Regionalnymi Centrami Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. W akcjach zorganizowanych w 2014 roku uczestniczyło 178 pracowników banku, którzy oddali ponad 80 litrów krwi. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 31 marca Wiosna w ofercie kredytowej ING Banku Śląskiego dla przedsiębiorców (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przygotował wyjątkowo korzystną  ofertę kredytową dla przedsiębiorców. Klienci z tego segmentu, którzy  zawnioskują o pożyczkę, mogą teraz skorzystać z oferty bez prowizji i z promocyjną marżą. Oferta dostępna od 1 kwietnia br. Wiosenna oferta kredytowa ING Banku Śląskiego dla przedsiębiorców obejmuje: Pożyczkę standardową - bez prowizji za udzielenie i z marżą tylko 4%:   dla wszystkich firm, które działają na rynku co najmniej 4 lata; dostępna do 31 stycznia 2016 roku. Pożyczkę dla profesjonalistów – bez prowizji za udzielenie i z marżą tylko 3%:   dla przedstawicieli zawodów zaufania publicznego; dla pożyczki w kwocie co najmniej 150 000 zł; dostępna do 30 kwietnia 2015 roku. Przypominamy, że oferta dla profesjonalistów skierowana jest do przedstawicieli zawodów zaufania publicznego, prowadzących następujące rodzaje działalności: kancelarie notarialne, adwokackie, komorników sądowych i radców prawnych, gabinety lekarskie, specjalistyczne praktyki lekarskie, indywidualne i prywatne praktyki lekarskie, praktyki lekarskie specjalistyczne, praktyki grupowe lekarzy rodzinnych, gabinety psychologiczne, gabinety stomatologiczne, praktyki pielęgniarskie i rehabilitacyjne, przychodnie i kliniki weterynaryjne, biura biegłego rewidenta, rzeczoznawcy majątkowego i geodezyjne, biura architektoniczne, kancelarie podatkowe – doradcy podatkowi, biura rachunkowe – księgowi posiadający licencję Ministra Finansów uprawniającą do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Więcej informacji na temat oferty dla przedsiębiorców na www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 30 marca Inwestycje do ogarnięcia z Kontem Funduszowym ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski wprowadził do oferty ING Konto Funduszowe SFIO dla osób poszukujących dywersyfikacji swoich oszczędności oraz wyższego zysku. To nowoczesne rozwiązanie inwestycyjne - fundusz inwestujący w szeroki wachlarz innych funduszy inwestycyjnych. ING Konto Funduszowe wyróżnia się prostotą i przejrzystością, która ułatwia wybór odpowiedniej dla klienta strategii inwestycyjnej. Zgodnie z przyjętą przez nas strategią rozwoju produktów inwestycyjnych, chcemy zaoferować rozwiązanie finansowe, które jest uzupełnieniem naszej oferty oszczędnościowej. Wprowadzone do oferty ING Konto Funduszowe ze względu na swoją prostotę może być skierowane do szerszej grupy klientów, którzy dotychczas nie inwestowali w fundusze inwestycyjne oraz do osób, które szukają rozwiązań pozwalających na dywersyfikację swoich środków. Jesteśmy przekonani, ze ING Konto Funduszowe stanie się atrakcyjnym elementem naszej oferty – powiedział Mateusz Poznański, Dyrektor Banku w Pionie Bankowości Detalicznej ING Banku Śląskiego. ING Konto Funduszowe to dostępny w ING Banku Śląskim fundusz parasolowy inwestujący w inne fundusze, a nie bezpośrednio w akcje lub obligacje. Klienci banku mają do wyboru trzy subfundusze: ING Pakiet Ostrożny, ING Pakiet Umiarkowany oraz ING Pakiet Dynamiczny. Oferta została przygotowana w taki sposób, aby każdy mógł wybrać dla siebie odpowiedni pakiet. Pakiet Ostrożny - oparty na polskich i zagranicznych funduszach inwestycyjnych o charakterze dłużnym. Ten Pakiet nie inwestuje w fundusze akcyjne i daje możliwość nieco większych zysków niż na lokatach bankowych; Pakiet Umiarkowany - oparty na funduszach inwestycyjnych polskich i zagranicznych o charakterze dłużnym i akcyjnym. Udział funduszy akcyjnych i funduszy dłużnych w tym Pakiecie wynosi odpowiednio 30% i 70%. Ta propozycja może przynieść większy zysk przy jednoczesnym wyższym ryzyku wynikającym ze zmian wartości akcji; Pakiet Dynamiczny – podobnie jak Pakiet Umiarkowany inwestuje w polskie i zagraniczne fundusze inwestycyjne o charakterze dłużnym i akcyjnym, ale udział funduszy akcyjnych wynosi 65%.  Pakiet ten cechuje się najwyższą zmiennością i ryzykiem ze wszystkich propozycji ING Konta Funduszowego i daje szanse na wyższy zysk niż w przypadku Pakietu Ostrożnego i Umiarkowanego. Konstrukcja ING Konta Funduszowego jako „funduszu funduszy” powoduje, że: klient wybierając jeden pakiet inwestuje w kilka różnych funduszy inwestycyjnych, czyli nie musi samodzielnie wybierać spośród szerokiej oferty funduszy danej kategorii oferowanych przez różne TFI; klient otrzymuje mniej ryzykowny produkt - kupno pakietu pozwala na dywersyfikację pomiędzy różnymi funduszami co ogranicza ryzyko związane z inwestycją całości środków w pojedynczy fundusz; specjaliści na bieżąco monitorują sytuację rynkową oraz fundusze znajdujące się w pakietach i w razie potrzeby dokonują zmiany składu pakietu. Obecnie bank nie pobiera opłaty dystrybucyjnej przy nabywaniu Pakietów dostępnych w ramach ING Konta Funduszowego. Opłata za zarządzanie poszczególnymi Pakietami wynosi: 1,35% dla Pakietu Ostrożnego, 2,20% dla Pakietu Umiarkowanego 2,65% dla Pakietu Dynamicznego. Aktywami ING Konta Funduszowego SFIO zarządza ING Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. Więcej na www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 23 marca ING Securities “Liderem Informatyki Instytucji Finansowych 2014” (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Dom Maklerski ING Securities został zwycięzcą tegorocznej edycji konkursu „Lider Informatyki Instytucji Finansowych”, organizowanego przez „Gazetę Bankową”. Nagrodę przyznano w kategorii „systemy transakcyjne” za wdrożenie systemu Comarch Exchange Trading. Wdrożony przez ING Securities Comarch Exchange Trading to nowoczesny system do obsługi procesów front-, middle- i back-office dla biur i domów maklerskich. Posiada elastyczny i wielowalutowy moduł ewidencyjny oraz umożliwia efektywną komunikację z rynkami i brokerami zagranicznymi oraz pełną obsługę danych klientów, rachunków, rozliczeń, w środowisku zintegrowanych usług bankowych i maklerskich. Inwestorom zapewnia bezpośredni dostęp do rachunku maklerskiego, związanych z nim operacji, zleceń i transakcji giełdowych oraz informacji rynkowych. Konkurs „Lider Informatyki” jest organizowany przez „Gazetę Bankową” już od kilkunastu lat. Jego celem jest wyłanianie liderów wdrożeń informatycznych spośród firm z sektora finansowego. W tegorocznej edycji zgłoszono blisko 50 projektów. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 17 marca “100 zł za otwarcie Konta” w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przygotował ofertę dla osób zainteresowanych założeniem konta osobistego. Biorąc udział w promocji, uczestnicy mogą otrzymać 100 zł premii. Promocja rozpoczyna się 16 marca br. Promocja „100 zł za otwarcie Konta” jest skierowana do osób, które od 01.01.2014 r. do dnia rozpoczęcia promocji nie posiadały Konta z Lwem (Direct, Klasyczne, Komfort, VIP, Student) dla klientów indywidualnych w ING Banku Śląskim oraz które spełnią poniższe warunki: od 16.03.2015 r. do 18.05.2015 r. prześlą zamieszczony na stronie internetowej wniosek o otwarcie konta lub złożą wniosek o otwarcie konta za pośrednictwem aplikacji ING BankOnLine (w przypadku użytkowników systemu bankowości elektronicznej ING BankOnLine), do 15.06.2015 r. zawrą umowę o prowadzenie konta, umowę o świadczenie usługi bankowości elektronicznej ING BankOnLine, umowę o dowolną kartę płatniczą do rachunku, do 16.10.2015 r. na ich koncie zostaną rozliczone i zaksięgowane transakcje bezgotówkowe wykonane kartą płatniczą na łączną kwotę minimum 1000 zł, na dzień księgowania premii promocji będą posiadaczami konta objętego promocją wraz z wydaną do niego kartą. Premia w wysokości 100 zł zostanie wypłacona klientom po spełnieniu wszystkich powyższych warunków, najpóźniej do 16.11.2015 r. Szczegółowe warunki oferty znajdują się w Regulaminie dostępnym na stronie: http://www.ingbank.pl Konto Direct to wielofunkcyjne konto osobiste z dostępem do pieniędzy przez internet, telefon, sieć bankomatów i oddziałów w całej Polsce. Oprócz pełnej funkcjonalności rachunku internetowego, umożliwia m.in. wygodne oszczędzanie z programem Smart Saver, spersonalizowanie wizerunku karty płatniczej, udział w programie lojalnościowym Bankujesz-zyskujesz. Klienci mogą otworzyć konto w ING Banku Śląskim całkowicie online bez wizyty w oddziale banku. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 16 marca Nagroda Związku Banków Polskich dla prezes ING Banku Śląskiego (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Prezes ING Banku Śląskiego, Małgorzata Kołakowska, otrzymała nagrodę specjalną im. Remigiusza Kaszubskiego podczas tegorocznego Forum Bankowego organizowanego przez Związek Banków Polskich. Nagrodę przyznano za działania na rzecz innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie płatności i bankowości mobilnej. Nagroda specjalna im. Remigiusza Kaszubskiego została przyznana Małgorzacie Kołakowskiej za wdrożenie w 2014 roku znaczących, zintegrowanych z bankowością mobilną, innowacji płatniczych, takich jak portfel elektroniczny czy mobilne płatności zbliżeniowe. ING Bank Śląski udostępnia klientom szeroką gamę nowoczesnych narzędzi płatniczych, w tym możliwość przeprowadzenia płatności zbliżeniowych. Abonenci sieci Orange korzystający ze smartfonów z interfejsem zbliżeniowym mogą płacić mobilnie kartami ING Banku Śląskiego, natomiast użytkownicy innych sieci oraz telefonów bez funkcji NFC mogą wykorzystać zbliżeniowe naklejki, umieszczając je na swoim telefonie. ING Bank Śląski jako pierwszy bank w Polsce wdrożył i udostępnił także innowacyjną metodę płatności w Internecie – portfel elektroniczny V.me by Visa. Pozwala ona w łatwy i bezpieczny sposób płacić w internecie bez konieczności podawania za każdym razem danych karty płatniczej. Od kilku tygodni klienci ING Banku Śląskiego mogą również płacić telefonem za zakupy w sklepach oraz internecie oraz dokonywać wypłaty z bankomatów za pomocą kodów BLIK dostępnych w aplikacji mobilnej ING BankMobile. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 12 marca Oszczędzający Polacy należą do najbardziej świadomych klientów banków w Europie – wynika z badania ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Blisko dziewięciu na dziesięciu Polaków zna wysokość oprocentowania swoich oszczędności – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”, badającego postawy i zachowania konsumentów wobec oszczędzania w Polsce i na świecie. Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że 86% Polaków deklaruje znajomość wysokości oprocentowania swoich oszczędności. To jeden z najwyższych wyników uzyskanych w badaniu. Dla porównania, taką wiedzą może pochwalić się tylko 71% Belgów. Równocześnie 80% Polaków deklaruje, że wie jaka jest wysokość oprocentowania ich zadłużenia. Rekordowo niskie stopy spowodowały, że więcej Polaków interesuje się wielkością swoich odsetek i pod tym względem wypadamy na bardziej świadomych oszczędzających niż słynni z tego Niemcy i bardzo majętni Belgowie - powiedział Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Badanie nasuwa również inne ciekawe wnioski odnośnie oszczędnościowych i wydatkowych zachowań Polaków. W ostatnich kwartałach wzrosła skłonność do wydawania. Pod tym względem Polsce bliżej do gospodarek z dobrą koniunkturą (jak Niemcy czy Wielka Brytania), ale zaskakujące jest to, że w przypadku prywatnych oszczędności emerytalnych bliżej nam do mieszkańców południa traktujących te wydatki dosyć swobodnie. Spada udział osób które nie muszą już oszczędzać na wydatkach bieżących takich jak odzież czy żywność. Natomiast od ostatniej edycji badania wzrósł udział respondentów z Polski ograniczających dobrowolne oszczędności emerytalne, co jest bardzo niepokojących sygnałem. Ogólnie rozumiany zapał do oszczędzania wygląda wciąż zachęcająco – podobnie jak w poprzednich edycjach „Finansowego Barometru ING” Polska znajduje się w ścisłej czołówce jeśli chodzi o bieżące odkładanie. Problemem pozostaje jednak to, że oszczędności w Polsce posiada jedynie około 50% ankietowanych. I to właśnie tylko w tej grupie skłonność do oszczędzania jest wysoka na tle innych krajów. Tymczasem pokaźna grupa obywateli dotknięta jest chronicznym brakiem oszczędności – mimo szybszego wzrostu gospodarczego pozostajemy ubogimi krewnymi mieszkańców Europy Zachodniej. Jak daleki dystans dzieli nas od naszych zachodnich sąsiadów pokazują twarde dane statystyczne. Pod względem aktywów finansowych na głowę pozostajemy na szarym końcu Unii Europejskiej. Tak liczone oszczędności Polaków to jedynie 15-16% tego co posiadają Niemcy czy Włosi, wciąż daleko nam nawet do Grecji (nasze oszczędności to około 35% tego co posiadają Grecy). Biedniejsi od nas są tylko Rumunii, Bułgarzy, Łotysze i Słowacy - powiedział Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Polacy relatywnie często twierdzą, że czuliby się skrępowani idąc po pożyczkę do banku. O wiele więcej osób odczuwa jednak skrępowanie w przypadku pożyczania pieniędzy od rodziny lub znajomych. W przypadku oszczędności emerytalnych zauważyliśmy niebezpieczne występowanie obok siebie z jednej strony wysokiego poziomu zatroskania Polaków czy będą mieli dość pieniędzy na emeryturę i przekonania, że nasza sytuacja finansowa nie zabezpieczy nam nawet standardu życia obecnych emerytów. Z drugiej strony dość częste są wskazania na brak potrzeby oszczędzania na emeryturę oraz swobody w ograniczaniu prywatnych oszczędności emerytalnych w okresie poprawy koniunktury. Najczęściej wskazywana przeszkoda w odkładaniu na emeryturę we własnym zakresie to niedostateczne wpływy - powiedział Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego. NAJWAŻNIEJSZE WYNIKI BADANIA: Sytuacja ekonomiczna konsumentów Sytuacja ekonomiczna blisko trzech czwartych Polaków poprawiła się lub nie zmieniła w ostatnim czasie (71%). Pod tym względem Polska wypada korzystnie na tle Europy (średnia 63%). Jednocześnie na pogorszenie się sytuacji wskazało 29% mieszkańców Polski. W porównaniu z ubiegłym rokiem mniej osób musiało ograniczać swoje wydatki (24%). Najczęściej limitowaliśmy koszty związane z rozrywką (45%), wakacjami (41%) oraz ubraniami i urodą (40%). W 2014 r. częściej natomiast ograniczaliśmy oszczędzanie na emeryturę (17%). Oszczędności i kredyty Co drugi Polak deklaruje, że posiada oszczędności. To trzeci najniższy wynik uzyskany w badaniu, po Rumunii (36%) i Turcji (47%). Najwyższy odsetek osób z oszczędnościami mieszka w Holandii (76%) i Luksemburgu (75%) Czterech na pięciu Polaków posiadających oszczędności odkłada obecnie dodatkowe środki pieniężne (81%). To więcej niż średnia dla mieszkańców Europy (68%), ale mniej od Czechów (88%). Polacy znaleźli się także w czołówce krajów, których mieszkańcy deklarują wzrost oszczędności w ostatnim roku (43%). Zatrzymanie ożywienia gospodarczego i ryzyko geopolityczne ograniczyły chęć zwiększania zadłużania. Co trzeci Polak (36%) nie posiada długu - w porównaniu z 45% rok wcześniej. Najpopularniejszą formą zadłużenia się jest pożyczka w banku (25%) oraz kredyt na karcie kredytowej (19%). Z „chwilówek” korzysta 6% Polaków. Polacy są umiarkowanymi zwolennikami korzystania z kart kredytowych - co drugi mieszkaniec Polski woli korzystać z debetu na rachunku niż karty kredytowej (50%). Odstajemy jednak od europejskiej średniej pod względem skłonności do odkładania naszych zachcianek, gdy nie mamy na nie środków - 72% Polaków woli ponosić opłaty za debet na rachunku niż wstrzymać się od zakupów (średnia 77%). Trzy czwarte Polaków czułoby się niezręcznie pożyczając pieniądze od rodziny lub znajomych (76%). W Polsce odnotowano także jeden z wyższych odsetków osób, które czują się skrępowane biorąc pożyczkę w banku (48%). To może świadczyć o niższym poziomie oswojenia z usługami bankowymi w porównaniu z resztą Europy (średnia 38%). Polacy wykazują się wysokim poziomom świadomości, że zaciągając pożyczki łatwo wpaść w spiralę zadłużenia. Wśród wszystkich badanych krajów w Polsce uzyskano najwyższy odsetek odpowiedzi wskazujących na świadomość tego zagrożenia (87%). Oszczędzanie na emeryturę Mimo że Polacy niechętnie oszczędzają na emeryturę, co drugi martwi się, że będzie miał za mało pieniędzy by na nią przejść (48%). Takich obaw nie podziela tylko co czwarty mieszkaniec Polski. Większość Polaków (57%) nie potrafi powiedzieć czy ich sytuacja finansowa zabezpieczy im taki sam standard życia jak dzisiejszym emerytom. Jedna czwarta Polaków deklaruje, że oszczędza na emeryturę poza obowiązkowym programem emerytalnym (25%). Wśród najważniejszych przyczyn niekorzystania z nieobowiązkowego funduszu emerytalnego Polacy wymieniają brak pieniędzy (42%) oraz brak potrzeby oszczędzania na emeryturę (18%). Najważniejszym powodem korzystania z dodatkowego funduszu emerytalnego jest obawa przed związaniem końca z końcem na emeryturze (42%) oraz brak zaufania do obowiązkowego programu (30%). „Finansowy Barometr ING” to cykliczne badanie realizowane dla Grupy ING przez grupę badawczą IPSOS. Badanie zostało zrealizowane w trzynastu krajach m.in. w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Holandii i Turcji. Ostatnia edycja badania została przeprowadzona w październiku i listopadzie 2014 r. Wzięło w niej udział ponad 12 743 respondentów, w tym 1037 z Polski. dostarczył infoWire.pl
  • środa, 11 marca Kolejni Wolontariusze ING dołączyli do BAKCYLA (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Powiększyła się grupa Wolontariuszy ING, którzy zgłosili się do projektu edukacji finansowej BAKCYL. Wszyscy nowi wolontariusze przeszli już szkolenia co oznacza, że będą mogli podzielić się wiedzą i doświadczeniem z uczniami wybranych gimnazjów w Polsce. BAKCYL jest projektem polskiego sektora bankowego, w którym uczestniczy obecnie 15 banków. Stanowi przykład inicjatywy odpowiedzialnej społecznie, mającej na celu podniesienie poziomu wiedzy finansowej młodzieży. Podstawę programu stanowi zaangażowanie pracowników banków - wolontariuszy w rolę trenerów, prowadzących lekcje, po uprzednio odbytych szkoleniach przygotowujących. ING Bank Śląski dołączył do BAKCYLA w 2014 roku. Obecnie w projekt zaangażowanych jest kilkunastu Wolontariuszy ING we wszystkich objętych programem województwach, z czego najliczniejszą grupę stanowią wolontariusze ze Śląska – aż 10 osób. Pierwsze lekcje poprowadzą już w kwietniu! Projekt jest realizowany od 2013 roku z Narodowym Bankiem Polskim, w ramach programu edukacji ekonomicznej, pod patronatem Związku Banków Polskich. Pomysłodawcą i organizatorem jest Warszawski Instytut Bankowości. W latach 2013-2014 działania obejmowały tylko województwo mazowieckie, natomiast w 2015 roku uruchomiono rekrutację również w województwach: śląskim, łódzkim i małopolskim. W 2014 roku, BAKCYL został laureatem Konkursu Liderów Świata Bankowości, w kategorii społecznej odpowiedzialności biznesu. Więcej na stronie: www.bakcyl.wib.org.pl dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 9 marca Pożyczka na klik ze zwrotem odsetek dla przedsiębiorców w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przygotował ofertę specjalną dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Pożyczka ze zwrotem odsetek, udzielana bez prowizji, jest dostępna w systemie bankowości internetowej ING BankOnLine do 30 kwietnia bieżącego roku. Bank przygotował ofertę specjalną dla przedsiębiorców chcących skorzystać z pożyczki niezabezpieczonej. Przedsiębiorcy, którzy do 30 kwietnia zawnioskują o pożyczkę niezabezpieczoną na kwotę od 10 tys. do 20 tys. na okres 5 lat, otrzymają marże w wysokości 7%, nie zapłacą prowizji za jej udzielenie oraz dodatkowo otrzymają nagrodę w wysokości odsetek za trzy pierwsze miesiące. Wypłata nagrody na rachunek prowadzony w ING Banku Śląskim nastąpi do 10 dnia następnego miesiąca po podpisaniu umowy. Produkt jest dostępny wyłącznie poprzez bankowość internetową ING BankOnLine i skorzystać mogą z niego przedsiębiorcy, którzy kupili kartę kredytową, linię kredytową lub pożyczkę gotówkową w ramach oferty standardowej banku po 2 marca br. Przypominamy, że w okresie od 2 marca do 24 kwietnia br. ING Bank Śląski proponuje swoim klientom również linię kredytową bez prowizji. Klienci zainteresowani jej uruchomieniem bądź podwyższeniem posiadanego już limitu nie zapłacą prowizji.  Więcej informacji na temat oferty dla przedsiębiorców na www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 6 marca Bankuję, jak żyję. Po swojemu – nowa kampania ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W nowej kampanii reklamowej ING Bank Śląski promuje Konto Direct, wykorzystując zalety bankowości mobilnej, zaprezentowanej przez pryzmat ludzi, a nie technologii.  W ten sposób bank nawiązuje do wprowadzonego w ubiegłym roku hasła marki - „Liczą się ludzie”. W nowych reklamach, które będą emitowane od 8 marca br., ING Bank Śląski chce motywować Polaków do działania i wykorzystywania swojego potencjału do realizowania planów prywatnych i zawodowych. Ideą kampanii jest pokazanie, że nie ma jednej drogi czy jednego słusznego pomysłu na życie. Każdy z nas preferuje różne tempo życia, ma różne życiowe motta, w odmienny sposób osiąga swoje cele. Świadczą o tym odpowiedzi na pytanie, które zadaliśmy w naszych nowych spotach - „Jaki jest Twój pomysł na życie?”. Widzimy, że przekłada się to również na sposób, w jaki podchodzimy do bankowości - każdy szuka w niej bowiem czegoś innego. Naszą odpowiedzią na te poszukiwania jest aplikacja mobilna ING BankMobile, dająca swobodę bankowania według własnego scenariusza. Po swojemu. Stąd filmowa puenta Marka Kondrata „Każdy pomysł na życie jest dobry, a najlepszy jest Twój. Aplikacja mobilna wspiera tych, którzy chcą żyć po swojemu” - mówi Barbara Pasterczyk, dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w ING Banku Śląskim. W ostatnich miesiącach ING Bank Śląski wzbogacił aplikację mobilną ING BankMobile o kolejne praktyczne rozwiązania. Pośród nowych funkcji znalazły się możliwość płacenia w sklepach i wypłacania gotówki z bankomatu oraz narzędzia pozwalające archiwizować paragony w chmurze i rozliczać wydatki wspólnie ze znajomymi. Mobilność Polaków przestaje być zapowiadaną przez specjalistów przyszłością, a staje się faktem i jednocześnie stylem życia i pewną postawą. Jak mówią badania, blisko 45% Polaków posiada smartfony, a ponad 40% ich użytkowników chętnie korzysta z bankowości mobilnej i dokonuje płatności telefonem. Bo to wygodne mieć bank w telefonie – dodaje Barbara Pasterczyk Kampanię rozpoczyna emisja spotów telewizyjnych dla klientów indywidualnych, którą wesprą działania w internecie oraz komunikacja w oddziałach banku. Na potrzeby tej ostatniej, myśl przewodnia została sparafrazowana do sentencji „Bankuję, jak żyję. Po swojemu”. Bank przygotował również komunikację Konta Direct dla firm, podkreślając w niej, że „aplikacja mobilna wspiera tych, którzy chcą prowadzić biznes po swojemu”. Nowe spoty są dostępne na profilu banku w serwisie YouTube: Tytuł kampanii: Bankuję, jak żyję. Po swojemu.” Start kampanii: 8 marca 2015 r. Narzędzia: TV: 30‘ i 60’ spoty w stacjach ogólnopolskich i niszowych Internet: VOD, display, social media OOH: billboardy Materiały w placówkach banku Kreacja: Brain Media: Lowe Media Kreacje internetowe: GONG BTL: Brain dostarczył infoWire.pl
  • środa, 4 marca Unikasz ryzyka? Nie zarobisz zbyt wiele (Finanse) (by dionizy.pl)
  • środa, 4 marca ING Bank Śląski “Gwiazdą Jakości Obsługi 2015” (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski został uhonorowany przez konsumentów w VIII edycji Polskiego Programu Jakość Obsługi. Bank otrzymał najwięcej pozytywnych opinii klientów i uzyskał prestiżowy tytuł „Gwiazda Jakości Obsługi 2015” w kategorii „Banki”. Tym samym bank po raz szósty znalazł się w gronie firm, które wyróżniają się najwyższymi standardami obsługi i poziomu satysfakcji klientów. Otrzymane wyróżnienie jest dla nas wyjątkowe ponieważ zostało przyznane bezpośrednio przez klientów i to kolejny raz. Tytuł stanowi potwierdzenie, że dla nas liczą się ludzie oraz, że przyjęliśmy właściwą strategię w obsłudze klienta. Chcemy wyróżniać się zarówno nowoczesną ofertą, która inspiruje do realizacji własnych zamierzeń, jak i wysokiej jakości obsługą. Koncentrujemy się na potrzebach klientów bo ich wybory są dla nas najważniejsze – powiedział Przemysław Furlepa, Dyrektor Banku, odpowiedzialny za relacje z klientami w ING Banku Śląskim. W Polskim Programie Jakość Obsługi, liderzy w poszczególnych branżach zostają wyłonieni na podstawie ocen i opinii zgłaszanych przez klientów, za pośrednictwem portalu www.jakoscobslugi.pl lub aplikacji mobilnej. Wyróżnienia Gwiazda Jakości Obsługi otrzymują te firmy, które w opiniach konsumentów wykazują najwyższą dbałość o obsługę klienta oraz zyskały ich pozytywne rekomendacje na kolejny rok.  Polski Program Jakość Obsługi realizowany jest od ośmiu lat i ma na celu poprawę jakości obsługi w polskich firmach, stanowiąc wsparcie dialogu pomiędzy konsumentami a firmami. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 26 lutego W ING Banku Śląskim jedno z najlepszych kont osobistych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski oferuje jedno z najlepszych kont osobistych na rynku. W rankingu „Najlepsze konto osobiste 2015” przygotowanym przez redakcję portalu Money.pl, Konto Direct zajęło drugie miejsce. Portal Money.pl przenalizował 82 konta osobiste dla klientów indywidualnych oferowanych przez 32 banki. Konto Direct ING Banku Śląskiego zajęło drugie miejsce w rankingu na „Najlepsze konto osobiste 2015”. „Na drugim miejscu w naszym zestawieniu znalazło się Konto z Lwem Direct ING Banku. Prowadzenie tego konta dla naszego modelowego klienta jest bezpłatne, bez konieczności spełnienia szczególnych warunków. Darmowe są także internetowe przelewy, zlecenia stałe i polecenia zapłaty. Dodatkowo, ze względu na to, że nasz modelowy klient wykonuje płatności kartą, zostaje zwolniony z opłaty za nią (w przeciwnym wypadku jej miesięczny koszt to 7 złotych). Co ważne, nie trzeba też martwić się opłatami za wypłaty z bankomatów. Wszystkie w kraju są dostępne za darmo” – podaje portal Money.pl Redakcja przyznawała punkty za brak opłat za prowadzenie konta i darmowe wydanie karty do rachunku, a także bezpłatne przelewy internetowe. Dodatkowo premiowano dostęp do konta przez bankowość internetową oraz aplikacje mobilne na smartfony. Na punktację wpływ miały prowizje za korzystanie z bankomatów, koszty związane z poleceniami zapłaty, stałymi zleceniami i przelewami za granicę w euro. Przypominamy, że Konto Direct to wielofunkcyjne bezpłatne konto osobiste zapewniające dostęp do pieniędzy przez Internet, telefon, sieć bankomatów i oddziałów w całej Polsce. Najważniejsze korzyści to: 0 zł za prowadzenie rachunku (za wyjątkiem wpłat/wypłat gotówki i przelewów w oddziałach banku), 0 zł za przelewy krajowe w PLN przez Internet na rachunek w innym banku w kraju (za wyjątkiem przelewów typu SORBNET, Express ELIXIR), 0 zł za wypłaty ze wszystkich bankomatów w kraju, 0 zł za użytkowanie kart Visa zbliżeniowa (jeżeli miesięczna wartość rozliczonych przez bank transakcji bezgotówkowych wykonanych kartą wyniesie co najmniej 200 zł w okresie od 29 dnia danego miesiąca do 28 dnia następnego miesiąca - w przeciwnym razie opłata wyniesie 7 zł). Więcej informacji na temat rankingu kont osobistych jest dostępnych na stronie Money.pl. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 24 lutego ING liderem na rynku Treasury Bondspot (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski otrzymał dwie nagrody podczas Gali - Podsumowanie Roku Giełdowego 2014 - organizowanej przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Bank został wyróżniony jako lider na rynku Treasury BondSpot Poland w zakresie obrotów na rynku kasowym oraz transakcji warunkowych. „Zdobyte przez ING Bank Śląski nagrody potwierdzają silną pozycję banku na wymagającym rynku Treasury BondSpot. Cieszymy się, że nasza aktywność na tym rynku została doceniona” – powiedziała Joanna Erdman, członek zarządu ING Banku Śląskiego. Gala – Podsumowanie Roku Giełdowego 2014 – zebrała przedstawicieli najważniejszych instytucji rynku kapitałowego: emitentów, domów maklerskich, banków, firm inwestycyjnych oraz organizacji i stowarzyszeń branżowych. Instytucjom, które w minionym roku osiągnęły najlepsze wyniki i przyczyniły się do rozwoju polskiego rynku wręczono łącznie 30 nagród, w tym nagrody BondSpot S.A. ING Bank Śląski otrzymał dwie nagrody na rynku Treasury BondSpot Poland: za największe obroty na rynku kasowym Treasury BondSpot Poland w 2014 roku; za największe obroty na rynku transakcji warunkowych Treasury BondSpot Poland w 2014 roku. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 23 lutego ING poprowadzi do własnego mieszkania przez serwis NAVIDOM (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    NAVIDOM to nowy serwis ING Banku Śląskiego skierowany do osób zainteresowanych kupnem mieszkania. Prowadzi krok po kroku przez proces wyboru i kupna własnego M. To pierwsze tego typu rozwiązanie w Polsce. Serwis NAVIDOM, dostępny pod adresem navidom.ingbank.pl, powstał z myślą o osobach planujących zakup własnego mieszkania. NAVIDOM wspiera ich w trakcie całego wielomiesięcznego procesu, ułatwiając m.in. znalezienie i wybór mieszkania, wyliczenie kosztów jego zakupu i utrzymania, negocjacje ze sprzedającym oraz załatwianie formalności niezbędnych do sfinalizowania transakcji. Decyzja o zakupie własnego mieszkania to rozpoczęcie nowego etapu w życiu. Jednocześnie, jak wynika z badań, to wydarzenie budzące silne obawy - przed dużą odpowiedzialnością, trudnościami związanymi z wyborem odpowiedniego lokum, zaciągnięciem kredytu hipotecznego. Mieszkanie kupuje się zwykle raz w życiu, więc kupujący nie posiadają w tym doświadczenia i brakuje im wiedzy. Postanowiliśmy zatem stworzyć narzędzie, które ułatwi przejście przez ten proces i będzie przygotowane w zgodzie z trendami społecznymi i technologicznymi. NAVIDOM to pierwsze takie rozwiązanie na polskim rynku  – powiedziała Barbara Pasterczyk, Dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej  ING Banku Śląskiego. NAVIDOM składa się z trzech części: „Szukam”, „Szuflada” oraz „Chcę kupić”. W każdej z nich znajduje się pakiet pomocnych narzędzi i wskazówek, które użytkownicy odkrywają w miarę jego użytkowania. Szukam – umożliwia przeszukiwanie i przeglądanie ogłoszeń dostarczanych przez otodom.pl np. ogłoszeń z rynku pierwotnego czy z ostatnich 24 godzin. Szuflada – służy do gromadzenia w jednym miejscu ulubionych ofert, wyliczeń kosztów zakupu i utrzymania, notatek i zdjęć. Można znaleźć tu także wiele cennych wskazówek, np. na co zwrócić uwagę w trakcie oględzin, o co zapytać sprzedającego, jak negocjować cenę. W podjęciu ostatecznej decyzji pomaga narzędzie do oceny i porównania ofert. Chcę kupić – w załatwieniu formalności pomaga przydatna, spersonalizowana pod typ mieszkania lista kroków. Podpowiada co zrobić i gdzie się udać, a także daje cenne wskazówki, np. czym różni się zadatek od zaliczki, co powinno znaleźć się w umowie przedwstępnej. NAVIDOM jest kolejnym - obok bankowości mobilnej ING BankMobile - udogodnieniem dla osób mobilnych oferowanym przez ING Bank Śląski. Serwis przygotowano w technologii RWD.  Oznacza to, że można z niego korzystać na każdym urządzeniu - smartfonie, tablecie czy komputerze - i w każdym miejscu – nawet w trakcie oglądania nieruchomości. Wkrótce będzie też dostępny w sklepach mobilnych: iOS, Google Play, Blackberry. Serwis jest bezpłatny i ogólnodostępny - nie trzeba być klientem ING Banku Śląskiego, aby z niego skorzystać. Więcej na navidom.ingbank.pl. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 23 lutego W ING Banku Śląskim najlepsza oferta bankowości mobilnej (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski kolejny raz został nagrodzony statuetką Złoty Bell w kategorii „Mobilny Bank Roku 2014”. Nagroda została wręczona podczas Gali Mobility Trends 2014, mającej na celu podsumowanie nowości rynkowych, które spotkały się z największym zainteresowaniem konsumentów w 2014 roku. Złoty Bell to wyróżnienie przyznane przez internautów w głosowaniu internetowym na najlepsze rozwiązania i produkty z branży IT oraz Telecom, które pojawiły się na rynku w 2014 roku. Cieszymy się, że aplikacja mobilna ING BankMobile, która została pobrana ponad 800 tys. razy, jest doceniana przez internautów. Nagroda tym bardziej cieszy, że została przyznana nam po raz drugi -  powiedział Przemysław Furlepa, Dyrektor Banku. Gala Mobility Trends to coroczne prestiżowe spotkanie osób związanych z branżą nowoczesnych technologii w Polsce. Statuetki Złoty Bell przyznane zostały za najlepsze produkty, usługi i wydarzenia w dziedzinie telekomunikacji oraz nowoczesnych technologii w 2014 roku. Laureaci konkursu zostali wybrani przez konsumentów w głosowaniu internetowym. Nagroda w kategorii „Mobilny Bank Roku 2014” to wyróżnienie dla bankowości mobilnej oferowanej klientom ING Banku Śląskiego. ING Bank Śląski rozszerza możliwości aplikacji ING BankMobile na smartfony i tablety. W ostatnim czasie bank wprowadził funkcję „podziel wydatki” pozwalającą w prosty i szybki sposób rozliczyć ze znajomymi wspólny rachunek lub zorganizować składkę na prezent. Od listopada 2014 roku klienci mogą zapisywać w aplikacji paragony, aby w każdej chwili mieć do nich łatwy dostęp. Przypominamy, że aplikacja ING BankMobile pozwala m.in. na wykonanie przelewów, w tym przelewów walutowych, sprawdzenie stanu rachunków bieżących i oszczędnościowych, historii transakcji kartą oraz kursów walut, a także spłatę karty kredytowej i doładowanie telefonu. Wersja na tablety umożliwia ponadto dokonanie spłaty kredytu i wykonanie przelewu z karty kredytowej. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 17 lutego ING Bank Śląski partnerem programu Corporate Readiness Certificate dla studentów (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski wraz z ING Services Polska oraz IBM zapraszają studentów do programu akademickiego Corporate Readiness Certificate (CRC) realizowanym na uczelniach w Gliwicach, Katowicach i Wrocławiu. Corporate Readiness Certificate to program nauczania dla studentów, podczas których odbywają się zajęcia, wykłady i laboratoria prowadzonych przez ekspertów z branży IT. Jego celem jest przekazanie praktycznej wiedzy z zakresu IT i nowoczesnych technologii oraz wykształcenie u studentów umiejętności funkcjonowania w nowoczesnym środowisku biznesowym. Osoby, które ukończą program uzyskają prestiżowy, honorowany przez firmy certyfikat, a najlepsi absolwenci będą mogli odbyć płatne staże i praktyki, w tym w ING Banku Śląskim. Program jest skierowany do studentów III roku studiów licencjackich/inżynierskich lub studentów I/II roku studiów magisterskich uzupełniających, przy czym preferowany jest profil techniczny, informatyczny lub informatyczno-ekonomiczny. Egzamin kwalifikacyjny odbędzie się 26 lutego br. na Politechnice Śląskiej, w Gliwicach i Katowicach równocześnie i obejmie test z wiedzy ogólnej z obszaru IT oraz test z języka angielskiego. Zajęcia będą się odbywać w semestrze letnim 2015 roku. Program Corporate Readiness Certificate obejmuje m.in.: Service Management (miejsce szkolenia: Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach) Project Management (miejsce szkolenia: Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach) Mainframe  (miejsce szkolenia: Politechnika Śląska - Katowice) Nowoczesne IT w banku (miejsce szkolenia: Politechnika Śląska – Gliwice) Platformy IT (miejsce szkolenia: Politechnika Śląska - Gliwice) Warunkiem uczestnictwa w programie jest pozytywny wynik testu kwalifikacyjnego z wiedzy ogólnej IT, który odbędzie się 26 lutego w Katowicach i Gliwicach. Więcej informacji jest dostępnych na http://www.ingbank.pl/o-banku/kariera/studenci-absolwenci/crc. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 12 lutego Co piąty Polak ma sekrety finansowe w swoim związku – wynika z badania ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Jedna trzecia Europejczyków postrzega utrzymywanie kwestii finansowych w tajemnicy przed partnerem jako coś normalnego – wynika z badania „Finansowy Barometr ING”. Taki pogląd podziela także co piąty Polak. Choć walentynki obchodzi się podobnie w całej Europie, badanie Grupy ING wskazuje, że podejście Europejczyków do rozmów o finansach w związkach jest odmienne w zależności od kraju. W badaniu „Finansowy Barometr ING” wzięło udział ponad 12.500 konsumentów z 13 państw. Zapytano pary będące małżeństwami lub w dłuższym związku, jak bardzo są uczciwi względem partnera w kontekście finansów osobistych. Okazuje się, że posiadanie finansowych tajemnic najbardziej naturalnie przychodzi Francuzom - 42% francuskich respondentów nie widzi nic złego w ukrywaniu informacji nt. swoich finansów. Po przeciwnej stronie znajdują się konsumenci holenderscy -  zaledwie 13% uważa, że posiadanie tajemnic finansowych przed partnerem to nic złego. Tuż za Holendrami uplasowali się Polacy – tylko co piąty (20%) zgadza się z opinią, że to normalne mieć w związku sekrety finansowe. Dla wielu europejskich par szczególnie bolesną sprawą okazuje się zadłużenie. Najchętniej długi przed partnerem ukrywają Turcy, Rumuni i Polacy – odpowiednio 31%, 22% i 14%. Najuczciwszą postawę wykazują Holendrzy – zaledwie 2% ankietowanych posiada dług, o którym nie chcieliby poinformować partnera. Walentynkowa edycja badania „Finansowy Barometr ING” wydobyła na światło dzienne zjawisko „wydawania w ukryciu”. Jeden na pięciu konsumentów europejskich (19%) przyznaje się do zatajenia przed partnerem jakiegoś zakupu w ciągu minionych 12 miesięcy. Najczęściej w tajemnicy wydają Rumuni (31%), następnie mieszkańcy Turcji i Czech. Tuż za nimi znaleźli się Polacy – zakupy przed partnerem ukrywa co czwarty mieszkaniec Polski (24%).  Wczytując się dalej w wyniki badania odkrywamy, że oprócz wydatków i oszczędności w tajemnicy utrzymujemy również wysokość naszych zarobków – więcej niż jedna na dziesięć europejskich par (13%) nie zna zarobków partnera. W Wielkiej Brytanii, Rumunii, Turcji i Czechach taka sytuacja ma miejsce w przypadku jednej na pięć par. W Polsce odsetek związków, w których partnerzy nie informują się o własnych dochodach wynosi 16%. Spośród wszystkich innych narodowości, najlepiej poinformowane o dochodach partnerów są pary hiszpańskie (94%). „Finansowy Barometr ING” to cykliczne badanie realizowane dla Grupy ING przez grupę badawczą IPSOS. Badanie zostało zrealizowane w trzynastu krajach m.in. w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Holandii i Turcji. Ostatnia edycja badania została przeprowadzona w październiku i listopadzie 2014 r. Wzięło w niej udział 12 743 respondentów, w tym 1037 z Polski.   Uważam, że to normalne, że partnerzy mają przed sobą tajemnice finansowe Ukrywam  dług przed partnerem Ukrywam oszczędności przed partnerem Wydaję pieniądze w tajemnicy przed partnerem Nie znam zarobków mojego partnera Austria 27% 9% 24% 18% 13% Belgia 26% 5% 14% 10% 9% Czechy 33% 10% 19% 26% 18% Francja 42% 13% 14% 13% 10% Hiszpania 26% 10% 13% 20% 5% Holandia 13% 2% 13% 7% 11% Luksemburg 29% 8% 18% 13% 10% Niemcy 27% 10% 17% 16% 11% Polska 20% 14% 20% 24% 16% Rumunia 27% 22% 17% 31% 18% Turcja 38% 31% 28% 27% 18% Wielka Brytania 37% 11% 17% 23% 18% Włochy 34% 12% 14% 16% 10% Przeciętny Eur. 31% 14% 17% 19% 13%   dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 12 lutego ING Bank Śląski po raz szósty uzyskał certyfikat Top Employer Polska (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
      Nagroda przyznawana przez Top Employers Institute - niezależną międzynarodową organizację - potwierdza przynależność ING Banku Śląskiego do grupy wiodących pracodawców na świecie. Uzyskanie przez ING Bank Śląski certyfikatu Top Employer Polska po raz szósty potwierdza znaczenie konsekwentnej, realizowanej przez lata polityki personalnej banku. W centrum tej polityki są ludzie, a procesy personalne tworzone są w taki sposób, aby zapewnić optymalne warunki pracy i możliwości rozwijania potencjału pracowników – powiedziała Grażyna Sobota, dyrektor Pionu HR w ING Banku Śląskim. Top Employers Institute ocenił politykę zatrudnienia w ING Banku Śląskim analizując praktyki z następujących obszarów: rozwoju talentów; szkoleń i rozwoju; wynagrodzeń i świadczeń dodatkowych; zarządzania różnorodnością; rozwoju umiejętności przywódczych; kultury organizacyjnej. Certyfikat Top Employers przyznawany jest wyłącznie organizacjom, których oferta dla pracownika spełnia najwyższe standardy. Do tego grona wchodzą firmy tworzące najlepsze warunki pracy, dbające o pracowników i ich rozwój na wszystkich szczeblach organizacji oraz dążące do ciągłego doskonalenia praktyk związanych z zatrudnieniem.   dostarczył infoWire.pl
  • środa, 11 lutego W 2014 roku skonsolidowany zysk netto ING Banku Śląskiego wzrósł o 8% (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Po czterech kwartałach 2014 roku skonsolidowany zysk netto Grupy ING Banku Śląskiego wzrósł do 1 041 mln zł, czyli o 8 proc. w porównaniu z 2013 rokiem. Zarząd banku będzie rekomendował wypłatę dywidendy w wysokości około 50 proc. skonsolidowanego wyniku netto. W minionym roku ING Bank Śląski kontynuował rozwój organiczny umacniając udział w rynku depozytów, kredytów oraz zwiększając liczbę klientów. Podstawowe dane finansowe Grupy ING Banku Śląskiego w 2014 roku: przychody ogółem wzrosły o 6% do 3 545 mln zł, koszty ogółem wzrosły o 3% do 1 930 mln zł, wynik przed kosztami ryzyka wzrósł o 11% do 1 615 mln zł, zysk brutto wzrósł o 13% do 1 347 mln zł, zysk netto wzrósł o 8% do 1 041 mln zł, zwrot z kapitału (ROE) osiągnął poziom 11,1%, wskaźnik koszty/dochody wyniósł 54,4%, udział kredytów zagrożonych wyniósł 4,1% w porównaniu ze średnią dla banków w wysokości 7%, łączny współczynnik kapitałowy wyniósł 14,2%. - W 2014 roku konsekwentnie i stabilnie budowaliśmy pozycję rynkową utrzymując wysoką dochodowość i silną pozycję kapitałową.  W związku z tym zarząd będzie rekomendował akcjonariuszom spółki wypłatę dywidendy stanowiącej około 50% zysku netto Grupy kapitałowej ING Banku Śląskiego osiągniętego w 2014 roku – powiedziała Małgorzata Kołakowska, prezes ING Banku Śląskiego. - W ubiegłym roku bank osiągnął dalsze umocnienie pozycji na rynku depozytów i kredytów. W tym okresie wartość depozytów ING Banku Śląskiego  wzrosła o 7,9 mld zł, czyli o 12 proc. i na koniec roku wynosiła 75,4 mld zł. Przełożyło się to na osiągnięcie  8,4 proc. udziału w rynku depozytów gospodarstw domowych i 7,4 proc. udziału w rynku korporacyjnym. Zanotowaliśmy również wysoki wzrost wartości kredytów o 8,1 mld zł, czyli o 16 proc. w porównaniu z końcem 2013 rokiem. Łącznie na koniec roku portfel kredytowy całego banku osiągnął poziom 58,5 mld zł. Udział w rynku kredytów gospodarstw domowych osiągnął poziom 3,8 proc., a w rynku kredytów korporacyjnych wyniósł blisko 9 proc. Nowoczesna i innowacyjna oferta kierowana do klientów zapewniła nam dobrą pozycję konkurencyjną na rynku. W efekcie pozyskaliśmy 380 tys. nowych klientów, których liczba na koniec ub.r. wyniosła 3,7 mln  – dodała Małgorzata Kołakowska. - W minionym roku kontynuowaliśmy doskonalenie naszych usług i produktów dla klientów indywidualnych oraz firm. W obszarze detalicznym zaoferowaliśmy Portfel Elektroniczny V.me, płatności zbliżeniowe NFC, rozwijaliśmy aplikację ING BankMobile, której pobrania przekraczają 800 tys. Zwiększyliśmy liczbę bankomatów zbliżeniowych do 450 urządzeń, co stanowi ponad 50% sieci banku. W ubiegłym roku rozpoczęliśmy prace nad budową nowego systemu bankowości internetowej „Moje ING”.  Sukcesywnie zwiększamy liczbę udostępnianych klientom korporacyjnym nowoczesnych urządzeń do wpłat gotówkowych – wrzutni elektronicznych, wrzutni light, miniwpłatomatów oraz opłatomatów. Wprowadzamy usprawnienia na platformie Aleo. Aplikację mobilną dla firm ING BusinessMobile pobrano już 35 tys. razy. W zeszłym roku rozpoczęliśmy prace nad budową nowego systemu bankowości internetowej dla firm – powiedziała M. Kołakowska. - W segmencie klientów strategicznych braliśmy udział w największych transakcjach na rynku. Dobre wyniki osiągnęły nasze spółki – leasingowa i faktoringowa. ING Commercial Finance zajął pierwsze miejsce na rynku na koniec 2014 roku z obrotami o wartości 16,9 mld zł, zwiększając udział w rynku do prawie 15%. ING Lease osiągnął 8 proc. wzrost wartości udzielonego firmom finansowania i zwiększył o 52 proc. liczbę klientów – dodała M. Kołakowska. Najważniejsze wyniki biznesowe Grupy ING Banku Śląskiego osiągnięte w 2014 roku: wzrost wartości kredytów o 16% do 58 531 mln zł, wzrost wartości depozytów o 12% do 75 371 mln zł, wzrost liczby nowych klientów detalicznych o 380 tys. - łączna liczba klientów osiągnęła poziom 3,7 mln, wzrost liczby rachunków bieżących o 185,8 tys. do 2 547 tys. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 9 lutego BLIK w ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski udostępnił klientom nową metodę wykonywania płatności za pomocą kodów BLIK. Umożliwia ona płatności telefonem za zakupy  w sklepach oraz internecie, a także wypłaty z bankomatów, dzięki kodom dostępnym w aplikacji mobilnej ING BankMobile. BLIK to kolejna dostępna w ING Banku Śląskim forma płatności  telefonem, obok Zbliżaka i NFC. Aby zacząć korzystać z BLIK, wystarczy posiadać konto osobiste w ING Banku Śląskim oraz aplikację mobilną ING BankMobile. Kod BLIK to 6-cyfrowy kod pozwalający płacić w sklepie stacjonarnym lub internetowym oraz wypłacać pieniądze z bankomatu. Płatności BLIKIEM są proste i wygodne, ponieważ nie wymagają noszenia ze sobą portfela, gotówki i kart – wystarczy telefon z zainstalowaną aplikacją ING BankMobile. Aby dokonać transakcji w punkcie handlowo-usługowym należy aktywować usługę i pobrać kod w  aplikacji, a następnie wpisać na klawiaturze terminalu. BLIK umożliwia także łatwe i bezpieczne płatności w internecie, bez konieczności udostępniania wrażliwych danych takich jak imię i nazwisko użytkownika, numer i termin ważności karty. BLIK pozwala również wypłacać gotówkę z bankomatu - klienci ING mogą wypłacać BLIKIEM z urządzeń ING Banku Śląskiego, BZ WBK, PKO BP i Banku Millennium. Transakcje są autoryzowane kodem PIN do aplikacji mobilnej. Aplikacja ING BankMobile pozwala również na tworzenie czeków BLIK czyli 9-cyfrowych kodów, z których można skorzystać później, także wtedy gdy użytkownik nie ma dostępu do internetu albo telefonu. Czeki BLIK mogą być  udostępniane innym osobom w celu wykonania transakcji. Aplikacja ING BankMobile została przygotowana na urządzenia z systemami BlackBerry 10, Windows Phone 8.0, Android 2.2 oraz iOS 6 i nowszymi. Instrukcje jak zainstalować aplikację znajdują się na stronie ING Banku Śląskiego. Aby zacząć korzystać z BLIKA, należy zalogować się do aplikacji ING BankMobile, wybrać opcję „Oferta” w prawym dolnym rogu ekranu, a następnie kliknąć „Aktywuj BLIK”.       dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 6 lutego ING Securities wysoko w rankingu biur maklerskich (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    W najnowszym rankingu rachunków maklerskich przygotowanym przez redakcję Pulsu Biznesu, oferta Domu Maklerskiego zajęła miejsce w samej czołówce. W rankingu założono, że klientem jest inwestor indywidualny obracający co miesiąc równowartością 150 tys. zł, przelewający środki z rachunku maklerskiego na rachunek bankowy trzy razy w roku. Oferta Domu Maklerskiego ING uzyskała 89,8 na 100 punktów iuplasowała się na wysokim czwartym miejscu w rankingu. To skok o dziewieć miejsc w porównaniu z pozycją w zeszłym roku. Na podium stanęły db Makler (100 punktów), Alior Bank (98,3 punktów) oraz DM Banku Zachodniego WBK (93,9 punktów). ING Securities został doceniony przede wszystkim za zmiany wprowadzone do Tabeli Opłat i Prowizji w marcu 2014 roku, tym samym stawiając na długookresową współpracę z klientami. Osiągnięta pozycja potwierdziła, że obrany przez ING Securities kierunek zmian odpowiada na potrzeby krajowych inwestorów indywidualnych. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 27 stycznia Rozlicz wspólny rachunek w ING BankMobile (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING rozwija aplikację ING BankMobile i wprowadza nową funkcję „podziel wydatki”. Pozwala ona w prosty i szybki sposób rozliczyć ze znajomymi wspólny rachunek lub zorganizować składkę na prezent. Rozliczenie wspólnego rachunku przez ING BankMobile jest intuicyjne i szybkie. Aby dodać osoby do rozliczenia wystarczy wybrać odpowiednie kontakty ze swojej książki adresowej.  Użytkownik może podzielić wydatek po równo lub wedle własnego uznania. Wiadomość o rozliczeniu, z informacją o kwocie i numerze rachunku, jest przesyłana do wskazanych osób sms lub e-mailem. W drugim przypadku istnieje także możliwość dodania jako załącznika zdjęcia paragonu. „Podziel wydatki” to kolejna nowa funkcja ING BankMobile wprowadzona w ostatnich miesiącach. Od listopada klienci mogą zapisywać w aplikacji paragony, aby w każdej chwili mieć do nich łatwy dostęp. Przypominamy, że aplikacja ING BankMobile pozwala m.in. na wykonanie przelewów, w tym przelewów walutowych, sprawdzenie stanu rachunków bieżących i oszczędnościowych, historii transakcji kartą oraz kursów walut, a także spłatę karty kredytowej i doładowanie telefonu. Wersja na tablety umożliwia ponadto m.in. na dokonanie spłaty kredytu i wykonanie przelew z karty kredytowej. Do końca grudnia ub. r.  ING BankMobile na smartfony i tablet została pobrana ponad 765 tys. razy. Aplikacja została przygotowana na urządzenia z systemami BlackBerry 10, Windows Phone 8.0, Android 2.2 oraz iOS 5 i nowszymi. Instrukcje jak zainstalować aplikację znajdują się na stronie ING Banku Śląskiego. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 26 stycznia Już 450 bankomatów zbliżeniowych w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zainstalował już ponad 450 urządzeń z czytnikami zbliżeniowymi, co stanowi ponad 50% jego sieci. Uproszczony przebieg transakcji pozwala na najszybszą wypłatę w Polsce, która trwa mniej niż 20 sekund. Transakcje zbliżeniowe oraz mobilne wyznaczają kierunek rozwoju współczesnej bankowości. Od dawna  oferujemy naszym klientom produkty oparte o najnowsze technologie. Jako jedni z pierwszych w Polsce, zaoferowaliśmy karty płatnicze do konta z funkcją zbliżeniową a jako jedni z pierwszych na świecie wdrożyliśmy innowacyjną technologię wypłat zbliżeniowych. Chcemy, aby nasi klienci mieli dostęp do najnowocześniejszych, a zarazem najwygodniejszych i najbezpieczniejszych rozwiązań - powiedział Piotr Grocholiński, Dyrektor Departamentu Rachunków, Płatności i Kart w ING Banku Śląskim. Wypłata zbliżeniowa jest o 25% szybsza od tradycyjnej transakcji, wymagającej włożenia karty do czytnika. Jest też wygodna i bezpieczna. Transakcja jest inicjowana przez zbliżenie karty do oznaczonego naklejką czytnika i wymaga potwierdzenia kodem PIN. Ponadto, klient nie wypuszcza karty z ręki - nie jest więc możliwe pozostawienie jej przez klienta lub zacięcie w urządzeniu, ani skimming, czyli pozyskanie danych karty i PIN w celu ich przestępczego wykorzystania. Aby dokonać wypłaty klient nie musi mieć przy sobie portfela. Zbliżeniowo można wypłacić telefonem NFC lub naklejką na telefon Zbliżak VISA, jeśli klient nie posiada telefonu z technologią NFC w sieci Orange. W ramach promocji, do 28 grudnia 2015, ING Bank Śląski nie pobiera opłaty miesięcznej za używanie NFC, a do 28 marca br. karta Zbliżak VISA jest wydawana za darmo. Dodatkowo, wszyscy klienci ING Banku Śląskiego korzystający z płatności mobilnych mogą wygrać do 1000 zł zwrotu za zakupy kartą Visa NFC oraz Zbliżakiem Visa w konkursie „Twoje zakupy na nasz koszt”. Więcej informacji na stronach internetowych: www.ingbank.pl/bankomatzblizeniowy www.ingbank.pl/nfc www.ingbank.pl/zblizak-visa www.ingbank.pl/plactelefonem dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 22 stycznia ING rozlicza raty kredytu w CHF po średnim kursie NBP (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski podjął decyzję, że w przypadku klientów spłacających kredyt hipoteczny w CHF będzie stosował do rozliczenia rat średni kurs NBP. Decyzja obowiązuje od 15 stycznia do końca 2015 roku. Bank już od grudnia ub.r. obniża klientom oprocentowanie kredytu w CHF o ujemną stawkę LIBOR (marża jest pomniejszana o ujemną stopę).   dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 22 stycznia Doradztwo inwestycyjne w Domu Maklerskim ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Od 12 stycznia 2015 r. klienci ING Securities mogą korzystać z nowej usługi Doradztwa inwestycyjnego. W ramach nowej oferty udostępnionej przez ING Securities, inwestorzy, którzy oczekują wsparcia w inwestowaniu w akcje i obligacje notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych, otrzymują rekomendacje inwestycyjne, w co i jak zainwestować, natomiast ostateczną decyzję podejmują sami. Rekomendacje są przygotowane w oparciu o cele inwestycyjne oraz i poziom akceptowanego przez klienta ryzyka.       Z usługi można korzystać w dwóch formach: - wzorcowych portfeli modelowych, które klient odwzorowuje na swoim rachunku maklerskim lub - indywidualnego doradztwa, które polega na współpracy z dedykowanym maklerem. Więcej informacji na stronie internetowej: https://www.ingsecurities.pl/ing_doradztwo.xml dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 20 stycznia Kolejna edycja Mieszkaj bez kompromisów w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przedłużył do końca marca 2015 r. specjalną ofertę kredytów hipotecznych „Mieszkaj bez kompromisów”. W ramach oferty kredyty hipoteczne dostępne są bez prowizji, z marżą na poziomie 1,65%, niezależnie od kwoty kredytu oraz LTV. Do skorzystania z oferty specjalnej „Mieszkaj bez kompromisów” wymagane jest jednoczesne spełnienie warunków: przynajmniej jeden z kredytobiorców na dzień złożenia wniosku o kredyt hipoteczny nie może mieć więcej niż 35 lat (rocznikowo) i uzyskuje aktualnie średniomiesięczny dochód netto na poziomie min. 1 000 zł; kredytobiorcy przed podpisaniem umowy o kredyt hipoteczny posiadają lub założą rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy w ING Banku Śląskim (z deklaracją comiesięcznych wpływów w kwocie minimum 2 000 zł); przynajmniej jeden z kredytobiorców w dniu podpisywania umowy o kredyt hipoteczny przystąpi do programu ubezpieczeniowego Opcja ŻYCIE lub Bezpieczny Kredyt STANDARD/PREMIUM (programy ubezpieczeniowe oferowane we współpracy z TU EUROPA S.A., TU EUROPA na Życie S.A oraz ING TU na Życie S.A.). Oferta specjalna „Mieszkaj bez kompromisów” skierowana jest do klientów indywidualnych i dotyczy mieszkaniowych kredytów hipotecznych oraz mieszkaniowych kredytów budowlano-hipotecznych, z wyłączeniem kredytów przeznaczonych na spłatę celów niemieszkaniowych. Minimalna wnioskowana kwota kredytu w tej ofercie to 100 000 zł. Szczegóły i regulamin oferty dostępne są na stronie www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 16 stycznia Zamiast postanowień noworocznych: strategia 2015 (Aktualności) (by dionizy.pl)
  • środa, 14 stycznia Smart Saver w ING Banku Śląskim dostępny dla osób małoletnich (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zaoferował program Smart Saver, pozwalający na łatwe oszczędzanie, osobom małoletnim. Aby odkładać drobne kwoty na dedykowanym rachunku, wystarczy płacić kartą wydaną do konta lub dokonywać przelewów. - Konsekwentne i regularne oszczędzanie stanowi dla wielu osób problem. Po pierwsze o odkładaniu pieniędzy trzeba pamiętać, a po drugie wymaga to dysponowania określonymi kwotami. A nawyk oszczędzania warto wyrobić sobie już od najmłodszych lat - taka postawa procentuje w przyszłości. Młodzi ludzie szybko się uczą, że odłożone pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa i pozwalają planować kolejne zakupy czy inne wydatki. Dzięki programowi Smart Saver każdy, niezależnie od wieku, może oszczędzać mimochodem, drobnymi krokami, płacąc kartą czy robiąc przelew – powiedział Daniel Szewieczek, Dyrektor Departamentu Oszczędności w ING Banku Śląskim. Smart Saver to program pozwalający na łatwe i wygodnie oszczędzanie, niezależnie od wieku. Płacąc kartą wydaną do konta lub wykonując przelewy w ING BankOnLine, z konta osobistego automatycznie odkładają się drobne kwoty na rachunku Smart Saver. Tak jak w przypadku osób pełnoletnich korzystających z programu Smart Saver, osoba małoletnia sama decyduje, w jaki sposób chce oszczędzać, wybierając jedną z dwóch opcji: zaokrąglenie kwoty transakcji źródłowej do 5 zł lub do 10 zł, odkładanie procentu od kwoty transakcji źródłowej (od 1 do 10%). Zgromadzone oszczędności do 5 tys. zł w ramach programu są oprocentowane w wysokości 3,0% w skali roku, a powyżej tej kwoty oprocentowanie wynosi 1,5%. Osoby małoletnie w wieku od 13 do 18 lat, mogą  skorzystać z programu  Smart Saver pod warunkiem posiadania konta osobistego i dostępu do systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Otwarcie i zamknięcie programu Smart Saver dla osoby małoletniej możliwe jest wyłącznie w placówce banku przez przedstawiciela ustawowego.   dostarczył infoWire.pl
  • środa, 14 stycznia Zmiany w zarządzie ING Securities S.A. (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Rada Nadzorcza ING Securities S.A. podjęła decyzję o powołaniu na stanowisko Członka Zarządu spółki Marcina Giżyckiego, dyrektora zarządzającego obszarem m.in. kredytów i ubezpieczeń w ING Banku Śląskim.   W ING Securities Marcin Giżycki będzie odpowiadał za obszar detaliczny. Jesteśmy przekonani, że doświadczenie i wiedza Marcina będą pomocne w zarządzaniu segmentem detalicznym ING Securities oraz umocnią współpracę pomiędzy obiema spółkami – powiedziała Małgorzata Kołakowska, Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego oraz Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej ING Securities. Marcin Giżycki jest związany z ING Bankiem Śląskim od początku kariery zawodowej, którą rozpoczął w 1996 roku jako pracownik oddziału w Bielsku-Białej. Od 1998 roku pracuje w Centrali Banku w Katowicach, kolejno zajmując stanowiska specjalisty od zarządzania siecią, managera, a następnie dyrektora w obszarze sprzedaży i zarządzania siecią detaliczną. W 2006 roku objął stanowisko Dyrektora Banku odpowiedzialnego za część Pionu Bankowości Detalicznej, którą to funkcję pełni do dziś. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 13 stycznia Promocja w ofercie kredytowej dla przedsiębiorców w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przygotował specjalną ofertę linii kredytowej dla klientów prowadzących działalność gospodarczą i korzystających z uproszczonych form księgowości. Klienci posiadający linię kredytową, którzy zawnioskują o jej podwyższenie, nie zapłacą teraz prowizji. Oferta obowiązuje od 13 do 31 stycznia br. Przedsiębiorcy  posiadający w ING Banku Śląskim linie kredytową mogą skorzystać z promocyjnej prowizji w wysokości 0 zł zamiast standardowych 2%. Aby skorzystać z oferty, wystarczy spełnić dwa warunki: zawnioskować o podwyższenie wysokości linii kredytowej w okresie trwania oferty specjalnej, podpisać aneks do umowy o linię kredytową podwyższający wysokość linii kredytowej nie później niż 13.02.2015 r. Skorzystanie z Linii kredytowej dla przedsiębiorców w ING Banku Śląskim pozwala ograniczyć koszty wyłącznie do odsetek naliczanych od faktycznie wykorzystanej kwoty za rzeczywisty okres korzystania z linii. Oprócz oferty specjalnej, bank standardowo nie pobiera również prowizji za niewykorzystanie linii kredytowej. Linia kredytowa to swobodny dostęp do pieniędzy w ramach przyznanego limitu kredytowego. Pieniądze są zawsze „pod ręką”. Środki z udzielonego kredytu mogą zostać przeznaczone na dowolny cel związany z działalnością firmy. Bank nie wymaga przedstawienia biznes planu. Rozpatrzenie wniosku o udzielenie linii kredytowej jest bezpłatne. Linia kredytowa jest udzielana na rok, przy czym limit może być automatycznie przedłużony na kolejne lata - bez konieczności składania odrębnych wniosków. Przypominamy, że w ING Banku Śląskim przedsiębiorcy mogą skorzystać z linii kredytowej już od początku prowadzenia działalności. Oferta linii kredytowej dla przedsiębiorców dostępna jest w dwóch opcjach: do 200 000 zł – bez zabezpieczenia do 500 000 zł – z zabezpieczeniem Przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą od minimum 6 miesięcy mogą skorzystać z dobrowolnego pakietu ubezpieczeniowego Pewna Spłata, który stanowi zabezpieczenie na wypadek zajścia zdarzeń losowych tj. śmierci, utraty stałego źródła dochodów albo hospitalizacji, czasowej niezdolności do pracy albo inwalidztwa, które mogłyby uniemożliwić spłatę linii kredytowej. Skorzystanie z ubezpieczenia gwarantuje dodatkowo obniżenie marży o 0,5 punktu procentowego. Więcej informacji na temat linii kredytowej dla przedsiębiorców na www.ingbank.pl   dostarczył infoWire.pl
2014
  • poniedziałek, 22 grudnia Jeszcze prościej w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski wprowadził nową, uproszczoną ofertę cenową kredytów hipotecznych. Zmiany obowiązują od 15 grudnia 2014 roku. Celem zmiany było uproszczenie oferty cenowej w taki sposób żeby była przejrzysta i żeby to klient decydował o tym z jakich preferencji cenowych korzysta. ING Bank Śląski oferuje: - tylko dwa przedziały kwotowe; - marżę, która jest niezależna od poziomu wskaźnika LTV; - preferencje cenowe dla wszystkich klientów, którzy posiadają lub otworzą konto osobiste w ING Banku Śląskim, z wpływami co najmniej 2 000 zł; - dodatkowe zniżki dla klientów, którzy skorzystają również z oferty ubezpieczeń ochronnych. ING Bank Śląski oferuje możliwość wyboru dwóch alternatywnych wariantów cenowych – bez prowizji i z niższą marżą. Szczegóły na stronie www.ingbank.pl dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 22 grudnia Na gwiazdkowe prezenty mniej od Polaków wydadzą tylko… Holendrzy – wynika z badania ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Przeciętny Polak wyda w tym roku na świąteczne prezenty ok. 95 euro (ok. 410 zł) – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”. Wydatki bożonarodzeniowe Statystyczny Polak zamierza przeznaczyć na prezenty gwiazdkowe równowartość ok. 95 euro. To druga najniższa suma wśród badanych krajów. Rekordzistami są Brytyjczycy, którzy planują przeznaczyć na świąteczne upominki średnio 440 euro. Co ciekawe, najmniej na prezenty bożonarodzeniowe zamierzają wydać Holendrzy (25 euro). Wynika to jednak z tradycji – mieszkańcy Holandii zwyczajowo obdarowują się prezentami 5 grudnia (Sinterklaas). Warto odnotować, że co drugi respondent z Polski (48%) w ogóle nie wie ile wyda na świąteczne upominki, co samo w sobie jest znaczącą informacją. 30% Polaków przyznaje, że Boże Narodzenie to jedyny czas w roku, gdy nie martwi się, ile wydaje pieniędzy. Podobny odsetek osób deklaruje, że oszczędza pieniądze z myślą o świętach Bożego Narodzenia (32%). Co piąty Polak (18%) planuje większe wydatki na Boże Narodzenie niż rok temu. To drugi najwyższy wynik wśród badanych krajów. Od ubiegłorocznych Świąt nastawienie do wydatków konsumentów w Polsce i Europie zmieniło się nieznacznie. W przypadku Polaków nadal 30% przyznaje, że Boże Narodzenie to ten czas w roku, kiedy nie martwią się tym ile wydają. W Holandii, Belgii, Francji i Niemczech zwiększył się odsetek osób, które nie mają zamiaru wpadać w gorączkę świątecznych zakupów. Na większą swobodę niż rok temu pozwalają sobie jedynie Czesi. Osób planujących wydać na Święta więcej niż przed rokiem przybyło przede wszystkim w Rumunii i Czechach, ale w pewnym stopniu także w Polsce i Hiszpanii. Ta relatywna swoboda Polaków w podejmowaniu wydatków świątecznych pokazuje, że wciąż należymy do grona krajów europejskich o najlepszych perspektywach gospodarczych – powiedział Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.   Postanowienia noworoczne Co trzeci Polak (35%), który podjął postanowienia noworoczne, chce  w przyszłym roku więcej oszczędzać. To jeden z najniższych wyników wśród krajów, które wzięły w badaniu. Dla porównania, w 2015 r. więcej odkładać chce co drugi mieszkaniec Wielkiej Brytanii (54%), Włoszech (51%) i Holandii (48%). Jedna trzecia respondentów z Polski (35%) planuje w 2015 r. lepiej kontrolować swoje wydatki. Nieco mniej, bo 26% Polaków podjęło noworoczne postanowienie zmniejszenia swojego długu. To drugi najwyższy odsetek, po Turcji. W sumie plany związane z finansami deklaruje trzy czwarte Polaków, którzy podjęli postanowienia noworoczne. W prawie wszystkich krajach ubyło osób stawiających sobie za cel zmniejszenie zadłużenia. W połowie badanych krajów zanotowano wyraźny spadek – np. w Polsce z 35% do 26%. W naszym kraju najczęściej wskazywanym celem stało się lepsze zarządzanie pieniędzmi i kontrola wydatków, niewiele ustępując postanowieniu, żeby więcej oszczędzać (w obu przypadkach było to ok. 35% wskazań). To znak, że gospodarstwa domowe widzą swoją sytuację finansową w lepszym świetle, ale też nie zapomniały lekcji z lat 2007-2009, że w lepszych czasach warto coś odkładać na boku. Sugeruje to, że konsumpcja prywatna będzie ważną podporą wzrostu gospodarczego w przyszłym roku - powiedział Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.   „Finansowy Barometr ING” to cykliczne badanie realizowane dla Grupy ING przez grupę badawczą IPSOS. Badanie zostało zrealizowane w trzynastu krajach m.in. w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Holandii i Turcji. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w październiku i listopadzie 2014 r. Wzięło w nim udział 12 473 respondentów, w tym 1037 z Polski. dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 19 grudnia ING Bank Śląski ósmy raz w RESPECT Index (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski po raz ósmy w składzie RESPECT Index - giełdowego indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie, spełniających najwyższe standardy odpowiedzialnego biznesu. Bank jest obecny w indeksie od pierwszego notowania w 2009 roku. RESPECT Index obejmuje swoim portfelem spółki z Głównego Rynku GPW, działające zgodnie z najlepszymi standardami zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego, ładu informacyjnego i relacji z inwestorami, a także z uwzględnieniem aspektów ekologicznych, społecznych i pracowniczych. Index uwzględnia spółki, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW, w zakresie wyżej wymienionych obszarów, a także audyt prowadzony przez partnera projektu - firmę Deloitte. Aktualizacja indeksu ma miejsce raz w roku. Aktualny skład RESPECT Index złożony jest z 24 spółek, wśród których znajduje się 5 banków. Nowy skład obowiązuje od 22 grudnia 2014 roku. Stopa zwrotu RESPECT Index-u od jego pierwszej publikacji w listopadzie 2009 r. wyniosła 70%. Społeczna odpowiedzialność biznesu i działania w tym obszarze wspierają realizację celów biznesowych ING Banku Śląskiego. Strategia CSR określa cele, działania oraz mierniki w obszarach relacji z klientami, relacji z pracownikami, działalności na rzecz społeczeństwa oraz działalności na rzecz środowiska naturalnego. Bank  od pierwszego notowania znajduje się w składzie giełdowego indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie - RESPECT Index oraz w elitarnym gronie firm wyróżnionych certyfikatem Top Employer oraz Top Employer Europe. Bank jako jedyna instytucja finansowa został wyróżniony Złotym Listkiem CSR Polityki 2014. dostarczył infoWire.pl
  • piątek, 19 grudnia Prestiżowe wyróżnienie dla prezes ING Banku Śląskiego (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Prezes ING Banku Śląskiego, Małgorzata Kołakowska, otrzymała tytuł Najlepszego Menedżera 2014 od redakcji tygodnika Bloomberg Businessweek. Lista top menedżerów powstała na podstawie wskazań czołowych zarządzających największymi spółkami w Polsce. Lista najlepszych prezesów firm działających w Polsce została sporządzona na podstawie sondażu przeprowadzonego wśród menedżerów największych spółek giełdowych oraz spółek nie notowanych na rynku publicznym. Jak podaje Bloomberg Businessweek: „Ich zadaniem było wskazanie najlepszych, najefektywniejszych szefów firm, których warto nagrodzić za sukcesy, wytrwałość, walkę z konkurencją, nowoczesność, za to, że udaje im się skutecznie konkurować nie tylko na polskim, ale i zagranicznych rynkach.” Małgorzata Kołakowska, prezes ING Bank Śląskiego od 2010 roku, została wyróżniona za skuteczne i konsekwentne realizowanie obranego kierunku w utrzymaniu pozycji silnego banku zarówno dla klienta indywidualnego, jak i instytucjonalnego. „Bloomberg Businessweek Polska" to edycja najbardziej wpływowego magazynu ekonomicznego na świecie. dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 18 grudnia W przedświątecznej gorączce nie trać głowy ani pieniędzy (Porady) (by dionizy.pl)
  • środa, 17 grudnia ING pyta, co się liczy w dzisiejszym bankowaniu (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski rozpoczął akcję, w ramach której pyta internautów, co się dla nich liczy w dzisiejszym bankowaniu. Na pytanie można odpowiadać na stronie www.liczasieludzie.pl. Zebrane opinie pomogą w tworzeniu nowego systemu bankowości internetowej i mobilnej „Moje ING”. Jego premiera jest planowana w drugiej połowie przyszłego roku. Akcja jest kontynuacją działań prowadzonych na przełomie października i listopada w ramach kampanii reklamowej „Liczą się ludzie”, Wtedy bank pytał internautów, co jeszcze chcieliby zrobić w życiu, a wizualizację ich planów ilustrowali znani rysownicy. Tym razem, na podstawie zgłoszonych wypowiedzi powstanie grafika, która zilustruje, co jest dzisiaj najważniejsze dla ludzi w bankowaniu. Świat zmienia się nie tylko w obrębie technologii, ale także postaw, przyzwyczajeń i zachowań konsumenckich. Aby odpowiedzieć na te zmiany, ING rozpoczął prace nad nowym systemem bankowości internetowej i mobilnej - „Moje ING”. Tworząc ramy systemu stawiamy przede wszystkim na intuicyjność i prostotę rozwiązań. Nie koncentrujemy się na technologicznych nowinkach, ale na realnych potrzebach klientów. Dlatego zachęcamy internautów do podzielenia się z nami opinią, co dla nich liczy się w dzisiejszym bankowaniu. Wierzymy, że poznanie oczekiwań obecnych i potencjalnych użytkowników systemu pomoże nam jak najlepiej odpowiedzieć na ich potrzeby – powiedziała Barbara Pasterczyk, dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w ING Banku Śląskim. Na stronie www.liczasieludzie.pl zostały opublikowane opinie trendsetterów zaproszonych do wsparcia akcji. Wypowiedzieli się m.in. Przemysław Pająk, twórca spidersweb.pl  oraz Artur Kurasiński, bloger i współtwórca cyklu spotkań Aula Polska, którzy jako najistotniejszą cechę bankowania wskazali intuicyjność. Łukasz Jakóbiak, autor internetowego talk-show 20m2, podkreślił wagę wsparcia i motywowania. Monika Mikowska - autorka bloga jestem.mobi oraz Ania i Marcin Nowakowie, prowadzący stronę gdziewyjechac.pl, wskazali na mobilność. Przemysław Pająk Spider's Web: Dla mnie w nowoczesnym bankowaniu liczy się intuicyjność, bo nowe technologie mają upraszczać, a nie komplikować rzeczywistość. Chodzi o to, żeby wszystko było naturalne i intuicyjne. Żeby wspierało mnie w realizacji mojej pasji. Ania i Marcin Nowakowie, gdziewyjechac.pl: Dla nas liczy się mobilność, bo wyobrażamy sobie bank jako jedną z podstawowych rzeczy, które wrzucamy do plecaka. Dlatego bankowanie musi być z nami zawsze i wszędzie. Gdziekolwiek jesteśmy powinno nam pomagać. Na podstawie zgłaszanych na stronie opinii, Krzysztof Nowak – uznany ilustrator młodego pokolenia - będzie na bieżąco rysował kolejne fragmenty grafiki pokazującej obraz potrzeb i doświadczeń Polaków w zakresie bankowania. Koncepcję kampanii oraz kreacje przygotowała agencja GONG. Więcej informacji na stronie: www.liczasieludzie.pl. dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 16 grudnia Dyrektor Pionu IT w ING Banku Śląskim uhonorowany tytułem CIO Roku 2014 (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Mirosław Forystek, odpowiedzialny za IT w ING Banku Śląskim zwyciężył w tegorocznej edycji konkursu CIO Roku 2014. Nagroda przyznawana jest przez Klub CIO, niezależną organizację zrzeszającą dyrektorów IT, managerów IT oraz CIO w Polsce. Tytuł CIO Roku to wyróżnienie dla całego banku, a w szczególności dla zespołu IT. Tylko dzięki wyjątkowej otwartości i elastyczności kultury organizacyjnej banku i IT, możliwe jest podejmowanie wyzwań, które dla innych wydają się nieosiągalne. Nagroda ta potwierdza innowacyjność, siłę, jakość i potencjał naszego zespołu – powiedział Mirosław Forystek, Dyrektor Pionu IT w ING Banku Śląskim. Organizatorem Gali CIO Roku jest wydawnictwo IDG Poland, wydawca CIO Magazynu Dyrektorów IT i organizator Klubu CIO. Gala odbyła się już po raz dwunasty. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 15 grudnia Zmiany w Finansometrze (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zmienił zakres funkcji dostępnych w Finansometrze – narzędziu do zarządzania domowym budżetem w ING BankOnLine. Zmiany związane są z budową nowej bankowości internetowej ING Banku Śląskiego i polegają na uproszczeniu narzędzia. W nowym rozwiązaniu  zachowano funkcje wykorzystywane najczęściej przez klientów. Wciąż można analizować swoje wydatki i przychody według kategorii, porównywać różne okresy i zaplanować domowy budżet. Niedostępne jest tworzenie własnych kategorii i znaczników oraz dodawanie transakcji gotówkowych (zachowany został jednak podgląd już dodanych transakcji). Wyłączona została również zakładka Raporty oraz możliwość porównywania się z innymi użytkownikami. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 15 grudnia Płać telefonem i wygraj 1000 zł od ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski przygotował ofertę specjalną dla nowych posiadaczy kart VISA NFC lub Zbliżaków VISA. Do wygrania jest aż 100 nagród pieniężnych. Konkurs trwa do 28 lutego 2015 r. Konkurs jest skierowany do osób: w terminie od 15.12.2014 do 28.02.2015 zamówią za 0 zł kartę Visa NFC lub Zbliżak Visa, zarejestrują swój udział w konkursie na stronie www.ingbank.pl/plactelefonem, wykonają w czasie trwania konkursu min. 1 transakcję na dowolną kwotę kartami, odpowiedzą na pytanie konkursowe „Jak zachęcisz znajomego do płacenia telefonem?” używając maksymalnie 160 znaków. Spośród nadesłanych odpowiedzi, komisja konkursowa wybierze 100 prac, które najlepiej reklamują płatności telefonem. Laureatom w nagrodę zostanie zwrócona wartość zakupów do 1000 zł wykonanych telefonem w czasie trwania konkursu. Szczegółowe warunki konkursu są dostępne na www.ingbank.pl/plactelefonem Przypominamy, że Zbliżak VISA to karta płatnicza w formie naklejki na telefon. Można nim płacić w sklepach oraz wypłacać pieniądze z bankomatów zbliżeniowych. Do końca 2014 r. trwa promocja, w ramach której do końca roku użytkownicy Zbliżaka nie zapłacą za jego wydanie. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 15 grudnia Zmiany w ofercie kredytowej dla profesjonalistów w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zwiększył maksymalny limit bez zabezpieczenia w ofercie kredytowej dla profesjonalistów. Od 15 grudnia br. klienci mogą skorzystać z podwyższonej kwoty w wysokości do 500 tys. zł. ING Bank Śląski zaproponował przedstawicielom zawodów zaufania publicznego pożyczkę w kwocie do 500 tys. zł bez zabezpieczenia - do 10 lat kredytowania, z marżą w wysokości 3,5 proc oraz bez prowizji. Środki z udzielonej pożyczki mogą zostać przeznaczone na dowolny cel związany z działalnością firmy, a bank nie wymaga przedstawienia biznes planu ani zaświadczeń z ZUS i US. Skorzystanie z tego produktu jest możliwe po 12 miesiącach prowadzenia działalności gospodarczej. Bank nie pobiera opłaty za rozpatrzenie wniosku oraz za wcześniejszą spłatę kredytu. Przypominamy, że w ramach oferty dla profesjonalistów, klienci mogą również skorzystać z Programu Leasing ING Profesjonalista obejmującego trzy rodzaje leasingu: Sprzętu medycznego, Sprzętu IT, Samochodów osobowych z homologacją osobową i ciężarową oraz samochodów dostawczych o ładowności do 3,5 t, w ramach programu ING Auto. Maksymalny limit finansowania dla sprzętu medycznego oraz sprzętu IT wynosi łącznie 250 tys. zł, natomiast dla samochodów osobowych oraz dostawczych klient może uzyskać finansowanie do 300 tys. zł. Aby skorzystać z oferty, należy przedstawić fakturę pro forma, wniosek leasingowy oraz umowę spółki (tylko w przypadku spółek osobowych). Finansowanie można uzyskać nawet przy niskim zaangażowaniu kapitału własnego - opłata wstępna wynosi od 5% wartości finansowania. Oferta dla profesjonalistów skierowana jest do przedstawicieli zawodów zaufania publicznego, prowadzących następujące rodzaje działalności: kancelarie notarialne, adwokackie, komorników sądowych i radców prawnych, gabinety lekarskie, specjalistyczne praktyki lekarskie, indywidualne i prywatne praktyki lekarskie, praktyki lekarskie specjalistyczne, praktyki grupowe lekarzy rodzinnych, gabinety psychologiczne, gabinety stomatologiczne, praktyki pielęgniarskie i rehabilitacyjne, przychodnie i kliniki weterynaryjne, biura biegłego rewidenta, rzeczoznawcy majątkowego i geodezyjne, biura architektoniczne, kancelarie podatkowe – doradcy podatkowi, biura rachunkowe – księgowi posiadający licencję Ministra Finansów uprawniającą do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych.     dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 11 grudnia Przerwa w dostępności wybranych usług banku w nocy 13/14.12.2014 oraz 14/15.12.2014 (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Uprzejmie informujemy, że w najbliższy weekend ING Bank Śląski planuje przeprowadzenie prac technologiczno-serwisowych. W związku z tym, w nocy 13/14 grudnia w godzinach 00:00-03:00 - niedostępny będzie system bankowości internetowej dla klientów korporacyjnych ING BusinessOnLine i jego wersja mobilna, - nie będzie możliwości dokonania spłaty karty kredytowej, jak również niedostępne będą przelewy z kart kredytowych, - nie będzie możliwości aktywowania i nadawania PIN dla kart kredytowych i obciążeniowych, - niedostępne będą bankomaty i wpłatomaty banku, w nocy 14/15 grudnia w godzinach 00:00 – 04:30: - niedostępny będzie system bankowości internetowej dla klientów korporacyjnych ING BusinessOnLine i jego wersja mobilna oraz system ING CardsOnLine, - niedostępne będą bankomaty i wpłatomaty banku, - mogą wystąpić utrudnienia w realizacji transakcji kartami płatniczymi do rachunku, nie będzie możliwości realizacji transakcji kartami przedpłaconymi, - nie będzie możliwości dokonania spłaty karty kredytowej jak również niedostępne będą przelewy z kart kredytowych, - nie będzie możliwości aktywowania i nadawania PIN dla wszystkich typów kart, - nie będzie możliwości skorzystania z formularzy otwarcia rachunku oraz kontaktu z bankiem, standardowo dostępnych na stronie www.ingbank.pl.    Prosimy o uwzględnienie powyższych ograniczeń w swoich planach. Za utrudnienia przepraszamy. W przypadku wątpliwości lub pytań prosimy o kontakt z HELP-LINE 0 801 601 607 lub (32) 357 00 10. dostarczył infoWire.pl
  • poniedziałek, 8 grudnia W ING Banku Śląskim jedna z najlepszych aplikacji mobilnych (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski znalazł się wysoko na podium w tegorocznej edycji plebiscytu organizowanego przez Komputer Świat. W konkursie na nowe technologie, aplikacja mobilna ING BankMobile zajęła 2. miejsce. Aplikacja mobilna ING BankMobile, nominowana w kategorii „Internet” w Plebiscycie magazynu Komputer Świat zdobyła 2. miejsce, stając się tym samym najlepszą aplikacją bankową biorącą udział w konkursie. O zwycięstwie zadecydowały głosy internautów oddawane on-line w listopadzie br. ING BankMobile to aplikacja mobilna na telefon, która daje możliwość m.in.: zlecania przelewów, w tym przelewów walutowych, sprawdzania salda i historii rachunku, założenia konta oszczędnościowego, przechowywania paragonów, doładowywania telefonu, wyszukiwania placówek i bankomatów dzięki usłudze geolokalizacji. Aplikacja ING BankMobile została przygotowana na urządzenia z systemami BlackBerry 10 (modele Z10 i Z30), Windows Phone 8.0, Android 2.2 oraz iOS 5 i nowszymi. Instrukcje jak zainstalować aplikację znajdują się na stronie ING Banku Śląskiego. Dla klientów korzystających z innych systemów bank udostępnia mobilną wersję ING BankOnLine pod adresem http://lajt.ingbank.pl.   dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 4 grudnia I miejsce dla kredytu hipotecznego w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski zajął pierwsze miejsce w rankingu kredytów hipotecznych z 20% wkładem własnym, przygotowanym przez redakcję portalu Bankier.pl. W listopadowej edycji rankingu kredytów hipotecznych, o kredyt ubiega się bezdzietne małżeństwo. Obydwoje pracują na umowę o pracę. Klienci nie posiadają żadnych zobowiązań kredytowych, a ich historia spłat nie zawiera opóźnień. Utrzymują jedynie samochód. Wartość nieruchomości, którą są zainteresowani to 305 500 tys. złotych. Kwota kredytu to 244.400 zł, płacona w równych ratach. Kredyt na 25 lat, LTV obliczane przez bank - kwota kredytu 244.400 zł, raty równe (dla profilowych kredytobiorców) Bank Oprocentowanie Marża LTV Rata równa Łączny koszt kredytu ING Bank Śląski 3,60% 1,65% 76% 1 237 zł 129 125 zł Bank BPS 3,63% 1,59% 80% 1 240 zł 131 454 zł Bank BPH 3,59% 1,55% 80% 1 238 zł 132 957 zł Więcej informacji na: www.bankier.pl/wiadomosc/Ranking-kredytow-hipotecznych-Bankier-pl-listopad-2014-7224997.html O pozycji banków w rankingu decydował łączny kosztu kredytu, w skład którego wchodzą suma odsetek, prowizja, koszt ubezpieczenia pomostowego, ubezpieczenia niskiego wkładu i koszt innych wymaganych w ramach danej oferty ubezpieczeń, z wyłączeniem ubezpieczenia nieruchomości. Pierwsze miejsce w rankingu na kredyt hipoteczny z 20% wkładem własnym zajął ING Bank Śląski z kredytem z oferty specjalnej „Mieszkaj bez kompromisów”. W ramach aktualnej, drugiej już edycji oferty, zachowane są atrakcyjne warunki obowiązujące w pierwszej edycji – kredyty udzielane są bez prowizji oraz z marżą na stałym poziomie 1,65%, niezależnie od kwoty kredytu oraz LTV. Promocja obowiązuje do końca 2014 roku. Szczegóły oferty dostępne są na stronie www.ingbank.pl   dostarczył infoWire.pl
  • środa, 3 grudnia ING Bank Śląski uznany “Most Innovative Bank in Poland, 2014” (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski został uznany za „Najbardziej Innowacyjny Bank w Polsce” w ramach Financial & Banking Awards 2014. Konkurs został zorganizowany przez International Finance Magazine.  Kapituła konkursu przyznała ING Bankowi Śląskiemu nagrodę „Most Innovative Bank in Poland, 2014” jako bankowi, który wykazuje inicjatywę w identyfikacji kanałów dystrybucji i wdraża nowe, innowacyjne produkty bankowe mające na celu usprawnienie procesu obsługi klienta z perspektywy klienta. International Finance Magazine przyznając nagrodę wziął pod uwagę wdrożone przez bank produkty: bankomaty zbliżeniowe, bankomaty i wpłatomaty recyklingowe, Aleo, e-faktura, ING BankMobile HD, ING Księgowość oraz opłatomaty. International Financial Magazine Awards zostały przyznane po raz drugi. IFM Awards to nagrody przyznawane w wyrazie uznania oraz uhonorowania osób oraz organizacji działających w międzynarodowym sektorze finansowym, którym udaje się zmieniać realia oraz, które stwarzają wartość dodaną. Nagroda ta jest tożsama z najwyższymi standardami innowacyjności i dobrych wyników.  dostarczył infoWire.pl
  • wtorek, 2 grudnia Płatności mobilne Visa w ING Banku Śląskim (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Klienci ING Banku Śląskiego mogą już korzystać z mobilnych płatności zbliżeniowych Visa, płacąc zbliżeniowo smartfonami wyposażonymi w technologię NFC (Near Field Communication) w ponad 280 tys. terminali POS w Polsce obsługujących płatności zbliżeniowe. Usługa wykorzystuje tzw. bezpieczny element na karcie SIM, a partnerem telekomunikacyjnym rozwiązania jest sieć Orange. Karta zbliżeniowa Visa zainstalowana w smartfonie została zintegrowana z aplikacją bankowości mobilnej ING Banku Śląskiego. Bank rozpoczął także prace nad udostępnieniem swoim klientom usługi zbliżeniowych płatności mobilnych Visa wykorzystujących chmurę i technologię HCE (Host Card Emulation). Dzięki nowej usłudze, klienci mogą za pomocą telefonu dokonywać codziennych płatności smartfonem we wszystkich placówkach handlowo-usługowych wyposażonych w terminale zbliżeniowe w Polsce i Europie oraz wypłacać gotówkę z ponad 270 bankomatów zbliżeniowych ING Banku Śląskiego. „Transakcje zbliżeniowe telefonem to wygodna alternatywa dla płatności kartą płatniczą. Dzięki innowacyjnej technologii, nasi klienci mogą zainstalować na karcie SIM telefonu wirtualną kartę płatniczą i wygodnie płacić za zakupy oraz wypłacać pieniądze z bankomatów zbliżeniowych, nawet wtedy, gdy nie mają przy sobie portfela. Płatność przebiega w taki sam sposób jak zwykłą kartą z funkcją zbliżeniową. Udostępnienie klientom technologii NFC nie oznacza dla nas końca prac w zakresie nowoczesnych płatności. Pracujemy już nad kolejnym projektem, jakim są płatności mobilne z bezpiecznym elementem w chmurze, w standardzie Host Card Emulation (HCE)” – powiedział Mateusz Poznański, Dyrektor Banku w Pionie Bankowości Detalicznej ING Banku Śląskiego. „Gratulujemy ING Bankowi Śląskiemu, że jako pierwszy w Polsce udostępnił swoim klientom płatności mobilne Visa. Biorąc pod uwagę m.in. niekwestionowany sukces płatności zbliżeniowych w naszym kraju, jesteśmy przekonani, że Polacy docenią również możliwość płacenia smartfonem w terminalach POS” – komentuje Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor zarządzająca regionem Europy Środkowo-Wschodniej, Visa Europe. „Cieszy nas także, że ING Bank Śląski pracuje już nad wdrożeniem kolejnego rozwiązania, tym razem wykorzystującego chmurę. Wspieramy rozwój różnych sposobów świadczenia usług mobilnych dbając o to, by banki mogły jak najlepiej zaspokoić potrzeby swoich klientów” – dodaje Małgorzata O’Shaughnessy. Usługa zbliżeniowych płatności mobilnych Visa jest zintegrowana z aplikacją mobilną banku począwszy od procesu zamówienia usługi, poprzez instalację karty płatniczej na karcie SIM w telefonie, aż po samo płacenie. Do płacenia smartfonem wystarczy włączona antena NFC – zbliżając telefon do terminala nie trzeba za każdym razem uruchamiać aplikacji. Zbliżeniowych płatności mobilnych Visa można dokonywać w ponad 280 tys. terminali zbliżeniowych w Polsce, tj. w ponad 70% wszystkich terminali POS funkcjonujących na rynku. Do końca 2017 r. wszystkie terminale POS w Polsce będą przyjmowały zbliżeniowe płatności mobilne Visa. Karta Visa instalowana na karcie SIM w telefonie jest odrębną kartą płatniczą – ma swój własny numer oraz kod CVV2, dzięki czemu może być wykorzystywana również do płacenia w internecie. Zbliżeniowe płatności mobilne Visa na kwotę do 50 zł nie wymagają potwierdzenia transakcji kodem PIN (chyba, że zostanie przekroczony limit takich transakcji ustalony przez bank). Płatności na kwoty powyżej 50 zł są zawsze autoryzowane za pomocą kodu PIN. Płatności mobilne są tak samo chronione i bezpieczne jak płatności kartą zbliżeniową. Kartę zbliżeniową NFC będzie można zamówić poprzez bankowość mobilną ING BankMobile, bankowość internetową ING BankOnLine, a także w oddziale banku. Klienci nie posiadający konta w ING Banku Śląskim, będą mogli zamówić kartę otwierając uprzednio rachunek. dostarczył infoWire.pl
  • sobota, 29 listopada Finansowy sukces dzieci w rękach rodziców (Finanse) (by dionizy.pl)
  • piątek, 28 listopada ING Bank Śląski nagrodzony za Portfel Elektroniczny V.me (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    ING Bank Śląski otrzymał nagrodę za Portfel Elektroniczny ING w kategorii „Najlepszy program / system / urządzenie IT w Polsce w 2014 roku do obsługi systemów kartowych” podczas międzynarodowej konferencji Central European Electronic Card Warsaw 2014. W maju br. ING Bank Śląski jako pierwszy bank w Polsce, i jeden z pierwszych w Europie, wdrożył usługę elektronicznego portfela V.me by Visa. Portfel Elektroniczny ING umożliwia szybkie, bezpieczne i wygodne płatności w sklepach internetowych poprzez przechowywanie w jednym miejscu danych wielu kart. Użytkownik może wprowadzić do niego karty debetowe, kredytowe, przedpłacone, chargé organizacji płatniczej Visa i MasterCard – wydane przez różnych polskich i europejskich wydawców. Dokonywanie płatności trwa kilka sekund, jest łatwe i wygodne. Usługa zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Aby korzystać z Portfela Elektronicznego ING nie trzeba być klientem ING Banku Śląskiego. Można go założyć wchodząc na stronę www.ingbank.pl/vme. Klienci ING Banku Śląskiego mogą również skorzystać z usługi ekspresowej aktywacji Portfela w systemie ING Bank Online. Usługa jest bezpłatna. Więcej informacji o Elektronicznym Portfelu ING oraz obowiązujących promocjach dla Posiadaczy Portfela można znaleźć na stronie.    dostarczył infoWire.pl
  • czwartek, 27 listopada Polacy uważają, że ceny nieruchomości wzrosną – wynika z badania ING (Wiadomości branĹźowe) (by netPR.pl)
    Co drugi Polak uważa, że w nadchodzących miesiącach ceny nieruchomości wzrosną – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”, badającego opinie konsumentów wobec rynku nieruchomości oraz kredytów mieszkaniowych. Co drugi Polak uważa, że ceny nieruchomości wzrosną w nadchodzących miesiącach. To 15% więcej niż w 2012 r.  Najczęściej na wzrost cen wskazują Brytyjczycy (78%), najrzadziej Włosi (31%) i Hiszpanie (46%). Pod względem oceny sytuacji na rynku mieszkaniowym Polacy są umiarkowanymi optymistami w porównaniu do innych krajów. Warto zwrócić uwagę także na mieszkańców Holandii,  gdzie stabilizacja cen po około 6 latach spadków wystarczyła, aby spodziewali się już ich wzrostu. Polacy są ostrożniejsi, bo dopiero dwa lata od czasu odbicia od dołka z 2012 roku połowa respondentów z Polski podziela opinię o wzroście cen nieruchomości. Nasze oczekiwania odnośnie wzrostu cen w przyszłym roku są mniej optymistyczne. Po latach boomu mieszkaniowego ceny nieruchomości w Polsce osiągnęły „poziom bólu”. Dalszy ich wzrost pogorszy sytuację w kraju, który cierpi na deficyt mieszkań. Jednym z priorytetów polityki gospodarczej powinno być zapewnienie taki warunków na rynku, aby możliwy był wzrost popytu na mieszkania i zaspokajanie deficytu bez istotnego efektu cenowego. Patrząc na najbliższy rok, mamy do czynienia z zaostrzeniem regulacji, jak ta dotycząca większego wkładu własnego. Dodatkowo przejściowe spowolnienie gospodarcze i ryzyka geopolityczne spowodowały, że konsumenci bardzo ostrożnie podchodzą do nowych wydatków. Nie dziwi więc, że na rynku osłabła sprzedaż nowych kredytów mieszkaniowych w trzecim kwartale tego roku  - powiedział Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika także, że według Polaków jeżeli chce się zrobić karierę, najlepiej zamieszkać w Wielkiej Brytanii (25%). Polacy swój własny kraj wskazują dopiero na piątym miejscu m.in. po Niemczech (18%), Norwegii (12%) i Szwajcarii. Znacznie lepiej swój kraj pochodzenia oceniamy jako najlepsze miejsce do wychowania dzieci (15%) i spędzenia czasu na emeryturze (17%). Przeciętny Europejczyk chciałby wychowywać dzieci w Szwecji, robić karierę w Niemczech, a emeryturę spędzić w Hiszpanii. Większość ankietowanych społeczeństw chciałaby wychowywać dzieci w Szwecji, bo zapewne ceni zabezpieczenie socjalne na najwyższym poziomie. Tak odpowiedzieli mieszkańcy 7 z 13 państw które wzięli udział w badaniu. Jednym z wyjątków są Polacy, którzy wybierają Wielką Brytanię. Podobnie większość ankietowanych chciałaby robić karierę w Niemczech (7 z 13), tylko nie Polacy. Być może uznają, że tolerancja dla emigrantów jest mniejsza niż w na wyspach brytyjskich. Polacy odpowiadają stereotypom międzynarodowym tylko w kwestii wymarzonego miejsca na spędzenie emerytury - tak jak wiele badanych krajów preferują Hiszpanię (6 na 13). Można więc powiedzieć, że wiele społeczeństw europejskich chce zabezpieczenia socjalnego na najwyższym poziomie, podczas gdy Polacy na pierwszym miejscu stawiają ni